LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Styczeń, 2010

Lektury 2004

Posted by kotmonika under Lektury

1. Czas cappucino – Adrian Mole – Sue Townsend – styczeń – nota 5

2. Sekretny dziennik Adriana Mole’a – Sue Townsend – styczeń – nota 5

3. Trzech panów w łódce nie licząc psa – Jerome K. Jerome – styczeń – nota 5

4. Poskramianie bydła – Magnus Mills – styczeń – nota 4

5. Samotność w sieci. Tryptyk – Janusz Leon Wiśniewski – styczeń – nota 5

6. Zakrzepły dzień – Josephine Hart – styczeń – nota 5

7. Mróz i ogień – Roger Zelazny – styczeń – nota 4

8. The Commitments – Roddy Doyle – styczeń – nota 4

9. Kobieta, która wpadała na drzwi – Roddy Doyle – styczeń – nota 5

10. W świetle dnia – Graham Swift – styczeń – nota 5

11. Pewnej nocy w parku – opowiadania baskijskie – styczeń – nota 5

12. Mamuśka – Brendan O’Carroll – styczeń – nota 5

13. Historia mojej twarzy – Kathy Page – styczeń/luty – nota 5

14. Urwisy – Brendan O’Carroll – luty – nota 5

15. Wojna w rodzinie Tate – Alison Lurie  – luty – nota 5

16. Drzwi numer trzy – Patrick O’Leary – luty – nota 5

17. Diabeł na wolności – Erica Jong – luty – nota 5

18. Tatuś Muminka i morze – Tove Jansson –  luty – nota 5

19. Pożeglować do Bizancjum – Robert Silverberg – luty – nota 5

20. Pamiętniki Adama i Ewy – Mark Twain – luty – nota 5

21. Czas celibatu – Carol Shields – luty – nota 5

22. Ocean Morze – Alessandro Baricco – luty – nota 5

23. Kolebka nawigatorów – Karol Olgierd Borhardt – marzec – nota 5

24. Współczesna męczennica – Valerie Martin – marzec – nota 5

25. Trzydziestka na karku – Lisa jewell – marzec – nota 5

26. Córka kanibala – Rosa Montero – marzec – nota 5

27. Widmowe dzieci – Sue Townsend  – marzec – nota 5

28. Skaza – Josephine Hart – marzec – nota 5

29. Nigdy już – William Hjortsberg – marzec – nota 5

30. Dzienniki – Kurt Cobain – marzec – nota 4

31. Nie do pojęcia – Ben Elton – marzec – nota 5

32. Haweswater – Sarah Hall – kwiecień –  nota 5

33. Zaułek łgarza – Robert McLiam Wilson – kwiecień – nota 4

34. W ruchu – Valerie Martin – kwiecień – nota 5

35. Duża ryba – Daniel Wallace – kwiecień – nota 5

36. Skóra – Kathie Koja – kwiecień – nota 5

37. Na oślep – Michael Frayn -kwiecień / maj – nota 5

38. Małe ptaszki – Erica Jong – maj – nota 5

39. Gwiazda jednego sezonu – Lisa Jewell – maj/czerwiec – nota 5

40. Uciec przed koszmarem – Graham Masterton- czerwiec – nota 5

41. Kolor bursztynu – Hanna Cygler – czerwiec – nota 5

42. Zniknięcie – Tim Krabbe – czerwiec – nota 4

43. Morderstwo w Orient Expressie – Agatha Christie – czerwiec – nota 4

44. Świnskim truchtem – Joanna Fabicka – czerwiec – nota 4

45. Więzy rodzinne – Deborah Moggach – lipiec – nota 5

46. W Orient Expresie bez zmian – Magnus Mills – lipiec – nota 5

47. Babunia – Brendan O’Carroll – lipiec – nota 5

48. Szaleństwo z konieczności – Jenn Crowell – lipiec – nota 5

49. Kosmetyka wroga – Amelie Nothomb – lipiec – nota 5

50. Dziesiąte podejście – J.T. McIntosh – lipiec – nota 4

51. Opętanie – Antonia Susan Byatt – lipiec – nota 5

52. Popcorn – Ben Elton – sierpień – nota 4

53. Alexandra – Valerie Martin – sierpień – nota 5

54. Morze, morze – Iris Murdoch – sierpień – nota 5

55. Mężczyzna sentymentalny – Javier Marias – sierpień – nota 4

56. Hawksmoor – Peter Ackroyd – sierpień – nota 4

57. Godziny – Michael Cunningham – sierpień – nota 5

58. Trzech na audiencji u króla – Magnus Mills – wrzesień – nota 5

59. Do latarni morskiej – Virginia Woolf – wrzesień – nota 4

60. Flirt herbaty z medycyną – Iwona Wawer – wrzesień – nota 5

61. Jej portret – Rose Tremain – wrzesień – nota 5

62. Własność – Valerie Martin – wrzesień – nota 5

63. Bar McCarthyego – Pete McCarthy – wrzesień – nota 5

64. Kuba Rozpruwacz: Portret zabójcy – Patricia Cornwell – wrzesień/październik – nota 5

65. Ostateczne wezwanie – Deborah Moggach – październik – nota 5

66. Cień słońca – Antonia Susan Byatt – październik – nota 5

67. Fanny – Erica Jong – październik – nota 5

68. Los powtórzony – Janusz Leon Wiśniewski – październik – nota 5

69. Mariette w ekstazie – Ron Hansen – października – nota 4

70. Dziewczyna w hiacyntowym błękicie – Susan Vreeland – październik/listopad – nota 5

71. Starcy z Brighton – Saint Bris Gonzague – listopad – nota 5

72. Spadające anioły – Tracey Chevalier – listopad – nota 5

73. Dzwony – Charles Dickens – listopad – nota 4

74. Chodźmy razem – Josie Lloyd, Emlyn Rees – listopad – nota 5

75. Znowu razem – Josie Lloyd, Emlyn Rees – listopad – nota 5

76. Artykulacja słów – Camilla Gibb – listopad – nota 4

77. Ex-żony – Deborah Moggach – listopad – nota 4

78. Radość w zarodku – Kathy Lette – grudzień – nota 4

79. Biała wieża – Ola Bocheńska – grudzień – nota 4

80. Zapiski z wielkiego kraju – Bill Bryson – grudzień – nota 5

81. Piknik pod wiszącą skałą – Joan Lindsay – grudzień – nota 4

82. Kto zabił Kurta Cobaina – Max Wallace – grudzień – nota 5

83. City – Alessandro Baricco – grudzień – nota 4

Zima nie ustępuje…

Posted by kotmonika under Blog

Kolejna niedziela i mimo ogromnych nadziei na wiosnę zima nie ustępuje i wciąż daje się we znaki. Jedyną nagrodą dzisiejszego dnia było piękne ostre słońce (o jakże miło grzeje, kiedy  wystawi się w jego kierunku twarz!), przez co nawet najbardziej szary zimowy pejzaż zyskał na uroku i cieszył oko. Południowy spacer przy minusowych temperaturach okazał się całkiem przyjemny. Być może kolejna taka zima czeka nas za kilka albo kilkanaście lat. Zatem trzeba na zapas nacieszyć się takimi ilościami śniegu  i złapać chwilę w obiektywie  – co uczyniłam i prezentuję poniżej. Ostatni dzień stycznia żegna nas typowo mroźną aurą, a luty ma ponoć być wierną kopią poprzednich tygodni. Zatem pozostaje nam trzymać się ciepło i odliczać do wiosny…

[31.01.2010]

Książki o książkach

Posted by kotmonika under Blog

Są książki, które się czyta.

Są książki, które się pochłania.

Są książki, które pochłaniają czytającego.

[Marii Pruszkowska]

Jako czytelnik cierpiący na nieuleczalną chorobę wiecznego głodu pochłaniania nowych książek, a tym samym pomieszkiwania w przeróżnych światach zrodzonych z ludzkiej wyobraźni, uwielbiam dość często stosowany przez autorów zabieg czyli książki o książkach lub pasji czytania. Do takich z pewnością należy powieść polskiej autorki Marii Pruszkowskiej pt. Przyślę Panu list i klucz, wznowiona w  roku 2009 przez wydawnictwo Formicula. Kontynuacją tej książki są powieści Życie nie jest romansem, ale… oraz Piękne dni Aranjuezu. Wszystkie trzy są tak naprawdę rodzinnymi wspomnieniami autorki: Przyślę Panu list i klucz – opisuje młodość w międzywojennej Warszawie, Życie nie jest romansem, ale…– lata wojny, a trzeci tom zdominowały przeżycia autorki u schyłku wojny, po wyjściu z powstańczej Warszawy, wywiezieniu w głąb Niemiec i podjęciu decyzji o powrocie do Polski po zakończeniu wojny. O pierwszej książce z tego cyklu tak można przeczytać na jednym z portali internetowch:

[…] Jest książką o książkach. Opowiada o perypetiach pewnej warszawskiej rodziny, której członkowie byli maniakami czytania. Książki wytyczają rytm dnia i czytane są w tej rodzinie nawet przy stole podczas posiłków. W dyskusjach, rozmowach a nawet kłótniach pełno jest cytatów z książek. Pełno tu odwołań do Sienkiewicza, Prusa, Słowackiego, Wierzyńskiego, Żeromskiego, Dickensa, Londona, Balzaka, Curwooda, Montgomery i innych. Co prawda na początku jedynie matka separowała się od książek, ale po latach dała się wciągnąć do grona rodzinnych czytaczy. Dwie córki starsza Alina i młodsza (narratorka) Zosia, odziedziczyły miłość do książek po ojcu.

Istotą życia Ojca były książki. Ojciec czytał ciągle. Czytał przy jedzeniu, czytał w pociągu i w tramwaju, i na przystanku. Czytał po południu w fotelu, wieczorem w łóżku. Najważniejsze obowiązki życiowe odwalał – można by powiedzieć – szybko, uczciwie i precyzyjnie, nie wkładając w nie serca ani zapału. Odwalał je też cierpliwie, nigdy się nie buntując, a żeby kupić sobie prawo do zatracania się w książkach podczas godzin należących do niego.

[30.01.2010]

Nie wszystkim wiadomo, że popularny szkocki pisarz literatury przygodowej, poeta i reportażysta Robert Louis Stevenson o mały włos przejąłby rodzinny interes i został podobnie jak jego ojciec i dziadek konstruktorem i inżynierem – budowniczym m.in. wielu szkockich latarni morskich. Los jednak pchnął chorowitego potomka genialnych budowniczych ku literaturze angielskiej i poszukiwaniu lepszych miejsc do życia niż rodzinne strony, gdyż szkocki klimat tylko pogarszał jego stan zdrowia. Robert zmarł młodo bo w wieku 44 lat, ale zostawił po sobie wiele powieści, które dziś stały się już klasyką np. Wyspa skarbów, Porwany za młodu czy Doktor Jeckyll i Mr Hyde. W tym samym czasie pozostali w Szkocji Stevensonowie wciąż projektowali i nadzorowali budowy latarni morskich, które zlokalizowane są często na malutkich skalnych wysepkach na pełnym morzu. O ich życiu, zmaganiach, problemach i sukcesach konstruktorskich można przeczytać w wspaniałej książce Belli Bathurst pt. The Lighthouse Stevensons (Harper Collins 1999). Niestety póki co, wydanej tylko w języku angielskim.

[29.01.2010]



Czeka na dobre serce…

Posted by kotmonika under Blog

Ta śliczna 3-letnia suka Milusia czeka na nowy dom w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt „Ciapkowo” w Gdyni przy ul. Małokackiej 3A. Takich zwierząt jest w całej Polsce mnóstwo. Serca wszystkich podbił ostatnio piesek ochrzczony od nazwy statku, który go uratował – Baltic. Przez 3 dni utrzymał się przy życiu na kawałku kry rzecznej, która ostatecznie wyprowadziła go na pełne morze. Psiaka uratowali marynarze i od dziś jest już oficjalnie zamusztrowany na ich jednostkę. Mnóstwo ludzi chce go przygarnąć, ale nie trzeba być psim bohaterem mediów, aby zasłużyć sobie na miłość, ciepło i dobrą strawę. W schroniskach czekają najlepsi przyjaciele człowieka: psiaki i koty, które czasami od narodzin znają tylko to środowisko, albo sparzyli się już na ludziach, choć nigdy nie przekreślą człowieka jako swego opiekuna. Portal aukcyjny Allegro coraz liczniej prezentuje zwierzaki, które szukają domu. Nie jest prostą decyzją wziąć na siebie odpowiedzialność za zwierzaka, ale uczucie jakim może zapłacić za troskę i czułość jest bezcenne.

[28.01.2010]

Milusia z gdyńskiego schroniska

Kolejne urodziny…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Kolejny 27 stycznia i znów minął rok, a co za tym idzie trzeba się oswoić z nową liczbą lat… na swoim koncie. Dzień był tak przyjmeny od samego rana, że nie zepsuła go ani wieczorna śnieżyca ani ślizgający się po nawierzchni samochód, nad którym trudno było zapanować. Ale co tam trudne miejskie warunki! To nic wobec przeszkód z jakimi musieli się zmierzyć właściciele pewnej szkockiej latarni morskiej. Historia przytaczana przez PAP jest niesamowita:

POSZŁA NA ZAKUPY, WRÓCIŁA PO 30 DNIACH

Dopiero po 30 dniach zdołała wrócić do domu pewna mieszkanka Szkocji, która przed Bożym Narodzeniem pojechała do miasta kupić świątecznego indyka. Jadąca z Inverness do domu na trudno dostępnym przylądku Cape Wrath pani Kay Ure nie mogła pokonać ostatnich 17 km drogi z powodu obfitego śniegu. Na najdalej wysuniętym na północ skrawku Wielkiej Brytanii 57-letnia pani Ure wraz z mężem prowadzi kawiarnię w latarni morskiej. 23 grudnia mąż odwiózł ją samochodem około 17 km do jeziora Kyle of Durness, skąd przeprawili się łodzią, po czym pani Ure wsiadła w mikrobus do Inverness. Kiedy miała wrócić, droga do latarni morskiej była już nieprzejezdna.

Boże Narodzenie spędziła u przyjaciół w przyczepie kempingowej w Durness, a jej mąż – w latarni, w towarzystwie ich sześciu psów oraz dwóch turystów, którzy przyszli do kawiarni. Dopiero kiedy poprawiła się pogoda, mógł on dojechać samochodem do Durness i zabrać stamtąd małżonkę. Jak powiedział BBC, „miło było zobaczyć ją znowu, a ona była zadowolona, że wróciła do domu”. Dodał, że urządzają w końcu „małe obchody Bożego Narodzenia” i podkreślił, że gdy przeprowadzali się na Cape Wrath, byli przygotowani na problemy związane z życiem w niedostępnym miejscu.

[27.01.2010]

Cape Wrath widziane od strony morza

Dzień urodzin ludzi wielkich…

Posted by kotmonika under Blog

Dziś swoje 61 urodziny obchodzi amerykański pisarz Jonathan Carroll. 26 stycznia to data, w której przychodzą na świat wielcy i utalentowani ludzie m.in. Paul Newman, Roger Vadim, król Szwecji i Norwegii Jan Karol XIV, George Geshwin, św. Franciszek z Asyżu, Papież Paweł VI czy Olivia Newton-John. Jak podaje portal astrologiczny, kto urodził się dnia 26 stycznia to:  jego projekty i zamiary sięgają bardzo daleko. Dla mnie twórczość Carrolla stała się zaczątkiem wielkiej fascynacji jego twórczością i osobą i poskutkowała poszukiwaniem podobnych historii w całej światowej literaturze. Lubię te obce, tajemnicze pierwiastki w powieściach całkiem realistycznych, kiedy nagle coś zaczyna umykać nam spod kontroli i nie da się tego niczym racjonalnie wyjaśnić. Carroll uzmysłowił mi, że książka nie musi być napisana w ściśle określonej konwencji czy stylu, że można nagle zmieniać jej charter, zaskoczyć czytelnika, nie pozwolić mu poczuć się pewnie i bezpiecznie. Do dziś przeczytałam wszystkie jego powieści i zbiory opowiadań. Choć miewał lepsze i gorsze okresy to jest wierny swemu stylowi i sposobowi widzenia rzeczywistości, a raczej NIErzeczywistości. Carroll nie pisze dla publiki, nie szuka poklasku. Jest w swej pracy systematyczny i zorganizowany jak robotnik porannej zmiany. Chce opowiadać dobre historie, które przelewa na papier podążając za swoimi bohaterami, którzy nie raz zaskakują także jego samego . Można z Carrolla wyrosnąć, można odkrywać kolejne ukryte dno albo wracać do niego po wielu latach, jak po długiej podróży do dobrze znanych pomieszczeń, miejsc i ludzi. Jest kimś kto mądrze opowiada o życiu, mimo że przeplata realizm ze zjawiskami z innego, niepoznanego świata. Jego pisarstwo pełne jest błyskotliwych sentencji o relacjach międzyludzkich i doświadczeniach z pogranicza życia i śmierci. Dla mnie zawsze będzie kimś ważnym, dlatego 26 stycznia jest co roku dniem wyjątkowym i dobrym początkiem na rozpoczęcie (o  jeden dzień wcześniej) świętowania własnych urodzin.

[26.01.2010]

(NIE)daleka przyszłość

Posted by kotmonika under Blog

Być może starość to rozświetlone pokoje w pamięci i ludzie, którzy tam żyją…

[Philip Larkin, 1922-1985, angielski poeta, pisarz i krytyk jazzowy]

Często dopadają mnie natrętne myśli jaka to będzie moja starość, czy w ogóle będzie, a jeśli tak, to czy może być mimo wszystko pięknym i oczekiwanym ostatnim etapem życia… W dzieciństwie wydaje się czymś co nas nigdy nie spotka, w wieku nastoletnim bywa powodem drwin i buntu, przeciw temu co reprezentuje pokolenie tak bardzo odległe myślowo i pokoleniowo, w pierwszych zawodowych krokach i związkach zaczyna nam się rozgaszczać w podświadomości, a po 30-tce  całkiem śmiało zerka codziennie do naszego lustra… Jak będzie dalej? Czy stanie się oczekiwanym czy niechcianym koniecznym balastem? Dziś tego z pewnością nie wiem, ale motto z Larkina daje nadzieję na spotkanie z czymś bliskim i znanym. Sam poeta uczynił śmierć tematem, który stale przewija się przez jego twórczość. Jeśli ktoś chciałby sobie przybliżyć jego postać i wiersze to najlepszą skarbnicą nieszablonowej wiedzy o Larkinie będzie opracowanie wspaniałego znawcy literatury i poezji angielskiej , krytyka i tłumacza Jerzego Jarniewicza pt. Larkin. Odsłuchiwanie poezji. W jednej recenzji tej książki znalazły się takie słowa zachęty:

[…] Wielkim atutem książki jest jej język. Nie są to nadęte naukowe opracowania, chłodna analiza kawałek po kawałku „co autor miał na myśli”. Widać od razu, że pisał to prawdziwy pasjonat literatury. Lektura powyższa jest czymś znacznie większym niż zwykłe opracowanie sylwetki i twórczości pisarza. To prawdziwa poezja o poezji. [Kalina Bieluch, www.granice.pl]

[25.01.2010]

Pluszakowe statki

Posted by kotmonika under Blog

Rok 2010 to 65-lecie istnienia popularnych i kochanych na całym świecie Muminków – postaci książkowych stworzonych przez fińską pisarkę – Tove Jansson. Kojarzone są z krajami skandynawskimi toteż dziś można je spotkać na promach pływających między obydwoma krajami. Armator Silja Line od roku 2001 stał się oficjalnym przewoźnikiem Muminków.  Posiada nie tylko licencję na sprzedaż pluszowych postaci wykreowanych przez pisarkę na swoich promach, ale rownież  promuje tych książkowych bohaterów w specjalnych programach dla pasażerów i działaniach marketingowych firmy.  Promy Silja Line są na swoich burtach oznakowane specjalnym logiem The official Seacarrier of Moomin. Obecnie w roku jubileuszowym program muminkowy został znacznie rozbudowany, np. dzieci mogą odbyć szkolenie z zakresu ochrony środowiska wód Bałtyku w ramach Morskiej Szkoły Muminków, a restauracje zaserwują najmłodszym pasażerom specjalne muminkowe dania.

Nie będę ukrywać, że pod moich dachem zamieszkał lata temu również jeden z Muminków. Wprawdzie przybył do mnie nie promem, ale zwyklą paczką pocztową w kartonie po mleku, ale  do dziś ma się dobrze i przypomina wspaniałą serię książek dla dzieci. Moją ulubioną cześcią jest Tatuś Muminka i morze ze względu na znaczną rolę latarni morskiej w całej tej historii.

[24.01.2010]


Groza z naszego podwórka

Posted by kotmonika under Blog

Pod koniec 2009 roku ukazała się antologia rodzimych opowiadań grozy pt. City 1. Wspólnym motywem wszystkich historii jest pejzaż miasta i miejska atmosfera. Tą nietypową publikację wypuściło na rynek Wydawnictwo Forma ze Szczecina. Wielkie brawa za odwagę, bowiem nasz księgarski rynek od lat zalewają tłumaczenia zbiorów opowiadań znanych autorów grozy. W tym przypadku sprzedaż napędzają już same nazwiska z okładki. A zdecydowanie warto zapoznać się z tym, co dzieje się na naszym rodzimym podwórku strachu. Tym bardziej, że tom pierwszy z serii City prezentuje ponad dwudziestu autorów, spośród których być może narodzi się w najbliżych latach polski Stephen King, James Herbert czy Graham Masterton. Wszystkim naszym autorom grozy życzę stałej weny twórczej, niegasnących inspiracji oraz obowiązkowej obecności Muzy podczas pisania.

[23.01.2010]

Gdzie te czasy, gdzie te budowle…

Posted by kotmonika under Blog

Czasami jak spoglądam na stare kartki pocztowe sprzed wielu lat, żal serce ściska za nieistniejącym już wyglądem niektórych naszych nadmorskich miejscowości letniskowych. Doprowadzone do ruiny w czasach komuny, poupadały z roku na rok. Po roku 1990 próbują wskrzesić swój dawny czar , ale wiele lat trzeba będzie jeszcze odczekać, aby przywrócić im dawny charakter.  Od zawsze zachwyt mój budziła konstrukcja molo wraz z zabudową restauracyjną i kuracyjną w dawnym, przedwojennym Świnoujściu. Dziś podobna zabudowa wciąż zachwyca turystów w sąsiednim Ahlbecku. Ale to miasteczko trwało od zawsze w innym systemie. W naszym kurorcie, póki co, wciąż mówi się tylko o planach zbudowania nowego, najdłuższego w Polsce molo. Czas pokaże, czy ta inwestycja się powiedzie i czy będzie atrakcyjna architektonicznie.  Na razie po raz kolejny popatrzę sobie na dawne Świnoujście, miało ono swój klimat… i wiernych kuracjuszy.

[22.01.2010]

Niezastąpieni przyjaciele

Posted by kotmonika under Blog

My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół, co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać. [Epikur]

Ta bardzo trafna myśl greckiego filozofa i to co doświadczam przez ostatnie tygodnie i miesiące, skłania mnie do otwartego podziękowania losowi, za ludzi których spotkałam na swojej drodze życia prywatnego i zawodowego. Nie ma nic piękniejszego i ważniejszego nad to poczucie, że jeśli noga się nam podwinie albo życie przyprze do muru i obarczy problemami, z którymi nie będziemy już dawali rady, istnieje ktoś – czy to namacalnie blisko, czy po drugiej stronie słuchawki telefonicznej albo gdzieś tam w odległej ale przyjazdnej skrzynce mailowej – gotowy doradzić, wesprzeć, a czasami  tylko wysłuchać. Jeśli ma się kogoś, kto chroni i roztacza nam nami parasol ochronny, kto staje się  tym światełkiem, które czasami ledwie się tlące, ale jednak rozprasza najczarniejszy mrok – wiem, że uda się pokonać wszystko. Więc chylę czoło i dziękuję – TYM tuż obok, a także TYM rozmówcom telefonicznym i mailowym – za czas, cierpliwość, wytrwałość i nieugietość postawy. Są moimi drogowskazami i światłem z latarni morskiej mojego osobistego rejsu na mapie życia… Ich najważnijeszą cechą jest to, że zawsze przywracają na właściwy kurs.

[21.01.2010]

Vladimir Kush,

7, a raczej 9 cudów Poznania

Posted by kotmonika under Blog

Dziś poznański portal >moje miasto poznan< opublikował wyniki plebiscytu na 7 cudów Poznania. W finałowej siódemce znalazło się aż 9 obiektów bowiem miejsca 2 i 7 przypadły ex-aequo dwóm finalistom. Poznaniacy w swym głosowaniu uznali, że najatrakcyjniejsze miejsca w naszym mieście to:

1. Zamek Cesarski

2. Cerkiew św. Mikołaja / Stary Browar

3. Ratusz

4. Park Sołacki

5. Biblioteka Raczyńskich

6. Palmiarnia i Park Wilsona

7. Teatr Polski / Cytadela

Kiedy zobaczyłam wyniki tego plebiscytu zastanowiłam się, czy zgodne są z moim odbiorem i oceną tych miejsc. Jestem mocno zaskoczana, że Zamek trafił na 1 pozycję. Z wyróżnionych obiektów zdecydowanie podzielam opienie o Parku Sołackim i Wilsona wraz z Palmiarnią. Stary Browar to w porównaniu z innymi wyróżnionymi miejscami obiekt nowy, ale niezwykły i doceniany na całym świecie. Zamiast Ratusza wyróżniłabym całe Stare Miasto. Dla mnie miejscem z zdecydowanie magicznym klimatem jest mała dzielnica Śródka… Niestety nie trafiła na listę. Oczywiście wynik konkursu to średnia z głosów tylko tych osób, jakie zechciały wypełnić formularz czy posłać sms. Gdyby zapytano każdego Poznaniaka, na pewno inaczej rozłożyłyby się te opinie. Ale cieszy, że nie brakuje miejsc mogących uchodzić za cud naszego lokalnego świata.

[20.01.2010]

Poniżej: Park Wilsona jesienią [fot. Zuzanka]

Najstarsza psina – Minuś

Posted by kotmonika under Blog

W Poznaniu żyje najstarszy psiak w naszym kraju – ale podejrzewa się, że mając taką metryczkę –  również na świecie. Wabi się Minuś i jest prawdziwym psim seniorem. Jego wiek to 26 lat.  Dzieciństwo (pierwsze dwa lata) spędził w schronisku. Potem trafił do domu starszej pani, z którą był aż do jej śmierci. Obecnie jest pod opieką fundacji Zwierzęta i my, która planuje  utworzyć dom dla psów-seniorów, gdyż zwierzęta w podeszłym wieku rzadko trafiają do nowych rodzin, a zasługują na dobrą starość. Minuś jest może i wiekowy, ale prezentuje się całkiem nieźle. Dobrze, że trafił na swojej drodze na dobrych ludzi…

[19.01.2010]

Optyka niosąca pomoc

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Latarnie morskie są uosobieniem tego co w człowieku najpiękniejsze i najważniejsze – chęci niesienia pomocy, wytyczania bezpiecznej drogi, wskazywania dla zagubionych wędrówców morskich przestworzy lądu i przypominania, że gdzieś niedaleko są ludzie, którzy czuwają nad twoim losem. Wpatrując się w starą, nieczynną już optykę, latarni morskiej Rozewie aż chce się dostrzeć w odbiciu tych soczewek historie, jakich była świadkiem. Komu pomogły te światła? Kto ich wypatrywał i w jakich warunkach?Jak bardzo były wytęsknione? Z jakimi nadziejami wyczekiwane… W takich chwilach oddech historii czuje się wręcz namacalnie: gdzieś w uszach pobrzmiewa huk sztormowych fal, szum koron ogromnych buków porastających klif, wycie wiatru na laternie i skrzypienie schodów. W takich warunkach, o każdej porze roku, latarnicy stawiali czoła swoim obowiązkom i nigdy nie schodzili z posterunku. Ich praca od zawsze wymagała żelaznej dyscypliny. Czy dziś łatwo byłoby wziąć na siebie tak poważne zobowiązania?

Czasy się niestety zmieniły i latarnie są już tylko coraz cześciej obiektami turystycznymi i wszystko zmierza ku temu, by właśnie pod tym kątem dostosowywać ich pomieszczenia przyjezdnym gościom. Trochę żal tego, co bezpowrotnie minęło. Na szczęście cudownie zachowane obiekty otwierają przed nami swoje podwoje i dostarczają niezwykłych przeżyć i widoków, dla których warto pokonać lęk wysokości czy ból nóg przy wspinaniu się na setki stopni. Wyjazd nad morze bez zaplanowania zwiedzania choćby jednej z nich to zmarnowana szansa obcowania z budynkami, w których takie wiele jest z ducha romantycznej przygody,  jak i okazji do żywej lekcji z historii nawigacji.

[18.01.2010]

Subscribe to LATARNICA