LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Marzec, 2010

Dobrze, że są książki…

Posted by kotmonika under Blog

Dobrze, że są książki… One bywają drzwiami do innych krain, wnętrz ludzkich serc, obcych światów i zdarzeń, których może obawialibyśmy się przeżyć w rzeczywistości, ale na łamach książek chętnie w nich uczestniczymy. Dobrze, że są pisarze. Ich wyobraźnia, wiedza, doświadczenie wzbogacają czytelników. Słowa, które wychodzą spod ich piór są przekaźnikami na linii pisarz – czytelnik. Bywają książki, które zmieniają nasze życie, wpływają na podjęcie pewnych decyzji, utwierdzają nas w swoich postawach, pomagają iść własną ścieżką. Nie jest mi teraz łatwo uciekać w krainy książek, ale czytam…  Pomału. Po to aby wrócić do dawnego rytmu, a przed wszystkim po to, aby na nowo poczuć jakie to przyjemne. Wiem, że nadejdzie taka chwila, kiedy przyjemność obcowania z książką i zawartą w niej historią będzie na powrót małym misterium. Pisarze – jako władcy słów – mają tą niezwykłą umiejętność zamykania rzeczy codziennych w najlepsze słowa jakimi można to ubrać. Doceniam i podziwiam ich talent zestawiania liter i pojęć. Bo ten ciąg znaków jakimi są litery potrafi poruszyć wyobraźnię i zbudować z detalami nowy świat. Czyż to nie magiczne zajęcie?

[31.03.2010]

Być „inaczej”

Posted by kotmonika under Blog

Z listu od przyjaciela:

[…] Teraz potrzeba po prostu trochę czasu na to, żeby się przyzwyczaić, że nie ma Twojej Mamy fizycznie . Ale tylko fizycznie. Bo nie raz będziesz czuła, że jednak cały czas jest, tyle że trochę „inaczej”.

Ostatnie dni – najtrudniejsze w okresie żałoby, bo trzeba jakoś znaleźć swój własny rytm, aby przejść przez te pierwsze doby po utracie kogoś  –  poza całym bólem jaki odczuwam, dostarczyły mi również wiele pozytywnych, wręcz  niesamowitych pokładów dobrej energii. Ludzie, których spotkałam na swojej drodze nie zawiedli, ciągle mnie zaskakują tym, jak doskonale potrafią dobrać słowa, czyny, gesty i co najważniejsze – to wszystko co od nich otrzymuję wzmacnia i pozwala jakoś się trzymać. Dziękuję Wam wszystkim, którzy piszecie, telefonujecie, sms-ujecie albo po prostu myślicie o mnie. W tej chwili nie ma nic cenniejszego i bardziej stawiającego na nogi. Jesteście wspaniali!

[30.03.2010]

Czas zadumy

Posted by kotmonika under Blog

Z maila od przyjaciela:

Żal się nie kończy… Ale przestaje w końcu nas przytłaczać…

To bardzo mądre i trafne słowa, które dotarły do mnie z całą mocą tuż po przeczytaniu. Bo 14 lat temu przechodziłam już przez podobnie trudny czas opłakując  tatę i dziś żal i smutek trwa, ale nie jest już dominujący. Wiem, że będzie musiało minąć naprawdę sporo czasu, abym spojrzała na wszystko inaczej, z dystansu… Ale pociesza to, że TAKI czas nadejdzie… Że jest tam gdzieś w perspektywie, jeszcze ukryty, ale dostępny.

[29.03.2010]

Sekunda, która zmienia wszystko

Posted by kotmonika under Blog

27 marca 2010 roku o godz 12.20 w południe odeszła do lepszego świata moja ukochana MAMA. Wiem, że jest teraz wreszcie wolna od choroby, która ją pokonała i przebywa wśród ukochanych osób. Mamo! Dziękuję ci za każdą wspólną sekundę, którą spędziłyśmy, za wszystkie radości i smutki, za chwile dobre i złe, za całą życiową mądrość, którą mi przekazałaś, za wiedzę i doświadczenie którym się dzieliłaś, a przede wszystkim za to – że nigdy we mnie nie zwątpiłaś- że stałaś za mną murem w każdej sytuacji, że nigdy nie odmówiłaś pomocy. Dałaś mi wszystko co może matka ofiarować dziecku, tak żeby zawsze czuło się kochane, potrzebne  i najważniejsze. Nigdy ci tego nie zapomnę. To jakim jestem dziś człowiekiem zawdzięczam Tobie i będę bardzo tęsknić. Tak wiele chciałam ci jeszcze dać i pokazać… Jestem wdzięczna losowi, że mogłam być z Tobą do samego końca, że byłam tuż obok kiedy musiałaś całym  wysiłkiem słabego ludzkiego organizmu przekroczyć magiczny próg do lepszego świata – Twojej wiecznej nagrody.  Kocham Cię! Kiedyś na pewno się jeszcze spotkamy. I nie będzie już liczyć się czas…

[28.03.2010]

To już gruba przesada…

Posted by kotmonika under Blog

Wtorek, 16 marca, zdawałoby się pora roku, aby po przebudzeniu rankiem zaobserwować budzącą się do życia zieleń przyrody, wstające słońce i wszystkie oznaki wiosny… Ale bywa zupełnie inaczej o czym świadczył pejzaż z godziny 7 rano na moim osiedlu (uwieczniony na zdjęciach). Miałam wrażenie, że wpadłam w pułapkę czasu. Zniecierpliwiona zaczęłam przeliczać dni i tygodnie – że możę to wciąż trwa styczeń albo luty… Ale nic z tego. Za kilka dni wiosna i oby naprawdę nadeszła z całą mocą.

[16.03.2010]


Koszmarne zwierzaczki

Posted by kotmonika under Blog

Brak estetyki w architekturze, nawet w jej drobnych formach poraża mnie… Czasami wystarczy, że na i tak już koszmarnym bloku z wielkiej płyty, jakiś anonimowy samozwańczy artysta przerobi pod swój gust własny balkon i można ze śmiechu albo rozpaczy pokulać się na ziemi. Gorzej kiedy cały budunek od piwnic po dach jest jakimś koszmarnym snem architekta, a kiedy spotykamy zjawiska w postaci czystego kiczu można jedynie zaniemówić – bo każdy komentarz jest zbyteczny. Takimi potworkami w różnych rejonach świata są na pewno budynki w kształcie zwierząt. Ani to ładne, ani funkcjonalne, a już na pewno nie dodaje uroku miejscu, gdzie się znajdują. Poniżej kilka przykładów z Nowego Jorku, Szanghaju, New Jersey, Nowej Zelandii, Bangkoku, Las Vegas, Turcji i Rosji. Jeden z nich to projekt pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju.

[14.03.2010]

Pierwsze wiosenne porządki

Posted by kotmonika under Blog

Zima nie odpuszcza, raz na kilka godzin przypominając się kolejną śnieżycą – na szczęście biały puch nie osiada na trwałe i trawniki zaczynają się zazieleniać. A taka pogoda i prawie połowa marca sprzyja wiosennym porządkom. Dziś mam za sobą pierwszy – pewnie z kilku – takich dni pod znakiem sprzątania, odkurzania, układania, przekładania, segregowania itp. Kto tego nie lubi cierpi katusze, na szczęście ja zawsze się relaksuję przy porządkach, a oczyszczając otoczenie zdecydowanie porządkuję też myśli i oczyszczam umysł. Uwielbiam te pierwsze chwile tuż po, kiedy z przyjemnością patrzy się jak wszystko błyszczy, a pomieszczenia mają specyficzny zapach świeżości. Wtedy ja – mimo zmęczenia – czuję ogromną satysfakcję. Siły wspierała w trakcie tych działań muzyka z lat 80-tych, która przy okazji stała się kopalnią wspomnień i te obrazy z przeszłości miło łechtały wyobraźnię, podczas gdy ręce akurat odkurzały czy prały. Marcowa sobota – 13 dzień miesiąca – coraz większe nadzieję na wiosnę i dłuższe, słoneczne dni. Także dzień imienin Krystyny. Mamo! Wszystkiego najlepszego w Twoje święto!

[13.03.2010]

Szukając tęczowego szlaku…

Posted by kotmonika under Blog

Z każdej ciemnej doliny jest jakieś wyjście, jakiś tęczowy szlak. [pieśń Indian Nawajo]

Bardzo często na krętej ścieżce życia wkraczamy mniej lub bardziej spodziewanie w swoje własne cieniste doliny. Nie bywają nam przyjazdne, chcielibyśmy jak najszybciej zmienić otoczenie, ale czasami sił nie starcza, aby samemu ruszyć dalej albo nie dość dobrze lustrujemy teren i nie dostrzegamy bliskiej obecności pomocnej dłoni. Ale nawet w najgłębszym mroku cienia wierzę, że nie jest to stan wieczny i niezmienny, rozglądam się za swym tęczowym szlakiem…

[12.03.2010]

Udane kontynuacje

Posted by kotmonika under Blog

Często niestety tak bywa, że kontynuowanie przez innego autora niż oryginany, cyklu powieści nie przynosi zamierzonego efektu. Mimo, że bohater czy inny element wspólny pozostaje niezmienny, czytelnicy nie znajdują już w książkach, które wyszły spod innego pióra, tego co zauroczyło ich kiedyś  w oryginalnych dziełach. Tak było na naszym rodzimym gruncie np. z postacią  Tomasza z przygód o Panu Samochodziku. Póki książki pisał Zbigniew Nienacki sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Po śmieci pisarza szybko znalazło się kilku kontynuatorów jego dzieła, ale te nowe książki przepadły w oczach czytelników. Sama kiedyś próbowałam i byłam bardzo zawiedziona.

Zupełnie inaczej ma się sprawa powieści Uczennica pasiecznika autorstwa Laurie R. King – która wzięła na warsztat kultową postać Sherlocka Holmesa i opisała jego żywot w okresie, kiedy przeszedł na wcześniejszą emeryturę i osiadł na angielskiej wsi. O ile sam pomysł jest bardzo karkołomny, bowiem Arthur Conan Doyle stworzył  idealnego bohatera, którego pokochały miliony ludzi, o tyle wykonanie zamysłu wyszło pisarce bardzo udanie. Książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Czuje się, że bohater nie odbiega od doylowskiej wizji i jest jakby żywcem wyjęty i przeniesiony z jego pisarstwa, a to wielka umiejętność i zasadnicza zaleta. Laurie King nie tylko dopisała jego dzieje, ale i powierzyła swemu bohaterowi młodą asystentkę sztuki dedukcji, która jako podopieczna wielkiego detektywa zajmuje miejsce Watsona i wspólnie rozwiązują kilka intersujących zagadek, a później sami stają się obiektem do likwidacji dla jakiegoś tajemniczego osobnika, który zaczyna ich prześladować. Książka przeleżała u mnie na półeczce kilka lat, ale warto było zaczekać i czytać ją w chwili kiedy przygody Holmesa są na powrót ożywione dzięki udanej ekranizacji i wydaniu pseudobiografii tej fikcyjnej postaci.

Pod koniec marca ma się ukazać  kontynuacja Uczennicy pasiecznika pt. List Marii, wydana również przez poznańskie wydawnictwo Zysk i S-ka. Myślę, że to dobry czas na tego typu literaturę, a ja naprawdę z olbrzymią przyjemnością wrociłam po latach do klimatu tego czym zafascynował mnie kiedyś Doyle,  a dziś równie udanie czaruje pani King.

[10.03.2010]

Legenda upada

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

W lutowym wydaniu miesięcznika Nasze morze został opublikowany artykuł pani dr Iwony Pietkiewicz o latarniach morskich na Rozewiu (Nasze morze nr 2/50 luty 2010, str. 56-59) . Znalazłam w nim fragment, który bardzo mnie ucieszył, bowiem nie raz na ten temat wiodłam ostre i długie dysputy z różnymi ludźmi próbującymi wciąż podtrzymywać legendę o mającym rzekomo miejsce  procesie twórczym Żeromskiego  (chodzi dokładnie o pisanie Wiatru od morza) w samej rozewskiej blizie. Pani Pietkiwicz pisze:

[…] Leon Wzorek znany był z swego gawędziarstwa. To on ugruntował legendę o Stefanie Żeromskim, który rzekomo przebywając w latarni na Rozewiu miał napisać „Wiatr od morza”. Niestety obecnie, w świetle przeprowadzonych badań, wiadomo z całą pewnością, iż wspomniana powieść nie powstała w latarni. On był również inspiratorem stworzenia muzeum pisarza w rozewskiej latarni.

Kiedy TPCMM z Gdańska przywracało na mury latarni rozewskiej replikę tablicy nadającą jej imię znanego pisarza, pytano mnie przy okazji tej uroczystośći czy wierzę w pobyt pisarza w latarni. Odpowiedziałam wtedy z pełnym przekonaniem, że nigdy nie podważałam faktu iż tam bywał. W końcu kilka sezonów spędził z rodziną na Helu, w słynnym hotelu Polonja na samym cyplu i odbywał wtedy wiele długich wycieczek po okolicy. Ale jeśli chodzi o samo mieszkanie i pisanie w latarni – zdecydowanie nie podzielałam propagowania legendy stworzonej przez latarnika. Cieszę się, że dzisiaj publikuje się już w tej kwestii tak zdecydowane komentarze. Może raz na zawsze pewne fakty zostaną uznane za prawdziwe, a inne za fałsz.

Poniższe zdjęcia rozewskich bliz wykonał w marcu tego roku Roman Kużel – dziękuję!

[9.03.2010]

8 marca – dzień kwiatka

Posted by kotmonika under Blog

Choć dziś media zdominowało Międzynarodowe Święto Kobiet, ja zawsze w takim dniu bardziej intensywnie myślę o wciąż panujących w wielu dziedzinach życia dyskryminacjach. I wtedy kiedy szefowie czy koledzy  z pracy składają życzenia, chciałabym poczuć prawdziwą atmosferę święta, ale nie mogę. Póki – choćby w sferze zawodowej – nie  będziemy jednakowo wynagradzane mając te same kompetencje i wiedzę oraz traktowane jak równorzędny partner do rozmów biznesowych, nie będę mogła myśleć, że ta sytuacja jest normalna i trzeba się z tym zgadzać. Ale jakby nie było święto trwa i mimo wszystkich okoliczności życzę  paniom aby nie dziś, ale na co dzień, czuły się cudownie, były doceniane, traktowane po partnersku przy podejmowaniu ważnych decyzji, a dla swoich ukochanych były 100-procentowymi kobietami, takimi bez których ich świat byłby uboższy.

[8.03.2010]

Lektury 2003

Posted by kotmonika under Lektury

1. Kinomani – David Lodge – styczeń – nota 5

2. Terytorium Komanczów – Arturo Perez-Reverte – styczeń – nota 4

3. Kod Biblii 1 – Michael Drosnin – styczeń – nota 5

4. Czarowny świat snu – Peretz Lavie – styczeń – nota 3

5. Czarna topiel – Carol Joyce Oates – styczeń – nota 4

6. Niewinni –  Ian McEwan – styczeń – nota 5

7. Zod Wallop – William Browning Spencer – styczeń – nota 4

8. Resume z potworami – William Browning Spencer – styczeń – nota 5

9. Rozstania – Magda Dygat – styczeń – nota 5

10. Wszystko jest względne. 14 mrocznych opowieści – Stephen King – styczeń – nota 5

11. Apokryf Agłai – Jerzy Sosnowski – luty – nota 5

12. Krążownik spod Samosierry – Karol Olgierd Borchadt – luty – nota 4

13. Pokuta – Ian McEwan – luty – nota 5

14. Frida Kahlo – Andrea Kettenmann – luty – nota 5

15. Mozaika– Orson Scott Card – luty – nota 5

16. Intymność – Hanif Kureishi – luty – nota 5

17. Impreza u Ralpha – Lisa Jewell -marzec – nota 5

18. Demon ruchu – Stefan Grabiński – marzec – nota 5

19. Stanley i kobiety – Kingsley Amis – marzec – nota 5

20. Albo-albo – Stanley Amis – marzec – nota 5

21. Te omylne uczucia – Kingsley Amis – kwiecień – nota 5

22. Dziewczyna taka jak ty – Kingsley Amis – kwiecień – nota 4

23. Zniknięcie – Tim Krabbe – kwiecień – nota 5

24. Listy między niebiem a ziemią – kwiecień – nota 4

25. Kompleks Portnoya – Philip Roth – kwiecień – nota 5

26. Sztorm doskonały – Sebastian Junger -maj – nota 5

27. 7 dni w Międzyzdrojach – Bogdan Kucharski – maj – nota 4

28. Świnoujskie fortyfikacje – P. Laskowski – maj – nota 5

29. Frida – opowieść filmowa – Hayden Herrera -maj – nota 5

30. Opowiadania z Matissem w tle – maj – nota 5

31. Nauka pływania – Graham Swift – maj – nota 5

32. Magiczny sklep z zabawkami – Angela Carter – maj – nota 5

33. Flashbacks – Johanna Przibilla – maj – nota 5

34. Dziecko na niebie – Jonathan Carroll – maj – nota 5

35. Czarna Wenus – Angela Carter – czerwiec – nota 4

36. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson – czerwiec – nota 5

37. Gniazdo światów – Marek S. Huberath – czerwiec – nota 5

38. Linia nocna – Jerzy Sosnowski – czerwiec – nota 5

39. Dar rzeki Fly – Maria Krüger – czerwiec – nota 4

40. Na promieniu światła – Gene Brewer – czerwiec – nota 5

41. Zagadki Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle – czerwiec/lipiec – nota 5

42. Lista obecności. Szkice o dwudziestowiecznej prozie brytyjskiej i irlandzkiej – Jerzy Jarniewicz – lipiec – nota 5

43. Pod czerwoną różą – Ewa Ostrowska – lipiec – nota 5

44. Kapitan własnej duszy – Ewa Ostrowska – lipiec – nota 5

45. Z tego świata – Graham Swift – lipiec – nota 5

46. Doktor Criminale – Malcolm Bradbury – lipiec – nota 5

47. Jak pisać. Z pamiętnika rzemieślnika – Sephen King – lipiec – nota 5

48. Życie świetnie mi służy – Lauren McCrossan – lipiec – nota 5

49. Wybrzeże – 1 – przewodnik Pascala – lipiec – nota 4

50. Raz na zawsze – Graham Swift – sierpień – nota 5

51. Salamandra – Thomas Wharton – sierpień – nota 4

52. Stochastyk – Robert Silverberg – sierpień – nota 5

53. Prawda o Lorin Jones – Alison Lurie – sierpień – nota 5

54. Biały szum – Don DeLillo – sierpień – nota 5

55. Echo – Minette Walters – sierpień – nota 5

56. Rymowanki dla dużych dzieci – Wisława Szymborska – sierpień – nota 5

57. Uciekinierka – Lau Evelyn – sierpień – nota 4

58. Niepamiętnik Dolores Price – Wally Lamb – wrzesień – nota 5

59. Kosmolot i czółno – Kenneth Brower – wrzesień – nota 4

60. Focza dama – Kathryn Harrison -wrzesień – nota 5

61. Rodzimy się umarłymi – Robert SIlverberg -wrzesień – nota 4

62. Repetycje – Martyn Bedford – wrzesień – nota 5

63. Niepamięć – Josephine Hart – październik – nota 4

64. Bolesne dojrzewanie Adriana Mole’a – Sue Townsend – październik – nota 4

65. Grzech – Josephine Hart – październik – nota 4

66. Włoska gorączka – valerie Martin – październik – nota 4

67. Pierwsza miłość, ostatnie posługi – Ian McEwan – październik – nota 5

68. Pociecha natury – Valerie Martin – październik – nota 5

69. Telefon z przeszłości – Ben Elton – październik – nota 5

70. Mary Reilly – Valerie Martin – listopad – nota 5

71. Siostry – Federico Andahazi – listopad – nota 5

72. Dziewczyna z perłą – Tracy Chevalier – listopad – nota 5

73. Szalone życie Rudolfa – Joanna Fabicka – listopad – nota 4

74. Londyn – J.B. Priestley – listopad – nota 4

75. Urazy mózgu – Kathe Koja – listopad – nota 4

76. Kosztowne nawyki – Peter Mayle – listopad – nota 5

77. Galapagos – Kurt Vonnegut – listopad – nota 4

78. Powtórka – Ken Grimwood – grudzień – nota 5

79. Kraina wód – Graham Swift – grudzień – nota 5

80. Człowiek w labiryncie -Robert Silverberg –  grudzień – nota 4

81. Zdobyć Everest – Wojciech Adamiecki – grudzień – nota 5

82. Zimą na trzeci szczyt świata – Andrzej Machnik – grudzień – nota 5

83. Rozmowy o Evereście -Cichy, Wielicki, Żakowski –  grudzień – nota 5

84. Broad Peak 83. Tylko dwie – Anna Czerwińska – grudzień – nota 5

85. Na zachodniej ścianie Makalu – Andrzej Machnik – grudzień – nota 5

86. Nanga Parbat – góra o złej sławie – Anna Czerwińska – grudzień – nota 5

Odwiedzając na swych turystycznych szlakach po wybrzeżu miejsca związane z latarniami morskimi – bo nie zawsze są to niestety zakątki, w których wciąż te budowle się znajdują (np. Oksywie czy Jastarnia Bór) – lubię znać ich historię. Zazwyczaj sama poszukuję takich informacji w literaturze, prasie i  internecie. One pozwalają poczuć nie tylko teraźniejszość tych obiektów, ale przenoszą mnie w czasy odległe, kiedy otoczenie latarni czy miejsc ich niegdysiejszej lokalizacji było całkiem odmienne, niż jest to teraz. Jednym z takich obiektów z duszą i długą historią  jest Fort Ujście w Kołobrzegu (daw. Fort Münde w Kolbergu). Jeśli prześledzi się w jakimkolwiek przewodniku czy zbiorczym opracowaniu o polskich latarniach morskich wszystkie budowle nawigacyjne tego miasta na przestrzeni ostatnich 150 lat, to można dostrzec wspólną rolę Fortu Ujśćie dla oznakowania bezpieczeństwa żeglugi na tym odcinku wybrzeża morskiego. To właśnie na nim od 1899 roku wznoszono latarnie morskie (1899 – lekki budynek o konstrukcji ryglowej z przylegającą wieżą, 1909 – murowany budynek z cegły, po 1945 – murowana latarnia z cegły w centralny punckie fortu), a wcześniej budynki zarządu portu czy stacje pilotów znajdowały się u podnoża fortu i posiadały maszt, na który wciągano światło. Sam Fort Ujście ma długą historię i sięga ona korzeniami XVII wieku. Elementy, które przetrwały do dziś wywodzą się już z  XIX wieku, kiedy to nastąpiła jego modernizacja i osiągnął swój ostateczny kształt, ale zanim do tego doszło:

[…] W roku 1627 u ujścia Parsęty wybudowany został „Blockhaus” którego zadaniem była obrona portu od strony morza. Umocnienia zostały zniszczone przez szalejący sztorm w 1709 r. Na miejscu zniszczonych umocnień w tym samym roku zbudowany został szaniec, który był widownią ciężkich walk oblężniczych w latach 1758-1761. Szczególnie ciężkie boje artyleryjskie toczone były podczas trzeciego oblężenia w 1761 r. ,kiedy to artyleria nabrzeżna ostrzeliwała flotyllę rosyjsko – szwedzką składającą się z 50 okrętów. Po zakończeniu wojny siedmioletniej Fryderyk Wielki przeznaczył potężne sumy na rozbudowę i modernizację kołobrzeskiej twierdzy. Fort „Ujście” miał kluczowe znaczenie dla obrony miasta od strony morza. W latach 1770-1774 na miejscu poprzednich umocnień został wybudowany okrągły fort o grubych murach. Na górnej platformie fortu usytuowane były działa rozpościerając „parasol ochronny” nad całym portem.

W latach 1832-1836 podczas modernizacji nadającej ostateczny kształt fortu dokonano pogrubień murów poprzez domurowanie dodatkowego płaszcza z cegły, oraz wymurowano ściany osłonowe szańca, które zachowały się do dnia dzisiejszego. Fort „Ujście” w obecnym kształcie składa się z trzech kondygnacji. W najniższej, podziemnej znajdowały się magazyny prochu, amunicji oraz żywności .Warta uwagi jest istniejąca do dnia dzisiejszego studnia z pitną wodą. Środkowa sala, obecnie kawiarnia, była salą załogową, natomiast górna i taras były stanowiskami ogniowymi artylerii. Taras ponadto był przykryty czapą ziemną spełniającą rolę kulochwytu.

W roku 1873, po wojnie niemiecko-francuskiej, Kołobrzeg stracił status twierdzy i nastąpiła demilitaryzacja. Konsekwencją tych działań również fort „Ujście” stracił na znaczeniu. [ fragm. z historii latarni z www.latarnia.kolobrzeg.pl]

Wtedy to właśnie podjęto decyzję o wybudowaniu na nim w 1899 roku lekkiej konstrukcji pierwszej latarni. Ewolucję zabudowań fortu i obiektów nawigacyjnych doskonale oddają poniższe ilustracje i zdjęcia. W roku 2001 odbyły się prace renowatorsko-konserwacyjne w ramach których m.in.: wymieniono posadzkę fortu, wykopano i odtworzono suchą fosę wokół fortu,  oczyszczono i naprawiono mury fortu, wymieniono i naprawiono mury szańca, wymieniono nawierzchnię wokół fortu oraz zbudowano schody łączące Bulwar Szymańskiego z obiektem. Wewnątrz odtworzono wygląd pierwotny sal (m.in. przez zbicie cementowych tynków), które przygotowano pod sale wystawowe.

Obecnie latarnia morska Kołobrzeg jest otwarta dla turystów cały rok kalendarzowy, bowiem miasto ma wciąż status miejscowości sanatoryjnej i kuracjusze przebywają tam przez 365 dni w roku. Tak naprawdę największe wrażenie robi  przebywanie na galerii latarni w okresie wiosennych czy zimowych sztormów. Wspaniałym przeżyciem wizualnym jest również obserwacja po zmierzchu aparatury świetlnej latarni z końcówki falochronu wschodniego. Obecna latarnia morska Kołobrzeg pod względem architektonicznym jest chyba najmniej ciekawą budowlą tego typu w Polsce – powstawała z czerwonej rozbórkowej cegły i tuż po wojnie zwieńczeniem wieży była galeryjka, na której szczycie jako światło nawigacyjne umieszczono dużą czerwoną gwiazdę. Protesty środowisk morskich spowodowały, że została usunięta i zastąpiona znormalizowanym światłem nawigacyjnym.

[7.03.2010]

Trzy formy życia

Posted by kotmonika under Blog

Dziś cytat  z aktualnie czytanej książki Kiedy byłem dziełem sztuki Erica-Emmanuela Schmitta:

[…] każdy z nas ma trzy formy życia. Życie materialne: jesteśmy ciałem. Życie umysłowe: jesteśmy świadomością. I życie dyskursywne: jesteśmy tym, co o nas mówią. Pierwsze życie, życie cielesne, nie zależy od nas, nie mamy wpływu ani na to, czy będziemy niscy czy garbaci, ani na to, że będziemy dorastać, ani że się zestarzejemy, podobnie jak na to, że się rodzimy i umieramy. Drugie życie, to od świadomości, okazuje się z kolei bardzo zawodne: możemy sobie uświadamiać tylko to, co jest, to, czym jesteśmy, dość powiedzieć, że świadomość jest tylko lepkim łagodnym pędzlem, który przylega do rzeczywistości. Jedynie trzecie życie pozwala nam ingerować w nasz los, oferuje nam teatr, scenę, publiczność; wywołujemy, dementujemy, tworzymy wrażenia innych, manipulujemy nimi; jeżeli jesteśmy zdolni, to, co mówią inni, zależy od nas.

[4.03.2010]

Prototyp koncertów Unplugged

Posted by kotmonika under Blog

W 1968 roku Elvis Presley po ośmiu latach przerwy w koncertowaniu nagrał w stacji telewizyjnej NBC specjalny show na Boże Narodzenie znany dziś jako Elvis Comeback Special ’68. Miałam okazję zobaczyć go po raz pierwszy w 1995 roku w polskiej TV, a przedmowę do tego programu  miał sam Wojtek Mann. Nagrywałam go wtedy jeszcze na taśmę VHS , która już dziś zupełnie nie nadawałaby się do odtwarzania. Spodziewałam się zobaczyć takiego Elvisa, jakiego znało się z hollywoodzkich produkcji filmowych z jego udziałem. Zamiast tego telewizja uwieczniła coś niezwykłego i bardzo kameralnego, wręcz intymnego. Koncert odbywał się w niewielkim studio, gdzie nie zaproszono zbyt wiele publiczności. Malutka, prosta, wręcz ascetyczna scena z kilkoma krzesłami otoczona była dookoła przez wielbicieli, a na niej poza królem zasiadło tylko 4  muzyków – prywatnie także bliskich przyjaciół. Od samego początku między nimi wytworzyła się tzw. chemia i jako widz czujemy się bardzej obserwatorami czy podglądaczami osób, którzy gdzieś w domowym zaciszu sobie muzykują, żartują i opowiadają wesołe historie. Wszystko to zagrane przy oszczędnym instrumentarium, wręcz akustycznie. Dlatego ten spektakl od razu skojarzył mi się z późniejszymi, wylansowaymi przez stację MTV, koncertami z cyklu Unplugged. I tak zawsze o nim mówię.

Uwielbiam ten koncert Elvisa. Dlatego, że nie schlebia tu publiczności, gra z prawdziwą pasją i to na co ma ochotę: więc słyszymy też powrót do źródeł  jego fascynacji tj muzyki czarnej, która towarzyszyła mu  od dziecka. Program ten pokazał też mniej znane oblicze gwiazdy – zwykłego człowieka, dla którego muzyka i śpiew jest tym samym co dla każdego z nas oddychanie. Po latach wydano ten program na płytach audio CD oraz na DVD jako 4-płytowy box prezentujący wszystko co zarejestrowała telewizja – także materiały całkiem surowe, wpadki, powtórki i  przypadkowe potknięcia. Warto mieć to w swoich zbiorach i poczuć ten klimat pierwszego koncertu Unplugged. Jest to zdecydowanie coś ponadczasowego. I jeśli ktoś jeszcze nie poczuł, o co wciąż tyle hałasu z tym Elvisem i jego popularnością na całym świecie, to ten dokument zawiera wszystkie karty aby nas przekonać, że był jako człowiek i artysta kimś wybitnym i niepowtarzalnym.

[3.03.2010]

Subscribe to LATARNICA