LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Kwiecień, 2010

Życzliwość na co dzień

Posted by kotmonika under Blog

Ktoś kto wie, jak oddać życzliwość, której doświadczył musi być przyjacielem ponad wszelką wątpliwość. [Sofokles]

Przez ostatnie tygodnie doświadczam tyle niespodziewanej życzliwości (tym cenniejsze, że właśnie nie oczekiwanej), iż każda jej oznaka to jak wygrany los na loterii. Prawdą jest, że to co przychodzi do nas dobrego powinniśmy niczym w meczu tenisa przyjąć, odbić od siebie i przekazać dalej. Wtedy ten cały łańcuch życzliwości wzrasta i idzie w dalszą drogę, przechodzi na innych ludzi, wzmacnia ich, a co najważniesze bywa przekazywany. Nie spodziewajmy się rewanżu, nie kalkulujmy kogo i jak obdarujemy dobrocią i życzliwością, ale jeśli w zamian otrzmamy takowe wtedy można być pewnym, że mamy do czynienia z przyjacielem.

[29.04.2010]

Oswoić przeszłość

Posted by kotmonika under Blog

MOST – symbolizuje łączenie tego, co rozłączone w czasie i przestrzeni, połączenie dwóch światów, widzialnego i niewidzialnego, Boga i człowieka, sposób przekroczenia nieprzebytych przeszkód; sprawiedliwość, wierność, stałość; życie; trudność, wybór, próbę, niebezpieczeństwo, pragnienie zmiany. To  także — połączenie poznawalnego z niepoznawalnym, przeobrażenie, przejście z jednego stanu do drugiego, od stanu niewiedzy do stanu wtajemniczenia, przejście z kondycji ludzkiej do stanu nadczłowieczego, od spraw przyziemnych do wzniosłych, od świata zmysłów do świata nadzmysłowego. Most — próba, wybór w dziedzinie rytuału, religii, moralności, przejście między dwoma stanami wewnętrznymi, między sprzecznymi pragnieniami.

To tyle jeśli idzie o symbolikę. Ale myśląc o moście  — mam często w myśli taki jeden konkretny, w moim mieście. Bo to most przeszłości, most z czasów dziecięcych spacerów. Jak dziś pamiętam te niedzielne wypady z rodzicami na Dębinę. I tam z lodami w ręku, w skwarze dnia szliśmy wszyscy przez most: mama, tata, siostra i ja. Bywaliśmy tam często. Nie wiem jak to się stało, że ten czas tak szybko upłynął, a ja tak doskonale pamiętam dziś tamte eskapady. Może znaczyły wiele, może przynosiły wiele emocji. Przejście przez most było czymś ekscytującym: huk przejeżdżającego pociągu, szum wiatru, uginanie się pod stopami kładki dla pieszych. Po prostu czysta adrenalina. A w dole rzeka i rozlewiska. Cudowne widoki na zieleń, kwiaty i te zapachy lata, cykady w tle… Most Dębiński w Poznaniu zwany również  Starołęckim ma swoją długą historię. Pierwsza konstrukcja powstała już w 1875 roku, ale ten obecny został odbudowany po zniszczeniach II Wojny Światowej. W 1903 roku do tej starej konstrukcji dodano kładkę dla pieszych, a w 1910 roku taką samą od strony południowej. Dziś  nadal może być docelowym miejscem wypadu na Dębinę. Poniższe zdjęcia pokazują jego współczesny wizerunek, który aparatem uchwyciła moja siostra. Dziękuję za te fotki!

[27.04.2010]

Sumienie jako prokurator

Posted by kotmonika under Blog

[…] Wybitny, nieżyjący już polski reżyser, Krzysztof Kieślowski poproszony kiedyś o ocenę kondycji współczesnego świata powiedział mądrze: „jeśli świat nie jest dziś dobry, to dlatego, że często próbujemy go budować wbrew własnemu sumieniu, nie pod okiem Boga, ale pod własnym…”. To dotyczy także naszego życia: jeśli nie jest ono dobre, to dlatego, że próbujemy je budować wbrew własnemu sumieniu.

W każdym z nas, w człowieku zmierzającym przez doczesność do wiekuistej ziemi obiecanej, także jest schowany swoisty „Synaj” – święta przestrzeń, w której Bóg umieścił fundamentalne dla naszego życia prawo. Tym „synajem” jest nasze sumienie. Nic nie jest w stanie go zniszczyć. Kimkolwiek byśmy byli, gdziekolwiek i kiedykolwiek żyli, zawsze z głębi nas samych, będzie się wydobywał głos, który czasem napomni, a czasem uspokoi. Sumienie jako prokurator.
[fragm. artykułu pt. Sumienie,  Ks. Adrian Galbas SAC]

Ks. Adrian jest proboszczem w mojej parafii. To nie tylko niezwykły kapłan, ale i niesamowity człowiek. Jego kazania zwalają z nóg trafnością sądów i spostrzeżeń. Nikogo nie osądza, nie skreśla, nie ma uprzedzeń i nie boi się kontrowersyjnych sądów i opinii. Wszystkim daje szanse i ukojenie. Nie raz naprostował moją ścieżkę życiową kilkoma trafnymi słowami… Był akumulatorem ładującym moje siły, kiedy wydawało mi się, że już z czymś nie dam rady, że sił nie starczy, że wszystko się wali i nie widać światełka. On zawsze umiał je wskazać.

[26.04.2010]

Wiosenno-letni weekend

Posted by kotmonika under Blog

Aż trudno uwierzyć jak z tygodnia na tydzień zmienia się aura i świat wokół nas. Jeszcze w marcu mieliśmy mrozy i śnieg, a teraz w końcówce kwietnia zdarzają się chwile niemal letnie, bo wiosna zagościła się już na dobre i wszystko wybuchło zielenią, kwiatami, zapachem, świeżością. Dwa dni weekendu były pogodowo cudowne – aż żal było spędzać chwile w budynkach, bo aura wręcz zapraszała na łono natury. Kwitną nie tylko rośliny i drzewa za oknem, ale i te doniczkowe w mieszkaniach obudziły się z długiego zimowego snu. Kiedy przyroda wzrasta i ulega przemianom również coś w nas samych się zmienia. Inaczej patrzy się na każdy dzień, kiedy od wczesnych godzin rannych budzi nas słońce i jasność, a nie mróz i mrok. Jedyny dyskomfort w przeżywaniu wiosny jest w sytuacjach, kiedy nosimy w sobie smutek i trudno go przypasować do przyrodniczej euforii, budzenia się życia i rozkwitu sił witalnych w nas wszystkich. Nie jest mi teraz łatwo, widać to także w długiej przerwie w wpisach na blogu, ale nie byłam w stanie ułożyć w sobie żadnych sensownych zdań. Przez ostatnie dni przebywałam duchowo w ciemnej pustce i studni pełnej morku … Ale wydaje się, że dziś coś drgnęło. Może na lepsze? Przed nami wszystkimi nowy tydzień – także nowy tydzień pracy, obowiązków ale i czasu wolnego wyszarpniętego z codziennej gonitwy. Dziś rano po raz kolejny poczułam radość czytania (Śpij, kochanie śpij Joanne Harris)  i głębokie wniknięcie w świat bohaterów powieści. To bardzo oczyszczające chwile.

Poniżej zdjęcia-dowody na wiosnę wokół nas a także tą domową-doniczkową.

Życzę sobie i wszystkim dobrego tygodnia! Spróbujmy dostrzegać piękno przyrody wokół nas, wschody i zachody słońca, zapach deszczu i porannej rosy oraz śpiew ptaków. To wszystko daje nam świat za darmo. Z każdym kolejnym rokiem doceniam to coraz bardziej…

[25.04.2010]

Kwietniowy numer miesięcznika nasze MORZE przynosi kolejny artykuł pani Iwony Pietkiewicz – tym razem o latarni morskiej położonej na terenie Słowińskiego Parku Narodowego – o Czołpinie. Latarnia ta zbudowana w  latach 1874-85 do dziś jest unikalnym i urokliwym obiektem nawigacyjnym. Pamiętam, jak odwiedzając po raz pierwszy to miejsce, byłam zauroczona jej położeniem, a przede wszystkim ostrym – wręcz kojarzącym się z górskimi szlakami – podejściem przez teren Parku pod samą wieżę. Aż trudno uwierzyć, że w tej głuszy sprawuje w niej władzę latarnik na służbie. Obecnie jest  to pan Bogusław Laskowski – jedyny czołpiński strażnik światła.

Latarnia położona jest z dala od cywilizacji, a widok z jej górnego tarasu nie do opisania. Poza tym ma pięknie wyeksponowany aparat świetlny, który doskonale widać spacerując po tarasie udostępnionym turystom. Sam obiekt bardzo ładnie zaprezentował się w filmie – polskiej komedii romantycznej Zakochani. Choćby dla widoków Czołpina w ujęciach dziennych i nocnych warto zobaczyć ten film. Póki co Czołpino odwiedziłam tylko jeden raz, ale i latarnia i cała okolica warta jest dogłębnego poznania. Słowiński Park Narodowy to przepiękny obszar z pustynią i wymarłym lasem oraz wielkimi akwenami wodnymi – z jednej strony nasze cudne morze, z drugiej spore jezioro Łebsko. Na pewno przebywając w tej okolicy obowiązkowy wydaje się też spacer na święte wzgórze Słowińców Rowokół, na którym planowano kiedyś postawić latarnię, ale póki co mieści się tam jedynie ażurowej konstrukcji wieża widokowa. Dość trudno jest trafić samochodem na parking w pobliżu latarni, ale dla chcącego nie ma przeszkód. Poza tym już z drogi przepięknie raz po raz wyłania się w oddali laterna nad górną linią drzew. Ech letnie wspomnienia! Trzeba by wyprawę do Czołpina koniecznie powtórzyć…

[19.04.2010]

podejście do latarni, fot. T. Lerczak

laterna wyłaniająca się nad linią koron drzew, fot. T. Lerczak

Katyńskie dęby

Posted by kotmonika under Blog

Dziś cała Polska skupia swoją uwagę na trwających od południa uroczystościach pogrzebowych w stolicy. Ale ten tragiczny wypadek sprzed tygodnia, nasuwa również automatycznie myśli o tym, po co leciała tak wielosobowa delegacja naszego kraju do katyńskiego lasu. Dla mnie Katyń ma bardzo osobisty wymiar. Tam zginął wujek Józef Motyl, którego znam tylko z opowieści rodzinnych, zdjęć, pamiątek i dokumentów – w tym krótkiego pisanego naprędce liściku informującego, że dostał się do rosyjskiej niewoli. Nie wiedział z pewnością co go czeka, jak zakończy się ta podróż i kiedy. My wiemy już dziś dokładnie, co wydarzyło się tam – w Katyniu. Wujek zostawił w Polsce młodą żonę (byli małżeństwem od 2 miesięcy) i pewnie wiele marzeń i planów na przyszłość.

Dla upamiętnienia jego tragicznego losu wczoraj  w ramach ogólopolskiej akcji Katyńskie Dęby Pamięci – na terenie Szkoły Podstawowej nr 7 w Poznaniu na Raszynie uczniowe posadzili drzewo ku czci Józefa Motyla – porucznika Wojska Polskiego. Przy wniesionym sztandarze i hymnie państwowym oddano cześć i pamięć wszystkim ofiarom, a zwłaszcza mojemu wujkowi, który stał się dla uczniów tej szkoły symbolem tej tragedii. Dziękuję wszystkim, którzy byly zaangażowani w tą uroczystość oraz gościom i uczniom, że zechcieli w ten sposób włączyć się we wspólną akcję. Zdarzenie odnotowały również lokalne media m.in. dodatek poznański Gazety Wyborczej i telewizja WTK.

[17.04.2010]

Dziwne dni…

Posted by kotmonika under Blog

Tegoroczna wiosna przywołuje mi nieustannie skojarzenie z tekstem jednej z piosenek The Doors z ich drugiego studyjnego albumu – Strange Days. Ten angielski tytuł według mnie idelanie oddaje charakter ostatnich dni i wydarzeń. Dziwne dni… Takie właśnie są. Trudno je zrozumieć, trudno akceptować. Dziwny jest ten świat śpiewał genialnie również Czesław Niemien. Oba te utwory są przejmujące i ponadczasowe. Nie próbuję  więc ogarnąć i analizować rzeczywistości. Trudno pojąć coś, co jako hipotetyczne zdarzenia, wydawało się totalnie nierealne. A jednak życie pisze nieprzewidywalne scenariusze. To trudna lekcja, ale musimy o tym pamiętać. Pozostaje więc czekać i przejść po swojemu te dziwne dni… Każdy zrobi to inaczej. Ważne, aby w zgodzie z samym sobą. Świat – bez względu na to jaki jest – jest w naszych rękach. Zastanówmy się, czego ta lekcja dziwnej wiosny 2010 roku nas nauczy. Oby wiele…

STRANGE DAYS – The Doors

Strange days have found us
Strange days have tracked us down
They’re going to destroy
Our casual joys
We shall go on playing
Or find a new town

Strange eyes fill strange rooms
Voices will signal their tired end
The hostess is grinning
Her guests sleep from sinning
Hear me talk of sin
And you know this is it

Strange days have found us
And through their strange hours
We linger alone
Bodies confused
Memories misused
As we run from the day
To a strange night of stone

[14.04.2010]

Tęsknota

Posted by kotmonika under Blog

Tęsknota to bliskość w oddaleniu [Andrzej Poniedzielski]

_ _ _ _ _ _

Nic z tego, wracają tylko chwile.I najczęściej nieruchome jak zdjęcia. Tęsknota za nimi jest jak krzyk. [Krystyna Siesicka]

_ _ _ _ _ _

Ból urzeczywistnia. Tylko on jest prawdziwy. Wszystko z niego: strach, rozpacz, tęsknota, której zabić nie można, bo przemyca się w kolorze oczu i zapachu. I dlatego jest wieczna, jak trawa. [Marta Fox]

Jak sobie poradzić z tęsknotą, która wypełnia człowieka od stóp aż po czubek głowy? Która dusi, dławi, mdli, chce znaleźć gdzieś ujście, a nie może i krzyczy niemym głosem pośrodku nocy? Tęsknota, która rwie serce, skręca duszę tak intensywnie, że nie ma już nawet sił, aby zawyć z bólu? Czy ktoś wie jak można ten stan okiełznać czy od siebie oddalić?  Zapomniałam już jak może boleć niefizyczna dolegliwość…

[12.04.2010]

Dziękuję Mike!

Posted by kotmonika under Blog

Dziś rano, w niedzielny, ciemny, deszczowy poranek, postanowiłam poleżeć dłużej poświęcając swój czas lekturze. A raczej to lektura wymusiła we mnie niechęć do wstania, gdyż wpadłam w nią po uszy. Już dawno nie czułam takiej radości i przyjemności z czytania, już dawno tak mocno nie weszłam w jej treść, że zupełnie zatraciłam się w perypetiach bohaterów. To pewnie nie zasługa samej powieści, bo wybitną nie jest (takich współczesnych czytadeł o życiu trzydziestolatków w wykonaniu pisarzy brytyjskich przerobiłam już wiele), ale wreszcie wewnętrznie poczułam chęć czytania i czynność ta była ukojeniem, oderwała moje myśli od rzeczywistości i wszystkich ostatnich zdarzeń.

Mike Gayle  – nie jest wyjątkowym prozaikiem. Jego powieści to sympatyczne czytadła z mnóstwem celnych obserwacji z życia wziętych. Może dlatego, że nie odbiega daleko od zwykłego życia, jest taki przekonujący i powoduje, że bardzo szybko identyfikujemy się z którymś z bohaterów. W czytanej przez mnie książce  Zupełnie nowy przyjaciel próbuje pod płaszczykiem sympatycznej historii związku Ashley i Roba rozwikłać odwieczny problem przyjaźni damsko-męskiej. Czy jest w ogóle możliwa, czy też zawsze ma gdzieś tam głęboko ukryty podtekst erotyczny. Czyta się wyśmienicie, jest wiele zabawnych zdarzeń, a mimo to na każdym kroku zmusza do refleksji i konfrontowania sytuacji bohaterów ze scenami z własnego życia. Jakby nie było lektura Gayla dała mi cudowny niedzielny poranek i za to jestem mu dziś bardzo wdzięczna. Dzięki Mike! Pisz jak najwięcej! Poznałam już kilka twoich powieści, a kilka czeka w kolejce do zakupienia. Dla mnie dziś stałeś się autorem-pewniakiem, który nigdy nie zawiedzie, a idealnie nadaje się na smutek, chandrę i deszczowe weekendowe poranki.

[11.04.2010]

Tragiczny sobotni ranek

Posted by kotmonika under Blog

Nie umiem pozbierać myśli o tym dniu, dochodzi godzina 22, a ja wciąż mam wrażenie, że wszystko co dzieje się w mediach od rana to jakiś sen, z którego wreszcie się kraj przebudzi. Pogrążona w osobistej żałobie przeżywam ten dzień podwójnie – widzę oczyma wyobraźni setki ludzi z rodzin osób, które zginęły w katastrofie i mogę tylko przypuszczać, że choć po części wiem jak się czują, czym są dla nich kolejne godziny i czym będą nadchodzące dni.

Myślę, że ci którzy zginęli są już po lepszej stronie, ale cierpią niestety ci wszyscy, co zostali, a zostały żony, mężowie, dzieci, wnuki, matki, ojcowie, przyjaciele… Składam wszystkim najszczersze wyrazy żalu…

Nie umiem pojąć, osądzić, zrozumieć to co się dziś przydażyło. Będąc zwykłym obywatelem tego kraju czuję, że stało się coś strasznego – dla kraju, ale i dla każdej osoby, która miała kogoś bliskiego w tym samolocie… Przerażająca sobota, która długo pozostanie w pamięci wszystkich.

[10.04.2010]

Stara dobra Trójka

Posted by kotmonika under Blog

Dziś  w pracy z przyjemnością słuchałam piątkowej audycji Wojtka Manna, a jeszcze milej się zrobiło kiedy na antenie pojawił się ON – Marek Niedzwiecki (jak dobrze, że wrócił do Trójki!!!). Z radia popłynęły utwory przywołujące całą masę wspomnień z lat 80. Ale także i on powspominał np. pobyt Sala Solo z Classix Nouveaux w studiu listy przebojów. Czy dziś ktoś pamięta tego wykonawcę? Pewnie tylko moje pokolenie… Cieszę się, że Trójka pomału staje się taka jak przed przejściem Marka N. do konkurencyjnej stacji. Ona wtedy wiele straciła, ale wszyscy wierni słuchacze pewnie po cichu liczyli, że ten comeback nastąpi. I stało się! Teraz w piątki na zmianę prowadzić będą listę przebojów Baron i Niedźwiedź. Lepiej być nie może! Zatem wracam do słuchania listy … Dziś piątek z Baronem, ale już za tydzień popłynie głos Marka, a wtedy lista jest wyjątkowa i taka jaka powinna być.

[09.04.2010]

Dzień po…

Posted by kotmonika under Blog

Pogrzeb jest emocjonalnie drugim dniem śmierci. Wszystko na nowo odżywa, wspomnienia są jeszcze takie wyraziste, mają smak, zapach, dotyk… A to w czym uczestniczymy potwierdza bezlitośnie, co się stało i że nie ma odwortu.  Toczące się z godziny na godzinę życie boli coraz bardziej, wewnątrz odczuwałam wciąż te same rozterki i pytania: po co wstało słońce, po co wszysycy tak gdzieś pędzimy, dlaczego trzeba się cieszyć kolejną wiosną, jak długo to wszystko będzie jeszcze tak uwierać jak ostry kamień w bucie… Wiem, że potrzeba czasu, ale ten okres (o nieznanej mi długości) przeraża mnie… Bo za bardzo rozdziera serce, bo każde miejsce budzi skojarzenia, wspomnienia i przypomina o straconych szansach, przekreślonych planach. Chciałoby się jeszcze zadzwonić, pogadać, zdać relację z dnia… ale po drugiej stronie linii nikt nie odbierze.

Dziś czuję się strasznie, bo dotychczas było wiele spraw do załatwienia, wiele się działo i na kartce przybywało zadań do wykonania, a teraz jest cisza, pustka i za dużo czasu na myślenie. A nie da się wyłączyć myśli. One są bezlitosne…I gdzieś tam wewnątrz cichutko głos podpowiada, że muszę to przejść, przeczekać, poddać się emocjom, nie tłumić w sobie. To wszystko jest takie trudne… Nie idzie się na to przygotować. Może szkoda…

[08.04.2010]

Latarnia Stilo

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Marcowy numer miesięcznika Nasze MORZE przynosi artykuł  pani Iwony Pietkiewicz o latarni i latarnikach ze Stilo. Stilo to wyjątkowo położona latarnia morska na naszym wybrzeżu. Ma się wrażenie (podobnie jak przy Czołpino), że leży na krańcu świata, w zupełnej głuszy. A jednak w sezonie letnim docierają do niej spore rzesze turystów. Sama odwiedzałam jej wieżę kilkakrotnie (w szczególnie uroczystych okolicznościach  np. w 2006 roku, kiedy wraz z innymi członkami TPCMM z Gdańska obchodziliśmy jej 100-lecie). Największym atutem tej latarni są jej pracownicy: małżeństwo latarników – Weronika i Romuald Łoziccy. Wspaniali gawędziarze, ludzie otwarci na innych, zawsze chętni do snucia ciekawych opowieści i widać, że silnie związani z miejscem, w którym pracują. Sama okolica latarni jest również wyjątkowo malownicza, a widok z samej laterny przecudny. Pod względem konstrukcji Stilo wybija się pośród innych strażniczek wybrzeża, bo nie ma u nas drugiej takiej metalowej konstrukcji (jak na czasy swego powstania bardzo nowoczesnej). Stilo jest dla mnie obowiązkowym punktem letnich wypadów na wybrzeże. Lubię tam wpaść na kilka godzin, zobaczyć co się zmieniło i koniecznie zamieniam kilka słów z obsługą latarni. O jej historii i samych latarnikach więcej można poczytać w Naszym MORZU, do czego gorąco zachęcam. A na zdjęciu jedno z letnich wspomnień z wieżą Stilo w tle.

[06.04.2010]

Suchy lany poniedziałek

Posted by kotmonika under Blog

Choć tradycja każe, aby na lany poniedziałek płynęły strumienie wody, w tym roku do godzin południowych nie widziałam na osiedlu ani jednej osoby z wiaderkiem wody. Mimo, że pogoda dopisuje nie widać nawet biegających dzieci oblewających się z wymyślnych sprzętów polewających nabytych specjalnie na tą okazję. Czyżby stara tradycja odchodziła do lamusa?

Za to działalność wiosny z dnia na dzień cieszy coraz bardziej oczy . Dokoła mocno się już zazieleniło i trudno uwierzyć, że jeszcze w drugiej połowie marca wstawiałam zdjęcia miasta totalnie zasypanego śniegiem. Dziś rano zrobiłam te dwa zdjęcia trawników pod blokiem. Ile tam się już dzieje! Przyroda szaleje i zaczyna wzrastać w szybkim tempie, jakby goniła stracony czas.

Wybrałam nową lekturę. Potrzeba mi było czegoś lekkiego, ale z przesłaniem i mocno powiązanego z codziennym życiem, a na takie wymagania najlepszy bywa stary sprawdzony Mike Gayle – współczesny pisarz brytyjski urodzony w latach 70., który doskonale opisuje rzeczywistość pokolenia trzydziestolatków. Mam nadzieję, że jak zwykle nie zawiedzie.

[05.04.2010]

Rodzinne świętowanie

Posted by kotmonika under Blog

I nadszedł pierwszy dzień świąt… Pogoda dopisała obdarowując nas przez cały dzień pięknym słońcem i i przyjemną, kilkunastostoponiową temperaturą. Jakże to miła odmiana po tak dłuuuuuugiej i bezlitosnej zimie. Dziś z mężem odwiedziliśmy moją siostrę i jej rodzinkę. Nie zrezygnowaliśmy również z tradycyjnego długiego spaceru na świeżym powietrzu. Był pyszny słodki poczęstunek przy kawie , rekreacja i wyśmienita kolacja. Takie spotkania sprzyjają wspomnieniom, rodzinnym opowieściom, oglądaniu starych zdjęć czy pamiątek. Ubawiliśmy się również odczytując słynne zabawne limeryki, lepieje, moskaliki  i odwódki pani Wisławy Szymborskiej. Automatycznie człowiek zaczyna zaraz sam takowe składać sobie w głowie i naprawdę jest to pyszna zabawa intelektualna. Tradycyjnie nie obyło się bez małych, symbolicznych podarunków. Do mnie – jako zagorzałej kociary – przybył samodzielnie wykonany przez siostrę (kiedy i ile nad tym pracowała nie mam pojęcia!) biało-zielony pasiasty kot! Cudna ręczna robota – od razu podbił moje serce. Te święta w ogóle będę kojarzyć dość „kocio”, gdyż wczoraj odwiedziłam koleżankę mieszkającą pod jednym dachem z cudnym pręgowanym dachowcem. Jak na ilość kocich wrażen w krótkim czasie – naprawdę sporo!  Wieczór niedzielny kończymy białym winem i życzeniami, żeby więcej czasu spędzać razem, wyjeżdzać, po prostu korzystać z życia i bycia razem. Bo to jest najważniejsze. Inne sprawy to tylko dodatki.

PS. Udało mi się dziś skończyć czytać książkę pana Fenikowskiego o dawnej Gdyni. Zawsze przeżywam historie związane z planami i budową tego polskiego okna na świat, tego jak z  wioski z kilkoma domami powstało cudowne miasto. A przede mną miła konieczność wsłuchiwania się – która z lektur zawoła teraz z półeczki.

[4.04.2010]

Subscribe to LATARNICA