LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Listopad, 2010

Zimowe przebudzenie

Posted by kotmonika under Blog

Przebudzenia bywają różne. W sobotę rano obudziło mnie kraczące pod oknem licznie zebrane ptactwo, co nieodłącznie kojarzy mi się z zimami z dzieciństwa, śniegiem po pas, mrozami i odmrożeniami stóp. Ale mój umysł nie chciał dopuścić do świadomości takiej opcji, że być może te zimowe wizje wcale nie są dalekie od rzeczywistości.  Rozum podpowiadał: Toż to jeszcze wciąż listopad!  Pierwszy śnieg w tygodniu popadał, ale nie osiadał  na stałe. Topniał od razu i dawał nadzieję, że to tylko taki pogodowy wybryk, że będzie cieplej. Brutalnie na ziemie wprowadziło mnie wstanie z łóżka, bo od razu ujrzałam TO co panuje na zewnątrz. A było… po prostu biało. I taka aura trwa przez cały weekend nie dając nadziei, że nagle coś się odmieni. W tej zimowej scenerii (kto by tydzień temu to przewidział!) pojechaliśmy w gościnę do znajomych, uczcić spełnienie ich marzenia o własnym domu. To był cudowny wieczór, z niesamowitym niemal styczniowym pejzażem na ulicach. Zima nadeszła. Nie ma się co oszukiwać. Muszę tylko zmienić sposób myślenia po przebudzeniu i nastawiać się na długie boje z samochodem – odladzanie, odśnieżanie, mniej dynamiczną jazdę… i wcześniejsze budzenie się. Ech… byle do wiosny. A oto w jakim otoczeniu przyszło mi witać sobotni poranek…

[28.11.2010]

PS. Za to kalendarzowo nie zawodzi jak co roku kwiatek, który zakwita nam tylko w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Jak się uda zdobi parapet jeszcze do Nowego Roku, ale zazwyczaj pod koniec grudnia kończy się jego zdobna szata. Skoro on już nam mówi o zimie to trzeba przyrodzie wierzyć i nie mamić się złudnymi nadziejami na dodatnie temperatury.

Światowy Dzień Misia

Posted by kotmonika under Blog

25 listopada od 2002 roku obchodzony jest jako Światowy Dzień Misia. Czyż może być milsze święto? Czy  ktoś wybraża sobie życie bez choćby krótkiego epizodu z jakimś ukochanym pluszowym misiakiem? Mamy swoich faworytów jako dzieci, bywa że mamy swoje misie do dziś. Pamiętam jak do posiadania onego -już w swym dorosłym życiu – przyznały się publicznie aktorka Joanna Brodzik i dziennikarka Małgorzata Domagalik. Swojego pluszaka mam i ja. Narodził się na zlecenie sklepu Ikea, jest całkiem spory , brunatny i wspaniały. Najpiękniejszy! Ale jak w ogóle powstało to święto?

Światowy Dzień Misia świętowany jest dopiero od 2002 roku. Wtedy minęło sto lat od chwili, gdy miś stał się symbolem radości i szczęśliwego dzieciństwa. Święto nawiązuje do wydarzenia z 1902 roku, w którym wziął udział prezydent USA Teodor Roosvelt. Ten znany polityk w trakcie polowania lekko postrzelił młodego niedźwiadka. Postanowił oszczędzić mu życie i rozkazał puścić wolno to sympatyczne zwierzę. Historia ta, opowiedziana  po raz pierwszy w komiksie w jednej z ówczesnych gazet, zyskała wielką popularność. Tak dużą, że producenci zabawek zaczęli produkować pluszowe misie. Od tamtej pory niedźwiadki-przytulanki stały się znane na całym świecie.

Miś niejedno ma imię – przynajmniej kilku przedstawicieli pluszowego gatunku potrafi wymienić każde dziecko i wszyscy dorośli. Do najpopularniejszych przytulanek należą m.in.: Kubuś Puchatek, który narodził się na kartach książki A. A. Milne’a, miś Uszatek – bohater powieści Czesława Janczarskiego i niezwykle popularnych dobranocek, filmowy miś Coralgol – mądry mieszkaniec lasu zamieszkałego przez mówiące zwierzęta. Bohaterem bajek równie mocno lubianym przez dzieci jest miś Paddington. Wymienione pluszaki to tylko przykłady najbardziej znanych amatorów miodu. Sklepy zabawkowe, sypialnie dziecięce i pokoje zabaw zamieszkują tysiące bezimiennych pluszowych przyjaciół.

Nie ma się zatem co wstydzić – świętujmy! Misie spełniają przecież także doskonale funkcje terapeutyczne. Wożone w karetkach pogotowia, w razie wypadków, w ktorych udział biorą dzieci , doskonale pochłaniają stres, ból i pierwszy szok. Po prostu plusz jest dobry na wszystko.

[26.11.2010]

Pierwszy śnieg

Posted by kotmonika under Blog

Niestety wszystkie prognozy sprzed kilkunastu dni się sprawdziły. Nadeszła środa, 24 listopada, a wraz z nią spadł pierwszy śnieg… A więc zima jednak nadejdzie, a więc przed nami długie ciemne i zimne miesiące… Uczciłam w tym dniu również sezon zimowy jako kierowca. Wczoraj oponki letnie poszły do przechowalni, a ja śmigam już na zimówkach. A jakby wczoraj był kwiecień i dokonywałam odwrotnej operacji… Były wtedy nadzieje na długie i piękne lato. A co teraz? Na co dobrego można o tej porze roku liczyć?

Czytam zbiorek opowiadań Neila Gamaina pt. Rzeczy ulotne – miła i urozmaicona odskocznia po 2 miesiącach grzebania w życiu Virginii Woolf. Jej biografia była niezwykłą lekturą, ale jednak znacznie obciążającą psychicznie. To mój pierwszy kontakt z prozą pana Gamaina, wstrzymam się z oceną póki nie poznam całej antologii. Wyobraźnię facet ma!

[25.11.2010]

Najlepsze desery i kosmiczna świnka

Posted by kotmonika under Blog

Wczoraj na chwilę wróciła prawdziwa wiosna – słońce przygrzewało cały dzień, a słupek rtęci sięgnął prawie 20 stopni – och, żeby tak zostało jak najdłużej! W taką niedzielę grzechem byłoby siedzieć w domu. Wybraliśmy się na spacer, a przy okazji do topowej kafejki jeśli chodzi o jakość i wielkość deserów. Od lat wiadomo, że jeśli najdzie kogoś ochota na super deser to niechaj udaje się do kawiarnio-galerii Kamea przy Starym Rynku. Obecnie mamy już dwie filie tego sympatycznego lokalu, który ma stałe grono sympatyków i pewnie ciągle przybywa mu nowych fanów. Tym razem padło na lokal przy ulicy Wrocławskiej – nowszy stażem, ale o tradycjach kawiarnianych, bo w tym samym miejscu była już wcześniej Błękitna Parasolka i Cafe Koronka. Wybraliśmy kameralną piwniczkę  i zachwycił mnie klimat – tak dobrze już znany i tak świetnie przenoszony na inne nowe lokalizacje. O deserach czy ciastach nie ma co mówić – po prostu jak zwykle wyśmienite. Degustację umilała niezawodna Ella Fitzgerald, a ja szybko porobiłam kilka zdjęć sali. W drodze do Kamei mijaliśmy rzeźbę Golema – który w swej konstrukcji i zamyśle wyjątkowo mi się podoba – a wśród poznaniaków budzi liczne kontrowersje.

A na koniec jeszcze moje ostatnie odkrycie i zachwyt ze świata zwierząt – bezwłose świnki morskie rasy skinny! Pomarszczeni kosmici, ale śliczni jak bulteriery pośród psów. Albo się nimi zachwycimy albo odrzucimy. Dla mnie są wyjątkowo urodziwe.

[15.11.2010.]

Moja tania książka

Posted by kotmonika under Blog

W Poznaniu jest kilka, a może nawet kilkanaśnie miejsc z twz. tanią książką. Mam na myśli księgarnie, gdzie można kupić końcówki serii i pojedyncze tytuły z każdego praktycznie gatunku  za naprawdę małe pieniądze. Jednym z takich miejsc jest księgarniana na Św. Marcinie – spory lokal podzielony na dwie przestronne sale, a w,nich jeśli mamy czas na spokojne poszukiwania, można za każdym razem znaleźć coś interesującego. Ciekawe i klimatyczne ejst same połóżenie tej księgarni – w podwórku starej kamienicy, obok zakładu fotograficznego i oprawy obrazów. Jak tylko jestem w pobliżu lubię tam wpaść i na spokojnie przejrzeć wszystkie działy. Wiele książek w mojej domowej biblioteczce pochodzi z tej księgarni. Wiele prezentów na różne okazje tam właśnie nabyłam. To miejsce jest przesiąknięte wspomnieniami. Tak jak każda książka to gotowe wspomnienie – pamiętam jej zakup, okoliczności czytania, ogólne wrażenie jakie na mnie zrobiła. Dziś – w okropnie deszczową, listopadową sobotę – przechodziłam tuż obok i jak zwykle wpadłam zobaczyć co nowego zamieszkało na półkach. Trzymałam się twardo i nic nie nabyłam ale mam parę upatrzonych tytułów. Przy okazji tej wizyty zrobiłam kilka zdjęć przejścia do księgarni i klatki schodowej tej kamienicy. Na osłodę przy tak paskudnej pogodzie udałam sikę z siostrą na pyszną kawę do Republiki Róż – bardzo sympatyczny lokal ktory dziś od Klienteli wręcz pękał w szwach – zarowno w sali górnej jak i uroczej klubowej piwnicy. Wybrałam z ciekawości kawę z gorącą czekoladą w proporcjach 1:1. Pychota!

Dodatkowo na zdjęciach przedstawiam też moją ostatnią kocią miłość – kot Tiger -mojej mieszkającej po sąsiedzku koleżanki – zauroczył mnie swym charakterem i urokiem osobistym. Zdjęcia nie są za dobre, bo trudno go uchwycić w bezruchu. Kiedy gość przychodzi do domu jest raczej zaintrygowany i nie pozwala sobie na leniwe wylegiwanie się. Obok zdjęć kota moje ulubione , niedawno nabyte „kocie” długopisy.

[14.11.2010]

Gastronomiczny Poznań

Posted by kotmonika under Blog

Wczoraj było słów kilka o knajpkach Niechorza. Na zdjęciach pokazałam ich różny wygląd oraz położenie czy widoki na plażę i morze. W październiku taki kawiarniany spacer odbyłam po Starym Rynku i okolicy w Poznaniu. Postanowiłam się przyjrzeć jak wyglądają witryny i wejścia do kawiarenek i czym się charakteryzują. Czy są kuszące, estetyczne, zachęcające, intrygujące. Czy przed drzwiami wejściowymi umieszcza się coś co zwraca uwagę przechodnia, a może zapach kawy albo obiadowego dania wydostaje się aż na zawnątrz i kusi nasze nozdrza. Dla mnie atrakcyjne dekoracje okienne i interesujące drzwi są już tym detalem, ktory może przemówić na korzyść lokalu. Nie raz mi się zdarzyło, że odwiedzałam jakąś kafekę tylko dlatego, że spodobał mi się wystrój. Oczywiśćie potem najważniejszym sprawdzianem były podawane tam napoje, ciasta czy desery – jeśli za pierwszy razem była ze strony lokalu jakaś wpadka to niestety przepadł w moich oczach. Wystrój to jednak nie wszystko… jeśli ma się w pomieszczeniu zasiąść do stołu. Stoły i jedzenie zbliżają ludzi, ucztowanie, biesiadowanie to czynność, która przełamuje lody i sprzyja rozmowom, dłuuuugim rozmowom. Kawiarnie i restauracje o sympatycznych wnętrzach i znakomitej kuchni przetrwają lata. Poznań ma takie magiczne miejsca i nic nie jest w stanie zniechęcić gości przed przychodzeniem do nich. Oczywiście ile Klientów, tyle gustów kawiarnianych. Na dobry początek warto popatrzeć jak prezentują się te nasze gastronomiczne zakątki smaku. Poniżej kilkanaście mijanych podczas spaceru lokali.

[13.11.2010]

Knajpkowym szlakiem Niechorza

Posted by kotmonika under Blog

Nie pora na podsumowanie roku, na to przyjdzie jeszcze czas, ale dziś spojrzawszy odrobinę wstecz za siebie przypomniały mi się cudowne i urocze 4 sierpniowe dni w Niechorzu i uznałam, że w tym trudnym 2010 roku, był to  czas najwspanialszy, pełen zachytów, nowych doznań, odkrycia kolejnego mojego miejsca na ziemi i to jak zwykle na naszym wybrzeżu! Na równi silne i ważne były jedynie wakacje na Półwyspie Helskim i cudowne wyprawy na Górę Szwedów, do wnętrza latarni w Jastarni czy Porcie Północnym. Niechorze… Pisałam o nim już wiele, najwięcej chyba o samej latarni i jej okolicy, ale na zdjęciach zostały jeszcze wspomnienia kulinarne z tej wyprawy – knajpki z pysznymi daniami obiadowymi, małe kafejki czy kawiarenka w namiociku pod latarnią. Nie są teraz ważne ich nazwy i lokalizacje – z każdą mam miłe smakowo-zapachowe wspomnienie. Każda w sobie coś miała – czasami po prostu piękny widok. Oto kilka sympatycznych miejsc w Niechorzu, zapamiętanych zmysłami i utrwalonych na zawsze w kadrze. W taki ponury listopadowy dzień przeglądanie zdjęć z lata wydaje się zupełnie abstrakcyjne pogodowo. Trudno teraz uwierzyć że może być długo jasne , ciepło i słonecznie… Ale jeszcze tak będzie. Do następnego lata – jakby nie było – jest z każdym dniem coraz bliżej. Póki co mogę się tylko rozmarzyć nad tymi fotografiami i powzdychać.

[12.11.2010]

Mrzeżyno – w porcie

Posted by kotmonika under Blog

Jak pisałam już wczoraj Mrzeżyno to obecnie niewielki port. Można wykupić w nim bilet na krótki rejs małym statkiem po morzu, można zaciągnąć się na kuter do pracy, można też zakosztować miejscowych rybnych przysmaków, będąc pewnym, że ryby pochodzą tutaj naprawdę z najświeższego źródła, które znajduje się na wyciągnięcie ręki. Nad brzegiem kanału jest kilka urokliwych, starych zabudowań. Są też prowizoryczne punkty gastronomiczne i mała marina. Idąc betonowym deptakiem wzdłuż wschodneigo ramienia falochronu widać za nim sporą plażę należacą do tego  kąpieliska. Jest ona tutaj szeroka i dość urokliwa. Zapewne w pełni lata wylega na nią tłum letników. W ostatni tydzień sierpnia i chłodniejszy dzień była prawie wyludniona. Mrzeżyno nie zachwyciło mnie od pierwszego wejrzenia jako miejsce, gdzie chciałabym spędzić swój urlop. Coś mi w nim brakowało, a może port to nie centrum miejsowości i tak naprawdę jeszcze jej nie widziałam. W każdym razie jako miejscowość na moim szlaku latarnianych poszukiwań była przystankiem obowiązkowym, ale nie będę specjalnie za nią tęsknić. Dźwirzyno, które mijaliśmy tylko będąc przejazdem, podobało mi się wizualnie o wiele bardziej, ale tam nie znalazłabym tak upragnionego  ujścia Regi. Dziś mogę jedynie powiedzieć: przybyłam i zobaczyłam. Zachwytu jednak ze sobą w drogę powrotną nie zabrałam. Nie zawsze nowa nadmorska miejscowość okazuje się odkryciem na miarę tegorocznego Niechorza. I nie zawsze powinnam się tych zachwytów spodziewać. Kocham nasze wybrzeże od Piasków na wschodze po Świnoujście przy zachodniej granicy. Nie wszędzie jednak chciałabym cyklicznie powracać. Czasami wystarczy tylko jeden pobyt, czasami czas nie jest nam łaskawy albo nastrój. Być może Mrzeżyno dostanie kiedyś jeszcze jedną szansę. Póki co wolę zaplanować wizyty w innych niewidzianych miasteczkach nadmorskich.

Poniżej kilka migawek z portu Mrzeżyno.

[06.11.2010]

Regoujście

Posted by kotmonika under Blog

Mrzeżyno to niewielka miejsowość w powiecie gryfickiem (gmina Trzebiatów), położona u ujścia rzeki Regi. Do  1945 roku nosiła nazwę Treptower Deep (Regamünde). W roku 2009 liczyła ponad 1600 stałych mieszkanców. Latem ma status popularnego kąpieliska bałtyckiego. Mnie przyszło zobaczyć Mrzeżyno po raz pierwszy już w końcówce sezonu, podczas chłodnego dnia, bardziej pochmurnego niż skąpanego w blasku słońca. Toteż i odbiór tego miejsca odbywał się już w nastroju nadchodzącej jesieni i można było zakosztować klimatu Mrzeżyna opustoszałego, posezonowego i cichego. Mnie ten port interesował już od wielu lat, bowiem istnieją dokumenty z XVI wieku mówiące o wieży (lub wieży kościelnej) w Regoujściu służacej jako znak nawigacyjny. Tą zagadkową wieżę pokazuje również stara mapa tzw. Carta Marina Olausa Magnusa z XVI w. (jedyny egzemplarz tej mapy znajduje się obecnie w Monachium). Na mapie widzimy zaznaczone dwie wieże pełniące funkcje latarni morskich – jedna to Wisłoujście, a druga leży między Świnoujściem, a Kołobrzegiem. W tym czasie jedynym czynnym portem na tym odcinku, który potrzebowałby znaku nawigacyjnego było Regoujście. Póki co nie wiadomo czy budowla z mapy wskazuje na wieżę w starym czy nowym już porcie u ujścia Regi oraz czy była to tylko latarnia czy obiekt nawigacyjny i obronny jednocześnie , a może nawet wieża kościoła. Znając jedynie te informacje z ogromnym zainteresowaniem przespacerowałam się po porcie w Mrzeżynie. Wody rzeki są tutaj spokojne, wręcz leniwe. Jak każdy kanał przeznaczony do żeglugi u jego wejścia znajdują się dwa betonowe falochrony zakończone znakami nawigacyjnymi w postaci światła czerwonego i zielonego. Dziś trudno odnaleźć w tym miejscu jakiekolwiek ślady dawej latarni i prężnie działającego portu. Ale sama lokalizacja w terenie jest bardzo  prawdopodobna na jej istnienie w dalekiej przeszłości. Mrzeżyno to obecnie malutki port, w którym nie ma dużego ruchu. Nieliczni turyści pod koniec sierpnia spacerowali nabrzeżem, a punkty małej gastronomii wciąż były czynne i kusiły zapachami. Poniżej kilka migawek z ujścia Regi i oznakowania nawigacyjne portu.

[05.11.2010]

Proste zabawki – najlepsze zabawki

Posted by kotmonika under Blog

Lubię proste, wykonane domowym sposobem zabawki. Lubiłam je już jako dziecko – najbardziej szmaciane lalki – ale także  drewniane klocki czy wszytsko co można było samemu uszyć, wydziergać czy też sklecić z różnych materiałów i odpadów. Kiedy widzę na aukcjach czy w sklepach internetowych własnoręcznie zrobione przedmioty przyglądam się jak są wykonane, czy sama bym podołała ich wykonaniu, czy są skomplikowane, jakich materiałów użyto. Cieszę się, że są jeszcze artyści – bo sztuką jest wykreowanie choćby najprostszej zabawki – którzy chcą, mimo zalewu rynku przeróżnymi maskotkami i pluszakami,  postawić na prostotę i dawne rozwiązania, dziś już pewnie z lamusa. Z przyjemnością prezentuję poniżej zabawki wydziergane z włóczek, sprzedawane na wartym dogłębnego przejrzenia portalu www.decobazaar.com. Prezentujący się tam projektanci mają naprawdę niesamowitą kreatywność! W każdym dziale można znaleźć wspaniałe pomysły i inspiracje. I warto potem samemu popróbować i sprawdzić się w autorskich zabawkach, biżuterii czy dekoracjach do domu.

[04.11.2010]

Zaduszki AD 2010

Posted by kotmonika under Blog

We wtorkowy wieczór, 2 listopada, w kościele na poznańskich Jeżycach (ale i w wszystkich innych jak i całej Polsce) odbyła się uroczysta msza św. w intencji zmarłych w tym roku parafian. Atmosfera była niezwykła, przygaszone światła, blask dziesiątek zniczy, skupienie i łącząca wielu wiernych jeszcze świeża żałoba. Poza organami do mszy grała orkiestra z Teatru Wielkiego, czego efektem było niesamowite brzmienie wybranych pieśni. Zaduszki to dzień kiedy wszyscy wierzący szczególnie intensywnie wspominają swoich bliskich zmarłych i modlą się o ich dusze. Najważniejszą częścią dzisiejszej mszy było zapalenie zniczy za każdego wymienionego imiennie na ołtarzu parafianina i ustawienie tego znicza na symbolicznym grobie na środku kościoła. Taka chwila zadumy, zatrzymania i refleksji w normalnym dniu pracy  jest czymś bezcennym.

[03.11.2010]

Smakowity Poznań

Posted by kotmonika under Blog

Pod koniec września zupełnie przypadkiem udało mi się odkryć sympatyczną nową knajpkę przy  Starym Rynku serwującą doskonałe dania obiadowe za niewygórowane ceny. Mam na myśli La Cantine na narożniku ulicy Wronieckiej – lokal o jasnym, stonowanym w kolorystce wnętrzu z licznymi elementami lustrzanymi m.in. na ścianach można znaleźć przepisy na niektóre potrawy wycięte z lustra.

Z tą wyrównaną kolorystyką zdecydowanie kontrastuje  Menu. Dominują w nim sałaty i zapiekane makarony ze świetnie dobranymi i doprawionymi dodatkami. Dania powstają niemal na naszych oczach i są podawane w różnych wielkościach porcji – w zależności od naszego apetytu. Kiedy zamawialiśmy tam obiad do sałat serwowano kieliszek dobrego wytrawnego wina gratis. Sałaty w La Cantine to całkiem pożywne dania, często ze smażonym mięsem i doskonałym sosem, łączące w sobie składniki gorące z chłodnymi. Nie jest to miejsce na bardzo długie przesiadywania i niekończące się dysputy, ale smaki których wtedy zakosztowałam sprawiły, że na pewno do lokalu powrócę, bowiem menu miało do zaoferowania jeszcze bardzo dużo smakowitości m.in. zapiekanki ryżowe, tarty, naleśniki i ciasta. Na drzwiach lokalu można zauważyć, że jego wystrój zlecono projektantowi. Nawet toaleta zaskakuje swym wnętrzem i detalami. Szczególnie ciekawe są wiszące nad stolikami żyrandole wykonane z niezliczonej ilości drewnianych widelczyków. W miejscu, gdzie dziś mieści się La Cantine było już wiele lokali gastronomicznych. Mam nadzieję, że ten się przyjmie na lata i stanie smakowitą przystanią dla smakoszy. Bo jedzenie jest tam naprawdę wyśmienite. Lokal ma swoją stronę internetową. Może ona zachęci do zaplanowania weekendowego obiadu przy Wronieckiej. Już dziś wyobrażam sobie, jak w zimowe popołudnie przyjemnie będzie wejść do ciepłego pomieszczenia i rozgrzać się od smaku dań. Spróbuję kiedyś sama tego doświadczyć.

[02.11.2010]

Weekendowy aneks

Posted by kotmonika under Blog

Mamy już listopad. Ale w ostatni dzień października czciliśmy w rodzienie 18 urodziny. Mój chrześniak wszedł w wiek dorosłości, a ja nie mogę się nadziwić kiedy ten czas zleciał. Pamiętam jak dziś jego powrót tuż po narodzinach ze szpitala, pamiętam łóżeczko i wiszące zabawki, jego pierwszy uśmiech, grymasy, głośny płacz. To było jak wczoraj kiedy tuliłam go w ramionach i uspokajałam – a miał gardło i głos naprawdę potężny ! Potem chłopiec dorastał, były wypady na place zabaw, spacery, wyjazdy za Poznań i wspólne wakacje  – jak choćby te na sobieszewskiej wyspie. Całe lata temu… Dziś Artur jest pełnoletni, matura za pasem i ma plany na przyszłość: studia, kurs prawa jazdy i pewnie cały wachlarz marzeń. To dobrze, bo ma ku czemu dążyć, ma o co walczyć. Jak pięknie życzył wczoraj ktoś z rodziny: zmieniaj śwat! Jeszcze raz – wszystkiego NAJ!

[01.11.2010]

Wszystkich Świętych

Posted by kotmonika under Blog

Nie umiera ten kto w pamięci żywych trwa…

[ks. Jan Twardowski]

[01.11.2010]

Subscribe to LATARNICA