LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Styczeń, 2011

Blog to nie śmietnik

Posted by kotmonika under Blog

O tym jakie są blogi  i czy mogą być o wszystkim ciekawie napisał we wpisie z 6 grudnia 2005 Jonathan Carroll  (cytuję książkowe wydanie  blogu Carrolla opublikowane przez Dom Wydawniczy Rebis w 2006 roku pt. Oko dnia; str. 203):

6.12.2005

Jako czytelnik dochodzę do wniosku, że autorzy większości blogów zakładają błędni, iż to co zrobią czy pomyślą w ciągu dnia, zainteersuje innych ludzi. Tę fałszywą przesłankę pogrąża dodatkowo fakt, że piszą o swoich rutynowych czynnościach ze wszystkimi nudnymi szczegółami. Biorą byle jakie słowa i zwroty, nie cyzelują ich, nie próbują doszlifować swoich myśli i przeżyć. Wczoraj czytałem blog, którego autor poszedł do restauracji Starbuck’s i zastanawiał się, którą kawę ma wybrać. Ot, i cała historia. Trzysta słów dylematu: czy wziąć cappuccino czy moccacino? Jedną z najlepszych lekcji, jakich udzielił mi ostry, ale dobry nauczyciel na zajęciach twórczego pisania, była prosta uwaga o napisanym przeze mnie wierszu: „Być może tobie, Carroll, temat wydaje się intersujący, ale sposób w jaki go ująłeś, nie jest w stanie zaintersować innych”. Blogi dały każdemu możliwość publikowania swojej twórczości. Ale jeśli ktoś zamierza publikować, to odpowiada przed swoją publicznością, jakakolwiek by ona była. Zanim przyciśnie guzik „wyślij”, powinien zadać sobie pytanie: „Czy to co napisałem, jest rzeczywiście ciekawe? Czy wyraziłem to najlepije, jak umiem? Czy tylko zarzucam kogoś tam, w eterze, głupstwami moego dnia codziennego?”.

W zasadzie ten fragment nie wymaga komenatrza z mojej strony. Daje wiele do myślenia i każdy kto prowadzi swój blog powinien się z nim zapoznać. Ale muszę napisać jedno: mam nadzieję że nie zarzucam was głupstwami dnia codziennego. Jeśli tak bywa, wybaczcie. Jeśli tak jest ciągle – to może powinnam przestać tu wrzucać swoje wpisy?

[31.01.2011]

Ostatnio na Allegro trafiłam na obrazek-akwarelę namalowany po 2000 roku przedstawiający latarenkę (światło nawigacyjne) stojącą do dziś na końcówce falochronu wschodniego w porcie gdańskim. Niewiele osób wie, że ten obiekt (niedawno odmalowany zewnętrznie, przez co wydaje się konstrukcją nową) ma swoją długą historię i istnieje tam od XIX wieku, choć wiele detali uległo zmianie i przeróbkom – więc pewnie tak naprawdę oryginalna jest tylko podstawa. Jakiekolwiek liczne były te remonty i zmiany latarenka po wschodniej stronie kanału wejściowego stała się w II poł. XIX wieku niezbędna. Miała usprawnić żeglugę i jej bezpieczeństwo. Oto jak pisze o jej początkach Apoloniusz Łysejko w Gdańskich latarniach morskich (Gdynia, 2009):

[…] Poprawą niedogodności mogło być umieszczenie znaków nawigacyjnych na zakończeniach falochronów wschodniego i zachodniego. W 1843 roku na zakończeniu rozbudowanego falochronu wscodniego kosztem 12 tysiecy marek wzniesiono latarnię skonstruowaną przez zaklad odlewów metalowych A. Borsiga z Berlina, usuwając w ten sposób to utrudnienie. Został a wyposażona w aparat fresnelowski VI klasy wielkości, wykonany przez firmę Moritz & Sohn w Hadze. Zainstalowany w nim katadioptryczny aparat optyczny umożliwiał tworzenie wiązki promienia świetlnego i był pierwszym tego typu zastosowanym w latarniach morskich bałtyku Południowego. Światło umieszczone 13,5 m ponad średnią wodą zapalono 16 kwietnia 1843 roku. Zainstalowany aparat miał wysokość 51,2 cm. […] Zmianę kolorystyki światła na zcerwone umożliwiało stosowanie specjalnych przesłon. Latarnia ta zachowała się do dziś i stoi na falochronie wschodnim wejścioa do Nowego Portu. Współcześnie w latarni umieszczny jest aparat optyczny z soczewką o następujących wymiarach: wysokość 70 cm, średnica – 50 cm, w ktorym instalowane są dwie lampy główna i rezerwowa umieszczone w dwupozycyjnym zmieniaczu. Czerwony kolor światła uzyskano dzięki filtrom umieszczonym wokół soczewki.

Poniżej obrazek nieznanego autora z Allegro oraz kilka starych kartek pocztowych z tą latarnią i  plan architektoniczny oraz plan z lokalizacją na główce falochronu.

[30.01.2011]

Grunt to pomysł

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Nadeszła wreszcie oczekiwana przesyłka z włóczkami. Zatem jest pomysł, jest sprzęt i materiał, są nawet WIELKIE chęci i coś (mam nadzieję!) z tego będzie. Jeśli udane – pokażę na blogu. Póki co, muszę mój pomysł rozrysować i opracować strategię wykonania, a potem już tylko zabrać się do pracy. Myślę, że miło będzie po kilkunastu latach wrócić do drutów. Tym bardziej, że kiedyś żadne formy nie były mi obce i produkowałam z włóczek naprawdę wiele sweterków. Tym razem ciuszka nie będzie. A czas pokaże, czy to co zrodziło się w głowie uda się przełożyć na prace ręczne…

PS. I wrócił mróz… Koniec stycznia i znowu nieprzyjemnie, a zamki w samochodzie zaczynają już strajkować. Za to Error z okazji być może powrotu zimy znalazł sobie nowe zaciszne miejsce do drzemki.

[29.01.2011]

I minął futrzasty miesiąc…

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dziś mija miesiąc jak jest ze mną pod jednym dachem Error – kocur  po przejściach (rasy europejskiej) ze schroniska dla zwierząt. Na szczęście dla niego spędził w nim tylko kilka tygodni i doskonale prezentował swoje walory, kiedy byliśmy wybrać kota w pomieszczeniu poznańskiej  kociarni. Pośród sporego stada futrzaków TEN był wyjątkowy, nie opuszczał nas od wejścia i łasił się, łasił bez końca. Nie szło mu odmówić. Tak więc 28 grudnia (był piękny słoneczny, ale bardzo mroźny dzień i miasto pokryte było jeszcze białym puchem) wprowadził się w nasze skromne progi, a dziś już chyba prawie tu zarządza, bo osobowość ma i nie da sobie nic na siłę wmówić. Error uwielbia spać, choć jak przyłoży się do zabawy to daje z siebie wszystko. No cóż, miesiąc to kawał czasu – zatem świętujmy!  Należy mu się jakiś smakołyk ekstra!

[28.01.2011]

Komiks z latarnią

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Jesienią 2010 roku ukazał się na polskim rynku wydawniczym komiks pt. Latarnia. To 64-stronicowe wydawnictwo sygnowane nazwiskiem znanego hiszpańskiego twórcy tego gatunku Paco Roki (napisał zarówno scenariusz jak i wykonał rysunki) opowiada historię rannego żołnierza podczas wojny domowej, który dociera do położonej na samotnym cyplu wieży. Bohater znajduje schronienie w latarni morskiej i poznaje tam starego latarnika Telmo. Mężczyzna snuje  opowieści o morskich poszukiwaczach przygód i swoimi historiami stara się przywrócić żółnierzowi chęć życia. Album wzbogacony jest o dodatkowe materiały (rysunki ołówkiem, zdjęcia, ilustracje i szkice oraz o prolog latarnika  i epilog autora). Jako przedmiot bibliofilski ma wiele zalet i może zachwycać. Jest publikacją czarno-białą, ale oszczędność barw nie ujmuje jej niczego. Historia jest wciągająca, a artysta Paco Roca opowiada językiem komiksu bardzo sprawnie, który jest specyficzny i niełatwy. Książkę wydało Timof Comics. Format polskiej edycji to  170 x 240 mm w miękkiej oprawie. Dla każdego miłośnika latarni morskich czy zbieracza przedmiotów i wydawnictw o tej tematyce komiks Paco Roki na pewno stanie się cennym nabytkiem. Na rodzimym rynku nie było jeszcze tej tematyki, w tym gatunku. Tym bardziej brawa dla wydawcy za podjęcie decyzji o jej wydaniu. Poniżej okładka i dwie wybrane strony.

[27.01.2011]

PS. I stuknął kolejny rok… Dziś moje urodziny. Ale w tym roku inne, wyjątkowe bo jest ze mną kot – marzenie życia. Odtąd przestałam być kociarą teoretyczną i zaoczną, a jestem kociarą w praktyce. I choć Error to nie urodzinowy prezent , bo przybył do nas zaraz po Bożym Narodzeniu, to teraz każdy dzień z nim jest jakby świętem. Daje ogromną radość w każdej chwili, nawet jeśli budzi  kilka razy w nocy jak niemowlę.

Happy Birthday Jonathan!

Posted by kotmonika under Blog

Dziś swoje 62 urodziny obchodzi popularny w Polsce pisarz amerykański – a Europejczyk z wyboru – Jonathan Carroll. Już po raz drugi odnotowuję na tym blogu ten fakt i pewnie za rok nie omieszkam znów uczcić urodzin mojego literackiego guru. Carroll – od jego powieści Kraina Chichów zaczęła się moja wielka przygoda z tego typu literaturą i trwały związek z jego twórczością – do dziś jest dla mnie tak ważnym autorem, że nie przepuszczę żadnej publikacji. I choć bywały po drodze kolejne  zachwyty, nie obyło się też bez rozczarowań. Jonathan ma u mnie jednak ogromny kredyt zaufania i nic mnie nie zniechęci, abym nie sięgnęła po kolejną książkę – jeśli tylko się ukaże. Moje prywatne egzemplarze są całe pozakreślane ołówkiem. Zawsze zaczynając czytać po raz pietwszy jakąś książkę zaznaczam ulubione fragmenty albo zdania, które wybitnie mnie poruszyły. Potem jak po latach sięgam po taki tom łatwiej mi się zorientować w treści i emocjach jakie towarzyszyły lekturze właśnie kiedy przelecę wzrokiem pozaznaczane fragmenty. Ale Carroll to nie tylko jego powieści. To także inteligentny, błyskotliwy w rozmowie twarzą w twarz facet,  który jest ciekawy świata i na każdym kroku wyszukuje jego niezwykłe oblicza. Widać to również po jego wielkiej aktywności na portalu społecznościowym Facebook, gdzie czasami kilka razy dziennie wstawia niesamowite fotografie o różnorodnej tematyce, ale nigdy nie można pozostać obojętnym wobec obrazu, który widzimy. Przez FB można też na bieżąco śledzić jego blog – może już mniej intensywnie prowadzony niż kiedyś – ale wciąż wart odwiedzania. Miałam to szczęście poznać mojego ulubionego pisarza osobiście. Posiadam kilka podpisanych książek i prowadzimy od lat rozmowy mailowe. To taki rozmówca i odbiorca maili , dla którego warto się starać i można liczyć na mądre wymiany zdań na każdy temat. Doskonale wyczuwa intencje oraz emocje ukryte nawet między wersami i jak na pisarza przystało, ma zawsze coś ciekawego do powiedzenia. Jakby świetnie historie niczym magik wyjmował ot tak na zawołanie z rękawa. Z okazji jego święta porobiłam kilka fotek mojej kolekcji książek JC – wydania wyłącznie polskie. Na przykład Krainę Chichów mam w kilku egzemplarzach, choć to najbardziej wyczytane jest pierwsze, opubkowane jeszcze w serii Biblioteczki Fantastyki. Na jednym zdjęciu jest też autograf i dedykcja z  mojej drugiej ulubionej powieści Poza ciszą. To mało typowa książka, biorąc pod uwagę całą jego twórczość, ale do mnie wyjątkowo przemawia i porusza. W ten styczniowy deszczowo-śnieżny wieczór mam nadzieję, że Jonathan miał dziś w Wiedniu (gdzie mieszka na stałe) miły i pełen życzeń dzień. Jako zodiakalny Wodnik jest osobą nie dającą się zaszufladkować i zamknąć w schematy, co doskonale odzwierciedla cała jego twórczość.

Happy Birthday Jonathan!

[26.01.2011]

Miłosz, Nikodem, Emilia i Felicjan

Posted by kotmonika under Blog

Nie raz dawałam tutaj upust swoim ciepłym uczuciom do zabawek wykonywanych samodzielnie. Lubię dziergane misie, koty czy inne zwierzaki. W dziecińswie najbardziej lubiłam szmaciane lalki z warkoczami zaplecionymi z wełny. Ilekroć znajdę gdzieś w internecie fajne prace muszę podzielić się z innymi tymi wytworami ludzkich rąk. Podoba mi się, gdy zabwaki mają swoje imiona, są wtedy już nie anonimowym wytworem masowej produkcji, ale istotą niemal z krwi i kości, z jakąś krótszą bądź dłuższą biografią. Dziś przedstawiam Wam Miłosza, Nikodem, Emilię i Felicjana. Wykonała je osoba sprzedającxa na Allegro pod nickiem by_Giraffe. Z ilości zawartych transakcji widać, że prawdopodobnie dopiero zaczyna. Ale widząć jej prace życzę powodzenia i mam nadzieję, że te trzy misiaki  i kot znajdą nowe domy.

[24.01.2011]

Nowa zabawka Errora

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Do kota przybyła paczka z nowymi zabawkami. Każda puchata, każda o atrakcyjnym zapachu kocimiętki. Kocur upodobał sobie długą futrzastą myszę, która doskonale nadaje się do jednoczesnego gryzienia pyskiem i rozszarpywania tylnymi łapami. Na dodatek mysza szeleści i ma długie kolorowe futro, które dobrze się przygryza. Jedna z fotografii z tej sesji trafiła na portal KOTY serwisu Facebook, gdyż tematem tego tygodnia są właśnie koty i ich ulubione zabawki. Error upolowawszy swą mysz jest bardzo żywiołowy co oddaje jedna fotografia. Rzuca wtedy głową na boki i atakuje każdą kończyną. Problem pojawia się jedynie wtedy kiedy przychodzi mu ochota na polowanie około północy lub przed 5 rano. Bo hałas jest na tyle donośny, że gwałtownie nas wybudza. No cóż, kot musi polować, a że akurat wtedy kiedy on chce? Trudno. Trzeba do tego przywyknąć albo skutecznie chować zabawki przed nadejściem nocy.

[21.01.2011]

Na portalu aukcyjnym Allegro systematycznie pojawiają się ciekawe kartki ukazujące wszystkie kołobrzeskie latarnie. Obie przedwojenne konstrukcje – jeśli są to wyjątkowe ujęcia – osiągają znaczne sumy i cieszą się sporym zainteresowaniem. Trudno dziś trafić na prawdziwy unikat starej pocztówki z kołobrzeską latarnią. Obecnie trafiły się dwa ciekawe – choć nie do końca wyjątkowe zdjęcia. Już parokrotnie widziałam je w sprzedaży, zatem musiały być wydane w większym nakładzie. Ponieważ pokazują urokliwie budynek latarni (z lat 1909-1945) zniszczony przez Niemców  podczas działań wojennych (obrona twierdzy Kołobrzej w 1945 roku) – zamieszczam oba. Szczególnie podoba mi się fotografia robiona z pokładu statku wycieczkowego. Porty polskiego wybrzeża prezentują się bardzo atrakcyjnie z pokładów statków i rejsy w morze z miejscowości letniskowych zawsze cieszą się sporym zaintersowaniem. Podczas nich można zrobić najlepsze ujęcia latarni – jeśli znajdują się one akurat przy wejściach do portu tak jak jest do dziś np. w Kołobrzegu, Ustce czy Darłówku.

[20.01.2011]

Kot Error jest zagorzałym fanem drzemki. Jak na dorosłego kota przystało, po jedzeniu, to jego druga ulubiona czynność. Kiedy brzuch pełen, śpi głęboko albo czujnie drzemie.  Bardzo lubi swój wiklinowy koszyk, gdzie może się zaszyć i spokojnie odgrodzić od otoczenia. Ale łóżko, blat biurka (zwłaszcza z klawiaturą pod plecami czy myszką komupterową pod głową) oraz podłoga to również idealne miejsca do drzemki. Spać, spać, spać… – zdają się mówić jego oczy tuż po posiłku, chociaż stuknięcie talerzem czy otworzenie lodówki wybudzi go w ciągu sekundy z najgłębszego snu. Kiedy jest głęboki? Wtedy gdy rzuca w powietrzu łapkami, kłapie szczęką  i można go dotykać, wołać, poruszać łapkami, a on nie reaguje. Kiedy zobaczyłam to pierwszy raz myślałam, że jest ciężko chory albo się czymś zatruł i trzeba natychmiast szukać pomocy. Każdego dnia uczę się o nim czegoś nowego i staram się oceniać co jest normą, a co nie. To zapewne jeszcze potrwa, ale patrzenie jak śpi jest rozczulające. Lubi być wtedy głaskany, przytula się ufnie, nastawia głowę, szyję i brzuszek, wręcz gimnastkuje się pod ruchem dłoni. Error to wielki śpioch, ale w polowaniach też jest mistrzem, choć trwają krótko, ale intensywnie. Ostatnio wykonał w powietrzu takie figury, że uznałam iż idealnie potrafi odtwarzać w locie powietrznym układy walk z Matrixa. Szkoda, że nie uwieczniłam tego aparatem. Ale złapać w kadr takie ułamki sekund to byłoby z mojej strony mistrzostwo świata. Chociaż kiedyś przyczaję się na jego rytuały polowań.

[18.01.2011]

Przylądek Olbrzymi

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

[…] Jedyne właściwe tłumaczenie nazwy Rozewia to Przylądek Olbrzymi – zapewniał mnie niedawno pewien znajomy, pochodzący z Kaszub językoznawca – Jego Głowa naprawdę górowała nad inymi urwiskami. Mogła się wydawać olbrzymia dawnym żeglarzom patrzącym na nią z morza. [Franciszek Fenikowski, „Zakochani w Rozewiu”, rozdz. Klechdy Olbrzymiego Przylądka, str. 6, KAW 1977]

Nie wiem o jak dawnych czasach mówił wspomniany językoznawca, ale rzeczywiście jeszcze w okresie przedwojennym Przylądek Rozewie był bardzo wyeksponowany i nieporośnięty lasem. Z latarni doskonale prezentował się znikający w oddali wijący się jak wąż Półwysep Helski, porośnięte trawą pastwiska ciągnęły się w nieskończoność i wypasano na nich jeszcze wtedy owce. Nie ma już dziś TAKIEGO Rozewia. Stojąc w udostępnionej do zwiedzania laternie widzimy morze, ale majaczy ono gdzieś między drzewami. To wlaśnie z powodu rozrastającego się  drzewostanu dwukrotnie podwyższano wysokość wieży, a nawet wybudowano drugą latarnię (obecnie obiekt mieszkalny, nieudostępniony turystom, widoczny z latarni w kierunku zachodnim). Stare kartki pocztowe z lat 20. i 30. pokazują widoki na otwartą przestrzeń przylądka. Z morza musiał robić ogromne wrażenie, a co dopiero smuga światła z blizy przecinająca mroki nocy. W okolicy nie było innych domów, teren był prawie dziki, daleki od cywilizacji, a jednak lego legenda rosła i wnikała do swiadomosci Polaków. Sprawcą legendy Rozewia był jej strażnik – latarnik Leon Wzorek. Jego brat Władysław powiedział kiedyś: Legenda może być wszystkim: kolorem wśród szarości, strawą dla tysięcy przypadkowych turystów, a nawet namiastką historii. Za „panowania” dynastii Wzorków latarnia i jej otoczenie rzeczywiście stawały się barwną historią i obiektem, który fascynował. Nie bez powodu właśnie w jej murach powstało pierwsze i jak na razie jedyne rodzime Muzeum Latarnictwa z prawdziwego zdarzenia. Poniżej prezentuję kilka ujęć na krajobraz Rozewia sprzed prawie 100 lat. Ujęcie betonowej opaski wzmacniającej brzeg pochodzi z lat 60. XX wieku. Kartki pochądzą z portalu aukcyjnego Allegro.

[17.01.201]

PS. Na aukcjach internetowych pojawiła się również bardzo rzadka kolorowana pocztówka latarni morskiej Gąski (niem. 7 Funkenhagen Leuchtturm). Na pierwszym planie znajduje się grupa ludzi. Być może są to turyści, ale ja stawiałabym na członków rodziny  latarników.

Relaksujący pewniak

Posted by kotmonika under Blog

Wczoraj popołudniu wrzuciłam na odtwarzacz dvd jeden z moich tzw. filmów pewniaków- ale z kategorii polepszaczy nastroju i rozbawiaczy (bywa, że lubię włączać sobie dołujące obrazy, które mimo treści są tak piękne wizulanie czy genialnie zagrane, że wracam do nich raz na jakiś czas – w tym mrocznym zestawie na pewno znajdują się Godziny czy Młody Adam). Aby mój nastrój zdecydowanie zwyżkował na pomoc przybył wybitny film braci Coen pt. Big Lebowski – z (jak dla mnie) oscarową rolą Jeffa Bridgesa. Nie chcę streszczać ani opowiadać fabuły – kto zechce poszuka o tym filmie w sieci wszystko co potrzeba. Dla mnie Big Lebowski to idelane wpasowanie się w rozrywkę i komedie jakie lubię – nieraz na pograniczu czarnego humoru i dobrego smaku, ale do mnie przemawia ogromnie. I choć film widziałam już chyba kilkanaście razy wciąż śmieję się z tych samych scen czy dialogów – bo dialogi to ogromny atut tego obrazu. Dobrze oglądać go z napisami, aby słyszeć oryginalne głosy aktorów. Cała obsada to castingowy majstersztyk: Bridges, Goodman, Turturo i Buscemi oraz świetna Julieanne Moore  – tworzą role nie do zapomnienia. Do tego idealnie (jak zawsze u Coenów) dobrana ścieżka dźwiękowa – utwory  dopasowane tekstami i stylem do scen i historii. Dobrze, że są takie filmy, które nie tracą przy kolejnych powrotach do nich, dobrze, że mam całe półki tych „swoich” filmów – bo znam ich działanie i kiedy trzeba po prostu wrzucam płytę i przenoszę się w świat, który  zadziała w określony sposób. Kto nie zna – polecam ten film. Jeśli już znasz twórczość Coenów- nie będzie zaskoczeniem. A Big Lebowski na pewno rozbawi! W mojej prywatnej nomenklaturze nazywam go skrótowo filmem o zasikanym dywanie. Dlaczego?  Jeśli zdecycujecie się na seans – to  wszystko szybko się wyjaśni.

[16.01.2011]

Rzadka kartka z latarnią

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Na serwisie aukcyjnym pojawiła się ostatnio bardzo rzadka kartka z przedwojenną latarnią morską Kołobrzeg. Mnie udało się na nią trafić w internecie po raz drugi. Z góry podejrzewałam, że będzie spore zainteresowanie i osiągnie wysoką cenę. Końcowa kwota przerosła jednak moje możliwości – licytacja zakończyła się na sumie grubo ponad 300 zł. Gratuluję nabywcy! Bo ujęcie jest naprawdę wyjątkowe. I pięknie widać detale samej latarni. Cóż, jak każdy kolekcjoner, chciałabym mieć te najlepsze okazy dla siebie, ale z drugiej strony lubię czekać na różne okazje i  rzadkie przedmioty. Ten dreszczyk emocji licytanta podczas ostatnich minut jest hipnotyzujący. I można się od tego uzależnić. Póki co, na bieżąco przeglądam oferty starych kartek i poszukuję tych perełek pośród morza popularnych, wysokonakładowych wydań.

[14.01.2011]

Zamglone Rozewie

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Na stronie BLOGU znalazłam ciekawy opis wyprawy do Muzeum Latarnictwa w Rozewiu oraz wiele klimatycznych zdjęć – mało typowych, bo wycieczka przypadła w mglisty dzień. Warto przejrzeć sobie ten wpis oraz podlinkowania do pokrewnych tematów. Zachętą niechaj będzie poniższa fotka autorki blogu.

PS. Dziś przypada 15 rocznica śmierci mojego Taty. Z perspektywy lat ten okres czasu gigantycznie zmalał… Mnóstwo się zmieniło, także w naszym kraju… Zawsze żałuję, że tata nie doczekał takiej Polski, kiedy o wiele łatwiej teraz o realizację jego marzeń… górskich marzeń.

[13.01.2011]

Kotem nie można się nasycić…

Posted by kotmonika under Blog, Kot

…bo ma swoje życie  i ścieżki , a tylko część swojego czasu poświęci nam – swoim karmicielom i dostawcą rozrywek (jeśli ma akurat na nie ochotę). Poluje o różnych porach, chwilami na jakieś wyimaginowane stwory, bo gania za niczym, a raczej nam się tak wydaje bo kot zapewni widzi w tym cel. Z ogromną przyjemnością obserwuję jego pory relaksu i pobudzenie – kiedy widzi czy czuje jakiś smakołyk. Mam wrażenie że najczulszy ma zmysł słuchu, bo na każdy dźwięk jakoś reaguje. A niekoniecznie na każdy dotyk czy zapach. Error – lekarstwo na każdy gorszy dzień i smutek – jest wspaniałym współlokatorem. Siedząc w pracy tęsknię za nim i zastanawiam się co porabia. Tak już mają kociarze… Przy każdej okazji łapię za komórkę i robię mu jawną bądź ukrytą sesję fotograficzną. Ostatnio znowu się gimnastykowałam, aby dobrze uchwycić go w kadr – a wymaga to czasami leżenia na podłodze – na poziomie kota. Na Facebookowej stronie KOTY ogłoszono w tym tygodniu temat  nowego konkursu fotograficznego – aby uchwycić swego pupilka kiedy ziewa. Mnie się wciąż nie udało, ale fotki tam wrzucone  bywają imponujące – podobnie jak uzębienie niektórych mruczków.

[12.01.2011]

Subscribe to LATARNICA