LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Kwiecień, 2011

Dni bezciastkowe w Gdyni

Posted by kotmonika under Blog

Dzisiaj dzięki audycji w Radiowej Trójce ( a raczej rozmowie z samą Autorką) dowiedziałam się o nowej ciekawej książce o dziejach Gdyni. Trochę to nietypowa pozycja – hm.. chyba ostatnio tak samo pisałam o satyrycznej książkę o latarniach – ale nie moja wina, że teraz takie „unikaty” trafiają na rynek. Ale jak inaczej określić książkę  o historii tego miasta ujętej  we wspomnienia poprzez prezentacje sprawozdań szefa gdyńskiego Urzędu Bezpieczeństwa do wojewódzkiego szefa UB, protokoły egzekutywy Komitetu Miejskiego Polskiej partii Robotniczej a następnie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz  Prezydium Miejskiej Rady Narodowej? Ciekawy to zamysł i chyba dobrze wykorzystany. Nie jest to bardzo poważna opowieść, mimo że dotyczy Gdyni czasów stalinowskich. Małgorzata Sokołowska nadała tym migawkom z dziejów miasta tytuł Dni bezciastkowe. Gdynia w latach 1945-1956. Pozycja ukazuje się w kwietniu i została wdana przez Oficynę Wydawniczą Verbi Causa. Jak podaje wydawca książka będzie śmieszna – tak, jak tylko może być śmieszna groteska i głupota.

Przykładem niechaj będzie Protokół Egzekutywy KM PZPR 11.09.1951:

Tow. Wróbel: Na nocnej kontroli w ZPGG wykryto, że na jednej z jednostek pływających część załogi spała, inna piła wódkę a pozostali słuchali radia z Londynu.

albo wycinek z protokołu Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni z 2.07.1947 r.

W związku z brakiem mleka na terenie m. Gdyni ob. Czerwień proponuje, aby w restauracjach zabronić sprzedaży mleka zsiadłego oraz wyrobu lodów śmietankowych w dni bezciastkowe.

Absurdalne?  Śmieszne? Być może… ale tamte czasy nie były do śmiechu. Mimo wszystko warto zapewne dzięki spojrzeniu Autorki na ten okres z dziejów Gdyni zanurzyć się na chwile w tamte lata i poczytać co pozostało w sprawozdaniach  i jak prezentują one codzienne życie Gdynian.

[28.04.2011]

 

O latarniach na wesoło

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

O latarniach nie trzeba pisać tylko poważnie i na serio. To także wdzięczny temat do żartów. Nie będę ukrywać – ukazanie się tej książeczki było dla mnie sporym zaskoczeniem – bo jednak temat latarniany nie sprzedaje się u nas za dobrze (czyżby za mało maniaków tematu?) choć z roku na rok lepiej. Kiedyś nawet wydania albumowe trafiały ostatecznie do punktów tzw. taniej książki, bo nie znalazło się tylu nabywców żeby sprzedać cały nakład.  A jednak znane mi już z innych „morskich” publikacji gdańskie wydawnictwo Marpress zaryzykowało i wydało zbiór satyrycznych rysunków znanego rysownika Zbigniewa Jujki – i to wszystkie o tematyce latarnianej. Hurra! Tradycyjnie zapowiadam już tutaj książkę, która jeszcze nie trafiła do mych rąk. Ale wyczekuję paczuszki i więcej napiszę po jej przejrzeniu. Pewnie pokażę również wnętrze. Póki co zapowiadam, że mamy kolejne wydawnictwo o tej fascynującej tematyce- tym razem na wesoło. A dlaczego by nie?

Poniżej okładka książeczki pana Jujki oraz prześliczna latarnia morska nad Jeziorem Michigan (Wind Point w Racine w Wisconsin). Za zdjęcie dziękuję bardzo Pani Ani z Chicago – dopiero co poznanej przez maile, a tu już taka cenna fotografia do mojej kolekcji! Kocham internet!

[27.04.2011]

Jakże szybko mijają wolne dni

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dopiero co zapowiadałam nadejście świąt, a już pora powrotu do pracy i trzeba wbić się w rytm kolejnych tygodni. Na szczęście jeszcze wielki majowy weekend nadciąga, a wraz z nim ładna pogoda. Będzie więc okazja na relaks pod drzewem. Może też wreszcie nadgonię czytanie bo wstyd przyznać – tempo mam ostatnio ślimacze a tu okazała książka o latarniach morskich czeka w kolejce. Powinnam się zatem zmobilizować. Póki co fotograficzna migawka wielkanocna, a ja wkrótce opowiem o kolejnej ciekawej latarnianej pozycji wydawniczej.

[26.04.2011]

Nowa polska latarnia? :)

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Pomysłowość ludzka i zdobnictwo w przydomowych ogródkach nie znają granic. Oto latarnia morska w jednym z ogrodów w  Paraszynie. Do najnowszego wydania Locji chyba się na kwalifikuje…

[23.04.2011]

Święta tuż, tuż…

Posted by kotmonika under Blog

Rusza sezon działkowy!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Po przepięknej pogodowo sobocie, jak niemal zawsze, niedziela przyszła pochmurna,ciemna,  choć dość ciepła. Jednak brak słońca od razu obniża nastrój. Mieliśmy swoje plany na ten dzień, mieliśmy się też porządnie wygrzać na słońcu. Czy wszystko stracone? Zdecydowaliśmy, że nie. Mimo pogody ruszyliśmy z naszym kocurem na działkę. To było wyzwanie, teraz się miało okazać czy to kot domowy czy wychodzący. Poza tym ogród to tyle nowych zapachów, podłoży pod łapami, widoków. Szybko wyszło na jaw, że Error to typowo domowy kot. Były dwa dłuższe wypady eksploracyjne po całym terenie, badanie okolic, ale zawsze szybki powrot do altany i leżenie na kanapie (jak przystało na kanapowca) i patrzenie na przyrodę, ale przez okno, z wnętrza budynku. A kiedy już było mu bardzo źle w nowym terenie, znalazł sobie spokojną ostoję do drzemki w zielonej misce pod kuchennym blatem. Ech… Chyba będzie musiał się pomału przyzwyczajać do nowych warunków, bo na pewno nie był to ostatni taki wypad. Może jak pogoda dopisze, może jak poczuje jak miło jest wygrzewać się na trawniku kiedy świeci słońce… Zobaczymy. Póki co pierwsze koty za płoty. I to dosłownie. Ani się obejrzeliśmy jak błyskawicznie kocur był na działce po stronie sąsiadów. I trzeba było go osobiście stamtąd ewakuować. Zatem przygoda dla obu stron. Ważne, że nie poczuł paniki. Z natury jest ciekawski więc wiele emocji jeszcze przed nim, a kot w środowisku naturalnym to przepiękny widok, nawet jeśli porusza się na długiej smyczy.

[17.04.2011]

Stworzenia skończone

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata jest wadliwa, taki jest obiektywny stan rzeczy.

[Jerzy Pilch]

Człowiek jest cywilizowany na tyle , na ile potrafi zrozumieć kota.
[Jean Cocteau]

Wiecie, jaka jest różnica między kotem a psem? Pies myśli: Mam dach nad głową, karmią mnie, bawią się ze mną, są moimi bogami. Kot myśli: mam dach nad głową, karmią mnie, zabawiają mnie, jestem ich bogiem.

[Krystyna Sienkiewicz]

Nic dodać , nic ująć. Trafione w sedno!

[16.04.2011]


Koty zaklęte w kamień

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Myślałam, że już mało co zaskoczy mnie w temacie kocich przedmiotów rękodzielniczych. Galerie i blogi oraz wszelakiej maści fora samouków i wykształconych plakstykow pełne są przedmiotów związanych z kotami. A jednak kiedy zobaczyłam koty zaklęte w kamienie na stronie internetowej Galerii Jutrzenka szeroko się uśmiechnęłam. Autorką tych prac jest Pani Wiesława Burnat (strona prac malarki tutaj), która kocha koty, ma swojego własnego kotka w domu – Misiunię i podejrzewam, że właśnie ona jest główną Muzą i inspiracją.

W wywiadzie udzielonym dla Gazety Wyborczej p.. Burnat opowiadała:

[…] Dlaczego maluję koty na kamieniach? Lubię zwierzęta, zwłaszcza kotki, bo mają te swoje niezwykłe ślipka. A okrągły kamień sam w sobie jest zwiniętym w kłębek kotem. Skąd biorę kamienie? Zewsząd. Mąż boi się jechać ze mną nad morze, bo tam jest tyle pięknych kamieni. I potem on musi je dźwigać, bo ja nie daję rady.

Maluję „od zawsze”, bo to sprawia mi ogromną przyjemność. Maluję to, co przypomina mi czasy szczęśliwego  dzieciństwa: baśniowe, kolorowe, pełne bezpieczeństwa i spokoju. Każdy prawie obraz zamieszkuje gość specjalny: KOT.
Myślę, że kotom dobrze żyje się w moich obrazach; tworzą z nimi nierozerwalną całość.
Kot jest dla mnie smakoszem urody chwili, kontestatorem piękna przyrody, stworzeniem żyjącym pomiędzy światem jawy i snu,w którym drzemią nieodgadnione tajemnice.
Maluję chyba to, co się kotom śni: kolorowe światy pełne traw, ważek, muszli i dmuchawców.

Malarka, poza malowaniem kocich sylwetek na kamieniach tworzy również przepiękne obrazy, z których spoglądają na widza baśniowe koty. Od razu pomyślałam, że bardzo chętnie zobaczyłabym prace pani Biernat jako ilustracje książkowe. Może w książeczce dla dzieci? Z resztą popatrzcie sami:

Idealnie się do tego nadają. Ku mojej radości znalazłam w internecie też taką wypowiedź:[…] Muszę się pochwalić, że właśnie ukazała się najnowsza książka Doroty Gellner „Dzieci w ogrodzie „, którą zilustrowałam. Przyznam się, że prawie na każdej ilustracji jest kot, mimo że nie zawsze występował w tekście.

Jestem od razu zdeklarowaną miłośniczką tej kociej twórczości. Patrząc na wszystkie prace robi się człowiekowi lepiej na duszy, mają w sobie ogromną moc terapeutyczną, pozwalają na powrót obudzić w sobie dziecięcą ciekawość świata.

[13.04.2011]


Wiosna ach to ty

Posted by kotmonika under Blog

Od kilku dni chodzi mi po głowie stara, ale wiecznie aktualna i zupełnie nie nadgryziona zębem czasu piosenka Grechuty:

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty.

Z dnia na dzień robi się coraz bardziej ciepło, dwa cudowne pogodowo weekendy za nami, można było nawet pokusić się o zrezygnowanie z kurtki, twarz sama zwraca się ku słonecznej tarczy… Temperatura i słońce szybko pobudziły przyrodę do życia. Jeszcze niedawno pejzaż roślinny był szary, łysy i przypominał wciąż zimowe dni, a tu niespodzianie zajaśniało i zapachniało. Wczoraj widziałam już pierwsze kwitnące drzewo. Nie jakieś tam nieśmiałe pąki i zalążki kwiatów, ale białe, pokryte gęsto kwieciem gałęzie. Nie miałam jakoś czasu ruszyć z aparatem w teren, ale dziś wracając po pracy z zakupami złapałam na trwałe w kadrze te trzy objawy wiosny. Zdecydowanie już do nas przyszła i ani się obejrzymy jak zawita lato i pierwsze upały. Ale póki co wąchajmy, wdychajmy powietrze po deszczu (ale już pachnie!) i cieszmy oko budzeniem się przyrody. To zawsze jakoś nastraja optymistycznie… Także fakt, żę minęła godzina 20 a jest wciąż widno.

[11.04.2011]


Na serwisie aukcyjnym Allegro można teraz upolować kilka mało typowych i rzadkich ujęć latarni morskiej Świnoujście (wyszukałam trzy takie najciekawsze). Jak to bywa z nietypowymi i niskonakładowymi kartkami ceny startowe są już dość wysokie. Ponieważ akurat Świnoujścia i Kołobrzegu mam najwięcej w swoich zbiorach to pocztówka z ich wizerunkami musi się trafić naprawdę wyjątkowa i po okazyjnej cenie, abym się złamała i dokupiła coś w tych tematach. Mimo wszystko wystawiane na aukcjach polskich i zagranicznych przedmioty wciąż potrafią mnie zaskoczyć. Trzy poniższe kartki to niepopularne zdjęcia – ciekawe, zwłaszcza ten widok z latarnią, gdzie na pierwszym planie mamy maszerujące wojsko. Do tego zestawu dorzuciłam kolorowy widoczek na klify Niechorza (Seebad Horst). Zdjęcia latarni z tego miejsca są bardzo popularne, ale rzadziej trafiają się kartki kolorowe i pewne detale w postaci sylwetek ludzkich – tutaj na pierwszym planie mamy chyba rowerzystę na ścieżce wiodącej klifem do latarni. Dla mnie już samą ogromną przyjemnością jest przeszukiwanie internetowych antykwariatów i aukcji pod kątem ich zawartości latarnianych. Nie można mieć wszystkiego, ale można monitorować co się sprzedaje i jakie kartki były wydawane. Bo wizerunki latarni powracają, nie uda się raz, udać się może za piątym czy dziesiątym podejściem. To trochę jak hazard i wciąga potwornie. Ech, kolekcjonowanie  to czysta adrenalina. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy odliczamy ostatnie sekundy do końca licytacji, a bardzo nam na czymś zależy. Kto doświadczył, ten wie o czym piszę.

[10.04.2011]

Mój przyjaciel zmobilizował mnie swoim wpisem na jednym z portali o 5 znaczących książkach swego życia (nie najlepszych, ale takich, które go ukształtowały) do dokonania własnych przemyśleń w tej kwestii. Początkowo chciałam omówić 5 najważniejszych/najlepszych lektur mojego życia, ale jakoś tak z pamięci zaczęły mi wyskakiwać również te tytuły, które kształtowały moje dzieciństwo. I od nich zacznę ten ranking, ponieważ co innego czytywałam do chwili ukończenia podstawówki, a co innego już po podjęciu nauki w liceum. Zatem dziś będzie o książkach dzieciństwa. W tym także takich, które znam ze słyszenia, gdyż miałam je czytane przez mamę, będąc w wieku gdy nie potrafiłam jeszcze sama czytać. Kolejność będzie chronologiczna, a nie jakościowa.
Prezentowane okładki są o tyle ważne, że poznawałam te książki właśnie w TYCH konkretnych wydaniach edytorskich i tylko do nich mam ogromny sentyment.

1. Doktor Dollitle i jego zwierzęta – autor:  Hugh Lofting – i cała kontynuacja tej wydanej spójnie graficznie serii
To pierwsza zapamiętana seria książek usłyszanych. Zafascynowała mnie w wieku przedszkolnym i chyba już wtedy miałam wrodzonego bzika na punkcie zwierzątek, skoro poruszyła mnie historia weterynarza od papug, małpek i innych stworów. Słuchałam z zapartym tchem o przygodach zwierzęcego doktora i do dziś uważam, że weterynaria jest jednym z zawodów, który mogłabym wypełniać z misją i pełnym poświęceniem. Teraz trzymam kciuki, aby moja nastoletnia siostrzenica poszła tą drogą, bo wiele na to wskazuje że wybierze taki zawód w przyszłości.

 

 

2. Szare Uszko – autor: Mieczyslaw Piotrowski
Pozycja najpierw zasłyszana (czytała mi ją babcia i mama ciągle i na okrągło do znudzenia), a potem już sama czytywałam ją mnóstwo razy – tak intensywnie, aż okładka stała się dwoma odrębnymi światami i taka podarta przetrwała w mojej biblioteczce do dziś. Jest to historia zająca, który uciekł ze wsi do dużego miasta i szukał w nim swego przysmaku – główki kapusty. Po drodze miał dużo przygód, był goniony przez ostre psy, poszukiwany przez myśliwych  i… trafił nawet do szkoły dla kosmonautów. Wyedukowany w astronomii został wytypowany do lotu w kosmos i odbył taką niezwykłą podróż w małej kapsule.  Ten wątek chyba do mnie najmocniej przemawiał i stał się w przyszłości czynnikiem, dzięki któremu sięgnęłam po polską i światową science-fiction. Ilustracje zajączka w pojeździe kosmicznym, który obserwuje przez okno zimną twarz księżyca, robiły piorunujące wrażenie. Podobnie jak bankiet po jego powrocie na ziemię, gdzie  podano pomarańcze. Ech, jakże ja wtedy o nich marzyłam. Oczywiście podczas kosmicznego lotu  ekwipunek zajączka stanowiły zamrożone główki kapusty. Z tej książeczki dowiedziałam się, że myśliwi są zdecydowanie be, a zwierzęta sobie pomagają i są cudowne. Co potwierdzało tylko moje ich umiłowanie ugruntowane już po „lekturach” Dolittle’a.

 

 

3. Przygody Filonka Bezogonka – autor: Gosta Knutsson
No i tak narodziła się Monika_kot – kociara pełną gębą. Książka o biednym, malutkim kotku (czytana w 1 albo 2 klasie podstawówki), któremu ogonek w dzieciństwie odgryzł szczur, zawładnęła mym sercem na zawsze. Wylewałam nad nią łzy i czytałam, wzdychałam i trzymałam kciuki, aby los był dla Filonka łaskawy. Od tamtej pory, koty stały się moimi ulubionymi zwierzakami

.


4. Bogowie naszej planety – autorzy: Aleksandra Szarlat i Ewa Szymańska – oraz cała mała czarna seria polskiej SF Krajowej Agencji Wydawniczej
Powieść łącząca wątki sf z sensacją i kryminałem. Wciągająca historia Dominika z obcej planety  w realiach świata współczesnego latom 80. XX wieku. Tragiczna historia kosmicznego Kaspara Hausera. Naprawdę genialne jak na tamte czasy i mogłoby stanowić podstawę niezłego filmu. Boję się dziś do niej wrócić, aby czar nie prysnął. Wyczytywana kilka, jeśli nie kilkanaście razy. Przy okazji tego tytułu nabyłam potem kilkanaście innych z tej serii i zaczytywałam się nimi (m.in. prozą pana Markowskiego czy Prostaka). Od tej serii zaczęła się moja wielka przygoda z fantastyką i jej odmianami. Szalałam za nią w podstawówce, a mój tata zdobywał u znajomego kioskarza spod lady pojedyncze egzemplarze miesięcznika „Fantastyka”. Stasze numery nabywałam w antykwariatach za kosmiczne sumy. Po latach udało mi się skompletować wszystkie roczniki od roku pierwszego numeru z roku 1982 do niemal końca lat 90-tych.

 

 

5. Przygody Pana Samochodzika – autor: Zbigniew Nienacki ex-aquo Przygody Sherlocka Holmesa – autor: sir Arthur Conan Doyle
Kryminalne zagadki rozszyfrowywane przez rodzimego historyka i genialnego londyńskiego detektywa. Dzięki powieściom Nienackiego i zbiorom opowiadań o Sherlocku wydanym w latach 80-tych dałam się wciągnąć w nurt literatury kryminalnej i jakiś czas zaczytywałam się tym. Pan Samochodzik tak mocno wpłynął na mnie, że zdecydowałam się zdawać na historię sztuki na poznańskim uniwersytecie. Kiedy podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytanmo mnie skąd moja fascynacja tą dziedziną przyznałam się bez wstydu o moim zamiłowaniu do serii o Panu Samochodziku. Postać Holmesa w dalszej przyszłości czytelniczej przerodziła się w zainteresowanie literaturą brytyjską w znacznie szerszym kontekście. Złościło mnie, że nigdy nie potrafiłam przed finałem opowiadania przewidzieć jego zakończenia, ale w tym tkwił geniusz Conan Doyla.

 

 

To tyle jeśli chodzi o ranking tych pierwszych, wczesnych fascynacji światami literackimi. A te, które dziś zaliczam do 5 najważniejszych książek życia, zaprezentuje wkrótce. Wybór nie będzie łatwy.

[06.04.2011]

W sieci na portalach z nieruchomościami z terenu Stanów Zjednoczonych pojawiła się do nabycia bardzo ciekawa posiadłość. Za prawie 3 mln dolarów można się stać posiadaczem Lighthouse Point  z Deer Isle w stanie Maine. Cały budynek posiada zaledwie 4 sypialnie i  3 łazienki, ale jego najatrakcyjniejszą cechą jest widok – ogromna wręcz szklana ściana na ocean od strony salonu oraz wieża latarni z widokiem na fale z każdego z okien. Latarnia zbudowana została na granitowych skalach. Mieści się 75 stóp nad poziomem wody Penobscot Bay. Budynek został uznany przez Ocean Home Magazine jako jeden z 25 najlepszych i najatrakcyjniejszych domów nad oceanem. Kto ma zbędne kilka milionów dolarow niechaj się nie zastanawia. Ja bym  tam zamieszkała z ogromną przyjemnością. Dla tych widoków!

[05.04.2011]

I nadszedł kolejny miesiąc. Zawsze jak przekładam karty mojego naściennego kalendarza jestem ciekawa jaką tym razem  i z jakiego rejonu świata znajdę w nim fotografię latarni. Kwiecień okazał się miesiącem latarni z Bretanii. Niewiele o niej informacji w internecie. Tyle co kot napłakał. Nie jest jakąś bardzo starą i zabytkową budowlą, ale niezwykle malowniczą i położoną urokliwie. Nie dziwię się nikomu, kto zechciał się pofatygować i robić sobie przy niej zdjęcia, bowiem mimo, iż nie ejst udostępniona dla turystów to cale otoczenie jest niezwykle i warte chęci poznania. Mam nadzieję że przekonają o tym również poniższe znalezione w internecie ujęcia, ale najpierw kilka faktów. Nazywa się Mean Ruz. Znajduje w w Bretani na Côte de Granit Rose – wybrzeżu Francji charakteryzującym się obecnością różowego granitu. Położona jest przy wejściu do portu Ploumanac. Po raz pierwszy zbudowano w tym miejscu latarnię morską w roku 1860, ale została całkowicie zniszczona w 1944. Tą obecną zbudowano już rok później – w 1945 roku. Wysokość wieży to 15 m, a wysokość światła nad poziomem morza wynosi 26 m.

[04.04.2011]

Maine Lighthouse Museum w Rockland (stan Maine w USA) wzbogaciło się w marcu tego roku o nowy zagraniczny eksponat. Jest nim wyeksponowany na manekinie oryginalny i kompletny  mundur polskiego latarnika. Ta amerykańska placówka jest największym na świecie Muzeum Latarnictwa. Eksponat trafił do niego dzięki panu Apoloniuszowi Łysejce – znanemu kolekcjonerowi farologii, autorowi wielu publikacji o polskich latarniach oraz aktywnemu członkowi Towarzystwa Przyjaciół Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Muzeum w Maine prezentuje nie tylko eksponaty związane z latarnictwem, ale i dzieje nawigacji morskiej. W Polsce informację o tym fakcie opublikował „Dziennik Bałtycki” oraz dział wydarzenia na stronie internetowej TPCMM. Więcej o samym muzeum w Maine można przeczytać na ich stronie: www.mainelighthousemuseum.com.

Publikowane poniżej zdjęcia pochodzą ze strony TPCMM.

[03.04.2011]

Kocie tajemnice – lektura kociarzy

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Po polecaniu książki latarnianej pora na coś dla kociarzy. Vicky Halls napisała książkę, dla której bazą stały się jej doświadczenia z własnymi kotami. Jej tytuł to Kocie tajemnice, a książeczkę wydało wydawnictwo Galaktyka. Autorka jest znanym kocim psychologiem i na 200 stronach swej publikacji stara się odpowiedzieć na najbardziej nurtujące kociarzy problemy np. czemu koty brudzą w domu, zachowują  się agresywnie, samookaleczają? Kolejne rozdziały mówią m.in. o kociej nerwowości, sposobach radzenia sobie z agresją zwierzęcia, problemach u kotów żyjących wyłącznie w domach, o trzymaniu kilku kotów w jednym mieszkaniu, ich  starości. Lekturę tą polecają zarówno lekarze weterynarze, jak i redaktor naczelny magazynu „KOT”.

Ta sama Galaktyka wydała parę lat wcześniej, bo w  w 2007 roku, ciekawą pozycję Zaklinacz kotów. Jak rozmawiać z kotem Claire Bessant. Jak podaje wydawca:

„Zaklinacz kotów” to ciekawa książka przeznaczona dla wszystkich tych miłośników kotów, którzy chcieliby zrozumieć złożoną strukturę ich zachowań i pogłębić z nimi przyjacielską więź. Koty domowe od dawna towarzyszą ludziom, lecz czy my potrafimy je rozumieć? Czy tak naprawdę wiemy, co lubią a czego nie? Czy wiemy dlaczego zachowują się w taki a nie inny sposób albo co jest przyczyną ich nieodpowiedniego dla nas zachowania się i jak je zmienić? Książka ta stanowi doskonały poradnik odpowiadający na te i inne pytania związane z poznaniem i zrozumieniem swego kota, jego potrzeb i motywacji. Przekazana w niej przez Claire Bessant wiedza, oparta na wieloletniej obserwacji behawioryzmu kotów, pomaga w zrozumieniu istoty „kociego świata”, funkcjonowania kota jako kota i jako towarzysza człowieka. A zrozumienie to z pewnością pozwali Wam, miłośnikom kotów, na lepszą komunikację z mruczącymi ulubieńcami i ułatwi rozwiązywanie problemów w relacji człowiek – kot.

Zatem jeśli nie wiecie co czytać do poduszki to zachęcam pogłębiać wiedzę o waszym pupilku. Łatwiej wtedy żyć i może nie trzeba będzie kupować trzeciej pozycji pt. KOT W DOMU CZYLI SZKOŁA PRZETRWANIA DLA OPIEKUNÓW Katheriny von der leyer. Ale jeśli ktoś uzna że jest mu to potrzebne nie ma co się ociągać, bo życie z czworonogiem nie musi być szkołą przetrwania, a nawet wręcz nie może być! Nie o to przecież chodzi, aby się wzajemnie zadręczać.

[02.04.2011]

Subscribe to LATARNICA