LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Lipiec, 2011

W historycznej latarni morskiej w Nowym Porcie (Gdańsk) ruszyła w sezonie letnim 2011 nowa ekspozycja wystawowa, której tematem są latarnie morskie Kanady. Z resztą nie bez powodu właściciel tego przepięknie odrestaurowanego obiektu (laureat Konkursu Generalnego Konserwatora Zabytków „ZABYTEK ZADBANY”, za przeprowadzenie w latach 2002 – 2007 prac remontowo – konserwatorskich latarni i kuli czasu)  prezentuje latarnie właśnie z tego rejonu świata (drugiego co do wielkości  kraju na świecie). Pan Jacek Michalak, latarnik gdańskiej blizy – mieszkający w Kanadzie od ponad 40 lat – pielęgnuje w sobie tą piękną pasję zarówno na polskiej jak i kanadyjskiej ziemi. Latarnia w Nowym Porcie w dniu narodowego święta Kanady stała się miejscem spotkania sympatyków tych obiektów nawigacyjnych i odbyło się na jej terenie uroczyste otwarcie nowej wystawy fotograficznej. Canada Day (Fête du Canada) jest pamiątką dnia 1 lipca 1867 r. ,sprzed 144 lat, kiedy to królowa Wiktoria podpisała ustawę, na mocy której Kanada uzyskała status niepodległego członka wspólnoty brytyjskiej.
O właścicielu latarni mówi się  jako o honorowym ambasadorze Gdańska w Kanadzie i wielkim pasjonacie tematu. Rzeczywiście p. Michalak to prawdziwy farolog, który na temat swojego hobby potrafi mówić bardzo dużo, długo i niezwykle wciągająco. Kto raz tego doświadczył z przyjemnością powróci w to miejsce. W urokliwym wnętrzu wieży, przy szumie fal i pisku mew, możemy tego lata oglądać kolorowe fotografie latarni morskich Kanady. Wernisaż wystawy był kameralny: sami przyjaciele i miłośnicy tematu – czyli rodzinnie i sympatycznie.
Jak pokazują prezentowane fotografie – kanadyjskie strażniczki wybrzeża są odmienne architektonicznie w porównaniu z blizami rodzimymi. Takie różnice wynikają głównie z dysproporcji klimatycznych. Ale wszystkie latarnie świata łączy to, że każda ma swoją historię do powiedzenia i była często  świadkiem katastrof morskich. Tradycyjnie już opisy eksponatów są dwujęzyczne – bo do latarni w Nowym Porcie często trafiają turyści zagraniczni-niejednokrotnie była świadkiem takich spotkań p. Michalaka i podróżnika z drugiego krańca świata który specjalnie dla jego latarni przybywał do portu. Kto obawia się, że nie zdąży w tym roku zawitać do Trójmiasta i poddać się urokowi latarni i wystawy fotograficznej – nie musi się martwić, bowiem właściciel planuje aby zdjęcia powisiały przez minimum dwa sezony. Wiem z pierwszej ręki (mam tą niekłamaną przyjemność prowadzić mailową korespondencję z p. Michalakiem na temat pasji latarnianej już od dobrych kilku lat), że pomysł okazał się trafiony i wystawa cieszy się sporym zainteresowaniem. Życzę zatem właścicielowi wielu gości i sympatycznych spotkań – także tych obcojęzycznych. Przy wejściu do latarni można nabyć pamiątki i publikacje związane z tym miejscem. I kto posiada albo chce włączyć się do akcji „Paszport latarnika BLIZA” zachęcam do wbicia okolicznościowej pieczątki z latarnią.

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Zwiedzanie

  • od 1 maja do 17 czerwca w soboty, niedziele i święta, godz. 10 – 18
  • od 18 czerwca do 31 sierpnia codziennie, 7 dni w tygodniu, godz. 10 – 18
  • we wrześniu w soboty i niedziele, godz. 10 – 17

Spadek Kuli Czasu o godz.: 12:00, 14:00, 16:00, 18:00

Bilety wstępu

  • bilet normalny 7 zł
  • bilet ulgowy 5 zł
  • bilet rodzinny 16 zł
  • z Kartą Turysty zniżka 30%
  • z Kartą Euro26 bilet 3 zł

Powyższy wpis opracowałam na podstawie prywatnej korespondencji z p. Michalakiem, danych na oficjalnej stronie latarni (www.latarnia.gda.pl) oraz informacji z internetu, głównie portalu ibedeker.pl.
Poniższe zdjęcia kanadyjskich latarni pochodzą z różnych stron internetowych i już po nich widać, jak różnią się architektonicznie od naszych krajowych wież. Aby zobaczyć zdjęcia prezentowane w latarni trzeba się po prostu do niej wybrać.

Dwie moje fotografie z p. Michalakiem pochodzą z nagrań do programu TVP 1 „Kawa czy herbata” wydanie wakacyjne z Krynicy Morskiej z 2008 roku.

[28.07.2011]

Wczoraj dostałam od siostry prezent przywieziony znad morza – sympatyczną podkładkę pod kubki. Podkładek na świecie jest wiele, wzory prześcigają się oryginalnością, ale ta jest dla mnie wyjątkowa – bo specjalnie dobrana i dedykowana. Dziękuję! Towarzyszy mi od dziś na biurku w pracy i trwale tutaj zamieszka.

Wczoraj miałam też okazję zaobserwować królika w akcji w ogródku – to domowy pupil na kilkutygodniowych wakacjach u mojej siostry, ale jakże instynkt się szybko odzywa, gdy zostaje puszczony na ogród. Od razu kopie norki!

A w tej samej oazie przydomowej zieleni zakwitły wreszcie długo oczekiwane piękne słoneczniki… i inne roślinki. W słoneczne dni pięknie to wszystko wygląda i dobrze nastraja.

Dodam po cichu, że z podkładka przybyła również nowa latarniana książeczka – tym razem mini monografia o latarni w Darłówku pani Iwony Pietkiewicz. Dziś startuję z lekturą i wkrótce o niej tutaj napiszę i pokaże aktualne fotki z Darłówka, bo  najbliższe otoczenie latarni uległo transformacji.

[27.07.2011]

 

Niedawno z ulgą przedrukowywałam tutaj artykuł o ocaleniu latarni Pomorza Środkowego dla ich pracowników. Nie mogłam zrozumieć wcześniejszych decyzji, że latarnicy mieli opuścić swe stanowiska pracy, że latem ruch turystyczny miały obsługiwać specjalnie wynajęte firmy  bądź też latarnie ostatecznie miały trwale zamknąć swe drzwi dla zainteresowanych tematem zwiedzających. Włos się na głowie jeżył jak znajdowałam w prasie i w internecie takie newsy. Na szczęście ktoś zrozumiał jaką rolę pełnią strażniczki wybrzeża dla nas, ludzi przybywających nad morze z całej Polski, i dla tubylców – którzy od zawsze kojarzą je z latarnikami – obecnymi w wieżach i trwających na swych posterunkach niezłomnie. W końcu to taka praca a raczej odpowiedzialna służba. Nie ma lepszego zwiedzania latarni niż takie, gdy w budynku jest prawdziwa, znająca się na rzeczy obsługa, ludzie którzy znają z pierwszej ręki historie tego obiektu, mają pamiątki, wspomnienia z którymi chętnie się dzielą, gdy ktoś zechce je wysłuchać. Na szczęście dla wszystkich faromaniaków nasze latarnie są uratowane a podobne zjawisko miało ostatnio miejsce w odległej kanadzie. Dzięki uprzejmości Pana Jacka Michalaka, właściciela i latarnika z gdańskiego Nowego Portu  (nota bene wspaniałego gawędziarza – rozmowa z nim to czysta przyjemność) przedstawiam krótki artykuł z National Post z 24 marca 2011. Poniższe tłumaczenie oraz skan przesłał p. Michalak, serdecznie dziękuję!  Więcej o samym obiekcie z Nowego portu znajdziecie na jego oficjalnej stronie TUTAJ –  zapraszam!

Latarnie morskie zatrzymają swoich latarników – powiedział minister rządu z Partii Konserwatywnej.

Konserwatywnej. John Duncan, poseł do Parlamentu z okręgu Wyspy Vancouver i jednocześnie minister do spraw Indian powiedział, że te 50 latarń morskich na obu naszych wybrzeżach znajdują się w strategicznych lokalizacjach, gdzie musimy “podkreślić naszą obecność”. W 2009 roku kanadyjskie wojska obrony wybrzeża zaczęły proces przekształcania latarń morskich w prowincjach Kolumbii Brytyjskiej i Nowej Fundlandii i Labradoru obsługiwanych dotąd przez latarników na latarnie automatyczne. Grudniowy raport specjalnego komitetu Senatu wezwał panią minister rybołówstwa Gail Shea do wstrzymania tego programu, doszedłszy do wniosku, że latarnicy odgrywają kluczową rolę w kwestii bezpieczeństwa publicznego. Ogłaszając swoją decyzję pan Duncan powiedział, że latarnie morskie obsługiwane przez żywą załogę, których to latarń jeszcze w 1970 roku było 264, są ikonami “ważnymi dla bezpieczeństwa publicznego, naszej suwerenności państwowej i nauki”. Ostrzegł, że zbliżające się wybory parlamentarne mogą zmienić tę decyzję. Postmedia News.

[24.07.2011]


W jednym z lipcowych wpisów wspominałam o ogromnej wartości historycznej starych przewodników po polskim wybrzeżu Bałtyku. Jest kilka znaczących pozycji (wymieniałam je wraz z autorami), do których regularnie zaglądam. Dziś chciałabym przytoczyć krótką relację o wycieczce na helską latarnię Józefa Staśko – opisaną w „Przewodniku po polskiem wybrzeżu” z 1924 roku (wydane nakładem Polskiego Towarzystwa Księgarni Kolejowych RUCH S.A.). W rozdziale Miasto Hel czytamy:

[…] Bardzo dziwnego uczucia doznaje się na samym cyplu półwyspu helskiego, wysunięteo daleko wśród wody morskiej. Jeśli morze jest spokojne, można widzieć pracę obu fal, przybywających z tej i z tej strony brzegu i zlewających się jedna na drugą, wskutek czego opada materaił przez nie niesiony na dno i mielozna podwodna rośnie. Półwysep wydłuża się, rośnie, ale bardzo powoli z powodu znacznych w pobliżu już głębokości.

Zewsząd, czy stąd, czy z miasta widnieje ku północy wysmukła wieża latarni morskiej. Do niej paręset kroków. Stoi w lesie utrzymanym na kształt parku, wśród wysokich wydm pokrytych charszczem i innem sitowiem. Obok wieży, wysokiej na 29 m, ładne obejście latarnika Polaka, który już od 15 lat tutaj pracuje. na szczyt latarni  wejść można tylko za pozwoleniem latarnika i w jego obecności. Ze szczytu gdzie strażują i baczą na morze marynarze polscy, wspaniały widok na wyciągnięty pas pólwyspu pokrytego zielenią i na ogromny bezmiar wód. Przy jasnej pogodzie widoczny Gdansk, Sopot, Gdynia, Oksywia. Całe miasto i port z tej wysokości wydają się miniaturowe lilipucie, a okręty na morzu przesuwające się żółwiem krokiem można uważać za zabawkę dziecinną… Wracamy do Helu.

Poniżej przedwojenna kartka pocztowa, przedstawiająca widok z latarni morskiej na Hel, w oddali widać charakterystyczną bryłę z wieżyczkami Kurhausu (Domu Kuracyjnego) przy porcie.


Tyle o latarni Staśko. Myślę. że podobne zachwyty dotykają i współczesnych turystów. Niestety ścisk w laternie w sezonie letnim ogromny, nie ma dużo czasu na kontemplację widoku bo inni już czekają a pod latarnią nie raz kolejka do odstania na godzinkę lub nawet dłużej. Ale zapewniam tych, którzy nie byli, że warto. Choćby dla widoku na cypel i i cały wijący się półwysep. Z góry doskonale też widać ruiny latarni na Szwedzkiej Górze. Są lornetki do wypożyczenia i z bliska można przyjrzeć się optyce latarni. Otoczenie wieży bardzo przyjemne, skwerek z ławeczkami, sklepiki, mała gastronomia i na wyciągnięcie ręki zabytkowy dom latarników. Bystre oko dostrzeże po lewej stronie grób latarnika Maya, wypatrzy też po prawej stronie – kiedyś stał tam płot – stromą ścieżkę na wydmę, gdzie znajdują się ciekawe pozostałości rejonu umocnionego Hel. A ktoś bardzo „wtajemniczony ” w latarnianą wiedzę wypatrzy cztery jasne kamienie  tworzące jakby zasięg skwerku przed wejściem do latarni, pokazujące położenie jej przedwojennej poprzedniczki wysadzonej 19 września 1939 roku. Jedyna trudność to dobre uchwycenie latarni helskiej w całości na fotografii, albo można zrobić takie zdjęcie z bardzo daleka, albo tuż pod nią trzeba się sporo nagimnastykować z obiektywem. Na ścianie latarni warto przyjrzeć się pamiątkowej tablicy i można zapoznać się z krótką historią helskich latarni na stojącej tam tablicy informacyjnej. Oznakowanie dla Turystów przygotowało Towarzystwo Przyjaciół CMM w Gdańsku.

[20.07.2011]

 

Cytatologicznie i graficznie …

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Najmarniejszy kot jest arcydziełem

Leonardo da Vinci

[21.07.2011]

Poniższe ilustracje pochodzą z strony History of Art: Cats in Art.

Wczoraj we wpisie skupiłam się na walorach turystycznych miejsca, gdzie stoi latarnia oraz fakcie, że można ją obecnie nabyć na własność. Ale każdy prawdziwy miłośnik latarni poszukuje też informacji bardziej konkretnych i technicznych. Poniżej trochę faktów na jej temat z okresu kiedy działała i była jednocześnie obiektem hotelowym, które otrzymałam od p. Apoloniusza Łysejki – Wiceprezesa TPCMM i Specjalisty z zakresu Farologii i Faromanii:

Latarnię wybudowano w 1896. Obecnie jest reaktywowana i udostępniona dla ruchu turystycznego. W latach 1961 – 1990 nie była latarnią aktywną (tzn. nie świeciła). Wysokość światła wynosi 27 m n.p.m., natomiast sama wieża ma wysokość 20 m. Wygląd zewnętrzny jest w literaturze fachowej opisywany jako: wieża ceglana z galerią, zbudowana w stylu kościelnym. Obok piętrowy (dwukondygnacyjny) murowany domek latarników. Latarnia z czerwonej cegły niepomalowana, laterna i balustrada galerii pomalowane są na biało a dach laterny na czerwono. Budynek jest udostępniony i zaadoptowany na mały domek (gospodę) z możliwością nocowania i posiłku.

Wyposażenie latarni stanowi Aparat Fresnela III klasy (ogniskowa – 500 mm, średnica laterny wynosi około 2 m. Charakterystyka światła – błysk co 6 sekund. Mieszczący się tutaj wcześniej sygnał mgłowy obecnie znajduje się w Marquette Maritime Museum w Marquette. (Muzeum Morskie w Marquette).

Lokalizacja: latarnia jest usytuowana na końcu ulicy Latarnianej, około 5,5 km na wschód od wioski Big Bay. Miejsce dostępne jest cały rok. Przewodnicy turystyczni bywają w niedziele i środy po południu od czerwca do września. Gospodarzem terenu wraz z latarnią jest firma „Big Bay Point Lighthouse Bed and Breakfast” (Latarnia Big Bay Point Noclegi i Posiłki).

Informacja dla krótkofalowców: latarnia zarejestrowana jest pod numerem ARLHS USA-053. Numer ewidencyjny w Straży Granicznej (Coast Quard) :7-14705.

Poniżej: jeszcze kilka ujęć latarni – dwa pierwsze pochodzą z marinas.com, czarno-białe zimowe archiwalne z michiganlights.com; natomiast pionowe zdjęcie archiwalne pokazuje latarnię w roku 1923 (ze strony bigbayonline.com)

[19.07.2011]

Jeśli odpowiedź na pytanie z tytułu wpisu brzmi twierdząco to mam dla ciebie interesującą propozycję. Jest do kupienia stara latarnia morska Big Bay / Michigan ze sporym terenem (naprawdę sporym). Szczegóły transakcji poznasz TUTAJ. Dodam, że to okazja bo niedawno kosztowała ona 1,5 mln, w ubiegłym tygodniu już tylko około 1.3, a teraz suma zeszła minimalnie poniżej miliona. To nie byle jaka latarnia – ma swoją długą historię i jest przepięknie położona na wysokim klifie nad jednym z Wielkich Jezior. Zbudowana została w 1896 roku i w skład tego zabytku wchodzi cały kompleks zabudowań.  W roku 1941 została w pełni zautomatyzowana. Ostatnie lata działał w niej hotel typu „Bed & Breakfast”. Poniższe zdjęcia zrobiła Ania z Chicago (dziękuję!) i pochodzą z maja tego roku. Pogoda nie była wtedy najlepsza, ale przynajmniej panował spokój i można była złapać w kadrze samą latarnię bez turystów. Z resztą ja osobiście lubię takie deszczowo-mgliste klimaty.

Podobnie jak wiele naszych latarni ma swoje historie o duchach, tak i ta Big Bay Point Lighthouse jest obiektem nawiedzanym przez zjawy. Są z nią związane śmierci 2 osób, a na podstawie jednej zagadki nakręcono słynny dramat sądowy Anatomia morderstwa z 1959 roku z Jamesem Stewartem. W latach 1896-1940 (do automatyzacji) z latarnią związanych było ok. 50 latarników. Ich pełną listę i okres, kiedy pracowali można prześledzić TUTAJ. Poniżej kilka ujęć wnętrz budynku (zdjęcia pochodzą z oferty sprzedaży).

[18.07.2011]

Latarnia morska w Gąskach (usytuowana na skraju wsi, 100 metrów od morza) podobnie jak ta w Niechorzu, posiada cały zwarty kompleks zabudowań. Jeszcze dziś należy do takich latarni, co to powiemy o niej że znajduje się niemal na odludziu, zatem kiedy powstawała (koniec budowy 1877, uruchomienie 1878 r.) była samotną wieżą z dala od ludzkich siedzib i musiała być dla pracujących w niej latarników i ich rodzin obiektem samowystarczalnym do życia. Dlatego poza samą wieżą w skład kompleksu weszły budynki mieszkalne, stodoła, budynek gospodarczy i maszynownia, a wokół latarni były jak okiem sięgnąć pola i łąki – czyli ziemia, z której można było wyżyć. Budowę finansowali Prusacy, z pieniędzy które otrzymali w ramach odszkodowania wojennego od Francuzów po wojnie 1870-1871. Teren był wtedy tak wyludniony, że zdecydowano się na budowę specjalnego pomostu prostopadle wychodzącego w morze, do którego przybijały statki z materiałami budowlanymi. Gotowy obiekt liczy sobie ponad 41 metrów wysokości, a na wieżę prowadzi 226 granitowych schodów. Wysokość światła to 50,1 m n.p.m., a jego zasięg 43,5 km (23,5 Mm). Latarnia przetrwała II wojnę, ale poważnemu uszkodzeniu uległy urządzenia w letnie toteż jej ponowne uruchomienie przypadło dopiero na rok 1948. Do dziś obsługa latarni należy do rodziny latarników, a nawet jej kolejnego pokolenia. Nadal mieszkają oni w tym XIX -wiecznym kompleksie zabudowań. Latem na jego terenie jest mnóstwo kramów z pamiątkami i punktów małej gastronomii. Bywa tam gwarno jak w wesołym miasteczku. Większy i kompleksowy remont latarni odbył się w roku 1997. Był on kontynuacją wcześnie już rozpoczętych działań ratowania pęknięć wieży. Pierwsze rysy na jej strukturze pojawiły się już w roku 1933. Wtedy dokonano założenia tzw plomb w mury i częściowego przemurowywania naruszonych powierzchni. Dziś coraz więcej wokół latarni nowych domów. Pomału przestaje być samotną wieżą dumnie prężącą się na wybrzeżu. Okoliczna ziemia zostaje sprzedawana na działki i chętnych nie brakuje. Blisko latarni są też pola namiotowe  i parkingi samochodowe. Kiedyś jednak było zupełnie inaczej o czym niechaj zaświadczą stare karty pocztowe, na których pojawiają się nie tylko turyści, ale i latarnicy z rodzinami. Zdjęcia ze zbiorów własnych i aukcji internetowych.

[17.07.2011]

Tym razem piszę, aby zwrócić się od razu z nieustającą prośbą do wszystkich stałych i przelotnych Czytelników tego blogu. Wiem, że tu bywacie – bo widzę Was w statystykach wejść – miłośnicy latarni, kotów, dobrej literatury i wszystkich tych moich „bzików” łącznie. Jesteście z różnych krajów, żyjecie na co dzień na różnych kontynentach. Docieracie w swych podróżach do ciekawych obiektów, macie styczność z ludźmi, którzy mogą być – nawet nieświadomie – w posiadaniu bardzo ciekawych latarniach archiwaliów, zdjęć czy kartek. Moja prośba dotyczy obiektu znajdującego się na Półwyspie Helskim (nie raz już tutaj prezentowany czy opisywany) – nieczynnej już ażurowej konstrukcji z metalu, która była wspomagającą blizą między Jastarnią a Helem – na Górze Szwedów. Ten piękny wydmowy teren skradł kiedyś moje serce. Bezludna okolica, wysoka (najwyższa w tym rejonie wydma – 19 m n.p.m.) piaszczysta górka, wokół pozostałości okopów z okresu II wojny światowej, typowa roślinność nadmorska, trawy, powykręcane karłowate sosny i w niedalekiej odległości zmienny, ale cudowny kolor wód Bałtyku. Miejsce niezwykłe, związane z historią (nazwa górki nawiązuje do słynnej wymiany ognia między Szwedami na pokładzie okrętu „Christine”, a wojskami Pułkownika Lanckorońskiego na lądzie w roku 1628), do którego dziś wiedzie od strony szosy głównej wygodny trakt leśny zaczynający się  tuż obok obiektów Muzeum Obrony Wybrzeża.

Moja prośba dotyczy jakiejkolwiek dokumentacji: czy to prasowej czy fotograficznej z okresu kiedy latarnia była obiektem czynnym. Od samego początku była zautomatyzowana, a jej nadzór mieli w obowiązku latarnicy na Helu (przez co kiedyś zdarzył się ten tragiczny wypadek jednego z nich, gdy podczas wyprawy rowerowej mającej na celu oględziny stanu latarni wpadł do głębokiej konstrukcji, gdyż wandale rozkradli podłogę). Bardzo proszę każdego, kto trafi na zdjęcie tej latarni z zamontowaną jeszcze optyką na podesłanie choć skanu czy źródła, gdzie można je znaleźć. Interesowałby mnie również jakiś ciekawy artykuł z okresu planowania tego obiektu czy uroczystości uruchomienia latarni. Wszystkie zdjęcia jakie posiadam (także te w latarnianej literaturze) pokazują obiekt już niszczejący, po zdemontowaniu optyki. Jedne malutkie czarno-białe zdjęcie podesłał mi kiedyś mailem miłośnik latarni, ale wiedział jedynie, że trafił na nie w internecie i nie znał źródła pochodzenia. Liczył na moje zbiory fotograficzne, lecz w tym temacie niestety i ja mam lukę. I nie znam nikogo z kolekcjonerów, kto miałby taką fotografię. Aby wiedzieć w jakim okresie czasu należy poszukiwać zdjęć czy informacji dodam, że obiekt zbudowano w roku 1936. Przetrwał on działania wojenne i w dość opłakanym stanie stoi do dziś. Wokół szczątek latarni znajdziemy tablice ostrzegawcze o grożącym niebezpieczeństwie, bowiem bywa, że z konstrukcji odpadają wielkie stalowe elementy. Od samego początku laterna wyposażona była w światło elektryczne. Kiedyś posiadała kopulasty daszek. Latarnię wyłączono w roku 1990. Dawniej znajdowała się na terenach wojskowych i nie było możliwe dojście bezpośrednio do niej od lądu czy plażą. Teraz można sobie zafundować taką pieszą wycieczkę i bez względu na wybraną drogę – jest ona bardzo piękna widokowo. A latem, w upalny dzień nigdzie tak nie pachnie rozgrzana roślinność jak na Szwedzkiej Górze. Plaża u jej podnóża wspaniała, szeroka, czysta i pusta. To takie miejsce, gdzie zawsze powrócę, jeśli tylko będę na Półwyspie Helskim. Jeszcze w połowie lat 90-tych kilka metrów od latarni stał mały budynek – również niszczejący – dziś osunął się już wraz z ruchem wydmy i rozsypał na drobne kawałki. Mam nadzieję, że taki sam los nie spotka pozostałości latarni. Z tego co udało mi się zaobserwować podczas kilku pobytów na Szwedzkiej Górze – turystów nie brak i wiele osób doskonale zdaje sobie sprawę, że ta konstrukcja istnieje. Kiedyś z ciekawości jaką otrzymam odpowiedź zagadnęłam na Helu latarnika kierującego ruchem turystycznym w laternie i wskazując na odległą wysoką wydmę zapytałam o ruiny latarni, a odpowiedź była zadziwiająca – że nigdy nie było innej latarni na Helu. Cóż, albo były to czasy kiedy wizyta turysty w okolicy ruin była niemile widziana, choć była to końcówka lat 90-tych XX wieku (i na to bym stawiała), albo latarnik miał małą wiedzę – ale nie przypuszczam, aby tak było.

Poniżej zdjęcie panoramy z latarnią (z panoramio.com), archiwalna czarno-biała fotografia nieznanego autora i pochodzenia oraz kilka moich fotek wykonanych latem 2010 roku podczas kolejnej już, nie wiem nawet której, wyprawy na to wzniesienie. Zdjęcia te ukazują resztki latarni w kontekście otoczenia, w którym się obecnie znajduje. Kto chciałby zobaczyć więcej detali tej konstrukcji zapraszam do archiwum bloga do lipca 2010, gdzie w dzienniku z podróży na Półwysep pisałam i pokazywałam detale wieży.

[16.07.2011]

 

 

Error i nowy obiekt do rozpracowania

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Sezonowa obniżka cen i wyprzedaż w salonie IKEA skusiła mnie do nabycia sympatycznego, pluszowego szarego myszo-szczurka, który idealnie może nadawać się na zabawkę dla kota. Zapewne szczurki, w tak ponurym kolorze nie cieszyły się popularnością wśród dzieci, ale gdyby Szwedzi stworzyli tylko w swoich salonach dział zabawek dla zwierząt myślę, że miałyby spore szanse stać się bestsellerem. Wcześniej IKEA sprzedawała pluszowe świnki morskie w wielkości 1:1 i spore szczury w skali rzeczywistej, ale były one zbyt duże dla domowych mruczków. Mogły raczej służyć jako postrach niż element zabawy i atrybut pobudzania instynktu odwiecznego łowcy. Mój kocur zawsze nieufnie podchodzi do nowych zabawek. Musi je obadać, mieć na oku z daleka, oswoić się z jego obecnością w jego rewirze… Trochę to trwa zanim zdecyduje się podejść, powąchać czy złapać zębem. Ale kiedy pierwsze lody zostaną przełamane zabawa jest przednia. Ikeowski szczurek stał się ulubionym przedmiotem łowów nad ranem. Pomiędzy 3 a 6 rano słyszę tylko jak odbywają się te polowania po salonie… Nieodzownym etapem tych łowów jest skakanie po wszyskich dostępnych poziomach mebli. A że czasami krzesło huknie o ścianę czy inny mebel to szczegół. Przecież to taka rozrywkowa pora. Tak więc kocur lata o świcie pomiędzy pluszakiem, a słuchawką prysznica do której zapałał kilka tygodni temu ogromną miłością. Cóż serce nie sługa, a ona taka smukła, błyszcząca i może być dostawcą chłodzącej wody…Nic tylko adorować ile się da.

[14.07.2011]

Kilka dni temu napisałam tutaj o duńskiej latarni z półwyspu jutlandzkiego. Biała urokliwa wieża nad Morzem Północnym ma w sobie jakieś piękno i monumentalizm, zwłaszcza w tym niezwykłym pejzażu w jakim dumnie stoi od ponad 100 lat. Dzięki uprzejmości Małgorzaty (dziękuję Gosiu!), dzięki której tamten wpis powstał, otrzymałam kilka dodatkowych zdjęć z pierwszej ręki, bowiem była tam osobiście. Tym razem widoki na otoczenie, wejście do wieży i sam taras górny.

[13.07.2011]

 

W 1909 roku nakładem Wydawnictwa Michała Arcta w Warszawie, ukazał się Przewodnik po Ziemi Kaszubskiej Zofii Hartingh opisujący m.in.  osady na helskiej kosie, do których należały wtedy 4 wsie: Ceynowa (dziś Chałupy), Kusfeld (obecnie Kuźnica) i  Jastarnia Pucka i Gdańska (dziś jedno miasto). Oprócz nich na samym krańcu Półwyspu znajdowała się największa osada – Hela (jak pisała autorka przewodnika niejako stolica półwyspu). Czytamy tam dalej:

[…] przypuszczalnie za bardzo dawnych czasów Hela  musiała być zamieszkalą przez rozbójników morskich, do którego to fachu nie przywiązywano wówczas żadnej niesławy. Podanie mówi nawet o jakimś królu, który tu panował i kazał bić monety z napisem Rex Helae. Nie musiał to jednak być monarcha obfitujący w bogactwa, bo ziemia tutejsza jałowa i uboga. […] Wiosną ciągną tędy ogromne klucze dzikich łabędzi, które dla odpoczynku opuszczają się nad morze, wyglądające wtedy jak jak pole, zasłane śniegiem.  Wiele też innych ptaków, zwabionych światłem latarni morskiej, podczas jesiennych i wiosennych swoich migracji, obiera sobie Helę za miejsce wypoczynku. [str. 138-140]

Takie stare przewodniki jak ten z którego zacytowałam powyższy fragment mają nieocenioną rolę dla nas dziś. Bowiem przywracają nam słowami nasze wybrzeże sprzed 100 lat, odkrywają jak wtedy wyglądało, jak żyło się w wioskach, które często już dziś są miasteczkami i miastami. Osobiście uwielbiam takie książki z początku XX wieku i chętnie czytam opisy tras i zawarte w nich informacje praktyczne. Poza książeczką pani Hartingh wspaniałą kopalnią wiedzy jest Przewodnik po województwie pomorskim Orłowicza (1924), Przewodnik po polskim wybrzeżu Staśki (1924), Na kaszubskim brzegu (1910) czy Z wybrzeża i o wybrzeżu (1920) Chrzanowskiego. Z pozycji trochę późniejszych  wartościowa jest też monografia Helu Alfreda Świerkosza (Z wybrzeża polskiego – Hel, 1930, wyd. PUCK). Nie jest łatwo upolować te pozycje w antykwaritach czy na aukcjach, ale warto. Czasami trafiają się do przejrzenia w bibliotekach cyfrowych. Sama tak do nich docierałam. Przyjemność z lektury ogromna!

Poniżej dwa stare zdjęcia helskiej latarni morskiej: to z postacią na pierwszym planie pochodzi z aukcji internetowych, a sama latarnia jest z publikacji Polskie Wybrzeże Morskie wydane nakładem Polskiego Towarzystwa Księgarni Kolejowych „RUCH”, która zawiera również 20 innych zdjęć zmiejscowości z naszego wybrzeża.

[12.07.2011]

Jest na Półwyspie Jutlandzkim  w okolicach Klegod urokliwa latarnia morska – najczęściej odwiedzana duńska bliza. Jej wieża liczy 38 metrów wysokości, a zasięg światła (częstotliwość błysku co 5 sekund) to 22 Mm. Jest to również najwyżej położona duńska latarnia – wysokość światła to 53 m n.p.m. Również tereny wokół latarni to bardzo urokliwe miejsce, w którym funkcjonuje żywe muzem edukujące o roślinności i żyjących tam gatunkach zwierząt. Została zbudowana w roku 1906 (za czasów króla Fryderyka VIII Glücksburg, w pierwszym roku jego panowania). Ponieważ odległość między dwoma istniejącymi już latarniami Blåvands Huk i Bovbjerg była zbyt duża zrodziła się konieczność funkcjonowania jeszcze jednego dodatkowego znaku nawigacyjnego na wybrzeżu. Tak zrodziła się idea budowy tej latarni. Aby wspiąć się na samą górę wieży należy pokonać 228 stopni i jest to najwięcej schodów biorąc pod uwagę parametry latarni duńskich.

Do tego wpisu zainspirowało mnie zdjęcie latarni Nørre Lyngvig, które otrzymałam od kuzynki męża. Była tam osobiście, ale nie zaliczyła tarasu górnego. Oto ta fotografia. Jej autorką jest Małgorzata Kilińska.

Pozostałe zdjęcia pochodzą z internetu. Pokazują latarnię z zewnątrz jak i wewnątrz oraz piękną okolicę. Półwysep Jutlandzki znajduje się pomiędzy Morzem Bałtyckim i Morzem Północnym. Jego powierzchnia to 40 tys. km kwadratowych i charakteryzuje się przepięknymi, piaszczystymi plażami.

[07.07.2011]

Jestem Polakiem więc nie czytam

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

Dziś zamiast coś od siebie polecam lekturę wstrząsającego artykułu o kondycji czytelnictwa w naszym kraju. Cały tekst znajdziecie TUTAJ. Tytuł wpisu pochodzi z wypowiedzi jednaj z ankietowanych osób. Na zachętę fragment wypowiedzi:

Skąd czerpię wiedzę o życiu? A z telewizora. Mamy trzy pudła TV, po jednym w każdym pokoju. Nie lubię filmów, tylko gadające głowy, polityka, czasami kanał National Geographic.
Nie mam w domu ani jednej książki. No, mówię przecież: ANI JEDNEJ. Czy mamy Biblię w domu? Czyli co niby? Aha, Pismo Święte. Nie, nie mamy. Nad wersalką w dużym pokoju wiszą: Jezus, papież i Matka Boska, to wystarczy.

Od siebie doda, co z resztą nie raz tutaj we wpisach deklarowałam, że książki i słowo drukowane są dla mnie jak tlen. Nie wyobrażam sobie dnia bez czytania. I pewnie tą ilością do lektur  podnoszę krajowe  statystyki. Stąd też osobne wpisy z listą lektur z ostatnich lat. Pozwalają mi panować nad tym co czytałam, kiedy, jak dobre to było. Dziś trochę szkoda mi już czasu na powroty do raz przeczytanych już książek, bo jednak wciąż jest cały ocean niepoznanych powieści. I nigdy nie uda się wszystkich przeczytać. Stąd tak ważne są trafne wybory. Nie ma nic gorszego niż poświecenie uwagi książce która nie  jest warta czytania.

[06.07.2011]

 

Czasem słońce, czasem deszcz…

Posted by kotmonika under Blog

Bywa, że jedna mała awaria zmienia nam usystematyzowany rytm tygodnia pracy. Tak było dziś w moim przypadku, bowiem autko musiało odstać swoje u elektryka, a ja przy takiej okazji „leczenia” pojazdu miałam szansę zakosztować nie tylko podróży do pracy środkami komunikacji miejskiej, ale i odbyłam długi spacer – z racji obowiązującego od niedawna letniego rozkładu jazdy. Spacer stał się koniecznością, bowiem dłużej bym czekała na autobus niż szła pieszo. Zatem po 7 rano , w blasku miło grzejącego słoneczka, obserwując piękny budzący się dzień szłam sobie pośród zieleni . To było naprawdę mile i niezwykłe doświadczenie. Spora dawka tlenu, niestety też miejskich spalin.

Ale gdy wracałam z pracy warunki panowały zgoła odmienne. Ciężkie, ciemne chmury, ulewa, przerwa, deszczyk, chmury, wiatr… W obie strony pokonywałam tą samą kładkę nad drogą szybkiego ruchu. Niech poniższe zdjęcie wykonane o 7.30 rano i około godziny 16 zaświadczą, że było jak w filmie rodem z Bollywood – czasem słońce, czasem deszcz… Typowe polskie lato.

[05.07.2011]

Subscribe to LATARNICA