LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Wrzesień, 2011

Zdjęcia całkiem ciepłe

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Przedwczoraj pisałam o przemierzaniu w wyobraźni w kryzysowych chwilach braku bliskiej obecności morza (czytaj: niemal codziennie) umiłowanych szlaków na wybrzeżu (oczywiście wszystkie z nich wiodą do latarni morskich). Wspomniałam też o nieocenionej roli przyjaciół mieszkających nad morzem – dzięki którym dostaję mailem, mms-em bądź przez portale społecznościowe zdjęcia wykonane niemal przed chwilą. W takich momentach mogę niemal jednocześnie odczuć jak jest w danym miejscu: widzę porę dnia, oświetlenie, natężenie ruchu, czuję niemal zapach – tak specyficzny dla rodzimego wybrzeża – zapach roślinności, wilgoci albo suszy, pory roku… Wczoraj wieczorem dostałam niespodziewanie takie zdjęcia pachnące świeżością. Przybyły w formie mms-ów i przyniosły mi na niziny zachód słońca znad morza, jego koloryt i to jak przemienia światłem wieżę latarni. Poniższe fotografie wykonano przy latarni morskiej Stilo (gmina Choczewo – dla mniej wtajemniczonych dodam, że jest to latarnia między rozewską blizą, a tą w Czołpinie) 28 września między godziną 17.00 a 18.00. Ich autorką jest latarniczka Weronika Łozicka i dodała od siebie: Taka jest piękna poświata teraz przy latarni, słońce zachodzi a latarnia świeci – coś pięknego! Osobiście całkowicie podzielam ten zachwyt i mogę tylko westchnąć, że mnie przy tym nie było. Również latałabym z aparatem czy komórką i uwieczniała zmienne oświetlenie. Stilo jest tak przepięknie położone, zupełnie na uboczu od siedzib ludzkich. To nie letni kurort, ale jeśli się już ktoś zdecyduje tam dojechać na pewno wpadnie w zachwyt, już z daleka z drogi dojazdowej widać górne partie latarni nad linią koron drzew. Widok z górnej galerii nieziemski, wart każdej kwoty. Byliśmy tam kilkakrotnie w przeciągu kilku lat. Zawsze latem, więc tym bardziej jestem ciekawa jak jest tam zimą czy jesienią. Mimo położenia na uboczu szlaków turystycznych latem bywa tam tłumnie, a ja lubię ciszę i spokój, wręcz kontemplowanie okolic latarni. Tak bardzo ucieszyły mnie te zdjęcia, że od razu wiedziałam iż wrzucę je na blog, aby podzielić się tym pięknym widokiem z Wami. Nacieszcie oczy! Przed wami najprawdziwszy jesienny  zachód słońca w Stilo.

Dziękuję p. Weronice za tak wspaniałe zdjęcia. Czekam na więcej – także po pierwszych opadach śniegu! Byle nie przyszły zbyt szybko.

[29.09.2011]

Nie wiem czy też doświadczacie tego na co dzień, ale ja bardzo często łapię się na tym, że podczas dnia pracy czy też w wirze codziennych spraw nagle zaczynam się zastanawiać czy wręcz wyobrażać sobie (to pytanie kieruje oczywiście tylko do zaawansowanie chorych na jednostkę zwaną umiłowaniem do latarni morskich) jak w danej, TEJ konkretnej chwil: TEGO dnia, o TEJ godzinie wygląda np. podejście ścieżką lasem do latarni Stilo czy Czołpino, a jaki ruch panuje na Rozewiu, czy na alei Wzorka stoją autokary wycieczkowe a może jest pochmurno i mało ludzi kręci się na przylądku, czy pod nowoporcką latarnią cumuje prom do Skandynawii, ilu właścicieli czworonożnych przyjaciół poszło dziś na nabrzeże portowe i spaceruje pod Kapitanatem Portu, jakie zagęszczenie jest na ulicy Bałtyckiej prowadzącej do helskiej blizy itp. itd. Takie pragnienie nagłego przeniesienia się na wybrzeże mogą jedynie po części zaspokoić znajomi i przyjaciele, dla których wypad na plaże, do portu czy na Półwysep nie jest pochłaniaczem czasu i kosztów – za to nieodłącznie zabierają ze sobą aparat fotograficzny i jeszcze tego samego dnia mailem przybiegają do mnie świeżutkie, wręcz pachnące wiatrem znad morza fotki latarni. Kilka dni temu znowu potężnie się rozmarzyłam a to znaczy, że muszę wkrótce wyruszyć nad nasz przepiękny Bałtyk, bowiem serce już tęskni i nie pozwala odsunąć od siebie natrętnych myśli o ścieżkach wzdłuż wybrzeża, szlakach które wielokrotnie wydeptałam, a ciągle powracam, wręcz natrętnie – ale taki to już urok tego chorowania z pasji i dla pasji.

Poniżej aktualne, świeżutkie fotki z kilku wspaniałych miejsc. Ich autorem jest p. Apoloniusz Łysejko (dziękuję bardzo za pamięć!!!) – jeden z tych pasjonatów, który nie traci żadnego dnia i choć jeśli inaczej się nie da to choć przez chwilę poświęca czas swojemu hobby. Zdjęcia ze Świnoujścia i Kikuta (Wisełka) wykonano 19 września, natomiast Gąski 20 września. Zdjęcia latarni w Jastarni, na Rozewiu i Stilo wykonano 24 września.

W Stilo miała miejsce wycieczka turystyczna zorganizowana przez p. Paweł Szczepanika, Prezesa Oddziału Gdyńskiego Stowarzyszenia Miłośników Latarń Morskich. W centrum pamiątkowej fotografii jej uczestników latarniczka pani Weronika Łozicka. To tak barwna i sympatyczna postać, że zamierzam wkrótce poświęcić pani Weronice osobny wpis. Jakby nie było wykonuje zawód, który od wielu, wielu lat jest moim marzeniem. Niestety nie mam zupełnie wiedzy i wykształcenia technicznego w tym kierunku.

[27.09.2011]

Nie wiem czy też doświadczacie tego na co dzień, ale ja bardzo często łapię się na tym, że podczas dnia 

pracy czy też w wirze codziennych spraw nagle zaczynam się zastanawiać czy wręcz wyobrażać sobie

(to pytanie kieruje oczywiście tylko do zaawansowanie chorych na jednostę zwaną umiłowaniem do latarni

morskich) jak w danej, TEJ  konkretnej chwil: TEGO dnia, o TEJ godzinie wygląda np. podejście ścieżką

lasem do latarni Stilo czy Czołpino, a jaki ruch panuje na Rozewiu, czy na aleji Wzorka stoją autokary

wycieczkowe a może jest pochmurno i mało ludzi kręci się na przylądku, czy pod nowoporcką latarnią

cumuje prom do Skandynawii, ilu właścicieli czworonożncyh przyjaciół poszło dzis na nabrzeże portowe i

spaceruje pod Kapitanatem Portu, jakie zagęszczenie  jest w ulicy do helskiej blizy itp. itd.  Takie

pragnienie nagłego przeniesienia się na wybrzeże mogą jedynie po części zaspokoić znajomi i przyjaciele,

dla których wypad na plaże, do portu czy na Półwysep nie jest pochłaniaczem czasu i kosztów – za to

nieodłącznie zabierają ze sobą aparat fotograficzny i jeszcze tego samego dnia mailem przybiegają do

mnie świeżutkie, wręcz pachnące wiatrem znad morza fotki latarni. Kilka dni temu znowu potężnie się

rozmarzyłam a to znaczy, że muszę wkrótce wyruszyć nad nasz przepiękny Bałtyk, bowiem serce już

tęskni i nie pozwala odsunąć od siebie natrętncyh myśli o ścieżkach wzdłuż wybrzeża, szlakach które

wielokrotnie wydeptałam, a ciągle powracam, wręcz natrętnie – ale taki to już urok tego chorowania z pasji i

dla pasji.
Poniżej aktualne, świeżutkie fotki z kilku wspaniałych miejsc. Ich autorem jest p. Apoloniusz Łysejko

(dziękuję bardzo za pamięć!!!) – jeden z tych pasjonatów, który nie traci żadnego dnia i choć jeśli inaczej

się nie da to choć przez chwilę poświęca czas swojemu hobby. Zdjęcia ze Świnoujścia i Kikuta (Wisełka)

wyonano 19 września, natomiast Gąski 20 września. Zdjęcia latarni w Jastarni, na Rozewiu i Stilo

wykonano 24 września.
W Stilo miała miejsce wycieczka turystyczna zorganizowana przez p. Paweł Szczepanika, Prezesa

Oddziału Gdyńskiego Stowarzyszenia Miłośników Latarń Morskich. W centrum pamiątkowej fotografii jej

uczestników latarniczka p. Weronika Łozicka. To tak barwna i sympatyczna postać, że zamierzam

wkrótce poświęcić pani Weronice osobny wpis. Jakby nie było wykonuje zawód, który od wielu, wielu lat

jest moim marzeniem. Niestety nie mam zupełnie wiedzy i wykształcenia technicznego w tym kierunku.

[27.09.2011]

Dobra adopcja!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

2 tygodnie temu odkryłam na moim osiedlu nowy, całkiem sympatyczny sklep z karmą i akcesoriami dla zwierząt – ofertą bardzo przyjaźnie nastawioną na właścicieli mruczków. Tam zetknęłam się z darmowym pisemkiem „Cztery łapy – kochamy zwierzaki” z lektury którego dowiedziałam się o akcji Dobra adopcja! Jest to akcja-konkurs promująca idee przygarniania zwierząt ze schronisk, przytulisk, fundacji czy po prostu z ulicy. Ostatecznym – finalnym produktem ma być kalendarz na 2012 rok, w którym na kartach z kolejnymi miesiącami pojawią się znane twarze ze swoimi pupilami oraz 6 osób wybranych pośród uczestników konkursu. Warunkiem jest przesłanie swojego zdjęcia z przygarniętym zwierzakiem oraz krótka historia adopcji. Ponadto jedna z kart kalendarza będzie kolażem wszystkich nadesłanych zdjęć. Bodźcem do działania nie były jednak nagrody w postaci publikacji zdjęcia,  ale idea konkursu. Rzadko chce mi się brać udział w jakichkolwiek akcjach, ale tutaj jestem tak mocno przekonana do idei, którą propaguje, że nie mogłam się oprzeć. Przy okazji mieliśmy dziś z kocurem sympatyczną zabawę-sesję fotograficzną i powstały ładne zdjęcia. To jedno spełniające zasady Konkursu poszło już w świat, a ja poniżej prezentuję kilka, które po prostu mi się podobają. Wszystkich zainteresowanych wzięciem udziału w Dobrej adopcji! zachęcam do odwiedzenia strony www.cztery-lapy.pl. Trzeba się spieszyć bo zgłoszenia tylko do końca września.

[26.09.2011]

Wyznanie chorego

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Tak, tak – ten tytuł nie jest przewrotny – dziś stawiam na szczere weekendowe wyznanie: jestem nieuleczalną faromianiaczką i całe moje życie kręci się wokół latarni. Czy jest nas więcej? Wpisujcie się w komentarzach! Zgłaszajcie obecność tej samej przypadłości ciała i ducha!

[25.09.2011]

fot. Stock

Telefon latarnika

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Niedawno donosiłam o nowym eksponacie w latarni w gdańskim Nowym Porcie (zegar okrętowy) a już mogę dodać, że ekspozycja w laternie wzbogaciła się o kolejny cenny przedmiot. Jest nim telefon latarnika, który służył do komunikowania się z Kapitanatem Portu – ten konkretnie wystawiony w gablocie wieży jest sygnowany jako H.W. Adler & Cie, Wiedeń, 1908 r.

Poniżej zdjęcia telefonu oraz jako uzupełnienie dodatkowe ujęcia zegara okrętowego. Autorem fotografii jest Marcin Meksiak (wszystkie poza poziomym ujęciem z wnętrza laterny, które sfotografował p. Jacek Michalak). Ale żadna ilustracja nie odda tego co czuje się stając twarzą w twarz z historią i odwiedzając nowoporcką blizę. Dlatego ponownie zachęcam do odbycia jesiennej wycieczki na ulicę Przemysłową w Gdańsku. Prognozy na weekend są optymistyczne – zapowiada się piękna, jeszcze letnia pogoda! A jak się  jest w Nowym Porcie warto przepłynąć do Twierdzy Wisłoujście i zahaczyć po drodze na ulicę Blizową, na której kiedyś stała historyczna gdańska latarnia. Przy dobrej pogodzie z tarasu latarni w Nowym Porcie widać nie tylko Twierdzę i wieżę latarni w Porcie Północnym, ale nawet daleko, na horyzoncie Półwysep Helski. Bystre oko wypatrzy w promieniach słońca czerwoną sylwetkę latarni na cyplu.

[23.09.2011]

 

Postanowiłam wprowadzić nowy cykl wpisów, który będzie się pojawiał raz na 2 tygodnie lub raz w miesiącu, a mianowicie o kotach (ewentualnie innych zwierzakach) Czytelników tego bloga. Dlatego na wstępie zachęcam do przysyłania zdjęć i krótkich opisów/ informacji o waszych zwierzakach – imiona, wiek, co lubią a co nie, ulubione zabawki, miejsca, cechy charakteru – po prostu wszystko co jest dla nich charakterystyczne. Mojego kocura Errora nie muszę już przedstawiać, pojawi się zapewne jeszcze wiele razy, więc oddaję Wam głos i miejsce. Chwytajcie za aparaty i piszcie – adres mailowy znajdziecie w zakładce „O mnie” lub na profilu Facebooka.
A dziś na pierwszy ogień idą, nie jeden a dwa koty, Czytelnika w walecznym nicku Druss. Oddaję głos właścicielowi:

Frodo i Pippin – dwa wyrośnięte kocury pochodzące z norweskiego ojca i birmańskiej matki – prawdziwe multi-kulti…
Pippin – jest tak naprawdę ożywioną, pluszową zabawką udająca kota. Dzieci wożą go w wózku, noszą na rękach, sadzają na krzesełkach w ludzkiej pozie – a on tylko mruczy i się do nich przymila… Ma niekiedy problemy z trafianiem do kuwety – ot, zabłąkana, kocia dusza…
Frodo – czarny jak noc, chadzający własnymi drogami, które zwykle wiodą pod sufitem, chyba że zauważy swojego pana siedzącego z książką. Wówczas musi się znaleźć natychmiast na jego kolanach. Zresztą obecność książki
nie jest niezbędna, natomiast obecność kolan – obowiązkowa.
Popatrzcie na obie mordki! Od siebie dodam, że wiem iż oba kocury lubią rano wylegiwać się w umywalkach i przypatrywać porannej toalecie swojego pana. W okresie Bożego Narodzenia najchętniej chowają się pośród gałęzi świątecznego drzewka. Jak każdy z rodziny kotowatych chętnie przesiadują na parapetach i patrzą w krajobraz jak w telewizor.

[22.09.2011]

W sierpniu, w jednym z wpisów, wspominałam o obchodach  Światowego Dnia Latarni Morskich na naszym wybrzeżu ( w tym roku przypadał on 21 sierpnia). Na każdym jego odcinku działy się różne ciekawe imprezy, a turyści odwiedzający tego dnia blizy mieli do wyboru liczne atrakcje. Tak się idealnie złożyło, że tego dnia w latarni morskiej Nowej Port odbyła się również uroczystość odznaczenia p. Stefana Jacka Michalaka Złotym Krzyżem Zasługi. O samej uroczystości wspominałam już wcześniej, dziś pragnę dorzucić kilka zdjęć z tej przemiłej chwili.

Serdecznie dziękuję Panie Jacku za pamięć i nadesłanie fotografii!

Fot. 6x  J. Pinkas – UM Gdańsk.

[20.09.2011]

 

Czas tak szybko biegnie nie nadążam na bieżąco zdawać relacje z niektórych wyjazdów, wydarzeń i uroczystości latarnianych, w których przyszło mi uczestniczyć tego lata. Minęła połowa września, a ja nie miałam okazji napisać od siebie kilku słów o miłym spotkaniu towarzyskim na Rozewiu, które skupiło na tym Przylądku miłośników latarni, historii i sztuki. A okazją do spotkania było oficjalne oddanie do użytku wyremontowanej „stodoły” – obiektu który już ostatnimi czasy szpecił kompleks zabudowań na Rozewiu, bowiem wokół niego mamy już same przepięknie odrestaurowane obiekty (np. maszynownia, wędzarnia, sama latarnia i budynki mieszkalne latarników). Stodoła popadała w ruinę i nie wpływała pozytywnie na odbiór tego miejsca. Z tarasu latarni patrząc w stronę lądu wzrok napotykał zniszczoną, podupadającą oborę. Latarnicy trzymali w niej część narzędzi, ale wypełniona była również sianem. To tam wrzucano wszystkie odłożone na później rzeczy, a jak zaczyna się już gdzieś tworzyć taką graciarnię to trudno potem z tego zrezygnować. Dzięki staraniom Towarzystwa Przyjaciół Centralnego Muzeum Morskiego  i jego sprawnej współpracy z Urzędem Morskim w Gdyni, możemy od tego lata cieszyć się nowym, pięknym obiektem, który już zaadoptowano do innych celów (typowa stodoła nie jest już potrzebna na Rozewiu) – kulturalnych i może służyć jako sala wystawowa czy koncertowa.  W dniu swego otwarcia (5 sierpnia br.) stała się salą wystawową dla zaprezentowania obrazów marynistycznych malowanych techniką akwareli. Poniżej wygląd stodoły z roku 1978 i po remoncie (sierpień, 2011). Zdjęcie archiwalne pochodzi ze zbiorów TPCMM, fotografię aktualną wykonał p. Apoloniusz Łysejko.

A jakie prace przy niej wykonano? Wymieniono konstrukcję dachu i położono nową dachówkę, wykonano izolację murów, oczyszczono ściany z zewnątrz jak i wewnątrz, które zostały pomalowane na neutralny kolor dobry do ekspozycji prac plastycznych.

Poniżej tablica ukazująca etapy prac remonotowych przy stodole.

Tego dnia przy latarni Rozewie zjawili się liczni turyści i zaproszeni goście. Mogliśmy posłuchać historii latarni Rozewie opowiedzianej przez pana Apoloniusza Łysejko oraz usłyszeć o dziejach i funkcjonowaniu repliki kuli czasu na latarni w Nowym Porcie –  o czym opowiadał na stopniach rozewskiej blizy Stefan Jacek Michalak. Był też obecny były latarnik z Nowego Portu – Gerard Cybula, który czytał swoje wiersze. Po przemowach u podnóża latarni odbył się wernisaż prac artysty malarza Michała Adamczyka. Uroczystość zainaugurowała pani Anna Klucznik – właścicielka „Galerii Klucznik” w Gdańsku – opowiadając o malarzu i jego akwarelach. Po przecięciu wstęgi można było zapoznać się z wystawą i zjeść poczęstunek w namiotach za Salą Wystawową. Cała uroczystość była bardzo dobrze zorganizowana i przebiegała w milej atmosferze. Była to okazja do nieformalnych spotkań i rozmów miłośników tematu.  Mnie zawsze Rozewie przyciąga jak magnes więc kiedy tylko otrzymałam zaproszenie nie mogłam sobie odmówić uczestnictwa w takim wydarzeniu. Każdy pobyt na Przylądku jest dla mnie wielkim przeżyciem i nie raz dzieliłam się już tutaj moimi odczuciami na  temat tego miejsca.

5 sierpnia pogoda na wybrzeżu była zmienna i kapryśna, ale rano i do południa słońce przepięknie rozświetlało zabudowania rozewskie. Później chmury ścigały się ze słońcem na nieboskłonie, a żegnał nas już drobny deszcz. Latarnia w tym dniu była odświętnie udekorowana, a flagi łopotały na wietrze.

Poniżej przemowy na stopniach latarni, po lewej p. Apoloniusz Łysejko, po prawej p. Jacek Michalak. Poniżej latarnia przed południem, zanim zjechali się goście – fot. A. Łysejko.

Mój kolejny pobyt na Rozewiu zmobilizował mnie, żebym przespacerowała się trochę z aparatem i uchwyciła chwile z tego sierpniowego dnia już na zawsze. Poniżej zdjęciowe dopowiedzenie do tych uroczystości.

[19.09.2011]

W sierpniu latarnia morska w Nowym Porcie wzbogaciła swoje zbiory przedmiotów związanych z morzem i nawigacją o zegar okrętowy. Taki zegar wybijał co pół godziny tzw. „szklanki”, regulując tym samym  pracę marynarzy w ramach danej wachty.

O wachtach i szklankach możemy krótko i rzeczowo przeczytać na portalu zeglarstwo.waw.pl :

Życie codzienne marynarza na statkach wyznaczało bicie dzwonu, czyli tzw, szklanki (ang. glass). Szklanki wywodzą się z dawnych żaglowców, gdzie urządzeniem mierzącym czas była klepsydra. Główna klepsydra była klepsydrą półgodzinną, po przesypaniu się piasku w klepsydrze, marynarz przewracał „szkło” i uderzeniem w dzwon wybijał szklanki.  W późniejszych czasach klepsydry zostały zastąpione przez zegary, ale słowo „szklanka” przetrwało.  Jedno uderzenie w dzwon to jedna szklanka. Szklanki bije się na statkach zaczynając od godziny 12, wtedy wybija się osiem szklanek, o godzinie 12:30 wybija się jedną szklankę, a następnie co każde pół godziny dodaję się po jednej szklance, aż do godziny 4 kiedy mamy znowu osiem szklanek. Od godziny 4:30 zaczynając jedna szklanką zwiększając ich ilość co pół godziny aż do ośmiu – o godzinie 8. Potem jedna szklanka o godzinie 8:30 i tak samo jak w poprzednim przypadku zwiększamy liczbę szklanek do ośmiu o godzinie 12.

Poniżej dwie fotografie zegara okrętowego umocowanego na ścianie w laternie obok dyplomów, wyróżnień i odznaczeń dla właściciela latarni. Na każdej z nich także sam Jacek Michalak – właściciel obiektu i jednocześnie nowoporcki latarnik. (2x fot.: S. Lewandowski).

Ponieważ mamy już wrzesień i skończył się główny okres letniego sezonu turystycznego latarnię w Nowym Porcie można zwiedzać:

  • we wrześniu w soboty i niedziele, godz. 10 – 17

Spadek Kuli Czasu o godz.: 12:00, 14:00, 16:00, 18:00.

Zachęcam do weekendowej wycieczki do Gdańska, a mieszkańców Trójmiasta do zaplanowania jesiennego spaceru na nabrzeże portowe. Pogoda jeszcze się trzyma i jest teraz ten najładniejszy czas kiedy drzewa zyskują tysiące barw, a słońce jeszcze miło przygrzewa.

[17.09.2011]

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wczesne ranki nad morzem. Zawsze na wakacjach obiecujemy sobie, że choć raz wstaniemy na wschód słońca, ale jak to na urlopie – o tak wczesnej porze nie chce się z nigdy z łóżka ruszyć. Jesienią to już łatwiej, bo i słońce wcześniej wstaje i jak się jedzie na weekend to mobilizacja większa, aby cały ten czas pobytu wykorzystać maksymalnie i dobrze. Nie udało mi się w ostatni weekend wstać razem ze słonkiem, choć obserwowałam zmianę barw nieba z nocnego na dzienne (jak się ma rozświetloną laternę kołobrzeskiej latarni za
oknem sypialni – to w moim przypadku trudno zasnąć – syciłam oczy każdą chwilą). Ale dość wcześnie jak na niedzielny leniwy, poranek udałam się po godzinie 7 na spacer po plaży. Ponieważ kocur regularnie dostaje śniadanie około godziny 7, a jeśli się już prześpi ten moment to jak sprawnie działający budzik przypomni ci o swoim głodzie uporczywymi dźwiękami i chodzeniem po osobach śpiących – to nie miałam problemu aby wyjść o takiej nieprzyzwoitej porze na spacer. A ranek był piękny: gorący, słoneczny, bezwietrzny. Być może ostatni tak letni dzień w tym roku, bowiem w niedzielę w południe temperatura osiągnęła 30 stopni. Mijałam pojedynczych porannych „szaleńców”: biegaczy, wyprowadzaczy swoich pupilów, spacerowiczów z kijkami i przyjezdnych (pewnie prosto z pociągu lub PKS-u), którzy jak ja chcieli nacieszyć oko widokami, a uszy ciszą, przejść się pustą plażą i powdychać jod. A gdzieś tam wysoko w górze krzyczały mewy – ptasi śpiew, który jest balsamem dla mojej duszy. Spokój miejsc, które za dnia tętnią życiem i są brutalnie spowite hałasem muzyki (z każdego lokalu czy straganiku gra inna muzyka tworząc na promenadzie niepojący rodzaj muzycznej sałatki – zupełnie niestawnej). A jak wygląda kołobrzeska plaża, nadmorska promenada i teren twierdzy z latarnią w niedzielny poranek? Popatrzcie sami.

[15.09.2011]

Error na wczasach

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Początek września może być przy dobrej pogodzie wymarzonym czasem na wakacje. Atutów jest wiele: mniej ludzi, luźniej na drogach dojazdowych na wybrzeże, przeceny i wyprzedaże, niższe ceny kwater, mniejsze kolejki do lokali gastronomicznych, luz na plażach… Można by tak bez końca wymieniać. Przy podróży z kotem liczy się również to, że istnieje spora szansa iż będą też niższe temperatury, co przy posiadaniu samochodu bez klimatyzacji jest istotnym atutem wrześniowych nadmorskich eskapad. Ale pogoda bywa zaskakująca i Kołobrzeg ofiarował nam w tym roku letnią aurę i upalny dzień powrotu. Temperatura przekroczyła nawet magiczne 30 stopni.
Ale zanim musieliśmy przemęczyć się z tą powrotną drogą było kilka bardzo sympatycznych dni i to bez konieczności rozstania z kocurem. Error okazał się urodzonym globtroterem – w aucie bez problemu spał w transporterze albo luzem na tylnej kanapie, jadł w trakcie podróży sucha karmę, z ciekawością obserwował innych kierowców kiedy przyszło zatrzymać się w miasteczkach na skrzyżowaniach, puszczał oko do robotników pracujących przy robotach drogowych, interesował się kompresorem i myjnią (a raczej dźwiękami jakie wydawały) podczas postoju na stacji benzynowej. Towarzyszyły mu oczywiście domowe, znane zapachy jak ulubiony ręcznik czy dwie zabawki w tym ikeowski szczurek. Nową kwaterę szybko zaakceptował a umiłował sobie parapet i widoki z okna. I nie ma się co dziwić, bowiem pod nosem miał morze, kapitanat portu i latarnie morską. Oraz – co najważniejsze – nisko i licznie latające mewy i jaskółki. Kiedy wybywaliśmy z pokoju Error stawał się władcą łóżka. Nie ważne, że względem niego było oceanem miękkości. Kocur wymościł się na samym środku, szczęśliwy i spokojny. Miałam bardzo wiele obaw przed tą podróżą i wyprawą. Ale wszystkie się rozpłynęły jak poranna, letnia mgła. Już nie przekonują mnie teorie, że koty przyzwyczajają się do miejsc, a nie ludzi. Widziałam, że kot jest szczęśliwy bo jesteśmy blisko my i czuje się przez to bezpiecznie i swojsko jak w domu. Ważne było, aby zabrać rzeczy przesiąknięte jego zapachem jak zabawki, miski i jakiś kocyk/ręcznik. Mogę więc śmiało powiedzieć, że pierwsze koty za płoty, a Error zaliczył swoje pierwsze wczasy nad morzem. I ten zdał egzamin bez problemu.

[14.09.2011]

Słoneczna sesja vol. II

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Bywają jeszcze takie poranki, przypominające pełnię lata, kiedy od wschodu słońce wziera do pokoju przez półprzymknięte żaluzje. Wtedy kocur węszy za ciepełkiem, przesuwa się po podłodze za ciepłem promieni, wylegiwuje się, myje, atakuje – wszystko w zasięgu słońca, które go prowadzi przez te codzienne, powtarzalne  czynności.

Poniżej cykl fotografii wykonanej jednego poranka.

[06.09.2011]

[…] Ta latarnia wciąż na mnie patrzy z wysoka, wciąż mnie obserwuje. Ona jedyna wie, co nas łączy nierozerwalnie ze sobą, ona wciąż o tym pamięta. Gdy wspinam się na nią po schodach, drży z niecierpliwości, nie mogąc doczekać się mojego wejścia. Gdy zachwieję się zmęczony, to mur mnie podtrzymuje, daje oparcie dla wytchnienia, pozwala nawet przysiąść pod oknem i tchu nabrać. Im wyżej wchodzę, tym wyraźniej słyszę bicie jej serca, szmer krwi w jej żyłach, świst powietrza w jej płucach.

Karol Kłos, Latarnik, str. 63

Poniżej kilka zdjęć z blogu Radka Struzika – stronki przypadkowo odkrytej w sieci. Fotograf amator – jak o sobie pisze-  ale mnie jego zdjęcia z wybrzeża powaliły. Klimatyczne, świetne kompozycyjnie, po prosu ma oko! Więcej zdjęć znajdziecie na jego stronce TUTAJ. Polecam!

[05.09.2011]

Nie potrafię jeszcze oswoić się z myślą, że lato już niemal za nami, a już ze ściany wbija się w świadomość napis WRZESIEŃ. Nie wiem kiedy i jak przelaciały letnie miesiące. Upalne były tylko pojedyncze dni, a poza tym spory czas panowała dziwna pora deszczowa. Ale fakt się dokonał, karta sierpnia przełożona, a teraz przez miesiąc wzrok cieszyć będzie australijska latarnia – Point Lonsdale.

Na początek odrobinę historii. Point Lonsdale (Queenscliff, Victoria) jest położony 101 km na południe od Melbourne i 28 km na południowy wschód od Geelong w południowo-wschodnim krańcu Półwyspu Bellarine.  Niedaleko znajduje się jezioro Victoria. Jest to nadmorskie miasteczko o statusie popularnego kurortu liczące ok. 2,5 tys. stałych mieszkańców. Na uroczym cyplu znajduje się latarnia morska. Historia obiektów pełniących funkcje nawigacyjne w tym miejscu sięga roku 1852, kiedy to zbudowano  stację sygnałową, mającą chronić przechodzące w pobliżu cypla statki przed rozbiciem się na niebezpiecznych w tej okolicy wodach. W roku 1856 zbudowano stawę (latarnię)  w postaci czerwonego filaru, która miała ostrzegać przed wejściem na Lonsdale Rock. W 1863 roku na Point Lonsdale zdudowano drewnianą latarnię. Została ona wcześniej złożona i przeniesiona w częściach z Shortland Bluff. Obecnie stojąca latarnia została zbudowana w roku 1902. Stara, drewniana konstrukcja była systematycznie rozbierana i do roku 1912 slużyła jako drewno na opał. Podstawę nowej latarni stanowi dwukondygnacyjny budynek na planie ośmiokąta. Na nim stoi cylindryczna biała wieża. W dolnym budynku znajduje się  stacja sygnałowa i pokój obserwacyjny. Początkowo źródłem światła była nafta, potem acetylen, a dopiero później wprowadzono światło elektryczne. Wysokość wieży wynosi ponad 21 metrow, wysokość światła n.p.m. 36,6 m. Zasięg światła wynosi 12 Mm. W połowie wysokości wieży jest platforma obsługująca czerwone i zielone światło nawigacyjne. Od 1999 roku światło na wieży jest automatyczne. Mimo to latarnia jest załogowa i pracuje 24 godziny na dobę. Prawdopodobnie jest ostanim obiektem tego typu w Australii  W roku 2002 Point Lonsdale obchodziła hucznie 100-lecie. Latarnia ta jest typowym przykładem architektury z początku XX wieku. Tereny wokół wieży i sama latarnia nie są na co dzień dostępne dla turystów. Ale istnieje możliwość zwiedzenia jej w niedziele, a pieczę nad ruchem turystycznym ma miejscowe Muzeum Morskie Queenscliffe. Przy latarni znajdują się syreny przeciwmgłowe, które podczas mgły wydają podwójny sygnał co 30 sekund.

[04.09.2011]

Bliza z ulicy Blizowej

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

W wielu miastach coraz powszechniejsze staje się tendencja, aby po wielu latach wracać do historycznych nazw ulic. Rady Miast podejmują uchwały na mocy których zaczynają funkcjonować czasami już zapomniane nazwy i teraz po latach warto doszukiwać się genezy nadawania takich a nie innych nazw. Niektóre są oczywiste i tak związane z miejscem, w którym występowały że nie ma problemu rozwikłania dlaczego akurat takie miano zyskały. Z innymi bywa trudniej i trzeba nieraz poszperać w dokumentach. Nie wiem czy dla mieszkańców Nowego Portu albo całego Gdańska powrót ulicy Blizowej mógł stanowić zagadkę. Dla mnie jest ten fakt wręcz oczywisty i bardzo się cieszę, że przywrócono w spolszczonej formie dawną Bliesenstrasse (ta nazwa funkcjonowała do roku 1945) . Decyzja prawnie została podjęta we wrześniu 2010 roku i tak nowoporcka ulica Wysoka stała się Blizową. Inicjatorem tej zmiany była Rada Dzielnicy Nowy Port. Dla przypomnienia dodam, że słowo „bliza” to kaszubski odpowiednik latarni morskiej. Pewnie gdybyśmy chcieli powiedzieć po polsku mogłaby się nazywać ulicą Latarnianą czy Latarni morskiej. Istotne znaczenie miały jednak w tym przypadku fakty historyczne i nazewnictwo dawne. A fakty mówią same za siebie. Nazwa była ściśle przypisana do obiektu, który kiedyś się tam znajdował. Mam na myśli zbudowaną w 1758 roku blizę, która miała formę około 20-metrowej wieży, na szczycie której znajdował się żuraw z koszem węglowym. Takie żurawie były w XVIII wieku popularną  formą „oświetlenia” latarni morskich. W 1775 roku na brzegu kanału portowego ustawiono drugie charakterystyczne światło i bliza wraz z nim pełniła funkcję nabieżnika naprowadzając prawidłowo na tor wodny do Gdańska. Blizę zmodernizowano w 1817 roku. Zlikwidowano wtedy żurawia na szczycie wieży, a zamiast niego wprowadzono bardziej nowoczesne rozwiązanie : oszklone pomieszczenie na wieży w którym zapalano świece. Ich światła wzmacniały zwierciadła. Już dwa lata później nowe rozwiązanie przeszło do historii. W blizie pojawiło się oświetlenie gazowe. Ono sprawdziło się na kolejnych 40 lat by potem przejść przez fazę oświetlenia olejem i naftą. Oświetlenie elektryczne pojawiło się po zakończonej modernizacji w 1889 roku (wieżę podwyższono wtedy o 9 metrów) i było PIERWSZYM tego typu na Bałtyku. Źródłem napięcia był generator napędzany parą. Kresem żywota tej latarni było podjęcie decyzji o budowie nowego obiektu na Wzgórzu Pilotów (Lotsenberg) [dzisiejsza nieczynna latarnia morska p. Michalaka przy ulicy Przemysłowej]  tuż przy samym kanale portowym. Nowa latarnia powstała w 1894 roku, a stara bliza została wyłączona, a wieża stała jeszcze tylko dwa lata (do 1896). Potem podjęto decyzję o jej rozebraniu. Osobiście bardzo żałuję, że na Blizowej nie ma choć ruin latarni, że rozebrano wieżę zamiast wyznaczyć jej jej jakieś innej funkcje. Zatem ulica do 1945 roku  nosiła dumne swą nazwę, ale samego obiektu od chwili uruchomienia latarni w Nowym Porcie  na niej już nie było. Andrzej Januszajtis w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej w listopadzie 2010 tak wspomina o historii ulicy:

[…] Zaczątkiem ul. Blizowej była ścieżka po wschodniej stronie wielkiej blizy, łącząca drogę do Oliwy (późniejszą ulicę Oliwską) z nabrzeżem portowym. Na planie z 1824 r. jest już ulicą – z tego zapewne czasu datuje się zachowany bruk – o nazwie Bliesen Strasse. Po doprowadzeniu linii kolei (w 1867 r.) w ciągu ulicy pojawił się przechodzący nad torami most, zwany Diabelskim (Teufelsbrücke), zlikwidowany już w naszych czasach. Po 1945 r. wprowadzono polskie nazwy ulic.

Poniżej fragment ilustracji, pod numerem 4 stara bliza z żurawiem na szczycie na sztychu Chodowieckiego, ilustracja ze zbiorów własnych.

Poniżej dawna (nieistniejąca) bliza z ulicy Blizowej. Fotografia z internetu.

Poniżej dwie współczesne fotografie ulicy Blizowej, które wykonałam w sierpniu tego roku.

Poniżej wejście do latarni w Nowym Porcie i dwie tablice informacyjne o najważniejszych jej atrakcjach tj. czynnej Kuli Czasu i nowej wystawie wewnątrz wieży o latarniach morskich Kanady. Zdjęcia również z sierpnia 2011.

[03.09.2011]

Subscribe to LATARNICA