LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Listopad, 2011

Pewnie wszyscy latarniomaniacy wiedzą, a Czytelnicy tego bloga z pewnością wiele razy spotkali się tutaj z takim określeniem, że Rozewie II to druga, nieczynna już latarnia na przylądku, pozbawiona optyki i zamknięta dla zwiedzających. Mieści się w budynku mieszkalnym, a raczej stanowi jego integralną część. Nie raz dałam już wyraz mojemu niezadowoleniu, że taki historyczny obiekt popada właściwie w ruinę, a moim marzeniem byłoby by kompleks rozewski posiadał udostępnione dla turystów obie latarnie wraz z wszystkimi wyremontowanymi budynkami. I coś w tym temacie nareszcie drgnęło. A to sprawia, że  marzenia – kiedyś tak nierealne – stają się jednak coraz bardziej klarowną i rzeczywistą wizją, choć ich realizacja może  potrwać jeszcze wiele lat. Dla mnie w tym wypadku czas nie gra roli. Osobiście pragnę za wszelką cenę uchronić od zapomnienia tak piękny obiekt – odgrywający ważną  rolę w  historii naszej rodzimej nawigacji. Każda latarnia – nieważne jak długo pełniła swą funkcję – wpływała na bezpieczeństwo żeglugi, a więc chroniła ludzkie życie. Nie ma ważniejszych i szczytniejszych celów – toteż musimy dbać aby stare latarnie, nawet wygaszone czy pozbawione swych istotnych urządzeń przetrwały. A co dzieje się w związku z Rozewiem II? Pod koniec września miały miejsce ważne rozmowy, w których istotną rolę odegrała znana aktorka Anna Dymna. Jak wiadomo jest ona mocno zaangażowana w działalność charytatywną i aktywnie działa na rzecz Fundacji Pomocy Niepełnosprawnym „Mimo wszystko”.  Pozwólcie, że przytoczę informację, którą udostępnia Towarzystwo Przyjaciół  Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku:

Korzystając z okazji, że p. Anna Dymna, znakomita aktorka i prezes Fundacji Pomocy Niepełnosprawnym „Mimo wszystko” wizytowała w dniu 26 września 2011r. budowę ośrodka rehabilitacyjnego w Lubiatowie, członkowie Zarządu TP CMM w osobach p. Teresy Boguszewskiej – wiceprezesa oraz Lucjana Borosia – sekretarza, wzięli udział w spotkaniu p. Dymnej z władzami Gminy Choczewo, działaczami stowarzyszeń działających na terenie gminy a także wolontariuszami. Tematem spotkania była wzajemna wymiana doświadczeń na tematy związane z organizowaniem pomocy niepełnosprawnym oraz pokonywaniem barier prawnych i administracyjnych, utrudniających życie ludziom poszkodowanym przez los, jak również tym, którzy pragną udzielać im bezinteresownej pomocy. Przedstawiciele Towarzystwa, z upoważnienia Zarządu, przedstawili zebranym, a szczególnie p. Dymnej, sprawę dotyczącą zamiaru budowy, z inicjatywy Towarzystwa, windy przy nieczynnej, młodszej latarni morskiej w Rozewiu, właśnie dla osób niepełnosprawnych ruchowo. Po zrealizowaniu tego zamierzenia byłaby to pierwsza w Polsce, a może i w Europie, latarnia, na której galerię, kilkadziesiąt metrów nad poziomem morza, dostać by się mogli ludzie poruszający się na wózkach inwalidzkich. P. Dymna z entuzjazmem przyjęła tę informację i obiecała pełne poparcie swojej Fundacji w zakresie uzyskania niezbędnych pozwoleń na to spektakularne przedsięwzięcie. Finałem byłoby przecież spełnienie marzeń wielu osób, które do tej pory muszą zadowalać się widokiem samych latarni morskich a nie zachwycać panoramą, widoczną z ich szczytu.
Choć droga do realizacji pomysłu jest daleka i pewnie będzie wyboista, to poczucie, że mamy poparcie tak znaczącej postaci polskiej kultury czyni przewidywany wysiłek lżejszym i napawa nas optymizmem co do finału.

Latarnia morska z windą? Jak się wam podoba ten pomysł? Ja obiema rękoma popieram ten zamysł, bo przywraca obiekt do życia i zostanie otwarty dla turystów a jednocześnie będzie obiektem bez barier i wreszcie niepełnosprawni miłośnicy latarni nie będą musieli uruchamiać wyłącznie swojej wyobraźni aby zobaczyć jaki jest widok z górnej galery i co to znaczy być osobiście na szczycie wieży. Będę się przyglądać tej kwestii i rozwojowi tej inicjatywy. No i z pewnością byłoby miło mieć jedyny taki obiekt nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Poniżej: Rozewie II w sierpniu 2011. Fot. 2x Latarnica.

[30.11.2011]

PS. Na portalu aukcyjnym pojawiła się ciekawa kartka z Przylądka Rozewie pokazująca tą urokliwą, nieczynną już ścieżkę w kierunku plaży spod latarni Rozewie I. Kilka lat temu miałam jeszcze okazję iść nią w dół. Otoczenie naprawdę robiło wrażenie, zwłaszcza stary drzewostan. A zapach roślinności, szum drzew i morza. Ech… bezcenny.

 

Natura nie kłamie – idą święta

Posted by kotmonika under Blog

Jest kilka roślin, które wyznaczają nieuchronnie nadejście świąt Bożego Narodzenia. Najbardziej wszystkim kojarzy się poinsecja nazywana popularnie gwiazdą betlejemską. Pojawia się nagle masowo w hipermarketach i kwiaciarniach pod koniec listopada i staje się w tym okresie bardzo popularnym prezentem. Ale ja mam mój domowy miernik świąteczny, którym jest zygokaktus – nazywany również grudnikiem czy kaktusem bożonarodzeniowym. Kiedy na jego zielonych odnóżkach pojawiają się pąki, a później rozwinięte kwiaty wiem jedno – mamy listopad, a podczas kwitnienia nadchodzi już grudzień. Pochodzi z tropikalnych lasów brazylijskich, gdzie porasta drzewa i skały. Ma piękne najczęściej różowe lub czerwone kwiaty w kształcie długich dzwoneczków. Kwitnie zwykle pod koniec listopada i na początku grudnia stanowiąc atrakcyjną mieszkań. Wymaga stanowiska jasnego lub półcienistego, ale nie toleruje ostrego słońca. Ja mam go na stałe na kuchennym parapecie. Jest wrażliwy na zmianę miejsca, na co reaguje zrzucaniem pąków kwiatowych. Dlatego ja mówię na niego „kwiat obrażalski” bo wystarczy nawet omyłkowo poruszyć doniczkę a już bywa że szybko reaguje fochem i zrzuca dopiero co pięknie rozwinięte kwiaty. Dlatego trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem. Podłoże zygokaktusa powinno być lekko wilgotne, a podczas kwitnienia należy podlewać umiarkowanie. Ostatnio w sieci Biedronkę widziałam te kwiatki w dużej ilości z już pięknie rozwiniętymi kwiatostanami. Uważam, że zasługuje na taką samą popularność jak poinsecja i polecam do domowej uprawy – naprawdę nie wymaga wielu zabiegów. Ja nic poza podlewaniem przy nim nie robię, a jednak co święta zakwita i cieszy oko.

Dziś z ciekawością zajrzałam do listopadowych wpisów z ubiegłego roku, bo byłam pewna, że wtedy również pokazywałam mój kwiatek. I jakie było moje zdziwienie, że niemal rok temu bo 28 listopada wstawiłam jego fotkę, ale miasto spowite już wtedy było grubą warstwą białego puchu. W takich chwilach archiwum bloga jest bezcenne i można sobie szybko przypomnieć jaki był ten sam czas sprzed roku.

PS. Takim medialnym, a konkretnie radiowym, wyznacznikiem nadchodzących świąt jest też dla mnie co roku radiowa Trójka, która zaczyna prezentować nową – przygotowaną specjalnie na dany rok- edycję utworu Idą święta nazywaną popularnie Karpiem. Tegoroczna edycja wydaje mi się najmniej udana, ale cóż nie jest łatwo pokonać doskonałe wersje sprzed lat, które często odsłuchuję w domu na płycie. A może po prostu się jeszcze nie osłuchałam… Czas pokaże.

Poniżej mój kwitnący zygokaktus. Fot. 2x Latarnica.

[29.11.2011]

Nowe miejsce na drzemkę

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Od kilku dni Error znalazł sobie nowe miejsce na drzemkę. Z punktu widzenia czysto ludzkiego zupełnie nie nadające się do wypoczynku: za małe objętościowo, niewygodne i na wysokościach. Ale kot ma (jak widać) inne kryteria oceny – okazuje się, że ostre i twarde klamerki pod korpusem mogą być idealną wyściółką. Jak zdejmę koszyk i wstawię tam kocyk czy ręcznik – Error skutecznie odrzuca próby położenia się, ale jak klamerki wracają na miejsce od razu się mości pomrukując ze szczęścia. Nie ma szans aby człowiek do końca zrozumiał kota! [Fot. 5 x Latarnica]

[28.11.2011]

Witajcie niedzielnie! Dopadło mnie po raz drugi tej jesieni przeziębienie i strasznie je przechodzę. Jestem przez nie zła, bo brak mi sił na nowe wpisy blogowe, zatem jeśli przydarzy się mała przerwa w tym tygodniu wybaczcie, bo ledwie trzymam się na nogach. Dziś między kolejnym powaląjącym bólem głowy  i zatok a wskoczeniem pod kołderkę pokażę wam trzyetapową metodę Errora na dotarcie do zawartości szafki, w której absolutnie nie powinien grzebać, bo jest tam sporo chemii. A jednak jak kot się uprze to dopnie swego. Nie ma mocnych. Oto trzy szybkie kroki ku poznaniu zawartości tzw. „strefy zakazanej”:

1. Rozpoznanie terenu czyli Mmmm… jak intrygująco pachnie.

2. Trochę techniki i sprytu  czyli za tą gałeczkę to chyba dwunogi ciągną…

3. I sukces! Czyli ale tutaj skarby! Głowa już przeszła to za chwilkę wlezę cały…

Fot. 3x Latarnica.

[27.11.2011]

Jesienny rejs – vol. 10

Posted by kotmonika under Blog

Po pełnym wrażeń pobycie w Oceanarium przeszliśmy pieszo na nabrzeże do przycumowanego żaglowca-muzeum Gorch Fock. Wieczór robił się już chłodny i z radością przyjęliśmy poczęstunek na pokładzie gorącą kawą i ciastem.

SV Gorch Fock to żaglowiec o 3 masztach. Długość jego kadłuba wynosi 73,6 m, a szerokość 12 m. Wyporność jednostki liczy 1354 ton, maks. 1545 ton, powierzchnia żagli to 1797 m². Jest wyposażony w  silnik pomocniczy o mocy 360 KM. Ogólnie  Gorch Fock to nazwa niemieckich żaglowców szkolnych. Nazwano je na cześć niemieckiego poety i pisarza marynisty Johanna Kinau (1880- 1916),  który publikował pod pseudonimem Gorch Fock. Żaglowiec zakotwiczony obecnie w Stralsundzie  został zbudowany w 1933 roku w Hamburgu i wszedł do służby jako żaglowiec szkolny niemieckiej marynarki wojennej Kriegsmarine. Jego dzieje potoczyły się tak, że został zatopiony przez własną załogę . Miało to miejsce w maju  1945 roku w Stralsundzie. Kiedy został podniesiony przekazano go marynarce ZSRR. jako zdobycz wojenną.Wtedy otrzymał nowa nazwę Towariszcz. W kolejnych latach plywal pod banderą Ukrainy, a także trafił do Anglii (konkretnie do Newcastle upon Tyne) gdzie miał byc wyremontowany. Jakoś nie powiodła się ta inwestycja i  do remontu  nie doszło. Ostatecznie historia zakreśliła koło i przepłynął ponownie do swej kolebki – do Niemiec.  Tam został kupiony przez Tall Ship Friends Deutschland. Od 2003 roku stoi w porcie w Stralsundzie gdzie został przemianowany na Gorch Fock. Obecnie trwa zbiórka funduszy, aby z powrotem mógł pływać. żaglowiec funkcjonuje jako obiekt muzealny.
Kiedy zeszliśmy z pokładu Gorch Focka pomału zapadał zmrok. Ruszyliśmy z naszą przewodniczką na Stare Miasto. Udało mi się już wtedy wykonać niewiele zdjęć (znalazły się one w jednym z poprzednich wpisów o mieście Stralsund). Ale mimo coraz bardziej przeszywającego chłodu warto było się przejść  uliczkami Stralsundu. Osobiście bardzo podobało mi się to miasto i czułam już przy pierwszym kontakcie, że mogłabym tam żyć.

(fot. Latarnica)

[26.11.2011]

Jesienny rejs vol. 9

Posted by kotmonika under Blog

Po obiedzie w pierwszej kolejności zwiedziliśmy Oceanarium. Na stronie internetowej tego obiektu można przeczytać:
Niemieckie Muzeum Morza w Stralsundzie jest największym muzeum nauk przyrodniczych na północno-wschodnim wybrzeżu Niemiec. Zaliczane jest do 20 najbardziej znaczących ośrodków kulturowo-oświatowych w nowych krajach związkowych Republiki Federalnej Niemiec. Dzięki ponad milionowi zwiedzających rocznie, Niemieckie Muzeum Morza (ze swoimi czterema ośrodkami) należy do najchętniej odwiedzanych ośrodków muzealnych w Niemczech.
Wypada tutaj dodać, że to Oceanarium otrzymało prestiżowy tytuł  Europejskiego Muzeum Roku 2010. Jest najmłodszą filią Niemieckiego Muzeum Morza. Budynek robi niesamowite wrażenie. Jest bardzo nowoczesny, ciekawy bryłą, w sporej części przeszklony. Wszystkie ekspozycje dotyczą zimnych wód mórz północnych, zatem mamy niepowtarzaną okazję zobaczyć to czego np. w Bałtyku nie zobaczymy gołym okiem. Cześć wystawowa jest podzielona na ekspozycje wewnętrzne oraz zewnętrzne np na dachu, z którego pięknie widać miasto, mieszkają pingwiny. Największe wrażenie robią sale z ogromnymi akwariami  – a zwłaszcza takie korytarze, gdzie woda jest wokół zwiedzających i idzie się jakby tunelem na dnie morza. Obiekt wart zobaczenia. Wejściówka nie jest zbyt tania na naszą kieszeń. Osoba dorosła musi zapłacić za bilet ok. 20 Euro. Na parterze naprzeciwko kas znajduje się fantastycznie wyposażony sklep z pamiątkami, księgarnia i papierniczy – trzy w jednym. Dla miłośnika światowych latarni morski może się okazać pułapką zakupową bo na temat niemieckich latarni było sporo książek i albumów a do tego kalendarze, art. papiernicze z sylwetkami latarni, karty do gry, plakaty, koszulki, magnesy, a nawet foremki do pieczenia ciast w kształcie blizy. Ciekawostką może być to, że wiele młodych osób które oprowadzają grupy wycieczkowe to wolontariusze zatem nam przypadła Polka na stale mieszkająca od lat w Stralsundzie przez co oprowadzanie było bardzo sympatyczne i nie wymagało tłumacza.

Poniżej zdjęcia z wnętrz i tarasu górnego z pingwinami. Na zdjęciu, na którym na szybie jest podana odległość od Oceanarium do Gdańska w tle widać nowoczesny most na wyspę Rugię. (fot. Latarnica)

[25.11.2011]

Jesienny rejs vol. 8

Posted by kotmonika under Blog

Po zwiedzeniu pałacu w Schwerinie w godzinach wczesnopopołudniowych przemieściliśmy się autokarem do Stralsundu. Tutaj naszym głównym celem było zwiedzenie Oceanarium, żaglowca-muzeum Gorch Fock oraz spacer po centrum miasta z przewodnikiem.

Stralsund to nadbałtyckie miasto powiatowe w Meklemburgii (Pomorze Przednie) zamieszkałe przez ok. 60 tys. ludności. Bywa nazywany bramą Rugii, bo ma dogodne połączenie drogowe i kolejowe z tą wyspą. Prawa miejskie zyskał już w XIII wieku. Stare Miasto jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Stralsund otaczają stawy oraz cieśnina co czyni jego charakter bardziej wyspiarskim niż lądowym. Miało to też historycznie wielkie znaczenie strategiczne. Na wyspę Rugię można dojechać bezpośrednio przez nowoczesny, spory most (tzw. Rügenbrücke), który imponująco widać z nabrzeża portowego. W XIX wieku miasto miało charakter twierdzy i prowadziło do niego 10 bram. Do dziś zachowały się jedynie dwie. Do największych atrakcji należy najstarsza część czyli Stare Miasto (a w niej m.in. nim rausz i kościół św. Mikołaja), port (bardzo sympatycznie dostosowane dla turystów typowo portowe nabrzeże, przekształcono je tak,aby przewijało się przez nie sporo ludzi – nad samym kanałem portowym liczne sklepy, restauracje, bary, muzea – w tym nowe Oceanarium),  żaglowiec-muzeum, umocnienia miejskie, kościoły, zabytkowe  domy kupieckie i Niemieckie Muzeum Morskie mieszczące się w kościele św. Katarzyny. Jego uzupełnieniem jest oceanarium. Aby nabrać sił do dalszego zwiedzania byliśmy najpierw na Starym Mieście na obiedzie w bardzo ładnej restauracji w stylu starej tawerny (liczne belkowania, surowe ściany, ciężkie drewniane ławy), a potem ruszyliśmy do oceanarium, na pokład żaglowca i spacer po mieście.

Poniżej zdjęcia miasta Stralsund wykonane zarówno przed obiadem, jak i wieczorem podczas zapadania zmierzchu. Na ścianie przy wejściu do jednej restauracji przy kanale portowym wypatrzyłam malunek z latarnią morską Hiddensee. (fot. Latarnica)

[24.11.2011]

World Cat Show – Poznań vol. 3

Posted by kotmonika under Blog

Prezentując dwukrotnie fotorelację z tak ważnej dla wszystkich kociarzy imprezy jaką jest wystawa światowa pominęłam dotychczas najważniejszych jej uczestników czyli koty. Pokazałam już to co można było nabyć dla mruczków lub ozdób do wnętrz o kociej tematyce a teraz przyszła pora na złapane obiektywem futrzaki. Chyba już wspominałam, że moje sercem zdecydowanie ukradły koty bengalskie – bardzo przyjazne do ludzi  i jak wyczytałam w internecie – o psiej naturze. Poza pozytywnymi cechami charakteru mają przepiękne futerka o regularnych cętkach. Bywają w jaśniejszych i ciemniejszych umaszczeniach. Zdarzają się nawet takie z wyraźnymi ciemnymi pasami wzdłuż grzbietów -jak u młodych dzików. Ale wykonując zdjęcia starałam się nie faworyzować żadnej rasy, a chciałam  pokazać różnorodność kociego świata. Poniżej pierwsza galeria piękności. (fot. Latarnica)

[23.11.201]

Jesienny rejs vol. 7

Posted by kotmonika under Blog

Kolejny dzień wycieczki przywitał nas mroźnym porankiem, ale na szczęście spowitym w słońcu, co w późniejszych godzinach przełożyło się na całkiem znośną temperaturę. A co najważniejsze światło do wykonywania zdjęć było idealne. A do fotografowania czekał bardzo wdzięczny obiekt – pałac w Schwerinie (miejscowości, w której nocowaliśmy). Na pierwszy ogień zwiedzaliśmy miejscowe muzeum malarstwa z bardzo ciekawym zbiorem obrazów z rożnych epok. Prosto z muzeum przeszliśmy pieszo przez plac, na którym trwały prace budowlane – zapewne po ich zakończeni cały ten teren będzie ładnie zagospodarowany – bo przy nim znajduje się również ciekawy i imponujący budynek opery.  Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy i już wkroczyliśmy na drogę wiodącą prosto do pałacu.

Jego wielowiekową historię można znaleźć na wielu stronach internetowych więc nie będę jej przytaczać. Ale sam budynek, a raczej kompleks pałacowy jest niezwykły. Jak z bajki… Staje się pod nim i naprawdę oczy się szeroko otwierają z wrażenia. Historia tego miejsca sięga wieku XIV kiedy to książęta Meklemburgii przenieśli swoją rezydencję na wyspę zamkową w Schwerinie. Ze wzniesionych wtedy budynków zachował się tylko tzw. dom biskupi położony od strony jeziora. Przez wieki pałac ulegał zmianom, przebudowom, rozbudowom. Trawiły go pożary. Przeszedł wiele remontów i renowacji. Wszystkie zmiany od roku 1500 są dobrze udokumentowane. Obecnie jest w tak dobrej kondycji bowiem w części jego sal mieści się parlament Meklemburgii. Dzisiejszy zamek jest klasycznym przykładem romantycznego historyzmu. Do tego przyczynili się czterej główni architekci, którzy wzorowali się francuskimi zamkami nad Loarą. Obiekt jest udostępniany do zwiedzania. Dysponuje młodymi przewodnikami, którzy oprowadzają wycieczki w kilku językach. jego wnętrza są bardzo ładnie zachowane i wyposażone. Ale równie atrakcyjne jest jego otoczenie na wyspie. To tam zrobiłam najlepsze zdjęcia i  gdziekolwiek się obejrzałam tereny zachwycały. W przypałacowym parku znajduje się m.in. bindaż (przypomnę, że u nas podobną formę ozdoby parkowej można zobaczyć np. w Kołobrzegu, zdjęcia z nim zamieszczałam już w jednym z wpisów). Bindaż to charakterystyczna struktura w alejce parkowej obsadzanej drzewami z obu stron w taki sposób że rosnąc stworzą one sklepienie – tunel w którym z przyjemnością w ciepły dzień spacerowano. Bindaże wywodzą się z renesansu, były popularnym elementem ogrodów barokowych. Poniżej wybór zdjęć wykonanych podczas zwiedzania pałacu. Pałac robi kolosalne wrażenie nocą, bo jest pięknie podświetlony. (fotografie – Latarnica, poza 2 nocnymi ujęciami)

[22.11.2011]

Wszystkie tygodniowe wpisy z propozycjami prezentowymi wzbudziły sporo emocji i komentarzy. Obudziliśmy w sobie na nowo to wewnętrzne dziecko, które widząc takie zabawki wyciąga ręce i krzyczy: Chcę, chcę! W jednym z wpisów pokazywałam ładne puzzle z motywem latarnianym, a teraz natrafiłam w sieci  jeszcze na puzzle 3D (nie potrzeba do nich żadnego kleju, wszystkie elementy pięknie do siebie pasują). Wykonane są w całości z drewna, można jeszcze puścić wodzę fantazji i nie zostawiać elementów w surowym drewnie tylko pomalować je wg własnego uznania. Dużym atutem jest też ich koszt – komplet na portalu aukcyjnym kosztuje 10-13 zł. Poniżej zestawy: latarnia I, Latarnia II i Latarnia III. Producent podaje, że puzzle nadają się dla przedziału wiekowego 3+.

Natomiast w dziale klocków -poza prezentowanym wcześniej zestawem LEGO – znalazłam klocki Playmobile – zestaw przeznaczony dla dzieci powyżej 4 roku łączący tematykę latarnianą z militarną: nadmorski bastion (twierdza) z wojskiem, które go broni przed nieprzyjacielem. Całkiem sympatyczny w formie.

[21.11.2011]

Koniec roku i czas świąt zawsze kojarzy mi się z wymianą kalendarzy. Należę jeszcze do tych ludzi „starej daty”, którzy używają kalendarzy i to nawet kilku. Jeden jest w domu do bieżących notatek, drugi zazwyczaj wisi w domu na ścianie i zdobi zdjęciami, inny wożę codziennie do pracy jako osobisty notatnik i pamięć podręczną, jeszcze inny używam w pracy do spraw służbowych. Jestem zatem idealnym nabywcą na tego typu produkty.

Kalendarze dla kociarzy prezentowałam jesienią – polecałam mój ulubiony czyli Kot Simona – w sumie ładny i warty zakupu jest każdy z tej z serii – czy to naścienny czy taki jak książka  – czyli Kot Simona na każdy dzień.

Dlatego dziś skupię się wyłącznie na naściennych, działających na zmysły zdjęciami – kalendarzach z latarniami morskimi. Niestety nie znalazłam żadnego rodzimej produkcji. Jeden  jedyny raz przed kilku laty udało mi się zakupić w Darłówku kalendarz z polskimi blizami, a raz wyprodukowało takowy TPCMM z Gdańska dla swoich członków. Zatem poniższe propozycje pochodzą z księgarni i sklepów zagranicznych. Bardzo dużo znajdziecie na www.calendars.com. Jest w czym wybierać. Poniżej tylko kilka z ich bogatej oferty. Tym wpisem kończę tygodniowy cykl z motywem przewodnim – prezentami. Może jeszcze do niego wrócę. Na razie nie wiem. Mam nadzieję, że te mniej i bardziej szalone propozycje spodobały się Wam. A może i zainspirowały do świątecznych zakupów.

[20.11.2011]

Dziś bardzo nietypowy prezent. Może mniej odlotowy jak wczorajsza sofa, ale mało kto kupuje w okresie świąt zestaw mebli. Spójrzmy jednak na to tak, że teraz jest pomyślny czas na zaplanowanie takiej wymiany wyposażenia wnętrza i możemy tego dokonać w dogodnym dla nas czasie. A prezent będzie po raz kolejny skierowany do dzieci (ale czyż nie sprawia na ogromnej przyjemności obdarowywanie ich?). Jeśli macie w domu małego pirata czy też miłośnika morza, nawigacji (czytaj: latarni morskich), żeglugi, wszelakiej maści pojazdów pływających  i innych morskich klimatów to zestaw mebli STATEK firmy Baby Best jest idealnym wyposażeniem do dziecięcego pokoju. Nie jest to tani zakup (bowiem ubogi zestaw podstawowy złożony z łóżka, biurka, szafy i regału kosztuje ponad 4 tys. zł)  a można jeszcze dokupić elementy dodatkowe co widać na załączonym zdjęciu. Sprzedaż zestawu STATEK prowadzi np. portal www.mebelkowo.net.pl. Mnie oczywiście najbardziej podoba się szafa, bowiem na jej drzwiczkach jest motyw z latarnią morską. A tak poza tym zawsze podobały mi się  morskie czy marynistyczne wnętrza. A już akcenty z latarniami, plażą, mewami, statkami itd. uwielbiam.Poniżej przykładowa aranżacja pokoiku. Fot. z portalu mebelkowo.

Dla równowagi tematycznej ta sama Firma oferuje zestaw mebelek dla małej kociary. Zestaw o wdzięcznej nazwie Kotek kosztuje już o prawie tysiąc złotych mniej niż poprzedni. Poniżej przykładowa aranżacja z portalu mebelkowo.

[19.11.2011]

O dzisiejszym produkcie nie wiem niestety nic, poza faktem że istnieje. Zatem nie mogę podać, gdzie można go nabyć, za ile i czy w ogóle nie jest tylko przedmiotem pojedynczym i unikalnym. Ale skradł mi serce jako miłośniczce domowych mruczków, więc trafił na moją całkowicie subiektywną listę propozycji prezentowych. Podczas zwiedzania w październiku World Cat Show uwieczniłam (co również prezentowałam tutaj w jednym z wpisów) sympatyczne sofy zaprojektowane tylko dla kotów – takie same jak dla ludzi tylko zminiaturyzowane i nawet rozkładające się. Dziś będzie coś dla nas – dwunogów, ale w kociej formie. Gigantyczna sofa-kot do której można się przytulić. Rzecz zupełnie niepraktyczna, ogromniasta na nasze małe pokoje i salony, ale piękna – bo kocia. Zatem być może uśmiechniecie się do tego zdjęcia, podobnie jak zrobiłam ja gdy je odkryłam. Wygląda jak motyw ze snu, jak scena z innej nieznanej wersji Alicji w Krainie Czarów. I tak musi to wyglądać, bo koty to zaczarowane stworzenia, najdoskonalsze z możliwych. A więc Panie i Panowie: oto sofa do przytulania się!

[18.11.2011]

 

Nawet tak znany i popularny koncern jak duńskie LEGO nie zapomniał o młodych miłośnikach latarni morskich i wypuścił na rynek ciekawy zestaw klocków tematycznych. Mam na myśli zestaw nazwany Latarnia morska z serii Creator dla dzieci w wieku 8-12 lat, w skład którego wchodzi ponad 500 klocków. W laternie można uruchomić światło!  Zestaw posiada specjalny świecący klocek, który włącza oświetlenia wieży pod wpływem nacisku na dach latarni. Oto co o tym produkcie pisze dystrybutor:

W tym zestawie znajdziecie wszystko co jest Wam potrzebne w bezpiecznej zatoce oceanu. Schowajcie swoją łódź do specjalnego hangaru, włączcie światło ostrzegawcze w swojej latarni, a potem możecie udać się na pyszne danie do swojej restauracji. Na pewno podają tam owoce morza. Dzięki lornetce możecie obserwować wszystkie wpływające do portu statki. Gdy naciśniecie odpowiedni przycisk zapalicie światło, a po przekręceniu lustra będziecie mogli ostrzec inne statki przed ogromną mgła i naprowadzić ich do portu. Kiedy dopłyną do Waszej wyspy możecie zaprosić ich na ciepły posiłek i żeglarskie opowieści. W skład zestawu wchodzi: 1 figurka, koło ratunkowe, kwiatek, ryba na grillu i wiele innych ciekawych elementów.

My możemy dziś jedynie westchnąć i pomruczeć pod nosem, że za naszych czasów to takich zabawek nie było. Ale warto może znaleźć kogoś w rodzinie w odpowiednim przedziale wiekowym i pobawić się podczas świąt tą latarnią! LEGO to klocki rozwijające fantazję i kreatywność dziecka. Koncern istnieje od lat 30-tych XX wieku i obecnie zatrudnia 8 tysięcy pracowników. Ma swoich zwolenników także pośród osób dorosłych. Świadczą o tym liczne na całym świece zloty fanów, podczas których oczywiście wszyscy bawią się klockami. Nie będę ukrywać, ale także i dla mnie posiadanie tych klocków za dziecka było szczytem marzeń. Niestety znałam je tylko ze zdjęć.

[17.11.2011]


Lubicie grać w karty czy układać puzzle? A na dodatek te rozrywki byłyby o wiele przyjemniejsze, gdyby miały motywy z latarniami morskimi? W obecnych czasach nie ma nic niemożliwego. Amerykańska strona internetowa miłośników latarni usalight.com ma bardzo rozbudowany sklep tematyczny, a w nim znajdziemy zestawy kart do gry z poszukiwanymi motywami. Natomiast polskie już sklepy i księgarnie internetowe oraz rodzime i światowe portale aukcyjne oferują ciekawe puzzle o różnym stopniu trudności (tj. ilości elementów) – tradycyjne jak i 3D z wizerunkami latarni. Nic tylko logować się i kupować!

[16.11.2011]

Poniżej karty do gry:

Poniżej puzzle:

Subscribe to LATARNICA