LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Grudzień, 2011

Nadchodzi Nowy Rok!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dla mniej i bardziej kreatywnych

Posted by kotmonika under Blog

Kolega z pracy powiedział mi o istnieniu świetnej stronki internetowej z pomysłami do samodzielnego wykonania różnych ozdób domowych i prostych prezentów. Pomysły można podpatrzeć TUTAJ, a ja sobie pomyślałam po przejrzeniu na wyrywki kilkudziesięciu prac, że w wielu z nich można wykorzystać motywy latarniane, kocie czy książkowe – czyli moje ulubione. Na dobry początek wystarczy przejrzeć sobie zakładkę „popular”, aby zobaczyć jak w wielu dziedzinach można coś sympatycznego wykreować. Jak klikniecie w dany pomysł zostaniecie przełączeni na jakiś autorski blog i tam często krok po kroku można prześledzić powstawanie takiego artystycznego przedmiotu. Idea warta popularyzacji i zachęcam do samodzielnych prób. Ja chyba na coś też się skuszę, ale muszę skompletować materiały i odpowiednie motywy. Poniżej kilka pomysłowych prac rękodzielniczych. Fotografie z blogów autorskich.

[30.12.2011]

Tak szybko mijają święta…

Posted by kotmonika under Blog

Każde święta są inne, nie ma takich samych chwil, emocji, otoczenia, ludzi… Zawsze będzie jakoś inaczej – lepiej lub gorzej. Najpiękniej zachowują te momenty fotografie, im więcej lat minie od ich zrobienia tym większe wzbudzą emocje i przywołają tamten czas. Dlatego staram się łapać w kadry drobinki świąt. Zamiast długich opisów poniżej fotorelacja z 3 świątecznych dni spędzonych w 3 różnych domach. A w każdym było miło, pięknie i ciepło – dzięki ludziom, którzy budowali tą atmosferę. Wszem i wobec ogłaszam, że Boże Narodzenie 2011  jest już za nami i stało się historią.  Jednymi z wielu świąt. Jakie były na mapie naszego życia?  Najlepiej ocenią to przyszłe lata.

Fot. Latarnica.

[29.12.2011]

I stuknął nam razem roczek!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Rok temu był ogromny mróz, zaspy osiągały wysokość kilkudziesięciu centymetrów, samochód się wręcz odkopywało i odmrażało. A my w te zimowe południe – słoneczne i białe – ruszyliśmy 28 grudnia 2010 roku do schroniska dla zwierząt. Jechał z nami nowy nabytek – pusty wiklinowy transporter, który nie miał już wracać bez zawartości. I tak staliśmy się posiadaczami kocura, który gabarytami górował nad wszystkimi mruczkami w kociarni – ale wielkość to jedno, a wielkie kocie serce pragnące zbliżyć się do ludzi ujęło nas do głębi. W końcu kot miał całkiem niedawno swój spokojny dom, właścicielkę i liczne rodzeństwo, a teraz ich rozdzielili po domach, a pani i znajomy świat zniknęli na zawsze. Odtąd Error miał stać się mieszkańcem naszego małego mieszkanka. Od pierwszych chwil był śmiały i szybko ruszył w nieznane obchodząc cały teren. A potem w pierwszych kilkunastu minutach położył się na pleckach i dał nam brzuszek do głaskania jako znak pełnego zaufania i akceptacji. Dziś – rok później – nie spodziewał się że czeka go popołudniu miła uroczystość z okazji roczku bycia razem. Odmienił nasz świat, ale pewnie i ten jego zmienił się na zawsze. W międzyczasie zdążył doświadczyć leniwych, letnich dni na działce rekreacyjnej pod miastem, gdzie z dumą odpoczywa pod drzewami lub na nich, był też na swoich pierwszych wczasach nad polskim morzem. Mam nadzieję, że jeszcze wiele pozytywnych wrażeń przed nim. Roczek obeszliśmy skromnym toastem, a kocur dostał najlepszy pasztet jaki można było nabyć z jego ulubionego kurczaka, który ze smakiem (ach jakie głośne było jego mlaskanie podczas posiłku) zjadł.

Poniżej fotorelacja z naszej małej „rodzinnej” uroczystości. Fot. Latarnica.

[28.12.2011]

Ciekawostka aukcyjna

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Święta 2011 właśnie przeszły do historii. A jedyny plus z tego jest taki, że mam czas na chwilkę usiąść przed komputerem i zajrzeć na moje ulubione stronki, także te aukcyjne. Robiąc przedświąteczne wpisy z pomysłami na prezenty, w których motywem przewodnim były m.in. latarnie morskie wyszukałam i puzzle, i lampki, i meble, i klocki… Ale nigdy nie trafiłam na taki latarniany gadżecik jak ten poniżej. Jeśli komuś niestraszne tego typu motywy we wnętrzach to można nabyć oryginalne żalujze okienne z latarnią morską. Będą nie tylko chronić przez niepożądanym światłem ale i z naszego okna zrobią ozdobny obraz. Może się podobać lub nie – jedno pozostaje pewne – mamy kolejne miejsce w domu, które można „wypełnić” tak sympatycznym motywem. Fot. z aukcji internetowej.

[27.12.2011]

 

II dzień Świąt

Posted by kotmonika under Blog

Trwają święta – tak często wokół nas w tym czasie pojawia się słowo-miejscowość Betlejem. Jako mieszkańcy Europy Środkowej mamy jakieś swoje wyobrażenie tego miejsca, ale powstałe już w dzieciństwie, albo przeobrażające się z kolejnymi upływającymi latami. Ja miałam to szczęście być w październiku tego roku osobiście w Betlejem. Odtąd święta zawsze będą już inne, odtąd czytania z Pisma Świętego nie są imaginacją, bo mam gdzieś w głowie i pamięci bazę – obrazy tych wszystkich najważniejszych miejsc. Poniżej współczesne Betlejem – nowa i starsza zabudowa, widok na Pola Pasterzy, świątynia w kształcie namiotu pasterskiego i jej wnętrze. Fot. Latarnica.

[26.12.2011]

I dzień Świąt

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Przed świętami dużo się dzieje, jest pęd, pośpiech, kończenie rozpoczętych prac  i potem już w domu te gorączkowe przygotowania. W święta wszystko zwalnia, przystaje – jakby się dziwowało temu wszystkiemu co robiliśmy przez ostatnie dni. Ja zawsze podziwiam te osoby, które mają czas na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem na nie tylko myślenie strategiczne o nim, ale i zaczynają wyrabiać choćby ciasto na pierniki – bo jak wiadomo najlepsze jest to, które przeleży zamrożone kilkadziesiąt dni.W ostatni dzień pracy spotkało mnie miłe zdarzenie. Otrzymałam w prezencie domowe pierniki w kształcie kotów – co sprawiło podwójną radość. Pięknie wyglądają na stole, aż żal mi je zjeść. Sama mam wiele foremek na pierniczki, ale kocich kształtów nie posiadam. Trzeba to będzie nadrobić. W Niemczech jesienią, w akwarium w Stralsundzie, widziałam w sklepiku foremki w kształcie latarni morskich, co również przyspieszyło bicie mego serca, ale cena w Euro nie była przyjazna. Poniżej koty-pierniczki oraz kocur w bliskim kontakcie z choinką i gałązkami, które pachniały nie tylko lasem, ale jak podejrzewam i wolnością dalekiego świata. Fot. Latarnica.

[25.12.2011]

Cicha noc, święta noc…

Posted by kotmonika under Blog

Dziś Wigilia. Najpiękniejszy wieczór w roku – który doświadczyliśmy tyle razy ile mamy lat. Różne są te Wigilie,  bo  każdy rok jest inny, zmieniają się czasy i ludzie, z którymi siadami do stołu. Nie wiemy czy mamy ich wiele przed sobą, czasami nie doceniamy takich chwil, ale z wiekiem zaczynamy do świąt podchodzić bardziej duchowo, a otoczka staje się już mniej istotna. Z roku na rok z coraz większym zdumieniem obserwuję narastający konsumpcjonizm. To co dzieje się w mediach i sklepach przypomina jakieś zbiorowe szaleństwo. Mierzi mnie to coraz mocniej,  ale nie wierzę aby kiedykolwiek to już przystopowało. Odkąd w październiku odwiedziłam Ziemię Świętą żadne Boże Narodzenie nie będzie już takie jak kiedyś. Ja widziałam te wszystkie ważne miejsca na własne oczy i teraz kiedy słyszę słowa Betlejem, Nazaret, jezioro Galilejskie przenoszę się natychmiast w tamte miejsca i czuję ich zapach, klimat, kolory, specyficzne oświetlenie słoneczne… Zamiast pokazywać rodzime, bardzo szare i jakieś takie smutne tego roku ulice (śnieg dodatkowo robi nastrój, a jak dotąd nie było go jeszcze tej zimy) popatrzcie na świąteczny jarmark w Berlinie. Zdjęcia (wykonane przez moją siostrę) pochodzą sprzed tygodnia – były robione w ostatni tydzień przed świętami. Niestety padał deszcz, ale klimaty całkiem sympatyczne i bardzo świąteczne…

[24.12.2011]

Święta tuż, tuż…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Latarnia KIHNU

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu tej latarni (chyba, że akurat jakoś los skierowałby mnie do Estonii), gdyby nie oglądanie kolejnego odcinka serialu dokumentalnego o wybrzeżu Bałtyku. Wspominam o nim w jednym z grudniowych wpisów, bo naprawdę sposób ujęcia tematu robi wrażenie i ukazuje wiele nadbałtyckich latarni morskich. Ostatnio trafiłam na odcinek o wybrzeżu Estonii – kraju ogromnej ilości wysp (ma ich ponad 1500, a my Polacy cieszymy się tym co mamy – wielka szkoda że nie trafiło się nam więcej, bo byłoby też więcej latarni). Dzięki dokumentowi o Estonii usłyszałam po raz pierwszy o wyspie Kihnu, a niedługo potem zobaczyłam też tą latarnię.

Kihnu to niewielka wyspa w Zatoce Ryskiej, należąca do Estonii Jest siódmą co do wielkości wyspą tego kraju.  Liczy około 500 mieszkańców. Przez lata izolacji wyspiarze zachowali unikatową kulturę: mają miejscową gwarę, zwyczaje, legendy, ludowe pieśni oraz charakterystyczne stroje. Tak naprawdę to bliżej im do kultury skandynawskiej. Znalazłam też informację, że w 1565 roku król Danii scedował wyspę unii polsko-litewskiej. Do roku 1600 wyspa należała do Polski (wyłączając lata 1575-1582 – kiedy władzę sprawowała nad nią  do Rosji). W 2003 roku Kihnu  została wpisana na listę UNESCO – gdzie ujęto ją jako Arcydzieło Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości.
Latarnia morska Kihnu znajduje się na najbardziej wysuniętym na południe krańcu wyspy, który nosi nazwę Pitkänä. Latarnia nie jest tworem miejscowym. Została tu przeniesiona w 1864 roku z Anglii. Była przedpodróżą zdemontowana na części i dopiero na wyspie z powrotem złożona w całość. Jest to jedna z niewielu żeliwnych wież. Jej kolor jest biały, ma stożkowaty kształt. Wysokość światła wynosi 29 m n.p.m., wysokość wieży 28 m. Zasięg światła wynosi 11 Mm (białe) i 7 Mm (czerwone). Posiada aparat Fresnela. Poniżej zdjęcia latarni i jej lokalizacja na wyspie – wszystkie pochodzą z internetu.

[22.12.2011]

21 grudnia aneks – pierwszy śnieg!

Posted by kotmonika under Blog

Tego wpisu by nie było, gdyby nie wiekopomna chwila pogodowa. Trzy dni przed Wigilią spadł pierwszy tej zimy śnieg. Oczywiście miasto totalnie to sparaliżowało i wszyscy sunęli po ulicach wolniutko przez co tradycyjnie stało się w dłuuugich korkach. A ja musiałam jeszcze po pracy przeprawić się na czas do umówionej wizyty u stomatologa. Uff – udało się. Gorzej było już z powrotem do domu. Biedny kocur siedział już w oknie i wypatrywał mnie. Gorączka zakupowa wciąż trwa, a tym samym ruch na ulicach o wiele większy. Ja skończyłam dziś kupowanie i pakowanie prezentów. W tym temacie wszystko wykonane. A od jutra ostatnie spożywczo-warzywne zakupy i zaczynam przygotowania kulinarne i ostatnie porządki. Fot. Latarnica.

[21.12.2011]

Profesjonalna sesja

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Jesienią wzięłam udział – o czym donosiłam także na blogu – w akcji kalendarzowej Dobra adopcja 2012. Był to konkurs organizowany przez miesięcznik i portal cztery-lapy.pl, promujący przemyślane akcje adopcji zwierząt. Do finałowej szóstki nie dostałam się (poza 6 anonimowymi osobami pozostałe karty kalendarza wypełniają znane osoby i ich pupile), zatem nagroda w postaci profesjonalnej sesji ze swoim zwierzakiem ominęła mnie. Ale sam pomysł nadal bardzo mnie kusił, bo co innego domowe, amatorskie  zdjęcia naszego czworonożnego przyjaciela, a co innego profesjonale studio i zdolny fotograf za obiektywem. Niespodziewanie samo życie podsunęło mi taką okazję – nie mogłam z niej nie skorzystać.

Wiedziałam, że kot nie będzie łatwym modelem, że ciekawski Error  w nowym otoczeniu przez pierwsze godziny musi wszystko obejść, powąchać, dotknąć. A na to nie będzie czasu. Jednak mimo wszystkich potencjalnie piętrzących się trudności pewnego sobotniego grudniowego południa został zapakowany i pojechał do fotografa.  Jak przypuszczałam nowy teren to ciekawy teren. Najbardziej kusiło go duże okno za rozpiętym na stelażu tłem, gdzie co chwila nam uciekał. Ale aparatu i błysków oświetlenia  w ogóle się nie bał, jednak cierpliwości mu brakowało i nie mógł pojąć skąd nagle tak ciągle musi być na rękach i to najlepiej nieruchomo. Mimo trudów i zmęczenia i ludzi i kota sesja się udała.

Poniżej na zdjęciach: przygotowania do ustawienia tła i świateł, Error w transporterze czeka na swoją kolej i  w swoim ulubionym okienku na poziomie ulicy – ale ciekawie stamtąd prezentował się świat! I na koniec przykładowy efekt zdjęć u profesjonalisty. Fot. z planu Latarnica.  Fot. z sesji autorstwa mojego męża. Dziękuję Kochanie!

[21.12.2011]

Najlepsze powieści 2011 roku

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

Nie wiem czy ktokolwiek śledzi na tym blogu moje zapiski z przeczytanych w danym roku lektur wraz z ocenami końcowymi (stosuję starą szkolną skalę ocen od 2-5). Dla mnie są one istotną kroniką mojego czytelnictwa minionych lat, choć czas pokazuje nieubłaganie, że z roku na rok ta ilość niepokojąco spada. I niestety znam winowajcę takiego stanu rzeczy: coraz większy pęd życia i wzrastające obowiązki, minimalny czas wolny, przemęczenie i stres. To wszystko odbija się na stanie ucha, który w moim przypadku musi być gotowy do wejścia w lekturę. Niestety nie mam tak, że jeśli pojawiają się jakieś problemy – potrafię uciec w inny świat, którym może być np. lektura. Ja wtedy nie umiem ani czytać, ani oglądać filmów, ani słuchać muzyki.

Końcówka każdego roku to czas na podsumowania. Wydaje mi się, że uda mi się przeczytać jeszcze jedną książkę na konto tegorocznego spisu toteż już dziś pokuszę się o zaprezentowanie pierwszej piątki najlepszych lektur tego roku – ale w kategorii powieści. Specjalnie pomijam tu wszystkie publikacje na tematy okołolatarniane i kocie, bo one zawsze dają ogromną satysfakcję.

Poniżej okładki 5 książek, które najmocniej mnie poruszyły. Tak się jakoś złożyło, że trzy pochodzą z poznańskiego wydawnictwa Zysk i tej samej serii Kameleon. Nie chcę tutaj niczego recenzować, informacje o każdej można znaleźć w internecie i to wszelakie sposoby. Nie będę też ręczyć, że mogą spodobać się komuś innemu tak jak mnie, ale podam krótkie uzasadnienie przy każdej pozycji, nie wyczerpujące oczywiście ich pełnej palety zalet. Oczywiście kolejność przypadkowa – każda książka w tym roku wygrała.

Wieża sokoła – Katrzyny Rogińskiej – genialny thriller psychologiczny, którego akcja rozgrywa się w sporej części w moim ukochanym Gdańsku, potwornie mroczna historia objawiająca w losach bohaterki koszmar, którego obawia się wiele kobiet. Moje wielkie odkrycie rodzimej pisarki.

Cichy pokój – Lori Schiller – naturalistyczna, wstrząsająca relacja osoby, która zachorowała na schizofrenię  – historia popadania w szaleństwo i wychodzenia z niego. Na długo zapada w pamięć.

Pożegnanie z Gemmą – Katy Gardner – mój drugi kontakt z powieścią tej brytyjskiej pisarki, pierwsza rzuciła na kolana, a druga potwierdziła jej talent. Wstrząsająca historia wyjazdu dwóch przyjaciółek do Indii. To miała być podróż ich życia, która zamieniła się w koszmar.

Dama z jednorożcem – Tracey Chevalier – dla mnie pisarska marka, każda powieść to strzał w dziesiątkę. Autorka zawsze wplata w swoje historie istniejące dzieła z historii sztuki i wokół nich i określonej epoki tworzy fascynująī odtworzony z detalami świat, w którym mieszają się zapachy sprzed wieków i tajniki największych mistrzów malarstwa, rzeźby czy gobeliniarstwa. W tym przypadku bazą jest gobelin Dama z jednorożcem.

Anioł panny Garnet – Saley Vickers – kolejna sprawdzona pisarka, ponownie cudowny świat handlarzy dzieł sztuki i konserwatorów zabytków. A wszystko w pejzażu Wenecji poza sezonem. Wątki historyczne, miłosne, kryminalne… czyta się jednych tchem i marzy o natychmiastowym spakowaniu walizki i zobaczeniu tego o czym pisze Vickers na własne oczy. Lata temu zachwyciła mnie jej powieść Wakacje pana Łaskawego – z genialnym zaskakującym finałem.

A Wam trafiło się jakieś literackie odkrycie roku? Napiszcie o swojej książce roku jeśli taka się przytrafiła.

[20.12.2011]

Już minęła połowa miesiąca, a jeszcze nie przedstawiłam nowego odcinka kotów Czytelników bloga. W tym kończącym stary rok odcinku przedstawiam dwie kocie piękności z Chicago. Poznajcie Kidka i Lucy. Dwa różne charaktery, bo i zupełnie inne pokolenia. Ale tradycyjnie niechaj przemówi  osoba, która je najlepiej zna – Ania:

Kotek czarny ma na imię formalnie (w papierach) Kitty, ale mówimy  na niego Kidek, Palominek, Mordeczka. Ma 16 lat,  jednak nie wygląda i nie zachowuje się jak emeryt. Został przygarnięty z ulicy we wrześniu 1995 roku. Wcześniej chodził w parze, ze swoją mamusią, która miała przetraconą tylna łapkę i wlokła ją za sobą. Tak chodzili po okolicy, mama ze synem. Jednego dnia mama zniknęła i już więcej nie było jej widać, a Kidek został sam. Szybko znalazł mieszkanie u kolegi. To był (pisze był, ale kot oczywiście żyje- wytłumaczę dalej o co chodzi) najlepszy kot na świecie, o naturze bardziej psa niż kota, bardzo towarzyski, dosłownie coś niesamowitego. Mówił (tak, tak) do nas i mówi nadal ale już nie tyle, a szkoda. Nigdy nie podrapał, natura bardzo pokojowa i niesłychanie dobry kot. Inteligentny, dla mnie to sfera wyższa kociej rodziny, jeśli taka istnieje – co najmniej po Harvardzie. Kot z darem wyczuwania gdy z człowiekiem dzieje się coś poważnego zdrowotnie, doświadczyłam tego na sobie. Kot nad koty, jedyny i kochany.

Kotek szaro-niebieski: ma na imię( formalnie w papierach) Lucy, inne  używane imiona to: Szara, Kitka,
Niedobra. Ma około 3 lat, przygarnięta została również prosto z ulicy. Postrach Kidka od pierwszej minuty. Zazdrosna o wszystko i wszystkich, atakuje Kidka, że aż krew się leje. Nie mogą się zgodzić. Czasami uda się, ze śpią razem na łóżku ale to święto. Kocica żeby nie brudzić sobie piasku w pudełku załatwia się u Kidka . Jest bardzo żywa i płochliwa. Wygląda na to, że  lubi bardziej kobiety niż mężczyzn, jak się jej coś nie podoba to mruczy, czasem dziabnie pazurem jak trzeba. Jest ze sfery kotów nizższej klasy, powiedzmy High School.

Kidek bardzo się zmienił od czasu kiedy Lucy zamieszkała razem z nim. Nie lubi już pieszczenia, głaskania, jest nerwowy i nie ma cierpliwości, dziabnie i ugryzie czasami (swego pana czy gości). Tak to „baba” zmieniła jego spokojne życie i charakter.
Oba kotki są bardzo fajne, żeby tylko się mnie biły to byłoby naprawdę super. Na zdjęciu Lucy widać, że ma świeże ranki na pyszczku, a i Kidek ma stare ranki na pyszczku. Jest jeszcze nadzieja, ze się w końcu dogadają, ale mijają już 2 lata jak są razem i nic z tego.

Takie sytuacje jak na fotce poniżej  to wielka rzadkość , najtrafniejszy podpis do tej sceny to: Bohaterowie są zmęczeni.

I na koniec jeszcze krótka historia, o tym co ostatnio przydarzyło się Kidkowi.

Miesiąc temu kocur musiał zostać ogolony, bo się jemu sierśc bardzo skudłaciła na tułowiu i nie można było tego w ogóle rozczesać. Weterynarz ogolił i kot czuje się 100 procent lepiej, jest bardziej ruchliwy, z życiem i energią. Musialły go te kudły „mordować”. Druga fotka pokazuje  jak podjada indyka , bo go uwielbia. Widać też jak już sierść odrosła troszkę przez ten czas.

Fot. Ania. Bardzo ci dziękuję za te kocie historie!

[19.12.2011]

Leczniczy plusz

Posted by kotmonika under Blog

O tym, że pluszaki – a zwłaszcza misie – leczą skołatane dusze i cierpienia ciała wiadomo nie od dziś. Właśnie dlatego od wielu już lat karetki przewożące dzieci po wypadkach są również – poza fachową aparaturą – wyposażone w misiaki. Bo kiedy mały człowiek przytuli się do takiego przyjaciela wiele trosk znika, a ból jest mniejszy. Pluszaki ratują od zła tego świata. Dlatego tak często są wymieniane w listach do św. Mikołaja i znajdowane pod choinką.  Kilka dni temu pisałam o zbiorowym pożegnaniu w pracy starego komputera Macintosh. Ale coś odchodzi, aby coś przybyło. A nam przybył do studia komputerowego miś. Pewnie złapiecie się za głowę myśląc, że sami dorośli ludzie, a powariowali i zinfantylnieli. Ale będziecie w błędzie! Zapraszam do dowolnego studia graficznego w okresie przedświątecznym (czasami ten czas to ostatni kwartał roku bowiem wtedy startują akcje typu kalendarze, planery, podkłady biurkowe, reklamy, kartki świąteczne, zaproszenia na spotkania, aktualizacje i dodruki katalogów, świąteczne kampanie reklamowe itp. itd.)  Natężenie ilości prac i stresu związanego z kontaktami z przeróżnymi Klientami sięga wtedy zenitu. Bo obie strony są w stresie i walczą z czasem i funduszami przeznaczonymi na dany rok, które to się kończą, a tyle jest jeszcze spraw do załatwienia… Zatem na te trudne chwile przybył do nas Julek (bo imię musi miś mieć) i kto już nie może ten z Julkiem załatwia swoje napięcia i spory. Misio siedział na półeczce pewnego second-handu i nie mógł tam pozostać, bo tak mu dobrze z oczu patrzało. Futerko też ma pierwsza klasa, choć już widać że swoje przeżył. Wystarczy na niego spojrzeć a staje się jasne, że leczy najgorsze zatargi i przypadłości. Przed nami ostatni przedświąteczny tydzień pracy – może być ostro, trudno, nerwowo ale z Julkiem nic nam nie straszne. Witaj w naszej załodze! Fot. Latarnica.

[18.12.2011]

Subscribe to LATARNICA