LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Styczeń, 2012

W jednym z styczniowych wpisów narzekałam trochę, że nie ma już ładnych kartek pocztowych z latarniami wydawanymi okazyjnie np. na święta. Cóż, po znalezieniu na aukcjach w dziale antykwarycznym  obrazka z przedwojenną latarnią na Helu dodawanego kiedyś do czekoladek, zamarzyły mi się współczesne produkty cukiernicze, ale i niekoniecznie z motywami latarnianymi. Tamten stary z Helem był obrazkiem reklamowym firmy A. Piasecki w Krakowie.  Na rewersie był tekst o zasadach kolekcjonowania tych wizerunków wrzucanych do czekoladek oraz tematyczny , krotki tekst o zasadzie działania latarni morskiej.  Fot. aukcyjna.

Jakby w sam czas i z odpowiedzią na palące mnie pytania przyszła stała czytelniczka – Ania z Chicago, która podesłała mi mailem zdjęcie opakowania przyprawy do gotowania – tutaj konkretnie bazyli – która jest produkowana przez firmę o pięknej nazwie i logotypie, ale spójrzcie sami. Fot. Ania. A może wy macie coś podobnego w domku? Albo widzieliście w sieci?

[31.01.2012]

PS. Dzięki stałym Czytelnikom zaraz miałam odzew na dzisiejszy temat opakowań z latarniami. Poniżej inne przykłady produktów znalezione w necie. Alkohole przodują!

 

Zimowe Rozewie III

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

A na Rozewiu mroźno i śniegi. Poniżej zdjęcia autorstwa Apoloniusza Łysejko obu latarni z Przylądka czyli Rozewia I i II – wykonane 25 stycznia br. Przy okazji powrotu tego tematu wróćmy na chwilkę do dwóch książek mówiących o pracy rozewskich latarników. Wacław Leszczyński, gdyński latarnik pisał w „Ostatniej przysłudze latarni”:

[…] Niedostępna kępa żywiła ich, dostarczając obficie ptactwa przelotnego i miejscowego, a pobliskie zarośla zwierzyny. Prócz tego trzymali własne ptactwo domowe i bydło. Dla własnej potrzeby uprawiali zboże i warzywa. Później ziemniaki. Na kępie rosły jagody, borówki i orzechy. Wielkim dobroczyńcą było przez wieki morze. Ten Bałtyk, ciągle falujący i bijący wysoki brzeg, podczas burz wyrzucał bursztyn. Mając własne łodzie i sieci latarnicy łowili ryby, nieraz morze wyrzucało też belki, deski czy beczki lub skrzynie z rozbitych statków.

Natomiast Marian Czerner w swej zbiorczej monografii o polskich latarniach pisał:

[…] Służba na latarni oraz obsługa aparatu określone były szczegółową instrukcją, wydaną 4 października 1866 roku. Załogę latarni stanowiło dwóch latarników i jeden pomocnik. Pierwszym latarnikiem był latarnik o dłuższym stażu pracy. Latarnicy podlegali bezpośrednio inspektorowi portowemu w Nowym Porcie, Również inspektor brzegowy z Pucka uprawniony był do kontrolowania pracy na latarni.

Załoga zobowiązana była do prowadzenia uczciwego trybu życia, do pilności i czujności. W przypadku pijaństwa, obojętnie czy spowodowało ono w konsekwencji szkody, czy nie, latarnik mógł spodziewać się natychmiastowego zwolnienia. zarówno pierwszy, jak i drugi latarnik byli w jednakowym stopniu zobowiązani i odpowiedzialni za utrzymanie światła, zużycie oleju i utrzymanie w czystości i sprawności sprzętu. Do latarników należała również troska o roślinność wydmową, w bezpośredniej bliskości latarni.

Te fragmenty trochę przybliżają nam misję jaką z pewnością jest ten odpowiedzialny zawód. Dziś patrząc na te zimowe ujęcia obu bliz trudno uwierzyć jak kiedyś pracujący tam ludzie musieli być prawie samowystarczalni, bo latarnie były z dala od siedzib ludzkich, a tym samym ile dodatkowych obowiązków mieli na karku  choćby z uprawą roślin i rolnictwem. Teraz Muzeum Latarnictwa na Rozewiu to w zasadzie przedmieścia Jastrzębiej Góry. Wszędzie wokół tereny są zabudowywane i jeszcze trochę, a trudno będzie o znalezienie spokojnego miejsca wokół latarni. Szkoda, bo jednak największy urok i czar o każdej porze roku mają te strażniczki wybrzeża, które są z dala od siedzib ludzkich i gwaru cywilizacji.

[30.01.2012]

Książkowa radość!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Latarnica nie byłaby sobą gdyby nie sprawiła sama sobie drobnej przyjemności z okazji urodzin i to na dodatek czysto latarnianej! Udało mi się nabyć wspaniałą książkę wydaną poza naszymi granicami (dokładnie w 2011 roku, w Kaliningradzie), która traktuje o latarniach południowego Bałtyku. A to oznacza, że zawierać będzie treści dotyczące wszystkich naszych bliz. Na dodatek książka wydana jest w 2 językach (tym drugim na szczęście jest angielski) więc śmiało można nie tylko oglądać (a zapewniam że jest co, z resztą zerknijcie na zdjęcia poniżej), ale i poczytać, choć treści to takie podstawowe informacje. Ale choćby dla zdjęć i ilustracji na pewno warto, bo pięknie wydana. Skoro dotyczy latarni południowego wybrzeża to przy okazji mamy też przegląd latarni Danii, Niemiec, Rosji i Litwy. Pp prostu cudeńko dla miłośnika tej tematyki! Bardzo podobają mi się mapki i zestawienia najwyższych czy najstarszych latarni, bo wykorzystano przy nich piękne grafiki latarni, wykonane kunsztownie, z detalami. Jest też przepiękna realistyczna akwarela z latarnią Gdańsk Nowy Port. Zdjęcia naszych bliz są zrobione z nietypowych miejsc, często zimą, przez co są jeszcze bardziej ciekawe. Polecam! Z przyjemnością przegląda się takie wydawnictwo albumowe. Do tego ciekawy, poziomy format, sztywna oprawa z obwolutą, druk na matowej kredzie. Nic więcej nie trzeba do pełni szczęścia farologa. Fot. Latarnica.  Dane o książce:

Autorzy: Nikolav Yagunov i Tatiana Yagunova

Tytuł: Lighthouses of South Baltic

Wydanie: Kaliningrad 2011

[29.01.2012]

 

 

 

 

 

 

 

Zimowe Rozewie II

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Z ostatnio czytanej książki „O Stefanie Żeromskim”:

[…] Korespondencja Stefana Żeromskiego z Bernardem Chrzanowskim, działaczem społecznym, który w swych pracach ukazywał polskość Pomorza, rozpoczęła się w  roku 1912.

[…] A 17 marca 1919 roku trzeci list Żeromskiego do Chrzanowskiego mówił już jawnie […] o pragnieniach sprzed lat:

Od dziesiątków lat jest moim najgorętszym pragnieniem zapoznanie się gruntowne z wybrzeżem morskim i Półwyspem Helskim, z ludem, mową, obyczajami i całkowitym zakresem tamtejszego życia, co udałoby mi się następnie spożytkować, być może w sposobie literackim i odtworzeniu artystycznym.  Wyjazd czasowy w porze letniej do tych okolic, gdy nadto wybiera się tam obecnie bardzo wiele osób, byłby dla mnie prawie bezcelowy, gdyż nie umiem zbierać dorywczo wiadomości i wrażeń. Musiałbym tę całą ziemię poznać i przeżyć, jak przeżyłem wewnętrznie inne okolice kraju. Toteż pragnąłbym tam zamieszkać, o ile by mi zdrowie i zdrowie córki pozwoliło, na dłużej, a w najlepszych okolicznościach na stałe.

[…] Już 7 lutego 1920 roku pisał Żermski do Chrzanowskiego:

Marzę jak o raju o jakimś domku-willi nad morzem, gdyż właśnie nad morzem lekarze radzą mi zamieszkać ze względu na serce i  płuca.

[…] Żeromski wracał jednak odtąd co roku nad morze. W roku 1921 spędził wakacje w Gdyni. W latach 1922, 1923 i 1924 przyjeżdżał do „Kurhauzu” na Hel, gdzie znalazł najwygodniejsze warunki pobytu letniego, a nawet ciekawe towarzystwo. Po ukazaniu się Wiatru od morza i Międzymorza odżyły projekty własnego domu a wybrzeżu. List wojewody pomorskiego Wachowiaka  z maja 1925 roku świadczy o projekcie ofiarowania Żeromskiemu przez państwo parceli na Helu. Projekt nie doszedł do skutku – przeszkodziła mu rychła śmierć pisarza. [fragmenty rozdziału Dom nad morzem]

Poniżej zdjęcia nieczynnej latarni Rozewie II w zimowej szacie. Fot. Apoloniusz Łysejko (sesja wykonana 14 stycznia 2012)

[28.01.2012]

 

Dziś są moje urodziny. Nie będę tego ukrywać. Tego samego dnia co Wolfgang Amadeusz Mozart czy brytyjski pisarz Lewis Carroll (tak, tak ten od Alicji w krainie czarów). Już dawno nie liczę lat bo mentalnie zatrzymałam się wiele lat wstecz i jak ktoś pyta mnie o wiek to naprawdę za każdym razem muszę szybko policzyć. I jakby na zawołanie w takim dniu znalazłam na portalu aukcyjnym  bardzo ładny latarniany przedmiot – i to całkiem użytkowy, choć odręczne pisanie listów przechodzi  już do lamusa. Ja osobiście nadal to od czasu do czasu praktykuję toteż jak zobaczyłam TAKĄ papeterię serce mi mocniej zabiło. Nie tylko motyw właściwy ale i polski! Szkoda tylko, że nie wszystkie latarnie… Ale pomysł świetny. Mam w domu papeterię z latarnią ale wykorzystuje ona jedną i to zdjęcie – prawdopodobnie latarnia z kanady czy Nowej Szkocji. Zatem jeśli macie ochotę napisać kiedyś do kogoś tradycyjny list to taki niezbędny dodatek nada się idealnie. A sobie życzę- w kontekście tej pasji, która zabiera mi kawał życia, ale ten przyjemny kawał – abym odwiedziła jeszcze sporo latarni – po raz enty te nasze krajowe, zawsze przynoszące spore emocje oraz zagraniczne bliższe i dalsze. I żeby było więcej dobrej literatury w tym temacie, a moja kolekcja kartek i zdjęć wzbogaciła się o unikatowe eksponaty. Zobaczymy co przyniesie ten rok. Fot. aukcyjne.

[27.01.2012]

Pocztówkowy aneks

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Trzy dni temu pisałam o starych polskich kartkach pocztowych z latarniami, które były wydawane okazjonalnie na święta. Taki zwyczaj pewnie zachował się do dziś w innych krajach bo łatwiej tam znaleźć współczesne pocztówki z latarniami pokrytymi śniegiem i postacią św. Mikołaja. Póki co nie trafiłam na inne stare polskie pocztówki okazjonalne z motywami marynistycznymi, ale dziś chcę Wam pokazać dwie kartki przestrzenne które i się bardzo spodobały. Oczywiście wyrób zagraniczny. Jedna też świąteczna, a druga bardziej uniwersalna z pięknym tekstem dobranym do formy latarnianej tj. You’re my Guiding Light! Sama otrzymałam kiedyś od zaprzyjaźnionego latarnika z Kanady list napisany na składanej kartce z pięknym malarskim wizerunkiem latarni. U nas pocztówki pełnią jedynie funkcję pamiątek znad morza i danej miejscowości. Szkoda że nikt nie pomyślał o innym kontekście umieszczania latarni – choćby właśnie na różne okazje. Fotografie poniżej – z zasobów internetu.

[25.01.2012]

Tak rodziła się legenda

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Fragment z bieżącej lektury „O Stefanie Żeromskim” :

[…] po śmierci Żeromskiego nazwano natomiast jego imieniem latarnię morską w Rozewiu, a nawet utworzono w niej coś w rodzaju małego muzeum, poświęconego autorowi Wiatru od morza, który jakoby w izbie na piętrze przebywał i pracował.

[…] Żaden inny dom, gdzie naprawdę mieszkał i tworzył Żeromski, nie cieszy się rozgłosem ani sławą.  Tylko ta LATARNIA morska, którą może oglądał raz czy dwa w życiu, w której nie spędził na pewno ani jednej nocy.

Bliscy pisarzowi świadkowie jego pobytów nad morzem próbowali początkowo walczyć z szerzącą się famą w imię prawdy historycznej. Ale czyż można walczyć z legendą? Powstaje kiedy chce, i umiejscawia się, gdzie chce. Szerzy wbrew niesprawdzalnej już prawdzie o przeszłości piękną i pożyteczną wieść. Trudno ją przekreślić, zważywszy na niezliczone tłumy wycieczkowiczów, przybyszów, pielgrzymów, które w nią uwierzyły. I dlatego latarnia im. Stefana Żeromskiego w Rozewiu stała się jedynym trwałym domem wielkiego pisarza nad Bałtykiem.

Fot. Apoloniusz Łysejko (sesja wykonana 14 stycznia 2012)

[25.01.2012]

Munising Range Lights

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Jako Czytelnicy i współtwórcy tego blogu nie zawodzicie! Tym razem Ania z Chicago (dziękuję za dwa zdjęcia latarni z Twojej podróży!) podesłała mi fotografie wieży latarni morskiej, która stoi u wejścia przy wschodnim kanale Munising Bay w Upper Peninsula Michigan. Nazywa się ją Munising Range Lights i jest samodzielną wieżą bez budynku mieszkalnego. Została zbudowana w 1908 roku (taki rok znajduje się również na drzwiach wejściowych), wysokość wieży to ok 18 m. Jest obiektem czynnym i pomaga w nawigacji na wschodnim kanale Munising Bay. Obecnie jest obiektem zautomatyzowanym. Kiedyś obsługiwana była przez latarników. Poniżej ich lista:

[24.01.2012]

Dwie pierwsze fotografie – Ania z Chicago, wykonane podczas świątecznego weekendu w maju 2011.

Poniżej zdjęcia- Terry Pepper, 2002 rok.

Poniżej zdjęcia z internetu wykonane w roku 2006.

Co roku – odkąd funkcjonuję w internecie i używam go m.in. do celów kontaktowych ze znajomymi i dalszą rodziną – staram się na święta samodzielnie przygotowywać kartki z życzeniami, w które przemycam treści latarniane. Podczas wieloletniego zbieractwa starych kart pocztowych i archiwalnych zdjęć rodzimych latarni morskich dwukrotnie zakupiłam, a natrafiłam na aukcjach (z tego co pamiętam) kilka razy więcej, na świąteczne kartki pocztowe z okazji Wielkanocy czy Bożego Narodzenia, gdzie pośród motywów charakterystycznych dla danych świąt pojawiały się latarnie. W mojej kolekcji mam dwie takie pocztówki, obie na Wielkanoc i obie ukazują Rozewie. Zatem nie jest jakimś ewenementem to co sama robię, projektując od strony graficznej życzenia. Jak widać już od dawna takie połączenie świąt z tematyką morską nikogo nie dziwiło. Pocztówki świąteczne  z latarniami produkowano również za granicą. Choćby takie noworoczne, niemieckojęzyczne kartki jak te prezentowane poniżej. Ciekawi mnie czy sami natrafiliście kiedyś na takie motywy, a może macie coś takiego w domu czy swojej kolekcji? Jeśli tak, przyślijcie skan do mnie, a chętnie opublikuję. Może poza Rozewiem wykorzystano w Polsce również inną latarnię?

Poniżej: kartki krajowe z kolekcji własnej, wydrukowane w Gdyni, z obiegu (obie wypisane w roku 1951), fot. 2x Latarnica; kartki zagraniczne  fot. aukcyjne.

[23.01.2012]

 

 

Poniższe zdjęcia doskonale świadczą o wyższości kotów nad ludźmi. Jeśli takie metody spędzania wolnego czasu przez naszego czworonoga  trafią się w niedzielę czy weekend to jeszcze można to jakoś przełknąć, ale kiedy kot mości się wygodnie w przytulnym kącie albo na naszym łóżku, a my musimy zrywać się na budzik i wstawać do pracy w ciemnościach podczas gdy na zewnątrz mróz albo deszcz to przestaje się nam to wszystko podobać. Error uznał, że na niepogodę najlepsza jest drzemka w przytulnym otoczeniu – albo mojej kurtki  albo łóżka, po wczołganiu się pod kocyk. Ale koniecznie w towarzystwie pluszowego Muminka. Fot. Latarnica.

[22.01.2012]

Tradycyjnie już najdziwniejsze albo i najciekawsze przedmioty związane z latarniami morskimi znajduję na portalach aukcyjnych. Naprawdę można tam trafić na dziwne przedmioty, a takim wydaje mi się ten – jak określa go sprzedawca – drewniany wieniec o tematyce morskiej. Przedmiot został wystawiony na sprzedaż w kategorii: Dla dzieci – Okazje i Przyjęcia – Pozostałe. W opisie czytamy:

Drewniany wieniec z tematyką morską, tort składa się z 3 pierścieni, na których można ułożyć figurki – 3 postacie, 2 rybki, 2 owieczki, 2 ptaszki, 2 rozgwiazdy, 1 statek. Na środku znajduje się latarnia morska złożona z 6 części, na szczycie której można włożyć podgrzewacz lub świeczkę. Na podstawie wieńca też można postawić do 6 świec. Średnica: 25 cm.

I niby wszystko OK, ale tak naprawdę nie rozumiem do końca przeznaczenia tego przedmiotu. Że niby np. zamiast tortu i w niego wsadzamy i zapalamy świeczki urodzinowe dla dziecka? Jak na tak jednorazowe wykorzystanie (bo chyba nie sprawi radości co roku wykładany i zapalany ten sam wieniec?)  to drogo, bo kosztuje 50 zł. A może potraktować go jako układankę z drewna? W sumie dlaczego by nie? Tylko te miejsca na świeczki trochę dziwnie tutaj nie pasują. Tak czy inaczej odczytuję ten przedmiot/zabawkę jako rzecz dziwną, ale z zaciekawieniem go prezentuję licząc na wasze opinie czy podpowiedzi.  Za to pozostając przy tematyce dziecięcej, ale nie główkując już nad przeznaczeniem danej rzeczy urzekły mnie ręczniki dziecięce (a dlaczego nie dla dorosłych? nam już nie wypada z takimi motywami)  z latarniami morskimi. Komplet  to 2 sztuki – cena 39 zł. Ładne. Fot. aukcyjne.

[22.01.2012]


Latarnia morska w Lenkoran

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

W tym tygodniu prezentowałam już fotoreportaż Alexa Chebana z Ukrainy prezentujący latarnię znad Morza Kaspijskiego na Przylądku Apszerońskim. Dziś chciałabym podzielić się z wami krótką historią innego ciekawego obiektu z rejonu tego samego morza. Publikowane poniżej zdjęcia przeniosą nas do Lenkoran. Lenkoran jest miastem położonym  w południowym Azerbejdżanie, liczącym około 48 tys. mieszkańców, na Nizinie Lenkorańskiej. To także port nad Morzem Kaspijskim. W samym sercu  tego miasta znajduje się stara, wielowiekowa latarnia morska.

Wszystkie fotografie Alex Cheban / alexcheban.com

[21.01.2012]

Miejsce, gdzie stoi latarnia morska, to  centralny plac miasta Lankaran

Latarnia została zbudowana w XVI wieku. Jego ściany są dwumetrowej grubości. Kiedyś stała tuż przy morzu,  obecnie jest około 500 metrów od linii brzegowej. Sfotografowany latarnik mieszka w Lenoran wraz z rodziną od 1959 roku.

Początkowo budowla była twierdzą (mnie trochę przypomina naszą gdańską Twierdzę Wisłoujście),  a dopiero później został przebudowana, tak aby funkcjonować jako latarnia morska. uruchomiono ją jako znak nawigacyjny w 1869 roku.  Część twierdzy (latarni)  jest połączona z innym budynkiem za pomocą podziemnego tunelu, który obecnie jest zalany. Na początku XX wieku sale wewnętrzne zostały wykorzystane jako cele więzienne.

Z górnego tarasu rozpościerają się cudowne widoki na miasto i Morze Kaspijskie.

Na najwyższym punkcie wieży znajdują się nadajniki telefonii komórkowej.

Poniżej widoczne drzwi prowadzą do laterny – pomieszczenia z aparatem optycznym – samego serca latarni. Na tabliczce znamionowej widnieje rok 1969.

Przepiękna optyka latarni w Lenkoran oraz wewnętrzne schody prowadzące na najwyższe partie wieży.

Zwierzaczkowe miseczki

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Na bardzo ciekawy pomysł designerski wpadła francuska projektantka młodego pokolenia Geraldine de Beco (rocznik 1974). Opracowała ciekawy w formie wzór miseczek. Niewypełnione wydają się jakimś dziwnym, tajemniczym tworem i zupełnie nie da się wzrokowo przewidzieć czym nas zaskoczą kiedy wypełnimy je nieprzezroczystą cieczą np. mlekiem czy płynną czekoladą. Kiedy ciecz osiąga odpowiedni poziom patrząc na nie z góry zobaczymy zwierzaczka np. kota czy ptaka.

Informacja i zdjęcia na podstawie wpisu blogowego powiązanego z sympatycznym portalem Decobazar –  decobloog.com,  fot. projektantki Geraldine z www.bernardaud.fr

[19.01.2012]

Styczniowe Rozewie

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

O Rozewiu mogłabym rozmawiać bez końca. Mam po prostu słabość do tej latarni i tyle… Gdybym mogła – rozważam oczywiście czysto hipotetycznie – zakupić jakąś z polskich latarni na pierwszym miejscu byłby to teraz rozewski – mam na myśli nie tylko czynną latarnię ale i zabudowania wokół i tzw. Rozewie II. A gdybym miała pracować w którejś latarni to też obstawiałabym Przylądek, choć w sezonie musi być wyjątkowo męczące obsługiwać tam ruch turystyczny. Bo ilekroć tam byłam latem  (a tych wizyt było już chyba kilkanaście) to zawsze do zwiedzania wieży była duża kolejka i na samym skwerku panował tłok. Za to Rozewie poza sezonem (miałam to szczęście być tam o każdej porze roku choć najmilej wspominam mroźny i śnieżny styczeń) to bajka. Pusto, cicho, można wsłuchać się w wiatr i szum morza. Nikt niepożądany nie wejdzie w kadr zdjęć, a jak się uda to i latarnik wpuści do środka. Ale zamiast kolejnego wpisu, w którym zapewne bym wznosiła „ochy” i „achy” o tym miejscu dziś zacytuję krótki fragment wspomnień pisarza Jana Piepki pt. Moja latarnia opublikowanych w „Miesięczniku regionalnym Pomerania” nr 9/2001.

Latarnia. Ta rozewska. Ta morska.

Dość szybko przygarnąłem ją, albo może one się wprowadziła w mój świat dziecięcy.

Jeżeli ona wtargnęła i pozostawała, nie pytając się o zgodę, to wdzięczny jej jestem otwierała przede mną świat, zapraszała i kusiła przecież.  To od niej wiedziałem że Afryka jest naprawdę taka, jak w moim przewodniku o tej części świata, czyli „W pustyni i w puszczy”, książce którą znałem po  części na pamięć.

Gdy słyszałem od czas do czasu, że to w książkach to są „głupoty”, nie wierzyłem. dzięki latarni nie wierzyłem!

Nawet pogodę zapowiadała! Wystarczyło, że zbliżał sie dziś tak nazywany i znany niż, a kryła się jakby za firanką. Niecałe dziesięć kilometrów na wprost starczało, aby wyczuwała zwiększającą się w powietrzu wilgoć.  Później – ponieważ świeciła mi  wprost w okno – starczyło mi odszukać na ścianie cień mojej ręki przysyłany mi przez nią, a już wiedziałem co się szykuje, pogoda czy niepogoda.

Najbardziej ceniłem sobie jednak wszystkie podróże, które za jej sprawą odbyłem po całym świecie.

Poniżej „cieplutkie” jeszcze zdjęcia autorstwa p. Apoloniusza Łysejko wykonane 14 stycznia bieżącego roku pomiędzy godziną 14 a 16.50 na Przylądku Rozewie. Pogoda jak widać zimowa, nawet zadymka przeszła przez latarnię i jej otoczenie. Serdecznie dziękuję za nadesłanie zdjęć!

[19.01.2012]

Czynna latarnia Rozewie w styczniowym pejzażu oraz zadymce

Rozewska „stodoła” po rewitalizacji oddana do użytku w sierpniu 2011 – obecnie sala wystaw – i widok z tarasu budynek przy latarni i maszynownię

Charakterystyczna sylwetka latarni i widok z tarasu na odremontowaną maszynownię – w tle za nią pośród drzew można wypatrzeć nieczynną latarnię Rozewie II.

Rok temu zamiast wyliczać dni śnieżne trzeba by odnotowywać te „nie białe”. Tegoroczna zima jak dotąd nam skąpi białego puchu i gdy się pojawia to patrzymy zadziwieni. Wczoraj (poniedziałek) popołudniu zaczęło sypać i tak sobie prószyło do rana. Skutek? Czapa śniegu na aucie i przymusowe poderwanie się przed budzikiem. Ale temperatura podskoczyła już powyżej zera więc będzie mokro, szaro, ponuro… A jeszcze wczesnym rankiem na ulicy leżał nieskalany kołami aut śnieg, który potem rozgarnął jadący lica pług. Ech… kiedy nie ma ziomy za dużo to nawet bywa to urocze. Nawet kot częściej siedział w oknie i dziwował się tym jasnym pejzażem. Fot. Latarnica.

[18.01.2012]

PS. Ponieważ mam kota meteopatę to te szalone zmiany pogody , przeskoki z ciepła na zimne, z deszczu na śniegodeszcz ciężko odreagowuje, ale głównie głębokim snem. Poniżej jego ulubiona ostatnio pozycja na wieczorny -bywa, że kilkugodzinny sen – choć nie wiem czy nie jest to jakaś odmiana kociej jogi. A obok artystyczny wyraz pracy twórczej kocura. Gdy nie ma w domu nikogo panuje nuda więc czasami trzeba się zająć butami. Kompozycja była dla mnie sporym zaskoczeniem po wejściu do domu, bo przetargał buty z zupełnie innego miejsca – nie wiem jak to robi – jeszcze nie podejrzałam. Kolejnym zaskoczeniem było założenie kilka dni później tego czarnego kozaka, który już chciałam wyrzucić myśląc, że coś się zdeformował i nie nadaje się do chodzenia (jakoś dziwnie uwierał w palcach). Ale okazało się, że służył jako spiżarka do orzechów laskowych przenoszonych misternie ze świątecznego stroika. Już sama nie wiem mam w domu kota, psa czy wiewiórkę.

Subscribe to LATARNICA