LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Luty, 2012

Zimowy Sopot vol. 2

Posted by kotmonika under Blog

Dwa dni temu pisałam o sympatycznej kawiarence w Poznaniu, ale kawowe opary i miejsce, w których lubię degustować czarny napar towarzyszą mi w wszystkich rejonach Polski, do których powracam po kilka czy kilkanaście razy. Tak samo jest na wybrzeżu. Zapamiętuje nie tylko widoki i smaki, zapachy a tym samym w mojej podręcznej pamięci są ulubione kawiarnie. To nie muszą być nawet subiektywnie ładne miejsca. One mają dla mnie wartość sentymentalną jak choćby namiocik-grzybek od latarnią w Niechorzu. Jako konstrukcja nic takiego, wręcz miejsce nie zasługujące do zatrzymania, ale… No właśnie. Są dwa ogromne atuty: widok (siedzi się pod samą latarnią) i fakt, że podają tam jedną z najlepszych kaw jakie piłam. To wystarczy, abym powracała i rzeczywiście byłam na kawie w namiociku rok po roku. To samo dotyczy mojego pozasezonowego Sopotu. Jest takie jedno miejsce, a raczej było, bo niby miejsce to samo, budynek ten sam choć inne jego skrzydło, ale inna nazwa. Co do wystroju nie wiem, bo od czasu przemianowania nie byłam wewnątrz kawiarni. A mam na myśli dokładnie słynny Dworek Sierakowskich, znajdujący się na jednej z bocznych uliczek od Monciaka, w uroczym zakątku, z dala od hałasów nawet w sezonie. Jeśli zdarzało się mi zatrzymywać na kawę podczas wakacji zawsze w Dworku znajdowało się miejsce. Po drodze, idąc lekko pod górkę, mija się urocze stare kamienice, często z secesyjnymi detali. Dworek jest typowym przedstawicielem klasycystycznego budownictwa tego typu i należy do najstarszych zabytków Sopotu. Mieści się w nim Towarzystwo Miłośników Sopotu, galeria, sala koncertowa i właśnie kameralna kawiarnia. Udokumentowana historia budynku sięga 1714 roku, kiedy to najstarszy z zachowanych planów Sopotu przedstawia letniskowy dom w ogrodzie należącym do Andrzeja Borkmanna, ówczesnego burmistrza Gdańska. Obecnie wewnątrz wciąż znajdują się oryginalne zabytkowe detale takie jak: kaflowe piece z końca XVIII w., kilkoro zdobnych drzwi dwuskrzydłowych, liczne okucia metalowe, stiukowe fasady, rozeta i malowidła na suficie. Lata temu odkrycie tego obiektu było dla mnie znalezieniem idealnego miejsca na spokojne posiedzenie w tym kurorcie, bez poczucia że kolejni klienci już tupią pod drzwiami i czekają na stolik. Wtedy kawiarnia nazywała się „U Hrabiego” i była miejscem zdecydowanie dla kociarzy, bo  w wystroju (sympatyczne ciepłe wnętrze jka w domu u babci, stare meble, koronkowe obrusy, wykończenia z drewna, piękny piec, dużo kwiatów i stara porcelanowa zastawa…) można było odnaleźć obrazy z kotami, duże uszyte z resztek materiałów koty,  a do gości przymilały się prawdziwe 2-3 dachowce mruczki, które jeśli miały ochotę przychodziły na kanapy obok nas a czasami i na kolana. W sporym ogrodzie latem była jakby mała plaża do dyspozycji gości lokalu – bo na trawnikach powystawiano kolorowe leżaki i koce na wypadek wieczornego chłodu. Jakiś czas temu (może od 2-3 lat) „U Hrabiego” przeniesiono do przeciwległego skrzydła dworku i odtąd kawiarnia ma już iny szyld, a mianowicie „Młody Byron”. Nie byłam od tego czasu tam na kawie toteż trudno mi oceniać nowy lokal. Ale teraz na początku lutego podeszłam pod sam dworek zobaczyć czy w ogóle funkcjonuje tam jakiś lokal i porobiłam kilka zdjęć, choć było bardzo ciemno i nie dało się bez lampy zrobić dobrych fotek.

[29.02.2012]

Poniżej: kilka ujęć z Monciaka w zimowej szacie. Fot. Latarnica.

Poniżej: Uliczka lekko pod górkę wiodąca ku dworkowi oraz oryginalna secesyjna stolarka okienna w jednej z mijanych po drodze kamienic. Fot. Latarnica.

Poniżej: Dworek Sierakowskich oraz zbliżenie na skrzydło i okienko kawiarniane. Fot. Latarnica.

Zimowy Sopot vol. 1

Posted by kotmonika under Blog

Letnicy przybywali do kurortu Zoppot/Copoty/Sopot po słońce i wodę – jak można przeczytać w każdej publikacji o tym mieście -przedstawiającej narodziny i rozwój letniska. I zapewne ma coś w sobie letni czas spędzony w tak znaczącym dla naszych nadbałtyckich kąpielisk miejscu, ale ja kocham Sopot poza sezonem. Otwiera dla mnie cały swój urok w spokojne dni wiosny, jesieni czy zimy. A jeśli już zimy to najlepiej po zmroku (rozświetlony mnóstwem lamp) i w śniegu. Jawi się wtedy jak jakaś dekoracja do filmu i jest znacznie mniej zatłoczony, a bywa i pusty. Wspominałam już, że lutowa wyprawa do Trójmiasta  pozwoliła mi na odwiedzenie wszystkich trzech wchodzących w skład tej trojaczej aglomeracji. Przedstawiałam Gdańsk (wrócę jeszcze do niego za jakiś czas) i Gdynię więc nadeszła pora na Sopot. Dotarłam tam już po zmroku, ale nie mogłam sobie odpuścić przespacerowania się słynnym Monciakiem (dla niewtajemniczonych: deptakiem ulicy Bohaterów Monte Cassino), aż po samą nasadę molo. Dalej nie dałam już rady z powodu wyziębienia, choć przy każdej innej aurze popędziłabym aż na sam koniec mola aby stamtąd porobić najlepsze zdjęcia tak charakterystycznej panoramy Sopotu (włączając  w to obudowany komin zakładów balneologicznych ze światłem nawigacyjnym, który tak łatwo i bezpodstawnie bywa nazywany latarnią morską).

Prezentację zimowego Sopotu podzielę jednak na 2-3 wpisy. Dziś bardzo ładnie prezentująca się sylwetka kościoła św. Jerzego – obecnie rzymskokatolicka parafia garnizonowa. Został on zbudowany w latach 1899-1901 dzięki staraniom sopockiej wspólnoty Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Dzień wmurowania kamienia węgielnego nastąpił 22 października 1899 r. Świątynia została usytuowana na Morskiej Górze, która mieści się  niedaleko dworca kolejowego. Jednonawowy i jednowieżowy kościół w stylu południowo-niemieckiego neogotyku został wykonany z czerwonej cegły o kamiennej fasadzie. Widać to do dziś, a jego mury są pięknie punktowo podświetlone. Świątynia służyła do użytku wiernych wyznania ewangelickiego do końca II wojny światowej. 8 maja 1945 r. przekazano ją polubownie na potrzeby duszpasterstwa wojskowego Kościoła rzymskokatolickiego z przeznaczeniem na kościół garnizonowy i szkolny. Dekretem Wydziału Kultury i Sztuki w Gdańsku z dnia 12 sierpnia 1976 r. świątynia wraz ze stojącą obok kapliczką św. Wojciecha została wpisana do rejestru zabytków województwa gdańskiego. [Historia na podstawie Roczników Sopotu].

Tego wieczoru nad Sopotem wisiał piękny księżyc, co udało mi się złapać na jednej fotografii – widać jego tarczę tuż obok wieży. Fot. Latarnica.

[27.02.2012]

Sobotnie kawowanie

Posted by kotmonika under Blog

Miniona sobota upłynęła mi bardzo miło na „grzeszkach” w księgarni czyli nieplanowanym zakupie 3 powieści i kawce z siostrą w jednej z kafejek przy Starym Rynku.  Wprawdzie planowałam odwiedzenie jednej z księgarni z sieci tzw. Taniej Książki – a to zawsze grozi jakimiś zakupami – ale nie spodziewałam się, że natrafię na takie okazje. No i nie oparłam się. Do koszyka powędrowały książki pewniaki, które od dawna już miałam na swojej liście marzeń: „Dom schadzek” Martina Amisa (dopiero co skończyłam biografię Martina pt. „Doświadczenie” o nim i jego ojcu – wybitnych pisarzach brytyjskich), „Julia, naga” Nicka Hornby’ego oraz „Notatki o skandalu” Joe Heller. A wszystko za naprawdę nieduże pieniądze. Ale mnie to ucieszyło! A Tania Książka, która sprawiła mi taką radość mieści się w bramie przy jednej z głównych ulic miasta – Św. Marcina. Poniżej widok na wejście do księgarni i stara secesyjna klatka chodowa, pod którą się przechodzi. Fot. Latarnica.

Po tak udanym shoppingu udałyśmy się z siostrą w kierunku Starego Rynku, gdzie postanowiłyśmy wpaść do jakiejś kafejki na pogaduszki. Nie planowałyśmy, gdzie pójdziemy. Liczyłyśmy na spontaniczność i jednomyślność, że tym razem kawiarnia niejako sam nas zaprosi w gościnne progi. Spacerując ulicą Żydowską – w mojej prywatnej nomenklaturze nazywanej Kawiarnianą, bo co kawałek jest jakiś inny w stylistyce sympatyczny lokal – natrafiłyśmy na sympatyczny niebieski potykacz i zgodnie stwierdziłyśmy że to jest TO miejsce. Trafiło na Caffe Ławka. I to był doskonały wybór, bo kawa była wyborna i atmosfera domowa. Poniżej kilka migawek z tego miejsca. I na koniec dwie fotki ze Starego Rynku, na którym znalazłam w lutym nawet plastikowe palmy. Fot. Latarnica.

[27.02.2012]

Nowa gdyńska ikona?

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Podczas pobytu w Gdyni na początku lutego, na ulicy 10 Lutego, wpadł mi w oko pewien billboard. Wpadł – bo miał latarniany motyw, na co mam wyjątkowe wyczulenie – i zainteresował na tyle, że szybko zrobiłam jego fotkę, aby potem zobaczyć co to za nowa inwestycja powstaje w tym mieście. [fot. Latarnica]

 

I tak po nitce do kłębka – trafiłam na stronę inwestrora, który o nowej budowli – która ma się stać kolejną ikoną miasta pisze tak:

Lighthouse to prestiżowa, kameralna inwestycja o niepowtarzalnej architekturze, zaprojektowana z myślą o najbardziej wymagających Klientach. Usytuowana przy ul. Norwida 13 na nadmorskim wzgórzu Gdyni, zaledwie 500 metrów od Bulwaru Nadmorskiego. Lighthouse został zaplanowany z troską o zagwarantowanie mieszkańcom komfortu i najwyższego poziomu prywatności. Oferuje 14 luksusowych apartamentów – jeden na piętro […]. Z okien apartamentów rozciąga się oszałamiająca panorama miasta, z widokiem na otwarte morze, klif i tereny zielone przyległego rezerwatu przyrody. Bezpośrednia bliskość Polanki Redłowskiej, plaży i kortów tenisowych, a przy tym doskonałe skomunikowanie z centrum Gdyni odległego o kilka minut, łączy w ramach jednej lokalizacji atuty, które docenią zarówno osoby aktywne, jak i te ceniące spokój, przyrodę i długie spacery brzegiem morza.

Co mnie się podoba w tym projekcie? Budynek całkiem ładny, ale to położenie i widoki! I wielkie otwarte przestrzenie pomieszczeń z duuużymi płaszczyznami okien. Już – jak dla mnie wcale by nie musiał mieć cokolwiek wspólnego z latarnią – choć mieszkanie w apartamentowcu z napisem Lighthouse to byłoby coś! Zresztą ładnie pokazują to poniższe wizualizacje  pochodzące ze strony INWESTORA.

[26.02.2012]

Zminiaturyzowane latarenki

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Tydzień temu prezentowałam kubki i ceramikę z motywem latarni morskich, jakie można obecnie nabyć i jakie znajdują się w mojej prywatnej kolekcji. Jak wiadomo kawa z takiego kubka smakuje lepiej, podobnie jak lepszy w lepszy nastrój – zwłaszcza podczas długich zimowych wieczorów – wprawi nad doświetlenie punktowe w postaci zapalonych latarenek – z motywem marynistycznym czy tez dosłownie w kształcie latarni morskiej. Poniżej prezentuję kilka takich lampionów (najczęściej jako źródła światła służą w nich tzw. wkłady świecowe typu tealight z Ikei czy sieci drogerii Rossmann), które znalazłam do nabycie w internecie. Ja osobiście bardzo lubię od wczesnej jesieni do późnej wiosny zapalać kilka źródeł światła na różnych meblach. Robi się od razu tak bardziej domowo, a ponieważ większość takich lampionów ma świeczkę wewnątrz, to nawet kocur może bezpiecznie się miedzy nimi poruszać. Niestety tym samym zużycie tealigtów mam ogromne. Zima kojarzy mi się nierozerwalnie  z czasem kiedy w moim otoczeniu drgają płomyki świec i rozświetlają latarnie morskie, bo kilka takich lampek posiadam. Ale o mojej kolekcji będzie osobny wpis. Fot. z internetu.

[22.02.2012]

PS. W  Poznaniu już wiosna pełną gębą-od kilka di temp w dzień około 10 stopni na plusie. Ale do mnie dotarła jeszcze piękna zimowa panorama Gdyni. Nie mogłam się oprzeć, aby nie podzielić się z Wami tym widoczkiem. Fot. Grażyna Sadłoń.

Sympatyczne odznaczenie

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś chciałabym zaprezentować bardzo sympatyczne odznaczenie w postaci pamiątkowego medalu o wdzięcznej nazwie Przyjaciela Centralnego Muzeum Morskiego. Dostają je osoby zasłużone dla Muzeum jak i TPCMM-u. Podczas spotkania w Gdańsku na początku lutego br. taki medal otrzymała moja koleżanka Iwonka Dominiczak za aktywność na rzecz Towarzystwa. Już zupełnie nieformalnie, późnym wieczorem podczas spotkania towarzyskiego przy grzanym winku na gdańskiej starówce, mogłam przyjrzeć się temu medalowi i pogratulować raz jeszcze za tak sympatyczne docenienie jej działań od wielu lat. Muszę tutaj też dodać, że Iwona była już parokrotnie nagradzana w konkursach, które organizowało TPCMM – czy to na zdjęcie latarniane, czy pisemną historię z latarniami w tle. A medal jest bardzo sympatyczną pamiątką dla wszystkich faromaniaków, bowiem na jego rewersie jest wybita sylwetka rozewskiej blizy. Fot. Latarnica.

[24.02.2012]

Miasto z wizji w zimowej otulinie

Posted by kotmonika under Blog

Gdynia – miasto powstałe z wizji i marzeń – dziś jest prężnie rozwijającym się ośrodkiem miejskim, do którego powracam zawsze z sentymentem i drżącym sercem. Podziwiam wciąż robiącą wrażenie architekturę 20-lecia międzywojennego, zachwyca mnie szerokość arterii komunikacyjnych, przez co pozwala się hulać morskiemu powietrzu na ulicach i zaułkach. Mogę coś o tym powiedzieć bo akurat w dniu kiedy tam dotarłam było grubo poniżej 20 stopni mrozu, do tego wiał silny wiatr i idąc mu naprzeciw poczułam jak zamarza mi twarz. Ale nie zniechęciło mnie to do dotarcia nad sam brzeg i spojrzenia na szare wody zatoki i nadbrzeżną cześć Gdyni spowitą w mgiełce i zadymce śnieżnej. Spacerowiczów było niewielu, bo aura zupełnie nie sprzyjała wychodzeniu z domu, ale na szczęście są kawiarnie, gdzie można szybko szybko rozgrzać się gorącą kawą i dojrzeć do kolejnej decyzji opuszczenia bezpiecznych murów aby wystawić się na działanie trudnych zimowych warunków. Ale nie mogłam przegapić okazji odwiedzenia tego miasta. W planach miałam jeszcze Orłowo, lecz pogarszająca się aura skutecznie mi ten pomysł wyrzuciła z głowy. Zatem Gdynia, choć próbowała tamtej mroźnej soboty na wszelkie sposoby zniechęcić mnie do przebywania na wolnym powietrzu, odkryła swoje nowe oblicze, które uchwyciłam na kilkunastu zdjęciach. Pewnie  w innych warunkach zrobiłabym więcej, lecz ciężko było utrzymać aparat bez rękawiczek, a jego baterie błyskawicznie się rozładowywały na takim mrozie. Fot. Latarnica.

[23.02.2012]

Pobyt w Gdyni przyniósł mi na starcie jedne rozczarowanie. Od ponad 10 lat stałym punktem pobytu w Gdyni było wpadnięcie na kawkę i ciastko do kawiarni Monika przy ulicy Świętojańskiej a więc w samym sercu i bardzo blisko morza. Tym razem gorący napój miał być starterem do dłuższego spaceru z aparatem wybrzeżem, a tu pod samym lokalem zobaczyłam, że kawiarnia jest likwidacji. Dla mnie ogromna strata, bo zżyłam się z tym miejscem choć wizualnie nie było wcale jakimś uroczym lokalem – raczej był to relikt głębokich lat 80-tych XX wieku, ale wszelkie niedostatki wnętrza wynagradzały przepyszne i tanie ich własne wypieki i fantazyjne desery lodowe. Pozostało mi kawałek zawrócić i udać się dla rozgrzewki do podobnej „klimatem” kawiarni Delicje – w której czas również zatrzymał się lata temu. Kiedyś nowoczesne wnętrze dziś przypomina stare polskie filmy z lat 70-tych i 80-tych.  Mimo nieinwestowania w wnętrza lokal święci triumfy bowiem siedząc na piętrze zaobserwowałam podjeżdzające autami całe rodziny, które albo udawały się na degustację na miejscu, albo kupowały wypieki do domu. I rzeczywiście – kawę mają smaczną, a torty przepyszne. Poniżej ostatni kadr z frontem kawiarni Monika, być może następnym razem będzie już w tym miejscu np. bank. Obok wnętrze prawie bliźniaczej kawiarni położonej przy ul. 10 lutego o nazwie Delicje.

Nowy, bo kilkuletni symbol architektoniczny Gdyni – w chwili obecnej najwyższy budynek w mieście  – apartamentowiec Sea Towers, położony przy Nabrzeżu Prezydenta, tuż przy Skwerze Kościuszki. Z okien budynku najpiękniejszy widok na zatokę i nabrzeże z okrętem muzeum Błyskawica, Darem Pomorza i Gdyńskim Akwarium.

Widok na budynek Polskich Linii Oceanicznych przy ul. 10 lutego oraz zatokę z gdyńskiej plaży przy Bulwarze Nadmorskim im. Feliksa Nowowiejskiego.

Widok na wody zatoki z Bulwaru Nadmorskiego

Widok z plaży na Kamienną Górę [fot. po lewej] oraz widok na Muzeum Marynarki Wojennej i Muzeum Miasta Gdyni – niskie pawiloniki na pierwszym planie to czynne zimą kawiarenki tuż przy plaży [fot. po prawej]

 

Orzeł, ofiara i zimowa zatoka

Posted by kotmonika under Blog

Czasami nie potrafimy sobie nawet wyobrazić jakie obrazki może podsunąć nam życie do uchwycenia aparatem fotograficznym. Ja nie tylko mogę sobie jedynie pomarzyć na nizinie wielkopolskiej o zimowej zatoce w realu, a co dopiero o oglądaniu polskiego orla w naturalnym (choć może nie tak do końca) środowisku. Ten drugi motyw w ogóle nie biorę pod uwagę. A tu codzienność może zaskoczyć z minuty na minutę. Tak stało się udziałem mojej koleżanki z Towarzystwa Przyjaciół CMM-u (pracownicy Bazy Oznakowania Nawigacyjnego, pływającej z hydrografami z Wydziału Pomiarów Morskich), która 14 lutego wypatrzyła na zimowych wodach zatoki (w drodze z Gdyni do Gdańska) skutych miejscami lodem i pokrytych grubą krą orła wraz z jego ofiarą, spożywającego posiłek obok innego, mniejszego gabarytami ptactwa. Wielkie brawa za oko, refleks i zimną krew przy robieniu kolejnych ujęć. Oczywiście fotki były wykonywane na pokładzie jednostki pływającej. Mnie zdjęcia rzuciły na kolana, bo takie nietypowe, zaskakujący bohaterowie i prawdziwa dzika natura zatrzymana w czasie. Ostatnie zdjęcie pokazuje warunki na zatoce. Fot. Grażyna Sadłoń.

[22.02.2012]

Nowa przygoda

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Czasami kot domowy nie doświadczy czegoś sam, bowiem jego światem jest przestrzeń mieszkania  i trzeba mu pomóc w eksploracji nowych terenów. Obfite opady śniegu tydzień temu wzbudzały w kocurze ogromne zainteresowanie. Częściej niż zwykle przesiadywał na oknie i patrzał z ciekawością w ten – tak nagle rozjaśniony – świat. Jednego wieczoru kilka dni temu postanowiliśmy, że damy mu poczuć jak pachnie śnieg, jaką ma konsystencję, temperaturę… Jednym słowem został znienacka ubrany w szeleczki wyjściowe i pomaszerowaliśmy na chwilkę pod blok. Nie było paniki, raczej ciekawe obwąchiwanie, ale też szybka decyzja ze strony kota przekonała nas że już wystarczy mu tego doświadczenia. Jak nigdy dotąd na ugiętych łapkach zasuwał bardzo pewnie do właściwej bramy bloku jakby szeptał pod nosem: Do domu, do domu, ja chcę do domu… Zatem nowa przygoda trwała zaledwie chwilę, ale Error już wie co to znaczy śnieg. Fot . Latarnica.

[21.02.2012]

To dopiero optyka!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś wpis fotograficzny – przepiękna optyka latarni pochodząca ze starej książki, której tytuł również prezentuję (wydanej w 1931 roku). Fot. Wikipedia. Za to na deser mam filmik z 1949 ukazujący sztorm na Bałtyk. Uwaga! Jedna ze scen pokazuje czynną latarnię w Rozewiu. Do obejrzenia TUTAJ.

[20.02.2012]

 

Dla kociarzy i dla kota

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dwa dni temu kociarze świętowali międzynarodowy dzień swoich mruczków. Pewnie w wielu domach były całusy, smakołyki, nowe zabawki i wielkie radosne mruczando. Idąc za tym ciosem tematycznym chciałabym pokazać dziś 3 gadżety dla kociarzy i coś bardzo sympatycznego dla kotków. Poniżej znalezione w sieci 3 przedmioty: KOTOlatarka, KOTOlampka i KOTOwentylator. Bardzo fajne formy, którym zapewne niejeden kociarz by się nie oparł. Za to dla czworonożnych przyjaciół mam coś cieplutkiego, filcowego w sam raz na zimę jeszcze. Koci ocieplacz/budka został zaprojektowany przez litewską graficzkę Vaivę Nat, która pokochała filc i bawi się tą materią na wiele sposobów. Fot. gadżetów z internetu, ocieplacza z garderobe 33: style blog.

[19.02.2012]

PS. Jak zawsze, gdy planuję kolejne wpisy na blogu,  Error staje się samozwańczym strażnikiem laptopa. Lepiej nie podchodzić… Naprawdę.

 

 

Podczas weekendowego pobytu w Trójmieście miałam okazję widzieć i przeżywać krajobrazy nie tylko skąpane w świetle dnia, ale i po zmroku. Dodatkowym atutem był prószący i skrzypiący pod stopami śnieg. Mieszkałam w samym centrum grodu Neptuna – na Starówce przy ulicy Złotników. Na wyciągnięcie ręki miałam Bazylikę Mariacką pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz Kaplicę Królewską.

Bazylika  to historyczna fara Głównego Miasta w Gdańsku, pełniąca funkcję kościoła katolickiego i ewangelickiego (w latach 1572-1945). Od 1986 konkatedra diecezji gdańskiej, która w 1992 stała się archidiecezją. Natomiast Kaplica Królewska to barokowa kaplica katolicka na Głównym Mieście powstała w latach 1678 – 1681 z inicjatywy gdańskich katolików ( z pomocą króla Jana III Sobieskiego). Wybudowana została jako tymczasowa kaplica katolicka dla wiernych w czasie, gdy kościół Mariacki był w rękach protestantów. Na zdjęciach poniżej widok na oba obiekty od ulicy Grobla I za dnia i w nocy. Przy okazji nocnej wyprawy odwiedziłam sympatyczną małą kawiarenkę przy Grobli, która okazała się również małym kinem, bowiem w głębi sali na kilka stoliczków znajdowało się wejście do sali kinowej, do której obsługa donosiła również kawę, herbatę i inne napoje. Bardzo sympatyczne miejsce – zwłaszcza na rozgrzanie się aromatycznym grzńcem w mrożny wieczór. Poniżej wejście do tej kawiarenki. Fot. Latarnica.

Światowy Dzień Kota AD 2012

Posted by kotmonika under Blog, Kot

DZIWNY KOT

Znajomy narzeka
na swojego kota,
powiada, że dziwna
jest z niego istota,
że chociaż jest bystry
i szybko się uczy,
nie łasi się wcale,
do ucha nie mruczy,
usypiać z nim nie chce,
na progu nie czeka,
a nawet go czasem
omija z daleka,
nie jada mu z reki,
odwraca się dumnie . . .
zupełnie odwrotnie
niż widział to u mnie.

Więc cóż mu powiedzieć
by prostych słów użyć ?
Że –
na miłość kota,
to trzeba zasłużyć !

[autor: Franciszek Klimek]

Kochanemu Errorkowi w Dniu Jego Święta dziękuję za to, że: łasi się, mruczy do ucha, zasypia na kolanach, robi baranki, daje brzuszka, na progu czeka, w oknie niecierpliwie wygląda, nie opuszcza i chodzi krok w krok ciekawy świata, traktując każdą nadchodzącą chwilę jak wyzwanie i wielką przygodę. Fot. Latarnica.

[17.02.2012]

 

Tradycyjnie jak co roku na przełomie stycznia i lutego odbywa się tzw spotkanie noworoczne członków TPCMM-u. W tym roku przypadło ono na bardzo mroźny piątek, 3 lutego. Początek uroczystości miał miejsce w siedzibie Centralnego Muzeum Morskiego na Ołowiance. Ale zanim ktokolwiek z gości tam dotarł trzeba było pieszo lub autem pokonać trasę do muzeum, bowiem tego dnia mróz nadal trzymał i wody Motławy były całkowicie skute lodem. Przy odwilży dotarcie jest o tyle łatwiejsze, że spod żurawia pływa prom „Motława” i nie trzeba iść dookoła przez Długie Pobrzeże, ulice Stągiewną i Szafarnię. Ale dla mnie ten spacer był miłą okazją do zrobienia zimowych zdjęć Gdańska. Patrząc na gdańskiego żurawia od strony Ołowianki można było już podziwiać nową inwestycję muzeum, a mianowicie zabudowania Ośrodka Kultury Morskiej – nowej siedziby CMM. Poniżej zamarznięta Motława, siedziba CMM na Ołowiance – miejsce spotkania TPCMM-u oraz nowoczesna, ale pięknie wpasowana w zabudowę przy żurawiu architektura Ośrodka Kultury Morskiej, którego oddanie do użytku ma mieć miejsce w 2012 roku. Fot. Latarnica.

 

W Muzeum wszyscy przybyli punktualnie i mimo pogody była wyjątkowo wysoka frekwencja. Można była na miejscu uregulować składki członkowskie na rok 2012 i udać się na salę, gdzie p. Prezes Fryderyk Tomala opowiedział o działalności TPCMM-u w okresie ostatniego roku i planach na przyszłość. A wśród nich znalazłī się dla mnie dwa najważniejsze newsy dotyczące latarni Stilo i nieczynnego Rozewia II. Otóż na najbliższe półrocze, kończące kadencję obecnego zarządu, planowane są dwa bardzo poważne przedsięwzięcia: zaadaptowanie pomieszczenia po starej maszynowni w Stilo i rozpoczęcie przygotowań do zrealizowania budowy windy przy latarni Rozewie II dla osób niepełnosprawnych. O tej idei pisałam już w jednym z wpisów, ale wtedy był to zaledwie szkic pomysłu na udostępnieni dla turystów nieczynnej drugiej rozewskiej blizy. Na spotkaniu  przedstawiono już nawet liczne wizualizacje tej inwestycji – poniżej kilka ujęć jak ma wyglądać wieża latarni wraz z dobudowaną przeszkloną windą. Prezes potwierdził również, że realizacja odbywa się  pomocy p. Anny Dymnej i jej Fundacji na rzecz osób niepełnosprawnych. Fot. Latarnica.

[16.02.2012]

Podróżni,  jadący z Rygi do Tallina międzynarodową droga E67 zwaną Via Baltica , powinni zatrzymać się w małej miejscowości na Łotwie, tuż przy granicy z Estonią. Chodzi o Ainaži, nad brzegiem Zatoki Ryskiej, w której można zobaczyć dwie ciekawe latarnie morskie – jedną czynną, a drugą (a raczej jej część) historyczną. Jest jednym z symboli morskich tradycji miejscowości. Latarnia czynna powstała w 1930 roku na murowanej, oktagonalnej wieży. Wcześniej istniała inna latarnia, zbudowana w 1908 roku, która w 1986 roku spadła do morza. Laternę odzyskano i ustawiono na skwerze obok muzeum Akademii Morskiej. Prawdopodobnie przez krótki czas (w latach 20-tych XX wieku) latarnie tworzyły układ nabieżnika. Co wiadomo o czynnej wieży? Zarządzającym obiektem jest Maritime Administration of Latvia. Światło latarni jest izofazowe, okres 2s (1s-1s), białe. Wysokość wieży wynosi 18 m n.p.m., natomiast wysokość światła to 22 m n.p.m. Zasięg: 12 Mm. Fot. Smashin.

Ainaži (est. Heinaste) – położone kilku kilometrów od estońskiej granicy – było krótko pod  okupacją estońską tuż po I Wojnie Światowej. Niegdyś większość populacji stanowili Estończycy. Rozwój miejscowości i okres świetności przypada na przełom XIX i XX w. Związane to było głównie  z działalności Akademii Morskiej, z która razem rósł port i przemysł. Uczelnia powstała z prywatnych funduszy (Krišjānis Valdemārs, 1864 r.) i kształciła za darmo. I Wojna Światowa przyniosła zniszczenie portu i jego blokadę przez zatopione okręty. II Wojna Światowa przyniosła zupełne zrujnowanie portu i znieszczenie w pożarach budynku akademii. Obecne działa tam Museum of Ainaži Naval School. Zabudowa samej miejscowości nie przypomina jednak wiejskiej – kilka drewnianych, bogato zdobionych budynków sygnalizuje minioną, bogatą historię.
W drodze do Parnu, już na terenie Estonii, można odwiedzić mieszczące się w prywatnym, historycznym domu Kapten Reeder Jacob Marskoni Museum, które prowadzi rodzina w hołdzie dla swego przodka – kapitana żeglugi, absolwenta Akademii Morskiej w Ainaži. Museum Jacoba Marskoni, prowadzi jego wnuczka. Jest tam pełno pamiątek, całość jawi się jako żywe świadectwo pamięci, które pewnie zniknie wraz z kolejnymi pokoleniami. Wnuczka pełniąca funkcję pani kustosz, po pierwszym pozytywnym wrażeniu ostatecznie wydaje się trochę „nawiedzona”. Na życzenie zagra na pianinie, ale tylko krótki fragment muzyczny nie trzymający rytmu. Przed budynkiem sporo ławek – miejsce zapewne służy plenerowym koncertom.

Jeśli chodzi o historie latarni to istnieje mnóstwo niewiadomych. Data budowy czynnej latarni bywa opatrzona znakiem zapytania  (1930?) – bez powodu jego użycia. Spotyka się też datę 1940 rok  (co prawdopodobnie jest błędem). Nie ma żadnych informacji o pierwszej latarni – stojącej do 1986r! Nie ma też jej zdjęcia (oprócz obecnego pomnika – laterny). Samo Ainaži to miejscowość dużo przyjemniejsza niż siedziba gminy – Salacgriva. Poniżej uratowana część starej latarni na skwerze przy Muzeum Akademii Morskiej oraz archiwalna fotografia opisana jako latarnia z Ainaži (baka = z łotewskiego latarnia). Fot. z internetu. Cały tekst na podstawie informacji z pierwszej ręki od czytelnika – Smashina. Dziękuję bardzo!

[15.02.2012]

PS. Dzisiejszy poranek zaskoczył ilością śniegu, temperatura wreszcie w okolicy zera ale zasypało. Poniżej srodowy oranek, godz. 6.50. Temp. -1.

Subscribe to LATARNICA