LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Marzec, 2012

W Gdyni już też wiosna!

Posted by kotmonika under Blog

Jak donosi – na dowód przesyłając mi poniższe zdjęcia – mój terenowy korespondent z Gdyni  – wiosna zawitała również na wybrzeże. 22 marca, w czwartek była piękna, słoneczna pogoda co umożliwiło wykonywanie zdjęć na lądzie i wodzie. Poniżej sfotografowane z wody: kościół na Oksywiu, kościół farny w Pucku oraz zatoka. A żeby obraz wiosny był pełniejszy to krokusy w dalszym i bliższym kadrze. Jak tylko robi się ciepło i dłużej jest jasno od razu inna energia wstępuje w człowieka. Fot. Grażyna Sadłoń. Dziękuję za fotorelacje!

[31.03.2012]

 

Dziś powrócę do tematu latarni opuszczonych. Przykro ogląda się takie zdjęcia, bo widać martwość tych obiektów, które przepięknie się prezentują tylko wtedy gdy pełnią swoje funkcje i działają jako obiekty nawigacyjne. Podobnie jak opisywany już obiekt walijski, tak i na wyspach Bimini, a konkretnie na Great Isaac Cay znajduje się opuszczona latarnia. Bimini Islands to grupa małych wysp zaledwie 80 km na wschód od Miami na Florydzie. Ta na której jest latarnia, jest malutką wyspą, na którą można dostać się tylko łodzią. Budowlę wzniesiono już w 1859 roku. Wysokość wieży to 46 metrów. Wraz z latarnią na wyspie został wzniesiony kompleks budynków dla jej obsługi. Zaplanowana została jako biała okrągła wieża. Z wysepką związana jest legenda nawiązująca do katastrofy statku w XIX wieku u jej brzegów, w której zginęło niemowlę. Odtąd ponoć w rocznicę tragedii jego matka znana jako Lady Grey nawiedza wyspę i zawodzi z rozpaczy do księżyca. Inna interesująca historia wiąże się z dwoma latarnikami. W 1969 roku przybysze z zewnątrz dotarli na wyspę gdzie zastali opuszczony obiekt, a latarników nigdy nie odnaleziono. Od tego czasu kompleks budynków popada w ruinę, ale sama latarnia jest czynna, choć dziś już w pełni zautomatyzowana. Większość okien w wieży jest wybitych, specjalna komisja która badała stan techniczny widzi zagrożenie jej zawalenia, ale mimo to obiekt funkcjonuje. Wieża jest zamknięta, ale na wyspę można się dostać łodzią.

[30.03.2012]

Poniżej zdjęcia z www.artificialowl.net i www.unc.edu (ostatnia fotografia)

W 2007 roku wieża została odmalowana co pokazują dwa poniższe kontrastowe zdjęcie – oba wykonane w tym samym roku. Fot. Panoramio.com i Flickr.com.

Sopot między wojnami

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

W tej samej serii co opowieść o międzywojennej Gdyni,  ukazała się w 2012 roku druga publikacja pt. „Sopot między wojnami, opowieść o życiu miasta 1918-1939” Aleksandry Tarkowskiej. Autorka jest licencjonowaną przewodniczką po Trójmieście. Promocja książki miała miejsce w Dworku Sierakowskich w Sopocie, o którym już na tym blogu pisałam. W notce od wydawcy możemy przeczytać:

Sopot między wojnami prezentuje nadmorski kurort jako część, proklamowanego w 1920 roku przez traktat wersalski, Wolnego Miasta Gdańska. Nowa rzeczywistość polityczna nie odebrała miastu charakteru eleganckiego kąpieliska sprzed I wojny światowej. Po kilku latach wojennego zastoju zaczęło ponownie tętnić życiem, a stale poszerzana oferta atrakcyjnych rozrywek zyskała mu miano Riwiery Północy.

Opowieść ta w niezwykle barwny i niebanalny sposób przybliża Czytelnikowi historię miasta lat międzywojnia, wielką politykę i małą dyplomację, kulturę, gospodarkę i życie codzienne sopocian oraz letników. Gdzie była aleja wisielców? Ilu graczy kasyna „poszło na ruchomą deskę”? Czy tańcząca podłoga naprawdę tańczyła? Jaki repertuar królował na scenie Opery Leśnej? Gdzie można było kupić modny kapelusz i u kogo uszyć wieczorową toaletę? Na te i inne pytania odpowiada Aleksandra Tarkowska – przewodniczka po Trójmieście i autorka podobnych opowieści o Gdyni i Gdańsku między wojnami. Oprócz anegdot i ciekawostek pojawiają się w książce tematy bardzo poważne – życie religijne, Polacy w Sopocie, funkcjonowanie infrastruktury miasta, prasa, sport, architektura, artyści, czy masoneria. Nie brakuje rozdziałów o wszelkich atrakcjach kurortu, które przyciągały tysiące miłośników morskich i słonecznych kąpieli.

Klimat międzywojennego Sopotu buduje stylowa szata graficzna, na którą składają się archiwalne fotografie, pocztówki, plany, mapy i dane statystyczne. Całość uzupełniają fragmenty wspomnień dawnych sopocian, cytaty z ówczesnej prasy oraz obszerna część informacyjna i adresowa. Indeks niemieckich nazw ulic wraz z ich współczesnymi polskimi odpowiednikami ułatwia poruszanie się w przestrzeni miasta tamtych lat.Podróże w czasie są możliwe, zwłaszcza, gdy jest to magiczny czas magicznego miasta!

[29.03.2012]

Poniżej kilka migawek z zimowego jeszcze Sopotu, do którego mi nie udało się dotrzeć przed zmrokiem, ale doskonale uzupełnią ten temat zdjęcia autorstwa Iwonki Dominiczak.

Zasypana piaskiem

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Bieżący tydzień wpisów rozpoczęłam od prezentacji skazanej na zagładę walijskiej latarni z żeliwa. Dziś chciałabym podzielić się z wami inną ciekawostką  – również opuszczoną latarnią, ale nie ginącą z powodu korozji na akwenie wodnym, lecz atakowaną systematycznie przez ogromne ilości piasku z wydm. Mam na myśli uroczą Rubjerg Knude Lighthouse z Jutlandii w Danii. Budowę tego obiektu rozpoczęto w  1899 roku. Obiekt został postawiony 200 m od linii brzegowej, nie było wokół niego wysokich wydm. Światło na wieży zabłysło  27 grudnia 1900 roku.  Latarnia ma wysokość 23 m, a światło miało wysokość 60 metrów nad poziomem morza. Urządzenia oświetleniowe zakupiono we Francji. Aż do 1908 roku działała na gaz. Przestała działać 1 sierpnia 1968 roku. Ruchome piaski i erozja wybrzeży doprowadziły do stanu obecnego, gdzie budynki latarni i częściowo wieża są zasypane piaskiem. Te wydmy cały czas są aktywne, przez co raz widać niektóre partie zabudowań,  a innym razem pochłaniane są ponownie przez piach. Zanim doszło do całkowitego opuszczenia zagrożonego budynku w latarni znajdowało się muzeum i kawiarnia. Wieża jest zamknięta dla publiczności, ale to miejsce jest nadal bardzo popularne i odwiedzane przez tłumy turystów. Dawniej, aby podziwiać piękne widok trzeba było się wspiąć i pokonać 99 schodów. Dziś nie ma to znaczenia, gdyż atakująca latarnię wydma jest już wystarczająco wysoka i pomału osiąga poziom galerii wieży.

[28.03.2012]

Fot. ze strony www.artificialowl.net.

Poniżej zdjęcia ze strony www.http://www.lighthouse-duo.net wykonane latem 2004 roku

Poniżej archiwalne zdjęcia z budowy (fot. K. Lund 1899-1900), widok na latarnię ok. 1920 roku oraz plan architektoniczny – zdjęcia ze strony www.rubjergknude.dk

Gdynia między wojnami

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

Ostatnio natrafiłam na kilka ciekawych pozycji książkowych o historii miast, które nierozerwalnie wpisują się w dzieje naszego wybrzeża i właściwie dziś od razu kojarzą się czy to z flotą i przemysłem morskim czy kurortami i miejscami wypoczynkowymi. „Gdynia między wojnami – opowieść o narodzinach i życiu miasta 1918-1939” Aleksandry Tarkowskiej ukazała się w 2009 roku. To co istotne w tej publikacji zebrał wydawca (wyd. Księży Młyn) , w krótkiej notce, którą pozwolę sobie tutaj przekazać:

Gdynia między wojnami ukazuje miasto w okresie jego narodzin i najbardziej dynamicznego rozwoju, kiedy to w ciągu zaledwie dwudziestu lat stało się dumą II Rzeczypospolitej i nowoczesnym portem na Bałtyku. Książka jest opowieścią o historii Gdyni, o jej mieszkańcach i ludziach przybyłych tu z daleka oraz o ich trudnym, pionierskim życiu. Kolejne rozdziały prezentują różne dziedziny życia miasta, jego ustrój, architekturę, gospodarkę i kulturę. Czytelnik ma szansę dowiedzieć się, czym charakteryzował się fenomen gdynianina, dlaczego Gdynia była nazywana „miastem śpiewającym”, kiedy w Gdyni pojawił się pierwszy samochód, czy faktycznie Stefan Żeromski napisał tu „Wiatr od morza” i czy gdyńska autodorożka to współczesna taksówka. Życie portowego miasta miało swój morski koloryt, a egzotyka dopiero co odzyskanego dostępu do morza przyciągała nie tylko letników, ale przede wszystkim ludzi przedsiębiorczych, wizjonerów i polityków, którzy mieli odwagę zbudować wspaniały port, otwierający Polskę na świat. Dlatego na kartach tej książki pojawiają się sylwetki „ojców chrzestnych” miasta, budowniczych i inżynierów, organizatorów gospodarki morskiej, animatorów kultury, artystów i zwykłych ludzi, związanych z Gdynią na dobre i na złe. „Gdynia między wojnami” może być swego rodzaju przewodnikiem. Bogata część informacyjna, adresowa i plan miasta zapraszają w nieco sentymentalną podróż w czasie i w przestrzeni. Wspaniała szata graficzna jest niewątpliwą atrakcją tego opracowania, około 300 archiwalnych fotografii, reklam, skanów ksiąg adresowych i oryginalnych dokumentów z rodzinnej szuflady tworzą niepowtarzalny klimat lat dwudziestolecia międzywojennego. Do książki dołączono plan Gdyni z 1936 roku oraz płytę VCD z fragmentami międzywojennych kronik filmowych dotyczącymi miasta.

Poniżej okładka publikacji.

[27.03.2012]

Przy okazji tematyki gdyńskiej chciałabym jeszcze zaprezentować urocze zdjęcia zimowe (jest już tak ciepło, że jeszcze trochę, a w ogóle nie będzie wypadać pokazywać takie pejzaże) z gdyńskiego Orłowa zrobione na początku lutego 2012, autorką zdjęć jest Iwona Dominiczak. Dziękuję Iwonko za wspaniałe zdjęcia!

 

Nieczęsty to widok, a bardzo już rzadki w skali naszego kraju, choć mamy jedną latarnię w totalnej ruinie. Znawcy tematu będą od razu wiedzieć, że myślę o nieczynnej blizie na Szwedzkiej Górze koło Helu. Na szczęście to jedyny taki obiekt w złej kondycji. Pozostałymi możemy się wyłącznie chwalić.  Za to w skali globalnej myślę, że jest  o wiele więcej takich upadłych, porzuconych latarni. Jednej z nich przyjrzymy się dziś bliżej. Whiteford Lighthouse – bo o niej dziś krotko napiszę – znajduje się u wybrzeży południowej Walii – a  dokładniej –  blisko Whiteford Sands, na Półwysep Gower. To jedyna pozostała żeliwna latarnia otoczona morzem w Wielkiej Brytanii. Pozostała garstka latarni tego typu stoi z dala od wody albo na nabrzeżach portowych ( pierwsza znana żeliwna brytyjska latarnia morska została postawiona w Swansea Harbour, w 1803 roku).  Whiteford Lighthouse została zbudowana w 1865 roku, a światło zapalono na niej rok później. Wieża ma 13,4 m wysokości a zasięg jej światła wynosił 7 Mm. Na jej konstrukcję osiem okręgów z żeliwnych płyt. Można się do niej dostać tylko podczas odpływu. W XIX wieku pracowało na tej latarni dwóch latarników. Ich system pracy przewidywał  dwa tygodnie w Whitford Lighthouse naprzemiennie z dwoma tygodniami w Llanelli Harbour Lighthouse. W chwili wybudowania latarnia wyposażona była w trzy lampy Arganda, z czasem dołożono jej jeszcze jedną czwartą. Od 1919 roku była zautomatyzowana (gaz). Światło wygaszono ostatecznie w 1921 roku.

Fot. Wikipedia i ze strony www.artificialowl.net.

[26.03.2012]

Weekend, a zwłaszcza niedziela to czas odpoczynku, dlatego postanowiłam również w niedziele odpoczywać od blogu. Odtąd jeśli pojawi się tego dnia wpis, będzie to tylko pojedyncza fotografia z domowego archiwum lub od znajomych – taka do kontemplacji i rozmarzenia się. Albo po prostu świetna technicznie czy tematycznie. Dziś główka wejściowa falochronu w porcie Władysławowo. Za dnia latarenka ma kolor zielony i jest w konstrukcją metalową. Zdjęcie wykonane podczas letnich wakacji na Półwyspie Helskim w 2005 roku. Fot. Tomasz Lerczak.

[25.03.2012]

Idzie? Idzie!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Kalendarzowa już przybyła. Pogodowa również się przywitała, bo tydzień temu w weekend było ponad 20 stopni i powiało nawet latem. A w niedzielę była pierwsza wiosenna burza. Ach jak pachniało! Za to nadchodzącą wiosnę można najszybciej poznać w zachowaniu zwierząt. Error już od kilku tygodni wiedział, że przyroda się zmienia. Co o tym świadczyło? Zmniejszenie masy ciała (puchate zimowe futro ustępuje zgrabnej sylwetce, przez ma się wrażenie, że kot jest chory i zmalał), większa aktywność, szybsze budzenie się, notoryczne wąchanie powietrza w uchylonym oknie, „modlenie się” do drzwi wyjściowych oraz straszne rozgadanie się w kocim języku. Niestety ma to miejsce często w środku nocy – przez co  czasami obawiam się spojrzeć sąsiadom w oczy. Mimo wszystko mam nadzieję, że tych jęków i miauknięć nie słyszą… Wzrok kota za dnia jest bystry i czujny, ptaki kręcą go dwa razy bardziej niż zimą i ciągle coś wypatruje, Jest teraz zdecydowanie kotem naokiennym (po fazie nakolankowej). A także kotem polującym – choć najczęściej na czyjąś nogę czy rękę, przez co trzeba teraz bardzo dbać o stan długości pazurków. Zatem nie martwię się zmienną aurą, skokami temperatur i datą w kalendarzu. Z całą pewnością wiosna idzie. A może już jest na dobre. Poniżej kocur wypatrujący zwiastun nowej pory roku. Fot. Latarnica.

[24.03.2012]

PS. Koty u przyjaciół w Sulejówku również mają się bardzo dobrze na wiosnę – poniżej Frodo i Pippin na pralce, fot. K. Maciejewski.

Sopot – Kurort w cieniu PRL

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

Kilka wpisów wstecz pisałam o ciekawej nowej publikacji Muzeum Miasta Gdyni, a niedawny pobyt w jednej z poznańskich księgarni przypomniał mi o innej ciekawej wydanej 5 lat temu książce – dlatego dziś o niej krótko wspomnę. Podobnie jak lubię zaczytywać się literaturą latarnianą – głównie pod kątem historii latarni i miejsc, na których się znajdują (a to w końcu bardzo wąska, ograniczona liczenie bibliografia, jeśli chodzi o rodzime blizy) to z porównywalną ekscytacją czytam o historii miejsc nadmorskich, małych wsi i wielkich kurortów. Takie ciekawe spojrzenie na jedną z naszych perełek przynosi książka pt. Kurort w cieniu PRL-u. Sopot 1945-1989 autorstwa Wojciecha Fułka i Romana Stinzing-Wojnarowskiego. Ta książka to właściwie album, ale i podręcznik z historii Sopotu. Autorzy pokazują rzadkie i archiwalne zdjęcia z kilkudziesięciu lat rozwoju miejscowości i opatrzyli je ciekawym komentarzem. Na 472 stronach zamieszczono ponad 700 unikatowych zdjęć. Dla wszystkich, którzy bywali  w Sopocie – pozycja obowiązkowa. Dla mnie Sopot to pejzaż wakacji z dzieciństwa. Przez wiele lat co roku jeździłam z dziadkami ze strony ojca na letnie wakacje do Trójmiasta. Noclegi mieliśmy zawsze w Gdyni lub Gdańsku, bo Sopot był zbyt ekskluzywnym i drogim miejscem, ale zapamiętałam go jako kolorowe, wolne, tętniące gwarem miasto. Taki powiew zachodu w szarych latach PRL-u. Dziś jest zupełnie innym miejscem, nie wiem czy lepszym. Zawsze obrazy z dzieciństwa budują pewną legendą miejsc kiedyś odwiedzanych. Nie widziałam wtedy żadnych wad więc mam taki sielankowy i idealny obraz tego kurortu. I może lepiej że tak jest. Powracam do niego systematycznie i mam w sercu sentyment. Choć ten nowy Sopot pomału przysłania mi już obrazy z przeszłości. Ta książka to nostalgiczna podróż i pod tym kątem jest bardzo ciekawa i cenna. Polecam! Fot. okładka z internetu, zdjęcia Sopotu z  albumu Wojciecha Fułka i Romana Stinzinga-Wojnarowskiego.

[23.03.2012]

Wiosennie trendy z kocim motywem

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Od wczoraj mamy kalendarzową wiosnę, a na stronach modowych i designerskich już pojawiły się nowe produkty z kocimi motywami. Nowym trendem w torebkach (widziałam już takie w butikach w Poznaniu) są te uszyte z szarego filcu z wyciętymi różnymi motywami i podszyte kontrastowym materiałem. Ale dopiero w internecie znalazłam takie z kotami. Widać koty są zawsze aktualnym i lubianym motywem, co mnie akurat cieszy i uśmiechałam się do monitoru znajdując te produkty, które prezentuję poniżej (torebka, kosmetyczki i broszka). Wszystkie pochodzą z portalu modna.pl. Ale z pewnością na innych stronach projektantów znalazłyby się też ciekawe ciuszki i dodatki [fot. z internetu].

[22.03.2012]

 

Latarnie na słodko

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Pomyśleliście kiedyś, aby upiec sobie ciasto w kształcie latarni morskiej? Ja kiedyś miałam taki plan, ale nie mając żadnej gotowej formy chciałam trochę się pomęczyć i sama kombinować i wykrawać taki kształt. Ale każda branża idzie z duchem czasu i nawet w sprzęcie gospodarstwa domowego możemy już liczyć na producentów form do ciast. Otóż znalazłam ostatnio w internecie trzy ciekawe produkty dla miłośników pieczenia. Pierwsza to silikonowa forma w klimatach morskich , druga – typowa metalowa forma do wycinania porządanego kształtu, trzecia – foremki z tworzywa sztucznego zawierające w zestawie  latarnię morską.

Forma silikonowa nadaje się  do wypieku babeczek, ale można w niej także przygotować galaretki  lub inne desery. Jej wymiar to 76 x 52 mm, głębokość 28 mm. Minusem jest cena.  Kosztuje ok. 40 zł.

Forma metalowa, ze stali nierdzewnej, ma wysokość 9 cm, kosztuje ok 15-20 zł. Poniżej jej zdjęcie plus przykładowy gotowy wyrób.

Poniżej zestaw zawierający trzy różne formy: żaglówka, kotwica, latarnia morska. Wykonane z trwałego tworzywa – nie zardzewieją i nie zmienią kształtu. wymiary poszczególnych kształtów: 9,1cm, 10cm, 11,7cm. Na zdjęciu foremki (zawierają praktyczny uchwyt) wraz z przykładowymi wypiekami. Cena ok. 40 zł.

Fot. z internetu.

[21.03.2012]

Do poszukania informacji o latarni morskiej w włoskim mieście Triest skłoniła mnie stara kartka pocztowa znaleziona na aukcji. [poniżej, fot. aukcyjna, wydanie 1907 rok]. Kiedy przypatrzyłam się strukturze architektonicznej tej latarni skojarzyła mi się od razu z naszą Twierdzą Kołobrzeg czy gdańską Twierdzą Wisłoujście – duża, okrągła, solidna podstawa i osadzona na niej wieża.

Co można przeczytać na temat tej latarni? Nazywana jest Lanterna di Trieste, a usytuowana jest na  Molo Santa Teresa. Triest to włoskie portowe miasto położone nad Adriatykiem. Latarnia pochodzi z 1833 roku, od 1969 jest wyłączona jako znak nawigacyjny. Wysokość wieży wynosi 31 m. Znajduje się ona na dwukondygnacyjnym budynku. Zbudowana z białego kamienia, od początku zachowano oryginalny kolor budulca (wapień austriacki). Zaprojektowana została przez architekta Matteo Pertsch i jest uważana za ważną część dziedzictwa kulturowego w Trieście. Wcześniej nie było tam latarni morskiej, ale już  w VII wieku z wieży kaplicy San Nicolo palono światła, aby prowadziły żeglarzy  przybywających w te okolice. Wieża jest zamknięta dla ruchu turystycznego.

[20.03.2012]

Poniżej wizerunek latarnia starym sztychu  z 1854 roku, fot. Wikipedia.

Poniżej fotografia latarni z roku 2008, fot. Tiesse oraz współczesne ujęcie autorstwa Dario Manzoni

Poniżej zdjęcie satelitarne z Google Maps oraz fotografia latarni i otoczenia z marinas.com.

Orłowo – figura nad brzegiem morza

Posted by kotmonika under Blog

W nawiązaniu do prezentowanej kilka dni temu publikacji wydanej przez Muzeum Miasta Gdyni chciałabym dziś wspomnieć o moim ulubionym miejscu kultu religijnego, które z pewnością podchodzi pod temat tamtej książki. Jest nim figura Chrystusa w Gdyni Orłowie. Publikowana już na starych kartkach pocztowych zawsze robiła na mnie wrażenie i specjalnie podczas jednej z wizyt na naszym wybrzeżu pojechałam ją z bliska obejrzeć i  sfotografować. Usytuowana tuż przy samej plaży, skierowana w stronę wód zatoki, czuwa i chroni mieszkańców przed siłą żywiołu. Pierwowzór dzisiejszej figury stał od 1924 roku. Ufundowali ją orłowscy rybacy a nazwali „Chrystus – Błogosławieństwo Morza” Szczególnie często spotykano pod nią kobiety, które modliły się o szczęśliwy powrót mężów z połowu. Przepięknie pokazuje to przedwojenna kartka pocztowa [poniżej, fot. aukcyjna] oraz stara fotografia  robiona od strony lądu w kierunku zatoki [fot. aukcyjna].

O samej figurze, losach jej pierwowzoru oraz replice ciekawie pisała Izabela Jopkiewicz w Gazecie-Trójmiasto w 2009 roku:

W Orłowie odtworzono przedwojenną figurę Chrystusa

Na krańcu ulicy Orłowskiej, w lewo od mola, zobaczyć można okazałą figurę Chrystusa, z twarzą zwróconą w stronę morza i podniesionymi rękoma. Taka sama rzeźba, ufundowana przed orłowskich rybaków, stała tu przed wojną. Teraz ją odtworzono.

Pierwowzór dzisiejszej figury stał od maja 1924 roku. Ufundowali go orłowscy rybacy, nazwali „Chrystus – Błogosławieństwo Morza” i od początku obdarzali czcią. Szczególnie często spotykano tutaj kobiety, które modliły się o szczęśliwy powrót mężów z połowu. Gdy po wojnie mieszkańcy Orłowa wrócili do swoich domów, po rzeźbie Chrystusa został tylko cokół. Figura została doszczętnie zniszczona.

– Od zawsze mówiło się, że trzeba ją odtworzyć. Mój ojciec, który w 1929 roku wybudował jeden z pierwszych domów jednorodzinnych w Orłowie, próbował to zrobić w PRL-u, ale bezskutecznie – mówi Jolanta Rozczynialska, orłowianka od pokoleń, gdyńska radna, działająca w komitecie społecznym, dzięki któremu rybacki Chrystus powrócił na swoje miejsce. – Teraz, na podstawie pocztówek przedstawiających przedwojenną figurę, udało się ją odtworzyć.

Nad odtworzeniem proporcji pracował kolejny członek komitetu społecznego – nieżyjący już dziś Jerzy Heidrich (z wykształcenia architekt, wielki miłośnik historii Gdyni), a także Zdzisław Koseda i Eugeniusz Lademann, orłowscy artyści rzeźbiarze, którzy wykonali dzisiejszą wersję figury. Reszta KS, czyli Jolanta Rozczynialska, Zofia Brzeska, Jadwiga Kubiak i Danuta Stępień, od 2002 roku zbierała pieniądze na odbudowę – kwestując głównie wśród orłowian pod tutejszym kościołem pw. Matki Boskiej Bolesnej.

Podczas sobotniego nabożeństwa, które o godz. 16 odprawi przy orłowskiej plaży abp Tadeusz Gocłowski, figura zostanie uroczyście poświęcona. W przyszłości będą się pod nią odbywać nabożeństwa majowe.
Poniżej: cztery fotografie nowej figury. Fot. 1x Latarnica [fot. 1] i 3x Feyg – Wolne Forum Gdańsk  [fot. 2-4]

[19.03.2012]

Marzenie o teleportacji

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Są takie dni, że chciałoby się zamknąć oczy i przenieść tak od razu TAM, gdzie zostawiło się kawałek i może i całe swoje serce. Dla mnie znaczna jego część na pewno spoczywa na Rozewiu, o czym wielokrotnie tutaj pisałam i będę to pewnie jeszcze powtarzać nie raz. Dałabym wszystkie skarby świata dla osoby, która będzie odkrywcą teleportacji w praktyce dla każdego z nas. Tak komunikacja byłaby idealna. Ale nic nie przychodzi tak łatwo, zatem siedzę, marzę, przeglądam stare fotki i oto ona: tam chciałabym się teraz przenieść: przylądek Rozewie i błysk  z latarni obserwowane z plaży w Kuźnicy na Półwyspie Helskim. Fot. Tomasz Lerczak.

[18.03.2012]

Prawdziwie wiosenna sobota

Posted by kotmonika under Blog

I stało się! Do kalendarzowej wiosny zaledwie kilka dni a już zawitały do nas temperatury bliskie 20 stopniom na plusie! Cudowna, ciepła (momentami wręcz gorąca!) sobota. Od razu ludzie licznie opuścili domy – w centrum większy tłok, na skwerkach, trawniczkach, ławeczkach wszystkie sprzyjające siedzeniu miejsca okupowane. Dziś zdarzyło mi się nawet trafić na pana śpiącego w samym centrum na schodach – leniwie wyciągniętego w stronę słońca a niektóre panie odważnie ruszyły w miasto w spódniczkach bardzo mini i gołych nogach oraz odkrytych ramionach. Wiosno witaj! Nareszcie!

Ja zagospodarowałam sobotnie południe na spotkaniu przy kawie na Stary Rynku. Tradycyjnie padło na jakąś kawiarenkę, która była akurat po drodze i nam się dziś spodobała. Wybór padł na Stary Młynek – lokalik już wielokrotnie sprawdzony na kawy, słodkości czy kolacje. Wprawdzie ogródek na wolnym powietrzu jeszcze nie działał, ale wnętrza są przytulne i mają wygodne kanapy. Sobota upłynęła więc pod znakiem zakupów, spaceru i smacznej kawy w spooorym kubku. Tego było mi trzeba!

Fot. Latarnica.

[17.03.2012.]

Subscribe to LATARNICA