LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Lipiec, 2012

30 czerwca w wieży latarni Stilo miała miejsce przemiła uroczystość otwarcia wystawy malarstwa marynistycznego artysty malarza p. Aleksandra Skotarczaka. Nie pierwsze to już tego typu wydarzenie w tej konkretnej latarni. Okolice Stilo stały się miejscem licznym plenerów malarskich. Po nich odbywają się tzw. wystawy poplenerowe, które bywają prezentowane w Stilo. Tym razem można zobaczyć ok. 60 obrazów absolwenta gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Podczas wernisażu o autorze prac opowiedziała zebranym Krystyna Karpińska – była dyrektor Zespołu Szkół w Choczewie. tematyką prezentowanych prac są impresje morskie. Pojawia się na nich również obiekt, w którym są one obecnie eksponowane – czyli sama latarnia. Obrazy wiszą na 4 kondygnacjach wieży  i zostały podzielone na grupy tematyczne. Na uroczystości pojawili się zarówno mieszkańcy z okolic Stilo, ale i osoby związane z plastyką, literaturą jak i przedstawicielstwo Towarzystwa Przyjaciół Centralnego Muzeum Morskiego.

Wystawa malarstwa w latarni potrwa do końca września 2012 r.

Fot.  Apoloniusz Łysejko i Lucjan Boroś (TPCMM)

[31.07.2012]

Uwielbiam puste plaże!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Osobiście należę do tych osób, które na wakacjach szukają ciszy i spokoju, toteż zawsze jak wybieramy się na plażę odchodzimy spooory kawał drogi od zatłoczonych miejsc lub podjeżdżamy autem w miejsce ustronne, bardziej dzikie i ciche. Toteż zupełnie nie dziwię się stałej czytelniczce Ani z Chicago, która po pracy udaje się na pustą i spokojniejszą plażę Loyola Beach, a pomija te popularne i zatłoczone miejsca takie jak  Oak Street Beach i North Street Beach. Na jednym z takich wypadów Ania zrobiła przepiękne fotki – również takiego obiektu przypominającego latarnię – tym chętniej je tutaj Wam pokazuje. Fot. Ania z Chicago, zdjęcia wykonane w piątek 20 lipca br. Serdecznie dziękuję za podesłanie tych fotografii.(mapa lokalizacji plaży z Google Maps).

[30.07.2012]

Poniżej maleńka plaża między wieżowcami przylegająca do Berger Park.

Zdjęcie na niedzielę – 29 lipca

Posted by kotmonika under Blog

Dziś fotografia, która nie podchodzi pod żadną z głównych kategorii tego blogu – ani to latarnia, ani kot, ani tym bardziej nie ma nic wspólnego ze słowem drukowanym. A jednak troszkę ociera się o tematyką morską bowiem fotki (tak, tak to będzie wyjątkowo nie jedna fotografia, ale Tryptyk mgielny – jak go roboczo nazwałam) zdjęcie wykonano w Darłówku. Każdy kto był w tym nadmorskim kurorcie wie iż na jego obrzeżach znajdują się niezliczone „wiatraki” – a mówiąc współcześnie – turbiny, które pozyskują z energii wiatru prąd dla okolicy. W tej scenerii powstały przepiękne zdjęcia ukazujące mgły snujące się nisko nad polami. Po prostu nie mogę się oprzeć ich czarowi.

Fot. Iwona Dominiczak, lipiec 2012 r.

[29.07.2012]

Lato na polskim wybrzeżu ma niezaprzeczalnie swój urok. Nawet jeśli pogoda zmienna, nieplażowa – przyroda wokół nas może zachwycać – czy to w promieniach słońca czy kropelkach deszczu. Oglądanie zachodów słońca bywa nad Bałtykiem narodowym sportem Polaków. Pamiętam z wakacji w Darłówku sprzed kilku lat, że w porze gdy słońce niknęło na horyzoncie w morzu, na plaży i wydmach zbierały się tłumy ludzi, trzeba było wręcz przychodzić w miarę wcześnie, aby zająć dobre miejsce do obserwacji i robienia zdjęć. Z tego co widać na zdjęciach poniżej takiego tłoku na plaży nie było. A najświeższe fotografie Przylądka Rozewie w porze zmierzchania mam z pierwszej ręki – od siostry, która z rodziną i psiną wybrała się na wakacje do Władysławowa. Zazdrościłam jej najbardziej tej wręcz nieograniczonej możliwości nocnej obserwacji światła latarni – tym bardziej że Rozewie to najsilniejsza bliza a jej uruchomiona optyka po zmierzchu, nawet z daleka robi kolosalne wrażenie. Wiem coś o tym bo obserwowałam to światło zawsze z plaży w Kuźnicy – czyli jeszcze kilkanaście km dalej na wschód niż Władysławowo. Przy zestawieniu trzech zdjęć widać jak różnorodne może być niebo, jak z innej palety barw malują się na nim chmury. Dla wnikliwych obserwatorów nie będzie trudne wypatrzeć sylwetkę górnej partii wieży czynnej latarni tuż nad linią koron drzew.

Poniżej 3 oblicza Przylądka Rozewie – widzianego z plaży we Władysławowie, zdjęcia wykonano w II połowie lipca br, fot. Beata Żyto.

[28.07.2012]

 

Tajka i jej nowe nawyki

Posted by kotmonika under Blog, Kot

W pojawiającym się tutaj raz na jakiś czas wpisie z cyklu Koty Czytelników – jako trzecia (w listopadzie 2011 roku)  została zaprezentowana przepiękna kocica Tajka. Ta pełna gracji przedstawicielka swej rasy – mieszkająca na stałe w stolicy – ostatnio zmienia swoje obyczaje i raz po raz zadziwia swych właścicieli zachowaniem, które dotychczas zupełnie nie było w jej kociej naturze. Sama po Errorze widzę, że koty zmieniają się z czasem, coś co było nielubiane teraz jest fajne, obszary pomijane stają się miejscem legowiska a niestraszne odgłosy czy zjawiska nagle zaczynają przerażać. Zatem powróćmy na chwilę do Tajki. A jest co opowiadać o jej zachowaniu. Jak dowiedziałam się z pierwszej ręki (oddaję głos temu, który dzieli z nią na co dzień życie):

Zachowania kotki zmieniają się – i dlatego pewnie się uważa, że kot jest nieprzewidywalny!  Kiedyś nie wystawiła nosa za próg mieszkania,
dziś po każdym naszym powrocie do domu jest obowiązkowy spacer po klatce schodowej, z tarzaniem się po podłodze i głaskaniem. Jak ktoś przychodzi do nas, kot przyjmuje pozycję taktyczno-strategiczną. Zazwyczaj tak zostaje i daje się głaskać. Jest tylko jeden wyjątek: moja 2,5- roczna bratanica. Kot jak ją widzi czmycha na szafki w kuchni. Mała ma krzykliwy głosik toteż Tajka się boi. Choć przyznam, że ostatnio ten lęk mija i po kilku chwilach jak sobie  leży w koszyku na blacie pod szafką, daje się młodej głaskać, raczej w mojej asyście, ale to jest już jakiś postęp.
Inna sprawa ma się z wyprowadzaniem kota. Dawno tego nie robiliśmy, ale w zeszłym roku chodziliśmy z nią do lasu, bo mamy do niego dosłownie przez ulicę. Najgorsza była droga do lasu, nie chciała chodzić, wszystkiego się bała.  Ale w lesie jak było cicho, zwiedzała zarośla, wspinała się po drzewach. Cały czas odnosiłem wrażenie, że najszczęśliwsza była jak wróciła do domu. Ogólnie jest bardzo płochliwym kotem, reaguje na każdy ruch za drzwiami. I nie pomagają tłumaczenia, że nikt tu nie wejdzie, że jak tak dalej będzie, to trafi do lekarza od kocich czubków.
Ale bywają też dni, że leży beztrosko i przekręca się z boku na bok, a wokół pełno dziwnych hałasów. Ot prawdziwy kot! Nawet nie próbuje jej zrozumieć. Przyjmuję jej świat taki jaki jest i dostosowuję otoczenie do jej potrzeb, żeby była szczęśliwym kotem.

Tyle Robert o swojej pupilce, a ja dodam od siebie, że to ostatnie zdanie jest znaczące i sami zobaczycie jak piękne otoczenie ma Tajka. Wystarczy przyjrzeć się tylko poniższym fotografiom. Co do płochliwości kota Error nigdy się nie bał hałasów za drzwiami mieszkania i dzwonków do drzwi. Pierwszy był pod nimi aby witać nieznajomego gościa. Ale od czasu jak przestraszył się psa, którego tam kiedyś zobaczył dziś jak jest dzwonek (to tak trwa od ok. miesiąca) zmyka przestraszony i wykukuje z pokoju w kierunku korytarza bojąc się podejść bliżej. Co do spacerów to chyba rozumiem obawy Tajki na trasie dom-las. Bo mój kocur ma to samo: w domu świetnie, na działce czy w spokojnym zakątku natury też ale po drodze to horror. Przerażają go przejeżdżające daleko auta, nawet jak jest niesiony i wtulony w nas, boi się innych odgłosów ulicy. Koty chyba po prostu tego nie lubią i nie ma co je narażać na taki stres. Zdecydowanie mniej się stresuje jak na linii np. dom a samochód przeniosę go w transporterze, którego zapach i każdy kąt zna.

Poniżej najświeższe, przepiękne ujęcia Tajki. Fot. Robert Brzeszkiewicz. Dziękuję za fotki i zwierzenia o zachowaniu kota. Pozdrawiam!

[27.07.2012]

Fot. 1 – Ale upał! ,fot. 2 – Stopki mi się pocą.

Fot. 3 – Na dywanie też gorąco… Fot. 4 -A na balkonie stanowczo lepiej!

Fot. 5 –  O! Jaki zimny kamień… Fot. 6 – A na ochłodę to może posiedzę sobie teraz w zlewie

Fot. 7 –  Czyżby to była moja kolacja?,  Fot. 8 – Ja wszystko słyszę!

A na koniec wielki ukłon z stronę Latarnicy i wszystkich, którym latarnie morskie są bliskie -Fot. 9 – Pooglądajmy, proszę (dla niewtajemniczonych dodam, że Tajka kusi albumem „Latarnie morskie świata”).

Trzy lata temu, podczas lipcowych wakacji w Darłówku, o mało co a trafilibyśmy na Bornholm. Bowiem z tego portowego miasteczka pływają statki na tą duńską wyspę i spędza się na niej cały dzień – mogąc wykupić tzw. objazdówkę autokarem z zwiedzaniem wyspy wraz z przewodnikiem. Niestety tak się życie potoczyło, że musiałam z tego rejsu zrezygnować, ale marzenie pozostało do dziś i wiem, że kiedyś je spełnię i przekażę tutaj swoją osobistą relację ze spotkania z Bornholmem. Zawsze z zainteresowaniem śledzę w internecie opowieści innych ludzi, którzy zwiedzali Bornholm czy też popłynęli tam na całe wakacje.  Przepiękne zdjęcia z wyspy i bardzo interesującą relację znalazłam na zaprzyjaźnionym blogu Szymona Nitki ZNAJKRAJ. To co zaprezentował na niej Autor jeszcze bardziej kusi mnie, aby zobaczyć wszystko na własne oczy. Skandynawskie klimaty to jednak mój świat i czuję się w nich doskonale. Lubię ten styl, estetykę, lubię takie pejzaże. Wszystkich zainteresowanych tą tematyką zapraszam na blog Szymona, ale przy okazji jego pobytu i rowerowej wyprawy na Bornholm, sfotografował on również trzy napotkane na swej trasie latarnie morskie – więc ja chciałabym wybiórczo skupić się na nich.

Pierwszym obiektem jest latarnia Hammer Odde. Zbudowana została w roku 1895.  Jest wciąż działającym obiektem nawigacyjnym. Charakterystyka światła tej latarni to dwa białe błyski co 10 s. Wysokość cylindrycznej białej wieży wynosi 12 m . Laterna ma kolor szary z czerwoną kopułą. Jest to stacja, w której pracują ludzie, bowiem jej zadaniem jest kontrolowanie wszystkich innych latarni morskich Bornholmu.  Obiekt położony jest na cyplu, wieża niestety zamknięta dla turystów.

Poniżej latarnia w Hammer Odde współcześnie (rok 2010) oraz na starej karcie pocztowej i widok z satelity na cypel z latarnią z Google Maps.

Drugim obiektem z Bornholmu jest młoda wiekiem latarnia morska w Dueodde. To również wciąż czynny obiekt. Charakterystyka jego światła to trzy białe błyski co 10 sekund. Wieża ma 47 m wysokości. Z zewnątrz to sześciokątna wieża zbudowana z betonu z  podwójną galerią. Wieża pomalowana jest na biało, galerie natomiast są pomalowane na kolor granatowy. Kopuła latarni jest szara, metaliczna.  Obiekt wyposażony jest w soczewkę Fresnela. Ta konkretna soczewka została przeniesiona do tej latarni z Dueodde Nord.  Jest to najwyższa latarnia morska w Danii i jeden z najważniejszych latarni morskich Morza Bałtyckiego. Wieża otwarta do zwiedzania codziennie w porze południowej.

Poniżej latarnia w Dueodde, obok aparat optyczny tej latarni – fot. Allen Nielsen oraz widok satelitarny z jej lokalizacją z Google Maps.

Trzecim i ostatnim obiektem spotkanym na rowerowej trasie była nowoczesna wyglądem latarnia morska w Ronne (jest to jedna z dwóch latarni w tej miejscowości – tzw. Ronne Bagfyr). Mimo swej bardzo współczesnej formy zbudowana została w roku 1880.  Około 1989 roku została wyłączona. Wieża ma 18 m wysokości. To ośmiokątna żeliwna wieża z laterną i galerią, pomalowana na biało. Kopuła pomalowana jest na zielono.  Ta zabytkowa już wieża została wykonana w Bornholmie przez firmę H. Wichmann & Co. Latarnia została poddana gruntownemu remontowi i przywrócona do życia w 2000 roku i obecnie jest zachowana w dobrym stanie. Wieża jest zamknięta dla turystów.

Poniżej latarnia w Ronne oraz jej wizerunek na starej karcie pocztowej, poniżej zdjęcie satelitarne z Google Maps.

Współczesne fotografie trzech latarni: Szymon Nitka; wyprawa rowerowa na Bornholm miała miejsce w sierpniu 2010 roku, zdjęcia pochodzą ze strony autorskiej ZNAJKRAJ. Pełną relację z wyprawy Szymona możecie przeczytać TUTAJ.

[26.07.2012]

Latarniane hity i kity

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Każdy kto bardziej lub mniej regularnie bywa nad polskim morzem z pewnością zauważył w przemyśle tzw. pamiątek nie mamy się czym pochwalić. Większość przedmiotów sprzedawana w sklepikach i na straganikach razi swą szpetotą. Są pośród nich także latarnie morskie w różnej postaci. Niestety nawet dla takiego miłośnika tematu jak ja, większość jest odrażająca – albo tandetnym wzornictwem, albo beznadziejnym odwzorowaniem rzeczywistości (słyszałam kiedyś od jakiegoś handlarza, że figurki latarni np. Stilo, Rozewie czy Hel są wykonywane w Chinach) albo po prostu zupełnym brakiem pomyślunku na pamiątkę dla miłośnika latarni morskich. Z resztą na świecie nie jest wcale w tym temacie lepiej. Widziałam amerykańskie katalogi tzw. gadżetów latarnianych i tam również większość woła o pomstę do nieba! Ale nie jestem przekonana czy ładne pamiątki znalazłyby masowego odbiorcę. Możę z gustem przeciętnego wczasowicza/ statystycznego Polaka jest coś nie tak. Bo skoro mamy zalew takich przedmiotów, ich jakościową powtarzalność z sezonu na sezon, to ktoś to jednak musi kupować – zatem zbyt jest. Poniżej przykłady takiego – niestety w większości (wg mojej osobistej opinii) – latarnianego bezguścia uchwycone w Darłówku przez moją koleżankę Iwonkę. Serdecznie dziękuję za czujność w tej tematyce. Zdjęcia zostały wykonane w lipcu, tym roku zatem pokazują bieżące „trendy”. Fot. Iwona Dominiczak.

[25.07.2012]

PS. Specjalnie dla Latarnicy Autorka zdjęć latarnianych złapała też aparatem jakiegoś dziko żyjącego miejscowego kocurka, który odbywał pewnie swój codzienny spacer po Darłówku. Iwonko, bardzo dziękuję! Poniżej kartka w starym stylu (trójwymiarowa jakie były hitem w latach 70 i 80-tych XX wieku) jaką otrzymałam od Autorki tych zdjęć z pozdrowieniami z wakacji nad polskim morzem.

 

Error pomalutku zdrowieje…

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Wybaczcie ten wpis, kto nie da rady niechaj nie czyta. Możecie to odczytać jako czyste grafomaństwo, poezję śmietnikową, częstochowskie rymy, ale tym razem zdrowienie kota i dobre działanie uspokajającej obroży (która intensywnie pachnie lawendą) sprowokowało powstanie poniższych strofek wiersza:

Mój kocur pachnie jak lawenda
i wierzga się po moich kolanach
jak niespokojna kura na grzędach.

Liliowa obróżka go mile uspokaja
nie ma już stresujących myśli i bólu,
gdy dojdzie do siusiana.

Choć brzuszek wciąż goły
i dopiero meszkiem porasta
to piękny z niego kocur – powabny jak niewiasta.

Nie musi nic mówić, choć z chęcią pomrukuje
wiernie i z oddaniem
krok w krok za mną się snuje.

Uwielbiam takie koty, co blisko nam towarzyszą
wtedy nawet najprostsze wiersze
po prostu same się piszą.

Jest mą inspiracją, kompanem,
towarzyszem niedoli,
wspólnie oglądamy filmy – nawet o Jasiu Fasoli.

Ale najbardziej lubimy posiedzieć
w milczeniu, bliziutko,
jego futro pod mą dłonią – nie straszne już żadne jutro.

Czy to jakaś futrzasta magia,
sztuczka, sugestia i plotka?
Nie, to czysta prawda – sprawdź i nabądź kotka!

On najlepszy na troski,
Rozbawi byle wygłupem, wyobraźnie mą wielką:
można się stać jego łupem.

Nie ma przy kocie nudy
ciągle nowe pomysły, wyzwania.
Każdy ruch to zachęta do baraszkowania.

A że czasem w środku nocy obudzi hałasem?
Nie martw się koci Właścicielu,
bo przywykniesz z czasem.

Jeśli ktoś mnie zapyta
mądrość to czy ludzka głupota
mam na to jedną odpowiedź:  życie tylko u boku kota!

Poniżej na zdjęciu: Errorek tarzający się radośnie na moich kolanach tuż po tym gdy wracam do domu z pracy, fot. Latarnica.

[24.07.2012]

 

Ocalonie od zapomnienia?

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Zawsze mam ogromny szacunek dla ludzi z pasją, a jeśli jeszcze ta pasja czyni coś dobrego – w tym przypadku ocala ważne obiekty od zapomnienia – to jest to hobby warte propagowania i pisania o nim. Istnieje w odmętach sieci taka ciekawa strona internetowa prowadzona przez p. Tomasza Stochmala (strona do przejrzenia TUTAJ), który postanowił za pomocą zdjęć udokumentować różne niezwykłe obiekty – mogą to być np. dworce kolejowe, tunele, wiadukty, wiatraki czy latarnie morskie – które nie zawsze przetrwają. Cześć z nich wygra los na loterii i zostanie odnowiona a część zniknie z mapy, ale zachowa się na szczęście na zdjęciach, robionych przez takich pasjonatów jak choćby pan Tomasz. Autor stara się ocalić na zdjęciach zabytki znane i mało znane. Jak sam napisał:

[…] Moją pasją jest odkrywanie, dokumentowanie, katalogowanie takich właśnie zabytków – nie znanych wszystkim, lecz – najczęściej – nielicznym. Podróżując po naszym kraju fotografuję i chcę je pokazać – ich istnienie, być może niechybnie i brutalnie przerwane, a być może – naznaczone opieką i troską.

Pośród wielu typów obiektów – którym przyglądał się Autor i ratował ich obecny wygląd dla potomności – są latarnie morskie. Dziś zapraszam do jednej, stojącej bardzo daleko od siedzib ludzkich, na terenie Słowińskiego Parku Narodowego. Mam na myśli oczywiście latarnię w Czołpinie. Poniżej zdjęcia wykonane zarówno wewnątrz wieży jak i jej sylwetka oraz urokliwe otoczenie.

Fot. Tomasz Stochmal, zdjęcia pochodzą ze strony www.stotom.pl.

[23.07.2012]

Latarnia Czołpino – sylwetka z zewnątrz (zdjęcia z 2005 roku i ostatnie z 1999 roku kiedy latarnia była nieczynna dla turystów)

Poniżej wnętrze latarni:

Poniżej: otoczenie latarnibydynki i zabudowania tzw. osady latarników, znajdujące sie u podnóża Wydmy Czołpińskiej oraz strome podejście do latarni przez Park Narodowy

To był mój drugi pobyt w Niechorzu. Powrót do TEJ konkretnej latarni równo po roku – i taki sam zachwyt jak za pierwszym razem. Obiekt jest przepięknie odremontowany, teren wokół zadbany a sam klif i wieża – mnie zachwycają pod każdym względem. Już tęsknię do Niechorza. Doświadczyłam w nim tego samego co za pierwszym razem na Półwyspie Helskim – przekonanie i takie miły ucisk w sercu mówiący, że to jest jedno z moich miejsc na ziemi. Wrócę tam na pewno. Chętnie zrobiłabym zdjęcia podczas kolorowej fazy jesieni czy w otulinie śniegu. Fotografię zrobiłam z górnego tarasu latarni w kierunku ścieżki, która wiedzie pod wieżę od strony plaży. Akurat na zieleń trawników tak pięknie padał cień latarni… Chwila warta uwiecznienia i tak też uczyniłam.

Fot. Latarnica, sierpień 2011.

[22.07.2012]

Letnie gadżeciki kociary!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Poniższe zdjęcie mówi samo za siebie – marzenia każdej kociary – fartuszki letnie, pudła i lniane ręczniki w piękny koci wzór. Ach! Fot. Delikatesy Artystyczne.

[1.07.2012]

Poniżej z kolekcji: Koty na sofach.

PS. Takiego rozgadanego kotka spotkałam dziś jak wracałam z zakupami. Na przywoływania nie chciał bliżej podejść, ale miał sporo do powiedzenia i nie uciekał. Zostały pamiątkowe fotografie z tego naszego sobotniego spotkania. Fot. Latarnica.

Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moimi refleksjami po lekturze niezwykle ciekawej książki Ireny Elsner pt. O przeszłości gminy Choczewo. W chwili kiedy o niej pisałam jej nakład był już wyczerpany i można było jedynie liczyć na kupienie z drugiej ręki egzemplarza używanego. Dziś mam dla wszystkich zainteresowanych historią tego regionu, do którego zalicza się również obszar z latarnią morską Stilo, bardzo dobrą wiadomość. Jest już dostępne wznowienie tej książki! Jak doniosła mi sama autorka: jej zawartość to wznowienie pierwszej części czyli O przeszłości gminy Choczewo uzupełnionej nowymi informacjami i sporą porcją nowych zdjęć. Drugie wydanie ma nową okładkę (prezentuję ją poniżej i serdecznie dziękuję Autorce za podesłanie pliku) oraz nowy tytuł (Dzieje gminy Choczewo do 1945 roku). Objętość publikacji to 448 stron, a cena łącznie z wysyłką wynosi 42,00 zł. Można ją nabyć już teraz na portalu aukcyjnym Allegro lub gdyby kogoś poniosło podczas wakacyjnych wojaży w te rejony – w Choczewie w sklepie „Magis”. Miłośnikom latarni przypominam, że Autorka poświęca osobny rozdział dziejom latarni i ludzi w niej pracujących. Bardzo interesujące są też publikowane archiwalne zdjęcia i stare karty pocztowe. Jeśli kogoś interesuje historia to na pewno nie pożałuje tego zakupu. To bardzo wnikliwe i wyczerpujące opracowanie tematu i nawet nie znając za bardzo opisywanych miejsc można dać się ponieść tej lekturze. Polecam!

[20.07.2012]

Poniżej: okładka nowego wydania i fragment przedwojennej kartki pocztowej z zdjęciem latarni morskiej Stilo (fot. aukcyjna)

 

Nie wyrzucaj przyjaciela na wakacje!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Połowa pierwszego miesiąca wakacji letnich za nami. Dla wielu to najlepsze miesiące w roku, najmilej spędzony czas, pora wyjazdów, nowych znajomości i nowych miejsc. Ale ten sam czas, który nam jawi się jako najlepsze dni w roku może dla naszych mniejszych braci – zwierząt stać się koszmarem. Co roku statystyki są nieubłagane i bezlitosne. Część z nas jakby zatracała swe ludzkie cechy na okres letnich miesięcy i bez najmniejszych skrupułów porzuca swych czworonożnych przyjaciół. Kotki czy pieski, które dotychczas były wiernie z nami na dobre i złe stają się kulą u nogi i nie tylko oddajemy je do schronisk, wciskamy znajomym za darmo, wydajemy byle komu to – co najgorsze – porzucamy: w lesie, przy drodze, gdziekolwiek nie martwiąc się zupełnie ich losem i tym co czują. Niestety z roku na rok liczba takich porzuceń wzrasta. Dlatego nie możemy pozostać obojętni na los zwierząt. Z inicjatywy twórców marki żwirku Bazyl i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami powstała kampania społeczna: NIE WYRZUCAJ PRZYJACIELA NA WAKACJE! Akcja zrodziła się w Krakowie jednak już włączyli się do niej partnerzy z innych miast np. Szczecina, Warszawy, Płocka czy Włocławka.

Poniżej plakat promujący działania w ramach tej akcji:

Jednym z przejawów zewnętrznych tej aukcji było pojawienie się w centrum Krakowa na słupach mnóstwa przyczepionych pluszowych kociaków (zdjęcia pluszaków poniżej). Głównym celem projektu jest uzmysłowienie ludziom, że zwierzęta domowe to przyjaciele i członkowie rodziny, a nie pluszowe zabawki, które można po prostu zostawić na ulicy.

Pani Anna Józefowicz, twórczyni marki Bazyl – ucieszyła się z zaangażowania wielu organizacji i zainteresowania mediów:Pomysł na akcję społeczną „Nie wyrzucaj przyjaciela na wakacje” zrodził się spontanicznie. Cieszymy się niezmiernie, że spotkał się on dużym zainteresowaniem mediów oraz że Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z całej Polski włączyły się w naszą akcję. Problem porzucania zwierząt, także kotów, istnieje i chcemy z nim walczyć.

Mam nadzieję, że dzięki takim akcjom statystyki zaczną spadać, a docelowo przypadki porzucania zwierząt będą sporadyczne. Dobrze by było, aby już na poziomie szkół i przedszkoli mówić dzieciom o roli zwierząt w naszym życiu oraz podkreślać, że nie są rzeczą a istotami żywymi które czują jak my i mogą bezinteresownie oddaną im miłość podwajać.

Kto może niechaj propaguje akcję z Krakowa na swoim blogu bądź wstawia plakat kampanii na swoje konto na Facebooku. Z góry dziękuję!


Wpis na podstawie materiałów otrzymanych od p. Anny Kryłowicz z Agencji 9.90 PR (www.990pr.pl).

Na potrzeby akcji nakręcono również film reklamowy, można go obejrzeć TUTAJ.

[19.07.202]

Jeszcze niedawno zabrałam Was – mimo panujących za oknem upałów – na zimową wyprawę do latarni na Górę Szwedów (pod Helem). Ale żeby wpasować się w porę roku zapraszam tym razem na letnią rowerową eskapadę Szymona Nitki – do Helu i ponownie na wysoką wydmę z nieczynną latarnią. Cały przebieg wyprawy, której celem były tak naprawdę helskie fortyfikacje – można prześledzić na nowej stronie ZNAJKRAJ (dawniej Taniec z kompasem) – a ten temat dokładnie znajdziecie TUTAJ. Mnie zainteresowały te zdjęcia, na których pojawiły się latarnie morskie. Wykonane zostały w maju 2011 roku. Fot. Szymon Nitka.

[18.07.2012]

Poniżej kopuła dalmierza 13. BAS ( w tle laterna helskiej latarni) oraz nieczynna latarni na wysokiej wydmie

Poniżej widok z Góry Szwedów oraz panorama z  nieczynnej latarni

Poniżej latarnia w Helu oraz na Górze Szwedów

W ramach udanej współpracy ze sklepem internetowym ZOOHURTOWO do Errorka trafiła kolejna zabawka, która skradła mu serce. Po miłości od pierwszego wejrzenia do pewnego małego piszczącego jeżyka (od tej pory stał się niestety numerem 2 w rankingu zabawek) przyszła kolej na białą pluszową mysz na gumce. Mysz jak mysz – na kotach nie robią na dłuższy czas wrażenia – ale ta, podobnie jak jeż, jest zabawką wydającą odgłosy. Mnie one przypominają małe pisklaki nawołujące z gniazda że są głodne. Te dźwięki bardzo pobudzają czujne ucho kocura. Piszczałki uruchamiają się przy pociąganiu za gumkę, ale najlepiej je słychać kiedy potrząsa się myszką. Producentem zabawki jest znana firma Trixie, jej wysokość wynosi 9 cm i jest dość ciężka. W ferworze walk nie przeszkadza to kocurowi bowiem szaleje z nią na podłodze i atakuje pyskiem i łapkami. Poniżej mysz kusząca swym głosem oraz Error na działce w towarzystwie swej ulubionej zabawki. Fot. produktu – sklep Zoohurtowo, pozostałe zdjęcia – Latarnica.

[17.07.2012]

Subscribe to LATARNICA