LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Sierpień, 2012

Dzień bloga

Posted by kotmonika under Blog

Jak donosi mój wiszący na ścianie kalendarz Kota Simona na rok 2012  – dzisiaj przypada Dzień Bloga. Nie jestem systematyczną czytelniczką cudzych blogów, choć mam kilka  – a może i nawet kilkanaście – ulubionych, które staram się dość regularnie odwiedzać. Bywa z tą systematycznością różnie, lecz zdecydowanie do nich wracam, a to już coś. Są to blogi o tematyce kociej (preferuję tutaj fotoblogi), literackiej bądź pisane przez osoby związane z konkretnym rejonem naszego wybrzeża – traktujące o historii tych miejsc, architekturze, sztuce. A już idealnie jest jak od czasu do czasu  jest coś napomknięte o latarniach.

Kiedyś pisanie blogu wydawało mi się rzeczą prostą i niezabierającą dużo czasu. Było tak do chwili kiedy sama w styczniu 2010 ruszyłam z Latarnicą. Nie wiedziałam wtedy nawet czy ta próba przetrwa kilka miesięcy, a o latach to już nawet nie marzyłam. Blog rodził się w bardzo ciężkim dla mnie okresie w życiu prywatnym i ten czas zamiast mnie od niego odciągać sprawił, że w pisaniu odnalazłam azyl i bezpieczny port. I nagle okazało się, że to wcale nie taki łatwy chleb i nawet wpisy pojawiające się co dzień-dwa albo i rzadziej, są absorbujące bo trzeba chcieć je napisać i trzeba mieć coś do powiedzenia. Nie wiedziałam wtedy w jakim kierunku pójdę, nie wiedziałam czy w ogóle ktoś w sieci zechce się tutaj na chwilę zatrzymać. Jedno co wiedziałam to to, że pragnę się dzielić z innymi internautami moimi pasjami i zachwytami oraz spojrzeneim na świat.

Blogi są w dużej mierze pisywane także dla siebie samego. Dlatego czasami bywają totalnym grafomaństwem. Osobiście chciałabym tego unikać, ale pewnie czasami się nie da. I przede wszystkim chciałabym również nie zanudzać. Jak jest naprawdę mogą powiedzieć ci, którzy tu wpadają i bywają chwilę albo zostają ze mną na dłuższy czas. Ale dziś mogę wyznać, że dzięki temu pisaniu zyskałam wiele nowych kontaktów i przede wszystkim tematów do wpisów. Czerpię  inspirację z waszych wypraw i podroży marzeń, z waszych pasji i doświadczeń i za to wszystkim seredcznie dziękuję. Nie ważne, w którym temacie wzbogacacie ten blog, dla mnie liczy się się to, że jesteście i chcecie go współtworzyć. Dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i bardziej widzialną i całkiem anonimową obecność tutaj.  Zachęcam do pisania, komentowania, nadsyłania własnych zdjęć bądź linków do swoich stron. Tak czesto rodziły się kolejne wpisy. I dziękuję tym, którzy gdzieś dalej przekazują informacje o istnieniu Latarnicy.

[31.08.2012]

Poniżej: Latarnica w wejściu do latarni morskiej w Stilo, zdjęcie z czerwca 2005 roku , fot. Tomasz Lerczak.

 

Czasami pewne latarnie morskie, o których piszę, nigdy nie trafiłyby na łamy  tego blogu, gdyby nie fakt, że dotarł do nich ktoś z mojej rodziny czy kręgu znajomych i podesłał mi potem jej zdjęcia. Tak było w przypadku tego obiektu nawigacyjnego. Znalazł się on na trasie letniej eskapady wakacyjnej mojego chrześniaka, który ze swoją dziewczyną udał się do Bułgarii, a przy okazji  zwiedził także Stambuł. Tam natrafił na latarnię Ahirkapi, która jest usytuowana przy wejściu do Bosforu z Morza Marmara (współrzędne GPS: 28.98544 E, 41.00631 N). Sam Stambuł ma kilka latarni morskich i być może będzie jeszcze okazja o nich napisać, aby dla porównania pokazać inne rozwiązania architektoniczne  w tym mieście.

Ahirkapi Feneri – pierwsza latarnia w tym miejscu została zbudowana przez Osmana III w 1755 roku. Jej powstanie wiązało się z katastrofą morską. Aby zapobiec w przyszłości takim wydarzeniom postanowiono na wałach twierdzy zbudować latarnię. Znajduje się ona na zachodnim brzegu Bosforu. Budowę współcześnie działającej latarni zlecił w  1857 roku  Sułtan Abdülmecid I (panował w latach 1839-1861).  Została zbudowana przez francuskich inżynierów. Początkowo źrodłem światła była nafta, później gaz acetylenowy by w koncu zostala zelektryfikowana. Latarnia ma postać białej wieży z jednym poziomym czarnym pasem. Wysokość wieży wynosi 26 m, wysokość światła n.p.m. 36 m. Zasięg światła to 16 Mm. Charakterystyka światła – biały błysk co 6 sekund. Ahırkapı Feneri jest wymieniona w Turcji pod kodem „TUR-056”, a jej sygnał radiowy tot TC1ALH. Jest utrzymywana przez tureckie Ministerstwo Transportu i Komunkacji.

Fot. Artur Żyto. Serdecznie dziękuję za pamięć i podesłanie zdjęć!!!

[30.08.2012]

Koty inaczej – część 1

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Wielokrotnie przedstawiałam tutaj koty czytelników, koty dziko żyjące, spotkane gdzieś na mojej drodze życia w mieście czy na wsi. Ale rodzina kotowatych to nie tylko nasze małe domowe mruczki. To także przepiękne dzikie koty, które my – mieszkańcy Europy Środkowej – możemy zobaczyć jedynie w zoo lub w cyrku. Warszawski Ogród Zoologiczny ma wspaniałe stadko kotowatych.  Odwiedził je ostatnio stały czytelnik Latarnicy (prywatnie właściciel kotki Tajki)  i dzięki temu pobytowi w ZOO powstały te wspaniałe fotogrfaafie, które możecie zobaczyć poniżej. Ponieważ wszystkie są bardzo ciekawe, a jest ich dużo postanowiłam w dwóch częściach podzielić się z wami tymi kotowatymi.  Poniżej krótki opis fotografii (teksty pochodzą od Autora zdjęć):

Zdjęcia nr 1-4: Pantera (odmiana melanistyczna), jak dobrze się przyjrzeć widać na czarnym futrze cętki. Prawdopodobnie jest to potomstwo Beaty i samca Kali, choć nie jestem pewien, czy dama prezentująca kły (foto 1 i 2) to nie jest właśnie mama Beata;

Zdjęcia nr 5-6: Serwal – waga tego kota osiąga do 18 kg, zamieszkuje obszary Afryki na południe od Sahary. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że długość ich życia wynosi około 12-17 lat, w zoo rekordowo 22 lata;

Zdjęcia nr 7-12: Pantera śnieżna, zwana również Irbisem – długość do 100 -130 cm, długość ogona 90-105 cm. Ważą od 30-50 kg. Żyje w górach, w Azji Pamir, Ałtaj, Himalajach, Kaszmirze na wysokości 1800-3500 m n.p.m, zimą schodzą w doliny. Nietypowe, jaśniejsze niż u innych kotów umaszczenie irbisa jest doskonałym kamuflażem. Niestety fotka nie oddaje uroku dłuuuugiego ogona, który robi niesamowite wrażenie.

Fot. Robert Brzeszkiewicz

[29.08.2012]

Z końcem sierpnia wracam do cyklu wpisów dotyczących latarni morskich Estonii. Dotychczas pisałam o jednej z nich – Häädemeeste (w lutym tego roku). Trasą tych latarni udał się stały czytelnik tego blogu – Smashin. Była to rowerowa wyprawa trasą Ryga-Tallin, w sumie około 1100 km. Dzisiaj chciałabym zaprezentować nietypową latarnię – bo już nieczynną i niekompletną. Ale spodobała mi się jej sylwetka na zdjęciu toteż przyjrzyjmy się jej. Latarnia morska Laidunina została zbudowana w 1907 roku w Cape Laidunina – na wschodnim wybrzeżu wyspy Saaremaa. Przyczyniała się do bezpiecznej żeglugi w Zatoce Ryskiej. Wysokość wieży latarni wynosi 24 m, a światło znajdowało się 27 metrów n.p.m. W notatkach z tej wyprawy Smashin poleca dotarcie do latarni Laidunina, ale jednocześnie napisał: […] Latarnia Laidunina – krajobraz i nieczynne ruiny, około 10 km jazdy na kompas: pokręconymi bagnistymi drogami i bez mapy, jak ktoś mi potwierdzi, że tam był ma u mnie skrzynkę piwa. Zatem dotarcie do niej graniczy z cudem, tym bardziej doceniam możliwość zaprezentowania tych zdjęć.

Fot nr 1-2 latarnia z zewnątrz i stara laterna usytuowana przy tej latarni, fot. Smashin

Fot. nr 3 znaczek pocztowy z latarnią, fot. nr 4 stempel z latarnią – zdjęcia z internetu;

fot. nr 4-5, latarnia z zewnątrz i wewnątrz, fot. Wikipedia/Marko Palm, zdjęcia z 2009 roku

[28.08.2012]

PS. Na koniec mała erratka informacyjno-fotograficzna dotycząca tej latarni także.  Znaczki pocztowe z całej serii estońskich latarni (co roku ukazują się 1-2 znaczki) projektuje Polak – Roman Matkiewicz.
Poniżej inne filatelistyczne okazy z latarnią Laidunina – koperta FDC i maxi-card. Na drugim zdjęciu dla tych co nie wypatrzą dodam, że latarnia z komletną laterną jest podpisana jako 1907 rok, a zdekompletowana jako 2002.

 

Ostatnio obrodziło w moje spotkania z kotami bliższych i dalszych znajomych, stąd dziś kolejna odsłona z serii Koty czytelników. Przedstawiam wam uroczą koteczkę w kolorach black and white, która nosi imię Kropka. Kocica mieszka w Poznaniu wraz ze swoimi opiekunami: Szymonem i Kasią. Miałam okazję osobiście poznać kotka i bardzo mi się podobała. Jest kontaktowa, lgnie do ludzi, nawet jak widzi kogoś pierwszy raz jest ciekawa nowych wrażeń  i chętnie przychodzi. W porównaniu do mojego Errora, którego waga zbliża się nieubłaganie do 6 kg, Kropeczka wydała mi się lekka jak piórko i drobna. A oto co o kotku opowiada jej właściciel – Szymon:

Kropka jest kotem który uwielbia fotele. Jeśli chcesz czytać w fotelu książkę musisz ją trzymać nad głową, bo kot na złość robi spacery po twoich kolanach i zostawia kłaki na literkach. Uwielbia kłaczyć wszędzie i wszystko. Uwielbia surową rybę, która rozbraja w okolicy 1 metra kwadratowego od miski. Kuwetę odwiedza zawsze wtedy, kiedy jesz, zasypiasz albo chcesz jeszcze pospać. Jest piękna i milutka i wykorzystuje ten fakt rozbrajając mnie. Kropka to świetny kiler. Zabije wszystkie owady w okolicy. Jest zmiennej natury: rozkłada się i daje tarmosić, ale za chwilkę już wgryza się w twoją dłoń. Ma piękne zielone oczy, na brodzie ma kropkę, i na uchu ma kropkę. Gdyby była kobietą miałaby na sumieniu wielu mężczyzn. Rasa Kropki to mieszaniec. Mama była wielkim Norwegiem Leśnym, a Tatuś heroicznym dachowcem. Kotka ma obecnie 5 lat.

Poniżej zdjęcia koteczki wykonane przez Szymona Ratajczaka.

Poniżej zdjęcia koteczki wykonane podczas naszego spotkania twarzą w twarz, fot. Latarnica.

[27.08.2012]

Zdjęcie na niedzielę – 26 sierpnia

Posted by kotmonika under Blog

Choć mamy końcówkę lata dzisiejsza fotografia przeniesie nas w sam środek mroźnej zimy. Wykonana została w styczniu 2006 roku, w Kuźnicy na Półwyspie Helskim. To był słoneczny i mroźny ranek. Wyszliśmy na spacer do malutkiego portu. Tam przycumowane były do nabrzeża liczne kutry. A wody Małego Morza czyli zatoki były zamarznięte, co widać na drugim planie zdjęcia.

Fot. Tomasz Lerczak

[26.08.2012]

W 1926 roku nakładem wydawnictwa Gebethnera i Wolfa ukazał się przewodnik geologiczny Stanisława Karczewskiego pt. „Brzegiem Bałtyku”. To typowa naukowa pozycja, która nie zaciekawi turystów, ale ma również zalety.  Główną z nich jest fakt, że książka jest dość bogato ilustrowana i prezentuje 97 zdjęć z tego okresu naszego dopiero co niedawno odzyskanego dostępu do morza. A drugą zaletą jest jednak treść, która mimo wszystko przekazuje stan wiedzy na ówczesne czasy – wiedzy z zakresu geologii ale ociera się również o historię ziem, które weszły w skład naszej linii brzegowej i autor stara się dociec jakie procesy geologiczne nadal na tych terenach zachodzą. Dla faromaniaka ta pozycja jest cenna z jednego powodu. Pośród zdjęć na stronie 117 znalazła się nieistniejąca już latarnia morska Jastarnia Bór wysadzona podczas działań wojennych II wojny światowej. Podpis pod interesującym zdjęciem autorstwa K. Czerwińskiego (kierownika pracowni biologicznej przy Ministerstwie W.R. i O.P.)  jest następujący: wydmy zalesione koło latarni morskiej pod Jastarnią. Nie widać na nim wielu detali, ale oddaje ogólny klimat okolic tej blizy. Ciekawe ile jeszcze takich perełek skrywają inne stare, przedwojenne publikacje popularne i naukowe. Ja na inne unikaty tej skali a razie nie trafiłam.

Fot. Latarnica – zdjęcie ze skanów stron publikacji.

[25.08.2012]

Przerwa urlopowa

Posted by kotmonika under Blog, Kot, Latarnie morskie

Ogłaszam od dziś tygodniową przerwę urlopową,  a tym samym odpoczynek również od bloga. Mam nadzieję, że przez ten czas nie zapomnicie o Latarnicy i będziecie tutaj zaglądać (zachęcam do komentowania i dyskusji pod postami). Tradycyjnie ruszam na północ (choć nie tylko), a to oznacza że zobaczę nasze morze, które działa na mnie jak świeża dawka tlenu. Trzymajcie się dobrze: w domu, w pracy, na urlopach i działkach za miastem. Nie zapomnijcie o swoich pupilach jeśli gdzieś dalej wyjeżdżacie. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat z punktu widzenia kota można przeczytać na portalu Świat Kotów – TUTAJ. O Errora się nie martwcie – trafia w dobre ręce i dom, który zna. Co nie oznacza, że odpuści sobie wielkiego focha po naszym powrocie. Obrażenie się po prost leży w naturze kota. Jak przeczytacie w artykule – im większy foch tym większa była tęsknota kota za właścicielami. Poniżej reprodukcja obrazu autorstwa Martine Roch – idealnie oddaje to co kocham: latarnie, koty i plaże! Ahoj przygodo!

PS. zachęcam Was do przysyłania swoich fotografii z nadmorskich miejscowości – nie tylko z latarniami, zdjęcia w postaci plików elektronicznych można słać na adres podany w zakładce O mnie. Może któreś z nich zostanie wyróżnione i trafi do działu Zdjęcie na niedzielę. Koty spotkane na wakacyjnych ścieżkach również mile widziane na zdjęciach. Koniecznie proszę o dopisek kto jest autorem fotografii i co przedstawia (kogo, miejsce itp.).

[20.08.2012]

Zdjęcie na niedzielę – 19 sierpnia

Posted by kotmonika under Blog

Ten letni lipcowy obrazek powstał podczas pieszej wycieczki z Gdyni do Sopotu. Fotografia została wykonana na opasce betonowej, którą pokonuje się część plaży idąc w kierunku Orłowa. To było bardzo upalne lato i piękny dzień. Trasa spacerowa Gdynia-Sopot należy do jednych z moich ulubionych ścieżek na naszym wybrzeżu.

Fot. Tomasz Lerczak, zdjęcie wykonane w 2010 roku.

[19.08.2012]

 

Dziś przypada Międzynarodowy Dzień Latarni Morskich (World Lighthouse Day), ale w polskich latarniach obchodzony jest zawsze w pierwszą niedzielę przypadającą po tej dacie. Jutro we wszystkich blizach będą liczne atrakcje związane z tym świętem. Serdecznie zapraszam tych, którzy mają taką możliwość, aby uczcić to swoją obecnością w latarni.

LATARNIE POMORZA WSCHODNIEGO

Jeśli chodzi o latarnie morskie wybrzeża wschodniego (od Stilo po Krynicę Morską) to z okazji święta przygotowano następującą atrakcję: (info ze strony TPCMM):

Dorocznym zwyczajem obchodzony jest na świecie X Międzynarodowy Dzień Latarń Morskich. Inicjatorem ustanowienia święta było Associotion of Lighthouse Keepers z Anglii, upamiętniając w ten sposób uchwalenie przez Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej pierwszej ustawy o latarniach morskich w 1789 r. Nasze Towarzystwo tradycyjnie przyłącza się do tych obchodów organizowanych w trzeci weekend sierpnia. Dla turystów i wczasowiczów przebywających na wybrzeżu województwa pomorskiego, w niedzielę 19 sierpnia 2012 r.
udostępniono zwiedzanie za symboliczną opłatą w wysokości 1 zł. Zapraszamy do naszych latarń tj. Krynica Morska, Hel, Rozewie i Stilo.

LATARNIE POMORZA ŚRODKOWEGO

Nocne zwiedzanie latarni morskich, spotkania z latarnikami, koncerty grup szantowych to niektóre atrakcje zaplanowane podczas nadchodzącego weekendu na polskim wybrzeżu z okazji obchodzonego w niedzielę X Międzynarodowego Dnia Latarń Morskich. Pięć latarni pozostających w gestii słupskiego Urzędu Morskiego będzie udostępnionych nocą zwiedzającym. Będą to obiekty w Czołpinie, Ustce, Jarosławcu, Darłowie i Gąskach. Chętni będą mogli je odwiedzić za darmo do godz. 1.00 w nocy.W Darłowie w sobotę zaplanowano „Piknik pod latarnią”, a w jego programie m.in. spotkania z latarnikami, konkursy i degustacja zupy rybnej.

[info na podstawie artykułu z „Rzeczpospolitej”]

LATARNIE POMORZA ZACHODNIEGO

Latarnia morska w Świnoujściu, za sprawą miejscowego oddziału Stowarzyszenia Miłośników Latarni Morskich będzie czynna w nocy z soboty na niedzielę. O północy zaplanowane jest spotkanie z duchem świnoujskiego latarnika. Tej nocy także podziwiać będzie można iluminację świetlną latarni morskiej. W niedzielę w ramach Dnia Otwartego wstęp wolny w godz. 10.00-20.00. O godz. 15.00 zostaną rozegrane mistrzostwa w biegu na latarnię. Również niedzielę w tym kurorcie odbędzie m.in. parada morska z udziałem Neptuna, który dopłynie do latarni okrętem Marynarki Wojennej.
Podobnie, z tym, że aż do północy, będzie w niedzielę w Niechorzu. Wstęp wolny.

[info na podstawie artykułów na stronie www.latarnie.com.pl i kfp.pl]

LATARNIA MORSKA GDAŃSK NOWY PORT

W niedzielę o godz. 12.00, po tym jak na wieży latarni morskiej w Nowym Porcie opadnie Kula Czasu, będziemy mogli posłuchać świątecznego hejnału – dwuminutowego utworu na trąbkę. W Nowym Porcie przez dwa dni goszczą krótkofalowcy, którzy za pośrednictwem anteny zainstalowanej na wieży łączą się latarniami na całym świecie. Już od kilku lat swoją obecnością dodają kolorytu Międzynarodowemu Dniowi Latarni Morskich.

[info na podstawie artykułu ze strony Kosycarz Foto Press – kfp.pl]

[18.08.2012]

Poniżej wejście do latarni morskiej w Rozewiu, która pełni jednocześnie również rolę Muzeum Latarnictwa, fot. Beata Żyto.

PS. Z ostatniej chwili: Wczoraj zakończyło się głosowanie w konkursie Twój kot jak rysowany, w którym z Errorem do końca walczyliśmy o wygraną – oryginalny kubek z wizerunkiem kotka, który wygra głosowanie. Nagrodę miał otrzymać kot, który zdobędzie największą liczbę głosów. Ku mojemu zaskoczeniu twórcy blogu Z kotami postanowili uhonorować nagrodą również pozostałe miejsca z podium tj 2 i 3 a na trzecim uplasował się właśnie Error! Możemy wybrać sobie kubeczek z autorskiej serii z wizerunkami kociaków, które należą do autorów blogu Z kotami. Dziękuję wszystkim znajomym i rodzinie za głosy! Nie poddawaliśmy się do samego końca stąd taki dobry rezultat końcowy! Gratuluję zwycięzcy – kotu Milusiowi. Był nie do pobicia. Poniżej wycinek strony konkursowej z wizerunkiem kotów z 2 i 3 pozycji na podium.

 

Trzy lata temu, w sierpniu 2009 roku,  brytyjski Independent opublikował artykuł o panu Gordonie Medlicott. Jak sam o sobie mówi – jest jednym z ostatnich brytyjskich latarników.Podczas 32 lat pracy – pełniąc przez cały ten czas  funkcję latarnika – obsługiwał 22 różne latarnie morskie.  W 1998 roku przestał pracować, gdyż w tym roku zautomatyzowano latarnie. Już od dłuższego czasu spodziewał się takiego obrotu rzeczy, bowiem o automatyzacji latarni mówiło się w Wielkiej Brytanii już od roku 1980. Kiedyś, gdy obiekty nawigacyjne obsługiwali ludzie, zdarzało się że jedną latarnią opiekowało się 3 latarników, a tym samym w jej otoczeniu mieszkały 3 rodziny. Pan Medlicott pracował mi.in. w Rock Needles, na Wyspie Wight i w Farne Island w Northumberland. Warunki pracy bywały bardzo różne. Jak sam opowiada:  Niektóre latarnie nie mają bieżącej wody, toalety czy ogrzewania. Byliśmy ograniczeni  do małych pomieszczeń i często godzin spędzanych w ciemności.  Jedzenie nie było wyszukane, wszystko było konserwowe.  Jestem pewien, że każdy latarnik ma złe wspomnienia o konserwach z wołowiny! Moje najpiękniejsze wspomnienia są Farne Island w Northumberland. Przyroda była piękna i było mnóstwo połowów.

Latarnicy musieli dbać o dobrą atmosferę i właściwe relacje z pozostałymi latarnikami. Zwłaszcza, kiedy pracowali na latarniach oddalonych od stałego lądu.

– […] Staliśmy się ekspertami w karty i gry planszowe.  Wszyscy dużo czytali i niektórzy z nas pisali opowiadania i wiersze.

Od czasu przejścia na emeryturę w roku 1998 bynajmniej nie ma czau dla siebie. Wciąż jeździ z odczytami i wykładami, ale takie życie mu się podoba.

– […] Jestem naprawdę zadowolony rosnącym zainteresowaniem latarniami morskimi.Obecnie pełnią one różne role, np. w następny weekend idę na wesele do Nash Point w Walii. Niewiele osób wie, że w tej latarni można mieć ceremonię ślubną. Latarnie morskie mogą być również lukratywnym celem wakacyjnych wypadów, co moim zdaniem jest świetnie.

Tyle latarnik o swojej pracy i latach na emeryturze. Jednak fakt automatyzacji latarni osobiście mnie smuci. Szkoda, że zanika tak piękny i odpowiedzialny zawód, który jest służbą dla drugiego człowieka.

Poniżej na zdjęciu 68-letni emerytowany brytyjski latarnik Gordon Medlicott, fot. independent.co.uk

[17.08.2012]

 

Poniżej dwie  z 22 latarni w których pracował: Rock Needle na Wyspie Weight i Longstone Lighthouse – Farne Island, Northumberland. Fot. getintravel.com i www.guardian.co.uk

Ostatnio na portalu aukcyjnym pojawiły się bardzo ładnie wykonane, uszyte ręcznie z bawełny, przedmioty nawiązujące formą i tematyką do klimatów morskich określane przez sprzedawce jako Kolekcja marine. W tej serii znalazły się również sylwetki latarni morskich. Osobiście przedmioty bardzo mi się podobają i jeśli ktoś urządza wnętrze w stylu morskich nadają się idealnie. Twórcą tego rękodzieła jest sprzedawca o nazwie Design-Vintage.

Fot. z portalu aukcyjnego.

[16.08.2012]

Stara prawda głosi, że co dwa koty to nie jeden i jeśli mieszkają w ducie to lżej człowiekowi, bo koty zajmą się sobą podczas nieobecności dwunogów. I tak bardzo często z jednego kota robią się dwa, a potem już idzie z górki, czego doświadczył niejeden miłośnik mruczków. Ale trudno się oprzeć kotom! I wiedzą o tym kociarze na całym globie. Dziś w cyklu Koty czytelników zajrzymy właśnie do domu, w którym pierwsze skrzypce graja para a nie jedynak. Mieszkają w Poznaniu i umilają życie Oli i Karola. Dzieli je różnica wieku, ale co tam – dają sobie jakoś radę. W końcu każdy kot jest inny.  Zatem poznajcie Lolę i Neo. Oto co mówi o swoich pupilkach ich pani – Ola:

Lola – zdecydowanie pasuje do niej określenie Mała Tygrysica. Z wiekiem z pewnością pozostanie Tygrysicą. Jestem przekonana, że w poprzednim wcieleniu była… światłem, bo prędkość z jaką się porusza bardzo je przypomina. Zaczepna, zadziorna i wszędzie jej pełno. Nikt tak jak ona nie naśladuje Kota ze „Shreka”, kiedy prosi o coś do pyszczka, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak są koty, które jedzą WSZYSTKO! Nie mniej i tak się kładzie zawsze na moim brzuchu – wydając z siebie odgłosy niczym licznik Geigera –  pomimo szlabanu na lodówkę. Lola została zabrana ze sklepu zoologicznego – z resztą nie miałam sumienia jej tam zostawiać, jak ją zobaczyłam. Siedziała w klatce z innymi dwoma kotami (a nie mogłam wziąć wszystkich). W sklepie gościu twierdził, że jest zdrowa, po kocim katarze, i nic jej nie jest. Jak poszłam z nią mimo wszystko do lekarza, okazało się, że sporo z nią mieliśmy  jeszcze do zrobienia, żeby doprowadzić ją do pełni zdrowia! Ale teraz jest już u nas i z tego co widzę, ma się dobrze. Poniżej Lola w kilku odsłonach życia domowego. Fot. Aleksandra Płońska

Neo vel. Neoś – czarny kocur, który zdecydowanie ma doskonałą karmę, ale tę duchową. Sądzę, że siedzi w nim ten Egipcjanin z „Siedmiu życzeń”. Patrzy na mnie tymi zielonymi migdałami, a ja mam wrażenie, że on wszystko rozumie – bynajmniej jego wrodzone cwaniactwo i wygodnictwo, pozwala mi tak myśleć. Zawsze w nocy pilnuje mi… głowy. Jest zdecydowanie, niezastąpionym przyjacielem! Neoś został przygarnięty z fundacji Agape Animali. Fot. Aleksandra Płońska

[15.08.2012]

Poniżej koci duet: Lola i Neo – przepiękne ujęcia dowodzące o wyższości posiadania 2 kotów nad jednym. I oczywiście po raz kolejny widać, że najlepsza drzemka i relaks to na blacie stołu lub w ludzkim łóżku. I na ma co z tym walczyć.

 

Jest istotne gdzie piszesz!

Posted by kotmonika under Blog, Lektury

To gdzie powstają wielkie powieści ma dla mnie znaczenie. Nie raz się zastanawiałam w jakim otoczeniu piszą moi ulubieni mistrzowie pióra. Czy lubią ład czy też planowany chaos, a może mają w pracowniach tzw. artystyczny nieporządek… Wydaje mi się że zwiedzając pokoje do pracy twórczej można dowiedzieć się czegoś więcej o samych pisarzach. Ale nigdy nie miałabym okazji wejść do domów  takich guru literatury jak David Lodge, Martin Amis, Antonia Susan Byatt czy Graham Swift. Na szczęście nie tylko ja jestem ciekawa w tym temacie i w internecie można znaleźć takie zdjęcia. Przestudiowawszy wiele z nich jestem lekko zawiedziona. Może dlatego, że patrzałam na wnętrza swoim własnym kryterium i żadna pracownia wielkich pisarzy nie spełnia mojego idealnego miejsca do tworzenia. No, ale każdy buduje swoje otoczenie wg własnych potrzeb. Zatem popatrzcie i pooddychajcie, choć na odległość, atmosferą pokoi w których powstają książki, które nas potem rzucają na kolana.

Fotografie zamieszczone poniżej zaprezentowane zostały w listopadzie 2011 roku na interesującym  portalu/blogu o literaturze nowoczesnej booklips.pl. Wybrałam tylko pokoje moich ulubionych pisarzy – więcej znajdziecie na wspomnianej stronce www.

[14.08.2012]

1. Antonia Susan Byatt, 2. Charlotte Brönte

3.Coim Toibin, 4. David Lodge

5. Dylan Thomas, 6. Graham Swift

7. Hanif Kureishi, 8. J.G. Ballard

9. George Bernard Shaw, 10. John Irving

11. Martin Amis, 12. Peter Straub

 

Smaczny poniedziałek

Posted by kotmonika under Blog

Rzadko kiedy sięgam tutaj do tematów kulinarnych, ale dobre, sprawdzone przepisy są na wagę złota – a zwłaszcza pyszne serniki to ciasto, któremu niemal nikt się nie oprze. Moja siostrzenica testowała ostatnio sernik, który znała tylko z opowieści i miał był wyjątkowy. Z ogromnym zapałem zabrała się za jego przyrządzenie i efekt był zachwycający – niestety osobiście nie było mi dane tego przetestować, ale wierzę tym którzy degustowali, że warto spróbować. Cała rodzina zajadała się ciastem, a mnie udało się pozyskać tajemny przepis wg domowej receptury. Poniżej wszystko co niezbędne, aby powstał genialny sernik.

SERNIK  PO  ” ŻEBROWSKU ”

Składniki :
– ok. 1,6 kg sera białego śmietankowego typu „PACYNKA” ( nie z plastikowego kubełka) – czyli 7 kostek po 250g
– 1 kostka masła lub margaryny 250 g
– 10 jaj
– 1 duży cukier waniliowy
– 2 szklanki cukru pudru
– 1,5-2 łyżki mąki ziemniaczanej
– łyżeczka proszku do pieczenia

Sposób wykonania:

Miękkie masło lub margarynę zmiksować z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i żółtkami na gładką masę
stopniowo dodawać ser, ciągle miksując na końcu dodać mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia, dobrze zmiksować
ubić pianę z 10 białek z odrobiną soli, delikatnie połączyć z masą serową ( najniższe obroty miksera lub ręcznie – łyżką),
wyląc na blachę i włożyć do piekarnika ok. 190 stopni C, piec ok. 50 – 60 min. do uzyskania złocistego koloru.
Jak wystygnie, posypać cukrem pudrem.

Sernik jest przepyszny, mięciutki i b. wilgotny, rozpływa się w ustach. Taki prawdziwy, domowy, bez liczenia kalorii .

Przepis udostępniony dzięki życzliwości Ani Żebrowskiej, serdecznie dziękuję!

Fotografia i pieczenie uwiecznionego na zdjęciu ciasta – Hanna Żyto.

[13.08.2012]

Subscribe to LATARNICA