LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Wrzesień, 2012

W maju 2011 roku Szymon Nitka – autor krajoznawczej strony internetowej Znak Kraj – przebył rowerem trasę z Gdańska na Mierzeję Wiślaną. Podczas tej wyprawy mijał również gdański Port Północny, w którym znajduje się nasza rodzima najmłodsza latarnia morska. Niechaj ona stanie się ozdobą tej ostatniej wrześniowej niedzieli.

Fot. Szymon Nitka/Znaj Kraj

[30.09.2012]

Poniżej latarnia morska w Porcie Północnym (Gdańsk)

 

Gdy kot spragniony…

Posted by kotmonika under Blog, Kot

… to i z basenu się napije. Taką oto scenkę złapała obiektywem podczas wakacji w Darłówku moja koleżanka Iwonka. To była kotna kotka i kręciła się w pensjonacie i na terenie posesji. Musiało ją złapać nagłe pragnienie, żeby zdecydowała się na skorzystanie z tak wielkiej „miski” wody. Poniżej fotorelacja z wodopoju. Fot. Iwona Dominiczak.

[29.09.2012]

 

Ponownie trochę o kocie Simona

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Pamiętacie kota Simona? Te przezabawne i nadzwyczaj trafne krótkie animowane filmiki, które oglądają w necie miliony ludzi? Kiedyś były to tylko popular kreskówki, potem doszły książki i kalendarze (sama mam taki naścienny a ten rok i ciągle coś w nim notuję, choćby np. plany tematów na blog przypisane na konkretne dni). Obecnie Simon’s Cat to cała machina i instytucja. Wystarczy wejść na oficjalną stronę internetową a tam znajdziecie filmy, książki, gry i sporo gadżetów do wyboru. Właśnie w dziale sklepowym ostatnio trochę się zasiedziałam i przeglądałam dostępne tam przedmioty. Kilka z nich szczególnie mi przypadło do gustu i chciałabym je wam dzisiaj pokazać.

Fot. z oficjalnej strony www.simonscat.com z działu Shop

[28.09.2012]

Poniżej kilka najciekawszych wg mnie przedmiotów dla kociarzy lub kotów firmowanych marką Simon’s Cat, pełna oferta na stronie www

Dla człowieka

Dla kota

Idą święta…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Mogłoby się wydawać, że końcówka września to zły czas na myślenie o Bożym Narodzeniu, ale zapewniam, że to dobra pora, aby zacząć myśleć o prezentach dla bliskich. W branży, w której pracuję (grafika i reklama) tematy bożonarodzeniowe pojawiają się już w okolicach sierpnia. Nie próżnują też portale aukcyjne i artyści, którzy o tej porze roku wystawiają już oryginale świąteczne przedmioty. Myślę, że to co tutaj dziś obejrzycie przekona was – miłośników latarni morskich –  że świąteczna choinka może być również udekorowana bombkami, które tematyką nawiążą do naszej pasji i przywołają zimą magię i czar wybrzeża.  Stojące na straży latarnie – czy latem czy zimą – mogą być pięknym motywem artystycznym na tak kruchej ozdobie. Pomyśleli o tym artyści związani z Galerią Dobrego Nastroju z Rumii. Jak napisała mi pani Tatiana Sadowska z galerii: […] pomysł powstania latarni morskich polskiego wybrzeża  na bombkach zrodził się kilka lat temu, aby wysłać je jako życzenia świątecznie na statki, gdzie bywałam z odwiedzinami u mojego męża. “Wyjątkowe prezenty dla wyjątkowych ludzi” – bo ludzie morza to naprawdę wyjątkowi ludzie.

I tak oto można obecnie na aukcjach Allegro zakupić oryginale, przepiękne rękodzieło. To prawdziwy rarytas dla pasjonatów marynistyki i żeglarstwa. Bombek z motywem konkretnej polskiej latarni morskiej jest tylko po kilka egzemplarzy – zatem nie jest to produkcja masowa, ale coś wyjątkowego. Produkty są w 100% wykonane w Polsce. Bombki można również nabyć osobiście w galerii w Rumii, przy ulicy Derdowskiego 25. W tej chwili dostępne są następujące latarnie: Rozewie, Hel, Stilo, Krynica Morska, Nowy Port, Niechorze i sopocka wieża z światłem nawigacyjnym. Bombki wykonane są ze szkła, ręcznie malowane i zapakowane w ładne firmowe pudełko. Długość ozdoby ok 21 cm. Galeria ma również swój profil na Facebooku. Można polubić i śledzić ich aktualności.

Fot. Galeria Dobrego Nastroju.

[27.09.2012]

Poniżej ręcznie malowane bombki:

Znowu pora na pożegnanie

Posted by kotmonika under Blog

Nie cierpię takich wpisów – kiedy przychodzi się mi pożegnać z jakimiś zabudowaniami, które myślałam, że na trwałe zostaną w danej lokalizacji. I nie chodzi tylko o latarnie morskie. W tym roku z ogromnym żalem pożegnałam starą zabytkową latarenkę Westerplatte, a tu kilka dni temu jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że w Świnoujściu burzona jest restauracja Parkowa. Można by pomyśleć – wielkie mi halo o jakiś obiekt gastronomiczny. Nie będzie tego, będzie inny. Oczywiście, gdyby chodziło o jakąś tam restaurację  nie stawałabym do walki. Ale tym razem na walkę za późno. nawet starzy mieszkańcy miasta nie mają tu nic do powiedzenia. teren i obiekt sprzedano jakiemuś deweloperowi a parkowa należała do kompleksu, który częściowo był pozostałością przedwojenngo Kurhausu. Znów pytam się sama siebie: czy aby nie był to obiekt zabytkowy? Czy taki powinien spotkać go los? Czy ponownie mamy do czynienia z niedopilnowaniem i zaniedbaniem? Kurhaus w czasach świetności był ekskluzywnym Domem Zdrojowym położonym przy samej promenadzie. Jego potężny gmach doskonale był widoczny z świnoujskiej plaży. To głównie dla niego zjeżdżano się do tego kurortu – aby korzystać z świetnego położenia i zdrowego powietrza. Już w latach powojennych z tego kompleksu zostały fragmenty, które sprytnie pozabudowywano i był tam duży sklep spożywczy, kawiarnie, restauracja, butiki, galerie z pamiątkami. Sama całe moje lata szkolne jeździłam niemal co roku w wakacje do Świnoujścia i razem z siostrą codziennie latałyśmy do tych sklepów. To było „nasze” dzieciństwo, wspomnienia zapachów i smaków. Dziś zapadła decyzja aby je zburzyć i zbudować coś nowego – inny kompleks z przeznaczeniem usługowo handlowym. Czy zachowane zostaną elementy zabytkowe, czy cokolwiek przetrwa? tego nie wiem, na próżno szukać takich informacji na chwilę obecną w internecie, ale sądząc po wpisach Internautów wielu obawia się że zniszczone zostanie to co zasługuje na odrestaurowanie. Portal miejski eswinoujscie.pl donosił 13 września br.: Parkowa zrównania z ziemią! Sławomir Orlik w krótkim artykule o tej demolce pisze m.in. tak:

W kultowej restauracji „Parkowa” przy świnoujskiej promenadzie występowali: Marek Grechuta, Czesław Niemen i Karin Stanek, a Zbigniew Wodecki rozpoczął swoją karierę. Teraz na terenie po restauracji będzie nowa inwestycja.
To było kultowe miejsce – wspominają mieszkańcy. – Nie powinno się tego burzyć, straszne.
[…] Dlaczego „Parkowa” zostanie zrównana z ziemią? Miasto na początku roku sprzedało działkę razem z budynkiem deweloperowi, a ten postanowił go zburzyć.
Być może jednak pamięć po kultowej restauracji nie zginie – świnoujski fotograf Andrzej Ryfczyński, przez wiele lat związany z FAMĄ zaproponował, by w miejscu restauracji powstała pamiątkowa tablica. Rzecznik prezydenta Robert Karelus mówi, że to dobry pomysł, a decyzję w tej sprawie władze miasta podejmą w najbliższych tygodniach.

Pośród wielu komentarzy na tym portalu znalazłam m.in. dwie takie wypowiedzi:

1. Z tego co wiem to były obiekty przedwojenne, to chyba było wpisane w rejestr zabytków?

2. Powinien się tą sprawą zająć prokurator. Tam były na sali ciekawe rozwiązania techniczne sprzed wojny, jestem ciekaw czy konserwator zabytków o tym wiedział??

Jak dla mnie ten pomysł z pamiątkową tablicą to kiepski zamiennik. To mamy teraz burzyć zabytki i wystawiać im tablice? Parkowej żal i postaram się śledzić jak rozwija się ta sprawa. Tak czy inaczej – jest to dla mnie bolesna wiadomość i trudno mi się z niej otrząsnąć.

[25.09.2012]

Poniżej dwa zdjęcia  z placu budowy, fot. 2x Sławomir Ryfczyński. Doskonale widać pozostałości charakterystycznych narożnych zdobnych wieżyczek dawnego Kurhausu (tzw. kolumnady Kurhausu), które z pewnością doskonale rozpoznacie na prezentowanych dalej zdjęciach archiwalnych  i starych kart pocztowych.

Poniżej stare przedwojenne kartki pocztowe z Kurhausem, jego kolumnadą i stan obiektu na początku XXI wieku.

Poniżej na przedwojennej pocztówce cały kompleks świnoujskiego Domu Zdrojowego widziany od strony plaży, skrajne zabudowania po prawej stronie (narożnikowe) to wieżyczki, które widać na współczesnych zdjęciach z rozbiórki

Poniżej wizualizacja nowego kompleksu handlowo-usługowego, wykonała ją Pracownia Projektowa Graphis (ilustracje z eswinoujscie.pl), czy wieżyczki pozostaną oryginalne czas pokaże.

 

Tiger i Kropka w jednym mieszkali domu

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Oba prezentowane poniżej kotki były już opisywane w dziale Koty Czytelników. Należą do jednej rodziny choć mieszkają w różnych domach. Bywa tak jak teraz – że właściciele Kropki  wyjeżdżają w daleką podroż – i kotka jest zmuszona pobyć w tym czasie w domu zastępczym w towarzystwie Tigera. Jak podpytałam, koty generalnie nie wchodzą sobie w drogę, ale bywają takie chwile że w komitywie zaczynają zabawę albo rozstrzygają krótko i szybko swój własny koci spór. Oba koty mają zupełnie inne charaktery i nawyki. Różnią się również gabarytowo. Ale jak widać na zamieszczonych zdjęciach potrafią dzielić wspólne pasje – jak choćby tą do picia wody z akwarium, przemarszów po oparciach fotela i bieganiną za wstążeczką. Tym  razem kiedy przyszłam je odwiedzić Tiger jak nigdy był strasznie zainteresowany moją obecnością i przyniesioną siatką z zakupami, która z pewnością pachniała mu moim kocurem Errorem. To była rzadka okazja do pogłaskania go i nawiązania bliższego kontaktu, bowiem tak płochliwszego kota, stroniącego od ludzkiej ręki jeszcze nie znałam. kropka była mną bardziej zainteresowana z daleka, wolała z krzesła obserwować moją obecność, choć z tego co wiem lubi gości i lgnie do ludzi. Ma przepiękny ogon, który nigdy nie udaje się dobrze złapać na zdjęciu. Może innym razem, przy innej okazji…

Fot. Latarnica

[25.09.2012]

Poniżej portreciki, na których widać gdzie Kropka ma kropkę

Podczas nieobecności swoich właścicieli Kropka trochę osowiała i smutna… ale za wstążeczką to chętnie pogania

Oparcie fotela to doskonałe miejsce do ćwiczeń na równoważni, a akwarium z rybkami jest najlepszym wodopojem

Tiger jest zagorzałym fanem kartonów wszelakiej maści, teraz na topie są Jeżyki

W zabawie z wstążką Tiger jest mistrzem prędkości, ale po niej jest pora na relaks na puszystym dywanie

Podobnie jak Kropka systematycznie ćwiczy równowagę i uzupełnia brakujące płyny korzystając z akwarium

 

Latarnia morska w Jarosławcu należy do rzadkiego przykładu bliz, które położone są nie przy samej linii brzegowej w paśmie wydm i plaż, ale w głębi lądu. Ja na swój prywatny użytek mówię o niej jako o latarni na wzgórzu. Dlaczego? Otóż wieża latarni liczy sobie 33,3 m wysokości a jej światło jest już na wysokości 50,2 m n.p.m. Budowla znajduje się 400 m od linii brzegowej w samym centrum Jarosławca i żeby do niej dotrzeć od strony plaży idzie się uliczkami cały czas pod górę. Stąd moje skojarzenie z wzgórzem. Zapewne lata temu, kiedy była budowana (pierwsze światło zabłysło w niej w 1838 roku po 3 latach budowy) było to widać jeszcze lepiej. Od dawna latarnię obsługiwał klan latarników mieszkających w budynkach tuż przy niej,  które stanowią kompleks zabudowań latarni. Obecnie przy uliczce prowadzącej do blizy są sklepiki pamiątkarskie, stragany i mała gastronomia. Kiedyś musiała stać w miejscu wyludnionym skoro wybudowano budynki gospodarcze, pozwalające przetrwać mieszkającym tam rodzinom. Z górnego, otwartego tarasu przepięknie widać Bałtyk i okolicę. Dla osób z lękiem wysokości może być przebywanie na tym poziomie uciążliwe, zwłaszcza że posadzka tarasu lekko opada w dół ku zewnętrznej krawędzi, ktoś bardzo wyczulony może to od razu odczuć i źle się poczuć. Fotografie prezentowane poniżej ( z 2005 roku) pokazują jeszcze stan latarni przed jej generalnym remontem. Mury (zwłaszcza domów latarników) nie prezentowały się wtedy dobrze. osobiście byłam w tej latarni kilka razy. Jednego roku ruchem turystycznym dowodziła tam latarniczka Alina Żuchowska z rodziny, która pracowała w Jarosławcu d lat 60-tych XX wieku do dziś. Sama miejscowość mnie się bardzo podoba – należy do tych mniejszych, ale jest bardzo zatłoczona w sezonie letnim. Ciekawa  jest też miejscowa plaża – w jednej części trawiasta jak łąka a dopiero dalej z pięknym złotym miękkim nadbałtyckim piaskiem. Na plażę nadal są wciągane kutry małe połowowe, toteż w jednej jej części funkcjonuje mini port, gdzie można nabyć bądź zjeść w rodzinnych smażalniach świeżutką rybkę.

Fot. Tomasz Stochmal (strona autorska: www.stotom.pl), zdjęcia w Jarosławcu wykonane zostały w roku 2005

[24.09.2012]

Poniżej jarosławska latarnia z zewnątrz:

Cała sylwetka i zoom na laternę

Wejście do wieży połączonej z budynkiem mieszkalnym dla latarników

Tablica z drzwi wejściowych oraz fragment budynku latarników

Poniżej jarosławska latarnia wewnątrz:

fragment przejścia z budynku mieszkalnego do wieży oraz jedno z okien w wieży

Schody prowadzące spod laterny w dół wieży oraz aparat optyczny

Poniżej otoczenie latarni:

Mur i budynek gospodarczy należący do całego kompleksu zabudowań latarni oraz widok z tarasu górnego na Jaroslawiec

Poniżej stare ujęcie Jarosławca – sztych pokazujący latarnię w 1841 roku (źrodło LAGw) – czyż nie wygląda to jak latarnia na wzgórzu? – oraz szkic stawy świetlnej z 1820 roku (źrodło AP Koszalin) – obie ilustracje pochodzą z „Morskich drogowskazów polskiego wybrzeża” – Antoniego Komorowskiego, pierwszy sztych publikował również Marian Czerner „Latarniach morskich polskiego wybrzeża”

Poniżej latarnia na początku XX wieku na starych kartkach pocztowych i z folderu reklamowego z 1939 roku (fot. ostatnia pozioma)


Poniżej latarnia po remoncie w roku 2009, fot. 2x Latarnica


Zdjęcie na niedzielę – 23 września

Posted by kotmonika under Blog

Dzisiejsze zdjęcie udało mi się wykonać podczas sierpniowej wycieczki do Torunia. Przedstawia ona detal Pomnika Flisaka na toruńskim rynku Starego Miasta. Pomnik przedstawia flisaka grającego na skrzypcach otoczonego przez żaby. Tematyka tego pomnika/fontanny związana jest z legendą o flisaku, który jako jedyny wypędził z miasta plagę żab – która spadła na Toruń po wielkiej powodzi. Burmistrz miasta obiecał osobie, która się z tym problemem upora dużą sumę pieniędzy i swoją córkę. Flisak potrafił pięknie grać na skrzypcach i kiedy tak grał żaby zasłuchały się i wyszły za grajkiem przez bramę poza mury miasta. Przewodnicy po mieście mówią, że obecnie potarcie jednej z żab ma gwarantować sukces finansowy. Dlatego ich figury są mocno powycierane i gładkie. Mnie do wykonania zdjęcia zainspirowało stado gołębi, które śmiało spijały z fontanny wodę zbliżając swe dzióbki do pyszczków żab. Dokładniejsza relacja z jednodniowego pobytu w Toruniu jeszcze się tutaj pojawi, dziś tylko taki „starter” na zachętę.

Fot. Latarnica, zdjęcie wykonane 24 sierpnia br.

[23.09.2012]

Wrześniowy Hel

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Przy okazji prezentowanej w tym tygodniu wyprawy w poszukiwaniu lokalizacji Jastarni Boru – nadbałtycki wędrowiec Stanisław J. Szewczak odwiedził również pobliski Hel. Wrzesień to doskonały miesiąc na wyprawy nad morze. Jeśli aura sprzyja można zrobić bardzo ładne zdjęcia i cieszyć się jeszcze ciepłem, ale już w bardziej wyludnionych, spokojnych nadmorskich kurortach. Przy okazji zwiedzania Rezerwatu Helskiego, Muzeum Obrony Wybrzeża i spaceru  lokalną plażą (po drodze na półwyspie można co kawałek natrafić na stanowiska ogniowe, baterie artyleryjskie, punkty kierowania ogniem i inne pozostałości Rejonu Umocnionego Hel)  powstał cykl przepięknych zdjęć, z których tylko nieznaczny wybór prezentuję poniżej – bardziej pod kątem latarnianym. Ale zamieszczam również kilka ujęć „neutralnych” dla tego bloga, lecz takich które oddają klimat Helu i jego okolic. Zdjęcia wykonano 8 września 2012 roku.

Fot. Stanisław J. Szewczak / PoPiasku.pl

[22.09.2012]

Poniżej latarnia morska w Helu

Poniżej widziana z wieży kierowania ogniem dział baterii Schlezwig-Holstein latarnia na Górze Szwedów

Dzisiaj w cyklu Koty Czytelników historia kota „przyszywanego” czy też „przysposobionego”. Ale to nie ludzie go oswoili i zaprosili, lecz kot sam sobie wybrał dom i zaczął go regularnie odwiedzać nie przejmując się zupełnie zwierzyńcem, który go już zamieszkuje i za nic mając uwielbiającego ganiać koty spaniela bretońskiego o imieniu Lady. Początkowo kotek uznawany był za kota, który się zgubił (niestety nie miał żadnej obroży czy identyfikatora) i bardzo pragnął znaleźć jakiś nowy dom. Lgnął do ludzi, śmiało wchodził do nieznanego domu, nawet robił sobie wycieczki na jego piętro. Stąd szybko zyskał imię Izydor, którym go przywoływano (reagował na nie) – gdyż łatwo pokonywał przeszkody –  łatwo przeciskał się przez drzwi by wejść do domu- Easy door czyli w przeniesieniu na imię Izydor. Poruszenie było wielkie – co zrobić z kotkiem, który przesiaduje na tarasie czy parapecie kuchennego ona i prosi łapkami o wpuszczenie. Ale tajemnica nagle pojawiającego się kotka szybko została wyjaśniona. Izydor okazał się kotem sąsiadki z posesji obok, która opiekuje się kilkunastoma kocimi znajdami i Izydor należał do tej dokarmianej tam paczki, ale był chętny do odwiedzania okolic i tak trafił na progi domu mojej siostry. teraz już wiadomo że to tylko gość, ale jest mile witany i zapraszany na pokoje. A pies, który tak szaleje na widok kotów, kiedy spotkał się oko w oko a raczej nos w nos z Izydorem nie wariował już na jego widok z pasją psa polującego. Kocur wykazał się zdecydowanym charakterem i odwagą, że wchodził na terytorium pilnowane przez łownego psa. Cóż koty umieją sobie poradzić w takich sytuacjach a poza tym jednym szybkim machnięciem pazurków i pozą ciała na szczotkę mogę skutecznie zniechęcić do siebie psa. Poniżej zdjęcia ze spotkania z psiakiem, dokarmianiem, próbami wejścia do domu oraz prośbami o otworzenie kuchennego okna.

Fot. Beata Żyto i Hanna Żyto.

[21.09.2012]

Dziś kontynuujmy fotorelację z odwiedzonych latarni morskich Szkocji, podczas rowerowej wyprawy Radka – Scotland Castle Tour 2009 – stałego Czytelnika Latarnicy. Tego samego dnia (8 sierpnia 2009), w którym ekipa rowerowa odwiedzała opisaną już latarnię Chanonry Point dotarli również pod białą-czerwoną wieżę latarni Tarbat (Tarbat Ness Lighthouse).

Co udało mi się o tej latarni dowiedzieć? Zbudowana została w roku 1830. W pełni zautomatyzowana została w 1985. Wieża latarni zbudowana jest z cegły, jej wysokość to 53 m. Zasięg białego światła sięga 24 Mm.Aby wejść na poziom laterny trzeba pokonać 203 stopnie. Latarnia znajduje się na północno-zachodnim krańcu półwyspu Tarbat Ness, niedaleko wioski rybackiej Portmahomack, na wschodnim wybrzeżu Szkocji. Została zbudowana przez Roberta Stevensona z rodzinnego klanu budowniczych latarni morskich. Wieża tej latarni jest trzecią z najwyższych w Szkocji. Jest bardzo charakterystyczna, ze względu na swoją zewnętrzną elewację – dwa czerwone poziome pasy na białej wieży. Budowa latarni w tym konkretnie miejscu doszła do skutku po licznych wnioskach – kiedy to w samym 1826 roku rozbiło się w pobliży 16 statków. Wcześniej w miejscu lokalizacji latarni Tarbat odbywały się zgromadzenia czarownic, a jeszcze wcześniej rzymski fort. Czerwone pasy na latarni zostały dodane w 1915 roku w celu ułatwienia identyfikacji świateł na całym wybrzeżu.

Fot. Smashin, zdjęcia wykonane w 2009 roku podczas wyprawy rowerowej Scotland Castle Tour. Dziękuję!

[20.09.2012]

Poniżej na 2 zdjęciach widać najbliższe otoczenie latarni i jej bardzo urokliwe położenie (fot. po lewej – Wikipedia.com, fot. po prawej – Marinas.com)

Poniżej zabytkowa optyka z Tarbat Ness Lighthouse znajdująca się w Greenwich Maritime Museum, zdjęcia z blogu Russella Burdena.

Poniżej stare plany elewacji, wnętrza i optyki latarni Tarbat – ilustracje pochodzą ze strony Royal Commission on the Ancient and Historical Monuments of Scotland (www.rcahms.gov.uk) – oryginały znajdują się w Northern Lighthouse Board. Radku! Dziękuję za tak cenne treścią ilustracje uzupełniające ten temat.

 

Już kilka osób – odwiedzających ten blog – donosiło mi mailowo o swoich próbach dotarcia do miejsca położenia nieistniejącej już latarni morskiej Jastarnia Bór. Były to bardziej lub mniej udane próby, także dokumentujące ten fakt fotograficznie. Trzeba mieć ze sobą sprawny gps, trochę informacji na ten temat i odrobinę cierpliwości oraz dobrą pogodę i światło dziennie. Pierwszą z takich osób był stały czytelnik tego blogu – Smashin, który niejedną (i to nie tylko polską) latarnię już odwiedził/znalazł/sfotografował. W 2010 roku podjął się pierwszej próby. Druga nastąpiła w rok później i otrzymałam wtedy te cztery poniższe zdjęcia. Jak donosił mi mailowo, w roku 2010 gps źle go nakierował albo miał niedokładne dane i wtedy rozminął się z właściwą lokalizacją o 200 metrów. Tak wyglądało to miejsce w sierpniu 2011 roku. Fot. Smashin.

Ostatnią z takich osób, które wybrały się w bezludne tereny w okolicach Jastarni był współtwórca portalu PoPiasku.pl – Stanisław Szewczak. Jego celem było dotarcie w miejsce lokalizacji Boru i dopiął swego. Dzięki tej udanej wyprawie możecie poniżej zobaczyć jak obecnie wyglądają te tereny. Przypomnę tylko, że latarnia w Borze była obiektem czynnym do 1936 roku, kiedy to wygaszono jej optykę ze względu na uruchomienie nowego obiektu pomiędzy Jastarnią i Helem – latarnią na Górze Szwedów. Wieża i przylegający do niej budynek latarników przetrwały jeszcze do roku 1939, kiedy to wysadzili ją żołnierze polscy. Podobny los spotkał w tym samym czasie przedwojenną helską blizę. Bór miał laternę pomalowaną na kolor ciemnozielony. Latarnia zwieńczona była daszkiem w kształcie kopuły. W budynku mieszkały rodziny 2 latarników, były też zabudowania gospodarcze, bowiem praca w takim miejscu z dala od siedzib ludzkich wymagała zadbania o to aby mieć w obejściu gospodarstwo na potrzeby własne. Współrzędne geograficzne latarni wynosiły: 54 stopnie 39’00” szerokości północnej i 18 stopni 47’24” długości wschodniej.

Poniżej stara fotografia wykonana w latach 30-tych XX wieku podczas obozu skautów w Jastarni, w tle budynek latarni Jastarnia Bór (po lewej) oraz stara przedwojenna kartka pocztowa z latarnią, na pierwszym planie latarnicy.

 

Fotografie: Stanisław J. Szewczak / www.popiasku.pl, zdjęcia wykonane zostały 8 września br.

[19.09.2012]

Tak dziś wygląda miejsce, w którym do roku 1939 stała latarnia morska Jastarnia Bór.

Poniżej lokalizacja ruin Boru (krzyżyk) na mapie Wikimapia – wg danych z GPS-a, jakie zweryfikował i odnotował Stanisław Szewczak – autor powyższych zdjęć.

Rude jest piękne

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Po drodze do jednego z osiedlowych sklepów spożywczych bardzo często spotykam pewnego rudego kota. To typowy domowy kiciuś z ozdobną obrożą na szyi, który prawdopodobnie zeskakuje sobie z balkonu lub okna i wybiera się na spacery po okolicy. Jest wyjątkowo przyjazny i jak tylko zwrócę na niego uwagę przychodzi i chętnie daje się pogłaskać, wręcz lgnie do ludzkiej ręki. Ponieważ te pieszczoty zawsze tak mnie absorbuję nie nadążam za jednoczesnym wyjęciem komórki i wykonaniem zdjęć kotka. Choć dziś obiecuję, że kiedyś to zrobię, bo jest bardzo ładny. Podobną sytuację doświadczyła niedawno moja siostrzenica Hania, która w wakacje pojechała na działki rekreacyjne w okolicy Tuczna, a tam spotkała równie towarzyskiego rudzielca. Do dziś nie wie skąd był ten kot i czyj, ale kontakt z nim był niesłychanie przyjemny i wykazywał zainteresowanie ludźmi. Poniżej fotorelacja z tego spotkania. Po prostu RUDE jest piękne!

Fot. Hanna Żyto i Mateusz Wachowiak

[18.09.2012]

PS. Uwaga mieszkańcy Poznania!

21 sierpnia w okolicy ul. Raszyńskiej 40 ZAGINĄŁ KOT !!!!

Beżowy, pręgowany, z białymi skarpetami i krawatem. Jest bardzo płochliwy.
Kotek jest wykastrowany. Reaguje na imię – Florek. Właścicielka prosi o informację! Tel. 601 766 929 lub 662 209 105, numer chip – 972273000017489
Kot wymaga opieki weterynaryjnej! Dla znalazcy WYSOKA NAGRODA!!!

Poniżej zdjęcie Florka.

Daleko w Australii…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Moja bliska koleżanka razem ze swoją córką wybrały się we wrześniu tego roku w daleką podróż do Australii. Do ich powrotu nie spodziewałam się ujrzenia jakichkolwiek zdjęć z tej egzotycznej eskapady, a tu dziś – kilka dni po ich wylocie – taka niespodzianka. Nie tylko wiem, że obie dotarły szczęśliwie do Sydney, to jeszcze odwiedziły miejscowe Muzeum Morskie. A w jego kompleksie znajduje się jedna z tamtejszych latarni morskich! Od razu zaczęłam na podstawie 3 zdjęć szukać o niej informacji. Żeby prezentowane zdjęcia nie zostały bez – choćby krótkiego  – komentarza. Zatem kilka słów o przedstawionym poniżej obiekcie.

Latarnia funkcjonuje pod nazwą Cape Bowling Green Lighthouse. Znajduje się ona na terenie Australian National Maritime Museum (Australijskie Narodowe Muzeum Morskie) w Darling Harbour (Sydney). Została wybudowana w XIX wieku, a konkretnie  w 1874 roku w Cape Bowling Green (70 km na południe od Townsville, Queensland). Jest to jedna z 22 identycznych latarni zbudowanych na północnym wybrzeżu Queensland. Wieża ma 22 m wysokości. Zbudowana została z lokalnego drewna i obłożona płytami żelaza sprowadzonymi z Wielkiej Brytanii. Początkowo była obsługiwana przez 4 ludzi – jednego latarnika i jego trzech pomocników. Kiedy ją uruchomiono paliwem była nafta. Potem do latarni wprowadzono acetylen i elektryczność. W 1920 roku została zautomatyzowana. działała do 1987 roku, kiedy to starą latarnię zastąpiono przez nową, nowoczesną wieżę. Postanowiono ją ocalić od zapomnienia. Jej nowym miejscem stało się północne nabrzeże muzeum morskiego w Sydney, na terenie którego stoi od 1994 roku. Po uruchomieniu nowej ażurowej wieży na  Cape Bowling Green (jej konstrukcja oparta jest na planie kwadratu), stara latarnia została rozebrana, a jej poszczególne części zostały przewiezione przez Departament Transportu helikopterem do miejsca, gdzie były ponumerowane i składowane w skrzyniach. Latarnia dwukrotnie zmieniała lokalizację. Ostatecznie wysłano ją do Sydney. Obiektem zarządza Australian National Maritime Museum i jest otwarta dla wycieczek z przewodnikiem w ciągu dnia. Latarnia nadal działa i wykorzystuje oryginalną optykę oraz mechanizm zegarowy. Utrzymano w niej  pierwotną charakterystykę światła tj. cztery białe błyski co dwadzieścia sekund.

Fot. Ewa i  Marta Chade, zdjęcia wykonane we wrześniu 2012.

[17.09.2012]

Poniżej mapa ukazująca lokalizację latarni oraz plany konstrukcyjne – ilustracje z Wikipedii.com

Czasami zdjęcie w temacie około latarnianym jest bardziej fascynujące i klimatyczne niż sylwetka latarni morskiej sfotografowana wprost i dosłownie. Dzisiaj chciałabym pokazać urocze zdjęcie w typowo polskim pejzażu nadmorskim, na którym nie ma co prawda samej latarni, ale jest ona w podtekście niemal na wyciągnięcie ręki. Lubię wszelakie drogowskazy wiodące do nich, lubię to pierwsze spojrzenie na majaczącą gdzieś daleko, tuż nad linią drzew laternę – kiedy do samej latarni jest jeszcze dość daleko – ale już wabi z daleka, kusi i zachęca. Miejsce, w którym wykonano fotografię było z pewnością trasą wiodącą do Czołpina od strony plaży. Takie 2 km spaceru dla miłośnika latarni to droga pełna ekscytacji i wypatrywania – czy już jest ta wieża gdzieś widoczna czy będzie dopiero za chwilę.  Tak czy inaczej pięknie prezentuje się widoczny na zdjęciu piach z plaży i droga przez las, wijąca się gdzieś w nieznane. Autorzy zdjęcia ostatecznie „zdobyli” Czołpino. I jak każdy, kto był w tej okolicy i pokonał trud tej trasy, zgodnie przyznają, że było warto.

Fot. Mariusz i Michał Pawlak, zdjęcie z wakacji 2012.

[16.09.2012]

Subscribe to LATARNICA