LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Styczeń, 2013

Paweł Kinsner zamierza przejść samotnie ponad 520 km polską linią brzegową Bałtyku. Wyprawa ma się rozpocząć już wkrótce – 2 lutego br.  Wyprawę dedykuje zwierzętom ze Schroniska w Korabiewicach. Jak wszystko pójdzie pomyślnie to będzie zdobywać 10 kg karmy za każdy przebyty kilometr. Harmonogram wyprawy zakłada przebycie ok. 30 km dziennie. Paweł startuje w Świnoujściu. Po 17 dniach pieszej wędrówki zakończy ją w Piaskach – malutkiej wsi przy granicy – na Mierzei Wiślanej. Paweł ( z zawodu architekt i mieszkaniec Warszawy) jest aktywnym wolontariuszem tego schroniska, któremu chce pomóc. Zamierza cały czas mieć przy sobie swój niezbędny ekwipunek. Tego typu wyprawa to jego pierwsze wyzwanie nadbałtyckiego długodystansowca. Partnerem wyprawy jest Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! – opiekun Schroniska w Korabiewicach, w którym przebywa m.in. ponad 400 psów, 16 koni, 4 niedźwiedzie i wilczyca.

Powyższa informacja powstała na podstawie notki w serwisie www.popiasku.pl oraz newsu na stronie schroniska dla zwierząt w Korabiewicach.

[31.01.2013]

Poniżej trasa pieszej wędrówki  – ilustracja z www.schronisko.info.pl

Ze starej prasy [12]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

W styczniu tego roku udało mi się zakupić na aukcji internetowej archiwany numer Tygodnika dla młodzieży „ISKRY” z 1924 roku. W nr 6 znalazła się w ciekawa fotografia latarni morskiej Rozewie. Ten numer był poświęcony 4 rocznicy objęcia przez Polskę Pomorza. Dlatego znalazł się w nim wiersz Edwarda Słońskiego pt. „Zaślubiny Polski z morzem”. To jego ilustruje m.in. zdjęcie latarni oraz budującego się portu w Gdyni. Ww wstępie od redakcji możemy przeczytać:

[…] Przed czterema laty chwytaliśmy z dumą gazety odczytująć telegramy nadchodzące z Pomorza. Opisywały one triumfalny  pochód wojsk polskich pod wodzą generała Hallera ku morzu. […] Mijają cztery lata. Cała Polska morze pokochała. Tłumy udają się w lecie na piaszczyste wybrzeże, wycieczki młodzieży przemierzają szlaki nadbrzeżne. […] Nie dość mieć morze. Trzeba umieć i z niego korzystać. Rośnijcie jak najprędzej dzielni przyszli polscy marynarze! Polskie Morze wyczekuje was niecierpliwie.

Prasa z archiwum Latarnicy.

[30.01.2013]

I po świętach…

Posted by kotmonika under Blog, Kot

W przedostatni weekend stycznia skończyły się w naszym domu święta. A kończą się one zawsze wraz z wizytą duszpasterza z okazji corocznej kolędy. W tym roku kot był bardziej śmiały do księdza i poobcierał się o jego sutannę zostawiając na niej pamiątkową białą sierść. Dzień po kolędzie postanowiliśmy posprzątać wszystko po kilkutygodniowym okresie świątecznym kiedy to w domu jest trochę inaczej z powodu choinki, ozdób i bardziej strojnego stołu. Tradycyjnie pomagał nam (a raczej był głównym nadzorcą i obserwatorem) w tym intensywnie kot. Musiał wszystko powąchać, dotknąć, sprawdzić czy zostało właściwie zapakowane. Kartony to jego pasja zatem nie było takiego do którego by nie zajrzał. Boże Narodzenie skończyło się by znów powrócić za 12 miesięcy. Właściwie już teraz zaczyna się czas oczekiwania i potrwa cały rok…  Oby dobry rok!

Fot. Latarnica.

[29.01.2013]

Od 12 już lat niemiecka latarnia morska Rotter Sand jest hotelem. Położona jest 30 km od miasta Bremerhaven. Zbudowana została w 1885 roku i w chwili jej budowy uchodziła za cud techniki, bowiem została postawiona na dnie morza na 22 m głębokości. Z czasem w fatalnym stanie były jej fundamenty i w latach 60-tych XX wieku groziło to katastrofą dla budowli. W 1987 roku przeszła gruntowną renowację – wzmocniono jej fundamenty i postanowiono odrestaurować jej wnętrza. Nadzór nad tymi pracami prowadziła Niemiecka Fundacja Ochrony Zabytków. Prace te wykonywano, aby docelowo udostępnić obiekt turystom. Pierwsi zwiedzający przybyli do latarni w 1999 roku. Mieli o wiele bardziej komfortowe wejście do latarni. Kiedyś latarnicy byli do wieży wciągani w koszu.Dziś kiedy statek przybywa do jej podstawy jest specjalny pomost pomiędzy nim a latarnią i nie ma już tego dreszczyku emocji. Możliwy jest nocleg w latarni, ale wszyscy co myślą że znajdą tam luksusy mylą się. Istnieje możliwość pobytu jednocześnie maksymalnie 6 osób. Jednorazowo wynajmuje się latarnię na jedną, góra dwie noce. Goście muszą dostarczyć własne śpiwory i ręczniki. Nie ma również prądu lub ogrzewania. Do dyspozycji jest jedna wspólna sypialnia połączona z kuchnią i salonem oraz łazienką. Istnieje również zakaz spożywania alkoholu w latarni. Jakie są koszty takich przyjemności? Rejs holownikiem do latarni to 75 Euro, rejs z noclegiem to już 488 Euro. A dwie noce to koszt 573 Euro (ceny na rok 2011). Rezerwacje dokonuje się tylko na okres czerwiec-wrzesień. Wpływ na to mają spokojniejsze latem morskie wody. Holownik podpływa do latarni tylko jak są dobre warunki na morzu. Jeśli pogoda gwałtownie się popsuje może istnieć sytuacja, że goście w latarni utkną w niej na dłużej. Dlatego zawsze lepiej mieć więcej jedzenia ze sobą.

W 2010 roku latarnia obchodziła 125 urodziny. Z tej okazji postanowiono przeznaczyć 150 tysięcy Euro na dalsze remonty.

Poniżej fotografie latarni z strony www.amusingplanet.com

[28.01.2013]

Poniżej zdjęcie latarnika w koszu z roku 1929

Poniżej stara kartka pocztowa z tą latarnia z 1907 roku

Poniżej współczesne zdjęcia latarni oraz jej wnętrze

Zdjęcie na niedzielę – 27 stycznia

Posted by kotmonika under Blog

Dzisiaj portowe klimaty z dalekiej Australii. Zdjęcia z Sydney Harbour z ubiegłego roku. Lubię oglądać takie liny – czy to u nas na wybrzeżu czy na zdjęciach z zagranicy. Motywy portowe to jest to co Latarnicę bardzo kręci!

Fot. Marta i Ewa Chade.

[27.01.2013]

PS. Dziś przypadają moje okrągłe urodziny. Czas nieubłaganie leci, a ja wciąż czuję się jakbym dopiero co opuściła mury szkoły średniej i ruszyła na podbój świata.  Ale podbój i zmienianie świata to zadanie na całe życie.

Wczoraj mogliśmy nacieszyć oczy współczesnymi zdjęciami z latarnią morską w Gąskach. Dziś chcę zaprezentować przedwojenną kartkę pocztową z tą latarnią (niem. Funkenhagen). Kartka pojawiła się teraz na aukcjach internetowych i przyznam się, że dotąd nie natrafiłam na takie zdjęcie tej latarni. Byłam kilka lat temu dokładnie w tym samym miejscu, w którym stoją eleganccy panowie na zdjęciu. Jak stoi się na plaży nadal wydaje się, że latarnia stoi na odludziu i jest takim miejscem na krańcu świata, gdzie można zaszyć się i ucieć od zgiełku. Jednka kiedy pokonamy schodami klif okazuje się, że latarnia to cały kompleks zabudowań wraz z sklepikami, małą gastronomią oraz wesołym miasteczkiem. Panuje przy niej gwar i tłok. Oczywiście w sezonie letnim. Ale wokół jest już mnóstwo zabudowanyc działek i tereny wokół latarni są na sprzedaż. Zapewne za parę albo paręnaście lat te tereny będą całe gęsto zabudowane (podobe zjawisko można zaobserwować w Niechorzu). Gąski pomału tracą charakter małej wsi letniskowej. Szkoda, bo coraz mniej takich miejsc.

Fot. aukcyjna.

[26.01.2013]

Z wizytą w Gąskach

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dawno nie sięgałam do bardzo dobrego archiwum zdjęć naszych latarni morskich na bardzo ciekawej stronie Tomasza Stochmala (więcej zobaczysz TUTAJ).  I jemu i mnie przyświeca podobny cel – chcemy ocalać coś od zapomnienia. Autora fascynuje wiele budowli, które upadają w ruinę i często – co gorsza – zupełnie znikają. Zatem fotografuje linie kolejowe, dworce, mosty, tunele, wieże ciśnień, wiatraki, wiadukty itp. I chwała mu za to, bo to piękne obiekty. W 2011 roku odwiedził przed sezonem latarnię morską w Gąskach. Poniżej fotograficzna relacja z tej eskapady. Zobaczymy latarnię z zewnątrz i wejdziemy również do jej wnętrza. Przyjrzymy się też okolicy. Na koniec kilka podstawowych faktów. Kompleks zbudowano w 1878 roku, latarnia ma wysokość 49,8 m, światło jest na wysokości 51,1 m. Jego zasięg wynosi 23,5 Mm. Po II wojnie światowej została ponownie uruchomiona w roku 1948. Latarnia jest  udostępniona do zwiedzania.

Fot. Tomasz Stochmal/www.stotom.pl.

[25.01.2013]

Poniżej otoczenie kompleksu z latarnią:

Poniżej latarnia morska z zewnątrz:

Poniżej latarnia od środka:

 

Latarnica poleca – vol. 6

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Jest w Stanach Zjednoczonych taki szpital z odziałem geriatrycznym i jednocześnie dom opieki dla osób z demencją (głównie chorych na Alzheimera), gdzie na stałe rezydują koty. Sam szpital jest bardzo stary i koci terapeuci dla osób starszych są już tam od dawna. Każde piętro ma kilka stałych mruczków, które tam żyją i umilają pacjentom życie. Kiedyś zauważono, że obecość zwierząt dobrze wpływa na schrowane osoby bowiem przypomina im nie tylko ich własne zwierzaki, z ktorymi teraz nie mogą już kontaktu, ale przez te konakty czują się też bardziej po domowemu. Cały świat dowiedział sie o kocie Oskarze z tego oddziału, kiedy pracownicy medyczni zaobserwowali, że ma on niezwyklą moc wyczuwania u pacjentów zbliżającej się śmierci. Nie było jego nietrafnych diagnoz. Kiedy ma nadejść dla jakiejś osoby  chwila pożegnania się z tym światem kot na kilka godzin wcześniej wie już o tym i pędzi do łóżka pacjenta by nie opuścić go nie tylko do chwili zgonu ale i przybycia firmy pogrzebowej, która zabiera zwłoki. Wtey czuwanie zwierzęcia kończy się i idzie odpocząć albo musi już pędzić do innej sali. Historię działalności kota oskara na odziale opisał lekarz i profesor  szkoły medycznej David Dosa. To na jego oddziale zdarzały się te przypadki i bardzo często sam, jako lekarz na podstawie odwiedzin chorego i ostatnich wyników badań, w życiu by nie przypuszczał, że jakiś pacjent jest u kresu swej ziemnskiej wędrowki. Ale kot Oskar wiedział swoje i w zaparte szedł do łóżka chorego. Kota tolerowali umierający i ich rodziny. Zdarzałó się że dzrwi z pokoju umierajego były zamknięte to drapał w nie i siedział po nimi póki nie został wpuszczony.  Kilkanaście takich przypadków w bardzo ciekawy sposób zaprezentował dr Dosa w książce „Oskar. Kot ktory przeczuwa śmierć”. Ta lektura mocno mnie poruszyła. Nie tylko opisuje konkretne medyczne przyoadki ale ejst zapisem rozmów z rodzinami chorych które opowiadają potem o roli kota w tych ostatnoich chwilach życia ich bliskich i co im osobiście dała obecność zwierzaka w szpitalu. Przez poszczególne rozdziały przeplatają się też wspomnienia z przeszłosci pacjentów doktora Dosy. Wszystko podane w sposób bardzo ciekawy i wciągajacy. Sam lekarz nie był miłośnikiem kotow i nie wierzył w historie o Oskarze, ale obserwacja zwierzaka kazała mu się tym przypadkiem bliżej zainteresować i ostatecznie zmienił zdanie zarówno co do kotow jak i tego co są w stanie wyczuć jakimś szóstym zmysłem. Najbardziej spodobało mi się ostatnie zdanie tej książki – takie podsumowanie tego jakiemu przerobrażeniu wewnętrznemu przeszdł ten lekarz. Dr Dosa napisał tak:

[…] A tak przy okazji: na końcu moich dni wolę klota niż OIOM.

Nic dodać niż ująć.Ja też zdecydowanie bym wolała obecność zwierzaka. Ta książka to zdecydowanie HIT. Latarnica poleca!

Dane polskiego wydania:

Autor: David Dosa

Tytuł: Oskar. Kot ktory przeczuwa śmierć

Wydawca: Świat Książki, Warszawa, 2010, ilość stron: 238

W przepastnych archiowach interentu możecie znaleźć informacje o tym kocie. Ma też swój profil na Facebooku i kiedyś oglądałam o nim bardzo ciekawy dokument na stacji Planete+.

Fot. poniżej: Latarnica.

[24.01.2013]

Poniżej zdjęcia kota Oskara na oddziale i z dr Davidem Dosa – fot. z internetu.

Niedaleko centrum Sydney w Australii, na terenach portowych – na maleńkiej wyspie – w pobliżu Harbour Bridge znajduje się Fort Denison z czynną wciąż latarnią morską. Fort mija się statkiem wycieczkowym płynąc do Królewskich Ogrodów Botanicznych.  Było to miejsce zsyłek karnych. Światło latarni jest umiejscowione na szczycie Martello Tower. O tej latarni mówi się również jako o świetle Pinchgut (Pinchgut Light). Latarnia wraz z całą laterną zostala zbudowana w Birmingham w Anglii. Zamontowano ją na wieży fortu w roku 1913. Początkowo światło zasilał węgiel, potem krótko gaz, a już w 1926 roku energia elektryczna. Obok latarni sprawdza się również stan poziomu wody i ustawiono tam dzwon przeciwmgielny. W październiku 2003 roku latarnia została poddana gruntownemu remontowi. Zdemontowano wtedy całą laternę i przetransportowano helikopterem na stały ląd.W maju 2004 latarnia znowu była na swoim miejscu i zostala uruchomiona.

Na wyspę można dostać się łodzią. Jest ona otwarta dla wycieczek z przewodnikiem za opłatą. Wcześniej należy termin pobytu zarezerwować. Wieża latarni  jest otwarta dla publiczności. Opiekę nad tym obiektem nawigacyjnym sprawuje zarząd portu. Wieża liczy 6,1 m wysokości. Zasięg światła to 5 Mm.

Poniżej dwa zdjęcia -fot. Marta i Ewa Chade (wrzesień 2012).

[23.01.2013]

Poniżej zdjęcia latarni w Forcie Denison z wikipedia.com (fot. Peter Johnson – ujęcie z dzwonem, pozostałe –  Andy Mitchell)

Poniżej dwa ujęcia archiwalne fortu : z 1885 roku (fot. National Archives of Australia) oraz ujęcie wieży z 1930 roku, fot. Tom Lennon Collection.

 

Dziś chciałabym pokazać Wam kilka miejsc na naszym wybrzeżu, które zachowały się tylko na starych kartkach pocztowych i archiwalnych fotografiach. Mnie zawsze przy ich oglądaniu żal serce ściska. Bo pokazują coś co jets już przeszłością i nigdy nie wróci. Bardzo dobrze że zachowały się takie widoki z tych wszystkich miejscowości. A mój smutek   wynika z tego, że gdyby historia inaczej się potoczyła być może dziś coś z tego mogło by przetrwać. A tak pozostaje nam jedynie wybrać się wehikułem czasu i spróbować odtworzyć sobie te miejsca we współczesnym ich obrazie. Zatem skoczmy wstecz!

Fot. kartki z aukcji internetowych.

[22.01.2013]

Poniżej Gdynia – plaża nad zatoką. Gdzie dokładnie? Nie mam pojęcia, ale zobaczenie dziś takiego obrazka graniczy z cudem.Jeszcze kilka lat temu zdrarzało mi się widywać rozwieszone sieci w Kuźnicy na Półwyspie Helskim, ale w Gdyni nigdy…

Poniżej: Gdynia – widok z Kamiennej Góry. Wystarczy dziś przejść się w tą okolicę i spojrzeć na wody zatoki. Czy jest szansa na taki widok? W żadnym razie. To już zupełnie inne miejsce i inne miasto.

Poniżej: Jarosławiec nad morzem. Na kartce nie ma opisu jaki to hotel, pensjonat czy zajazd. A może był to letniskowy dom kogoś majętnego? Tak czy inaczej ujrzenie dziś takiej architektury i tak starego budynku w Jarosławcu racezj nie ma szans powodzenia. Owszem – mamy tam starą latarnię ale poza nią nie kojarzę w tej miejscowości bardzo starej zabudowy.

Poniżej: modne kiedyś i bardzo popularne kąpielisko nadmorskie Westerplatte. Tam się bywało i chodziło nie tylko na plażę, ale można było spacerować po pięknym, długim molo, a w paśmie przed plażą skorzystać z ekskluzywnych restauracji z wielkimi tarasami i ogródkami. Dziś nie do pomyślenia. Miejsce o zupełnie innym charakterze. I nawet gdyby nie losy jego podczas II wojny światowej to nie wiem czy dziś gdańszczanie korzystaliby z tego rejonu plaży jako głównego kąpieliska.

Poniżej: Gdynia Orłowo – kiedyś popularne kąpielisko Adlershorst. Bywali tutaj artyści i pisarze. Mieszkał w małym domku przy ujściu rzeczki sam Żeromski. Dawniej ustronne, spokojne kąpielisko z dala od gwaru kurortu Sopot. Miało wspanile tersy spacerowe po oklicy, można było klifami spacerować w kierunku gdyni lub Pucka i obserwować zmienną taflę morza. Obecnie to ekskluzywna dzielnica gdyni z bardzo drogimi działkami. Coraz liczniejsze apartemnetowce i osiedla zamknięte udowane w paśmie nadbrzeżnym zmieniają to urocze miejsce. Nadal jest Domek Żeromaskiego (w nim kawiarnia-galeria), nadal są nieliczne kutry na plaży i piękne wyremontowane molo. Warto tam się udać i złapać oddech przeszłości. Czasami się jeszcze udaje. Głównie poza sezonem, kiedy robi się pusto i spokojnie.Ale takiego Orłowa jak to z kartki pocztowej już nie ma.

Poniżej promenada nadmorska w Kołobrzegu. Dziś oczywiście nadal jest i funkcjonuje jako bardzo popularny, latem tłumny, deptak. Kiedyś była to elegancka aleja, przy której stał wspaniały, monumentalny budynek Kurhausu (na pocztówce widać jego wieżyczkę). Na plaży widać zabudowania tzw. łazienek.

Poniżej cypel helski z charakterystcznym budynkiem (dziś tereny portowe) Kurhausu (później Domu Zdrojowego). Przy nim znajdowała się popularna plaża nad zatoką oraz eleganckie molo, do którego przybijały statki wycieczkowe z Gdańska i Gdyni. Z Kurhausu spacerowało się do głowej części wsi – na ulicę Wiejską oraz do latarni i na plażę nad otwartym morzem. Kurhaus miał też przeszkloną część spacerową,  w  której skrywali się kuracjusze podczas zimniejszych i wietrznych dni – nie przyzwyczajeni do surowego nadmorskiego klimatu.

Poniżej plaża w Świnoujściu z głównym molo, na którym znajdowała się popularna restauracja. Podobna zabudowa przetrwała do dziś w niemieckim kąpielisku Ahlbeck (pierwsza miejscowość od Świnoujścia na zachód). Aby wejść na pomost spacerowy na plaży były utwardzone chodniki z desek lub specjalnych mat.

Poniżej widok na jeszcze niezbyt zwartą zabudowę na Kamiennej Górze w Gdyni. Parcele wykupywali bogacze – głównie ze stolicy. Kto miał potem tam swój dom wygrał jeden z najpięknijeszych widoków na nazym wybrzeżu.

I na koniec promenada w Świnoujściu. Podobnie jak ta z Kołobrzegu – była eleganckim i szerokim deptakiem. Wzdłuż promenady (z której pięknie było widać plażę i otwarte morze) pobudowano wspanaile hotele, pensjonaty i domy prywatne. Na kartce poniżej widać tą zabudowę. Obecnie tylko część budynków (domów wczasowych i sanatoriów) jest stara. Po wojnie przy promenadzie budowano wielkie nowoczesne jak na swoje czasy domy przeznaczone na tzw. wczasy zakładowe.

Kot z wbudowanym GPS-em?

Posted by kotmonika under Blog, Kot

O tym, że kot przyzwyczaja się do ludzi, a nie tylko do miejsc już wiem. O tym, że może odwiedzać grób swojego właściciela i składać tam dary – już wiem i ostatnio pokazywałam Wam włoskiego kota Toldo, który dokładnie tak czyni. Ale żeby kot zapamiętał 300-kilometrową drogę i potem dobrze trafił niemal prosto do swojego domu – w życiu bym nie przypuszczała. Ale ta historia zdarzyła się naprawdę. Przeczytalam o niej na stronie serwisu deser.pl, ktory publikował to na podtsawie materaiłu filmowego stacji CNN. Kotka Holly, która zgubiła się na wakacjach pokonała pieszo trasę z Daytona beach do Palm Springs. Fakt, była wykończona i na granicy życia i śmierci ale udało się jej wrócić do swoich właścicieli. A tak opisuje tą historię krótka notka w internecie:

Holly to kotka Jacoba i Bonnie Richterów, która, aby wrócić do domu, pokonała na własnych łapach ponad 300 kilometrów, które dzielą Daytona Beach od Palm Springs. Po raz ostatni małżeństwo widziało ją 4 listopada w Daytona Beach. Zwierzak, wystraszony odgłosem fajerwerków, wyskoczył z wozu kempingowego i zniknął. Zrozpaczona para poruszyła niebo i ziemię, aby odnaleźć ukochanego zwierzaka. Rozklejali plakaty, rozmawiali ze służbami weterynaryjnymi. Po kilku dniach bezowocnych poszukiwań zdecydowali się wrócić do domu w Palm Beach. W ponad dwa miesiące później wycieńczony kot pojawił w Palm Springs, w ogródku Barbary Mazzoli. Uradowani właściciele nie kryli wzruszenia. (informacja ukazała się na www.deser.pl 9 stycznia br.).

Dziękuję stałej Czytelniczce p. Katarzynie  za informację o tym niezwykłym wyczynie domowego mruczka. Ciekawe jakim wewnętrznym GPS-em kierował się ten zwierzak. Tak czy inaczej jestem pełna podziwu.

Poniżej fotografia trasy i sama bohaterka – kadry z dokumentu CNN.

[21.01.2013]

Zima trzyma, a mnie potrzeba wtedy letniego oddechu, dlatego zapraszam do Rozewia, na taras czynnej latarni, aby popatrzeć sobie w letnim słonku na nieczynną latarnię Rozewie II. Ponieważ nie miałam okajzi być w środku tej tajemniczej budowli bardzo mnie kusi, aby kiedyś spełnić to marzenie. A może wydarzy się to dopiero jak latarnia zostanie podana gruntownemu remontowi i zakończy się budowa windy na jej taras (póki co jest to w planach)? Kto wie… życie pokaże.

Fot. Latarnica

[20.01.2013]

Zbombardowana latarnia

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś sięgnę również po bardzo stare, archiwalne zdjęcia i kartki pocztowe. Tym razem temat zagraniczny, ale ciekawy. W bazie zdjęć na Flickr.com znalazły się fotogrfaie i kartki pocztowe ze zbombardowaną podczas ataku lotniczego w 1914 roku latarnią morską z Scarborough (Anglia).

Na zdjęciu poniżej wyrwa we wieży latarni po niemieckim ataku bombowym , fot. Flickr.com/ użytkownik Michel

Poniżej wydana kartka pocztowa z uszkodzeniami jakich doznała konstrukcja latarni, fot. Flickr.com/ użytkownik Michel

Poniżej dwie stare kartki pokazujące latarnię ze Scarborough z czasów jej świetności, na jednej widać grupę osób na górnym tarasie z czego można wnioskować, że można było wejść na wieżę, fot. Flickr.com/ użytkownik Michel

[19.01.2013]

Ze starej prasy [11]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Miesięcznik  „Morze” w listopadzie 1965 roku (nr 11/420) opublikował artykuł o dawnych – historycznych latarniach morskich. Autorem tekstu był kultowy autor miłośników polskich latarni morskich – Marian Czerner. Za ilustracje posłużyły rysunki/rekonstrukcje tych starych obiektów nawigacyjnych. Przedstawiają one: latarnię La Corunna z Hiszpani (zbudowaną przez Rzymian), latarię Cordouan (pisałam kiedyś o niej jako ciekawostce, gdyż jest to jednocześnie kaplica i latarnia) oraz kolejno postawione  latarnie na skalistej wysepce Eddystone – 3 różne konstrukcje stworzone przez 3 architektów.

[18.01.2013]

Prasa – z Archiwum Latarnicy.

Poniżej okładka listopadowego „Morza”

Poniżej strony z artykułem o dawnych latarniach ze stron 11-12

 

Znani nieznani latarnicy

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Miłośnicy polskich latarni bez problemu rozpoznają poszczególne obiekty po sylwetce i potrafią je nazwać. Ale w przypadku pracujących w nich latarników – sprawa ma się już o wiele trudniej. Ostatnio na aukcjach interenetowych pojawiło się ciekawe zdjęcie latarniak z Rozewia – Władysława Wzorka (brata słynnego Leona, od którego nazywa się teraz ulica wiodoąca z drogi głównej ku samej rozewskiej latarni). Władysław pełnił funkcję latarnika w latach 1945-75. Pierwszy raz był z wizytą u swego brata w roku 1922 (Leon zginął w 1939 roku – został rozstrzlany w Piaśnicy). Rozewie było pierwszą latarnią, która tuż po wojnie rozbłysła na południowych wybrzeżach Bałtyku. Jej światło włączył właśnie p. Władysław już w maju 1945. Przez wiele czuł się gospodarzem Rozewskiego Przylądka. W 1972 roku do Gdanskiego Urzędu Morskiego wpłynęło pismo od Zbigniewa Wzorka (syna Leon), ktory zapragnął kontynuować pracę swego ojca. Dotychczas był starszym inspektorem robót elektrotechnicznych. Trudno było odmówić takiej prośbie. Zbigniew pełnił funkcję latarnika na Rozewiu w latach 1973-85.

[17.01.2013]

Fot. z portalu aukcyjnego

Poniżej latarnia w roku 2011 oraz jej stara optyka, fot. Latarnica

Poniżej ewolucja wieży latarni (zdjęcia ekspozycji muzealnej wewnątrz wieży) oraz współczesna działająca optyka, fot. Latarnica

 

Subscribe to LATARNICA