LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Maj, 2013

Ze starej prasy [20]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Nie wiem, kto jeszcze dziś to pamięta, ale ukazywał się kiedyś tygodnik „Czas”. Był wydawany w Gdańsku i określał swój profil jako tygodnik społeczny. W nr 3 z 16 lutego 1975 roku ukazał się fotoreportaż pt. „Światła polskiego wybrzeża”. Krótki tekst napisał Józef Narkowicz, a zdjęcia wykonał Zygmunt Grabowiecki. Prezentuje on kilka naszych latarni morskich oraz krótką historię latarnictwa. Zapowiedź tekstu znalazła się już na okładce, na którą trafił latarni z Gąsek – pan Sylwester Laskowski. Powiem szczerze, że miałam problem z identyfikacją 2 zdjęć. Ale na szczęście artykuł wszystkie opisuje. Na kolejnych zdjęciach na str. 10-11 mamy następujące latarnie: Krynica Morska, Kołobrzeg, Jarosławiec i Niechorze (str. 10) oraz: Gąski, Rozewie i Nowy Port (str. 11).

[31.05.2013]

Poniżej okładka „Czasu” z 1975 roku

Poniżej pierwsza  i druga strona z artykułem

Głównym bodźcem do napisania tego wpisu była znaleziona w sieci stara kartka pocztowa z wizerunkiem latarni Norderney. Zrobiła ona na mnie – jako budynek – kolosalne wrażenie. Wydaje się monumentalna. Norderney  to miasto uzdrowiskowe i jednocześnie wyspa wchodząca w skład Wysp Wschodniofryzyjskich (Niemcy, wyspy znajdują się u wybrzeży Morza Północnego), Dolna Saksonia.  W 2008 roku miasto zamieszkiwało 5 866 osób. Na wyspie znajduje się potężna latarnia morska. Zbudowana została w 1874 roku. Jest wciąż aktywna. Zbudowana z cegły ma formę ośmiobocznej wieży, jej wysokość wynosi 59 m. Cała wieżą ma barwę czerwono-brązową a laterna jest czarna. W latach 2004-2005 została przeprowadzona gruntowna renowacja obiektu. Światło te latarni jest widoczne na odległość 20 Mm. Latarnia mieści się w centrum wyspy, swobodnie można dojechać do niej samochodem. Latarnia jest otwarta dla turystów w sezonie letnim.

[29.05.2013]

Poniżej: stara kartka pocztowa – fot. aukcyjna

Poniżej: zdjęcie współczesne. (po lewej – fot. Wikipedia.com, po prawej – fot. Jens Pletsch

Poniżej detale tej latarni, fot. z www.leuchtturm-atlas.de

Poniżej stara karta pocztowa oraz zdjęcie wieży podczas remontu – fot. wikipedi.com

Poniżej zdjęcie satelitarne z Google Maps

W całym okresie prowadzenia tego blogu zauważyłam, że ogromne, jeśli nie największe, emocje wzbudzają relacje/zdjęcia z latarni nie dostępnych dla masowego turysty. I nie ma się co dziwić. Zawsze tak jest, że zakazany owoc kusi najbardziej. Sama pamiętam swoje marzenia o latarniach, których podwoje nie są już dla mnie tajemnicą, ale ileż emocji budziło fantazjowanie jak jest wewnątrz ich wież, jak się wchodzi do laterny, jaka jest optyka z bliska i widoki na okolicę. Osobiście miałam okazję zwiedzić latarnię z Jastarni od środka 3 lata temu. Dziś pragnę zaprezentować wam świeżutki fotoreportaż z eskapady do dawnej kolumny buczki spod Stilo. Zdjęcia zostały wykonane w maju tego roku więc ukazują stan obecny obiektu. Ponieważ są bardzo ciekawe i prezentują unikalne miejsce podzieliłam ten wpis na 3 odsłony. Zapraszam Was aby przeżyć to raz jeszcze i poczuć się jakbyśmy właśnie ami wspinali się na górny taras tej małej strażniczki naszego wybrzeża. Jak można przeczytać w „Morskich drogowskazach polskiego wybrzeża” Antoniego F. Komorowskiego: […] latarnicy mają nadzieję, że dzięki niewielkim zmianom konstrukcyjnym, które być może zostaną wykonane w przyszłości, latarnia po zakończeniu służby nawigacyjnej, która kiedyś nieuchronnie nastąpi, będzie mogła zostać wieżą widokową i służyć licznie odwiedzającym Jastarnię turystom. [str. 209]

Ja pamiętam taki rok (po 1996 roku) kiedy udostępniono turystom w Jastarni wejście na położoną niedaleko na wydmach wieżę (chyba kiedyś wojskową) i za symbolicą złotówkę można było zrobić z niej przepiękne zdjęcia okolicy w tym wystającej ponad linię drzew patii latarni morskiej.

Poniżej zdjęcia z wyprawy do latarni w Jastarni. Fot. Grzegorz Elmiś/ www.facebook.com/misiekhel.

[27.05.2013]

Poniżej widok na latarnię z zewnątrz. Położona na wysokiej wydmie ma tylko ok. 17 m wysokości.

Poniżej widok na latarnię z Domu Zdrojowego (znajduje się naprzeciwko blizy)

Poniżej widok z tarasu górnego na miasto i zatokę

Poniżej widok z tarasu górnego na otwarte morze

 

To zdjęcie niechaj będzie zachęcającym uzupełnieniem do wpisu o historii wieży widokowej/latarni morskiej Kikut. Jak lata temu tam byłam nie było dobrych oznakowań i naprawdę sporo się naszukaliśmy i błądziliśmy w terenie, aby trafić na latarnię. Tym bardziej, że szliśmy do niej nie od strony plaży, ale z samej Wisełki szosą. Dziś jak widać tablice są i pewnie to już nie takie błądzenie w ciemno. Poza tym mamy gps-y i inne pomoce. Ale ja i tak bym wtedy nie odpuściła i choćby miało to trwać długo chodziłabym do skutku. Udało się i to był jak dotąd mój jedyny pobyt na wysokiej wydmie Kikut.

Fot. z strony Lighthouses/latarnie morskie na Facebooku, więcej można obejrzeć TUTAJ.

[26.05.2013]

Ze starej prasy [19]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Tygodnik „Przekrój” z 23 lipca 1978 roku publikował bardzo ciekawy artykuł nt nieznanych listów znanej polskiej przedwojennej aktorki – Stanisławy Wysockiej. Stanisława Wysocka z Dzięgielewskich (ur. w Warszawie7 maja1877, zm. 17 stycznia1941 tamże) – pracowała jako aktorka, reżyser teatralny i dyrektor teatrów. Karierę zaczynała w teatrach objazdowych. W latach 1901-11 była aktorką Teatru Miejskiego w Krakowie. W latach 1913-14 grała w Teatrze Polskim w Warszawie. W latach 1921-23 kierowała Państwową Szkołą Dramatyczną przy Konserwatorium Muzycznym w Warszawie. Od 1934 była wykładowcą PIST-u. Po wybuchu II wojny światowej współpracowała z konspiracyjnym PIST-em i do końca życia udzielała lekcji.

Odkryte listy aktorki w tym m.in. do Emila Zegadłowicza ujawniły, że była ogromną miłośniczką morza. Jej pierwsze spotkanie z morzem rzutowało na całe jej życie.  Wysocka widziała wiele mórz, plaż i kurortów europejskich ale to właśnie nasze rodzime wybrzeże robiło na niej największe marzenie. W 1926 roku spędzała wolny czas na Półwyspie Helskim. Jak możemy przeczytać w artykule Milana kwiatkowskiego:

[…] Wysocka nie ukrywała patriotycznej dumy z bałtyckiego okna na świat. Półwysep Helski był dla niej najpiękniejszą częścią Polski. W swoich listach odkrywała urodę Jastarni i Helu. Z pasją kronikarza notowała wrażenia z licznych wędrówek.

Cytowane fragmenty listów były pisane w Helu, Jastarni i Jastarni-Borze. Znajdujemy w nich opisy pobytu aktorki w 2 latarniach: Rozewiu i w helskiej blizie. Być może w całym zachowanym zbiorze jest tych opisów i relacji więcej. Skoro Wysocka mieszkała na kwaterze w Jastarni Borze – zapewne dotarła i do tej latarni. Oryginały listów aktorki znajdują się obecnie w Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym.

Stara prasa – ze zbiorów Latarnicy.

[24.05.2013]

Poniżej okładka „Przekroju”

Poniżej dwie strony z artykułem

Port Władysławowo zimą

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Port Władysławowo jest portem morskim w powiecie puckim. Położony u nasady Półwyspu Helskiego jest dla mnie takim wyznacznikiem, że mijając go wjeżdżam na teren z wodą po obu stronach lądu. Ach jaki to piękny zakątek naszego kraju! Władysławowo ma port typowo rybacki z przystanią żeglarską i pasażerską. Akurat to miejsce znam jedynie z letniej pory ale jak pokazują zdjęcie publikowane poniżej, zimą to dopiero musi być tam niezwykle malowniczo!  Jaka jest historia portu?

– Zanim zaczęła funkcjonować nazwa Władysławowo (od 1952 roku) w jego miejscu znajdowała się Wielka Wieś (taką też nazwę mamy na przedwojennych kartkach pocztowych), port nazwano Władysławowo dla upamiętnienia XVII-wiecznego fortu wojennego, wybudowanego z rozkazu króla Władysława IV.
– budowę portu rozpoczęto wiosną 1936, a jego uroczyste otwarcie nastąpiło 3 maja 1938
-istnienie portu ustanowił Minister Przemysłu i Handlu 27 kwietnia 1938
– w 1969 roku wzdłuż nabrzeża wyładunkowego oddany został do użytku kompleks przemysłowy mieszczący halę przetwórstwa ryb, komory chłodnicze, urządzenia zamrażalnicze, chłodnię oraz pomieszczenia socjalne i biurowe
– w latach 1986–1996 dokonano budowy nowego falochronu północnego, przebudowano nabrzeże Wyładunkowe, zmodernizowano pomosty postojowe oraz dokonano rekonstrukcji falochronu wschodniego.
– od 1994 roku port jest otwarty dla turystów
– pod koniec 2007 roku w trakcie modernizacji falochronu północnego, usunięto z niego starą nieczynną stawę z 1938 roku.

Ja osobiście pamiętam jeszcze starą stawę i bardzo podobało mi się, że tak blisko siebie stoją dwa latarnio podobne obiekty. Dla tych co nie pamiętają wyglądały one tak – stawa usunięta jest po lewej stronie (fot. wikipedia.com)

Ale prawdziwym przyczynkiem do tego wpisu są GENIALNE zimowe zdjęcia wykonane na skutym lodem falochronie. Ich autorem jest Grzegorz Elmiś / www.facebook.com/misiekhel

[22.05.2013]

Rejon Umocniony Hel – jako obiekt muzealny – jest wspaniałym przykładem jak można udanie przywrócić do życia obiekty militarne i udostępnić je turystom. Podobny los spotkał świnoujskie fortyfikacje, które są równie bogate i aż żal serce ściskał jak patrzało się na ich podupadanie jeszcze w latach 80-tych i 90-tych X wieku. Dziś chciałabym pokazać Wam tylko jeden obiekt  z kompleksu baterii nadbrzeżnej „Göben”. Znajdują się one w lasach pomiędzy Ognicą a Przytorem. FDojazd do nich wiedzie leśnym duktem z trasy Świnoujście-Przytór. Projekt baterii postał w roku 1936. Pomiędzy wszystkimi funkcjonował system kolejki wąskotorowej. Jedną z większych konstrukcji była wieża kierowania ogniem. Zespół pomieszczeń podziemnych obejmował siłownię energetyczną, urządzenia filtrowentylacji i własne ujęcie wody. W części nadziemnej na kondygnacjach były pomieszczenia dla załogi oraz komora obsługi dalmierza.

Co roku we wrześniu (od 2011) na terenie twierdzy odbywają się tzw Dni Twierdzy. W pierwszej edycji można było oglądać twierdzę z lotu ptaka czyli z górnego tarasu latarni morskiej.

Poniżej zdjęcia wieży sprzed remontu i tuż po. Miło patrzeć jak pięknie można zadbać o te fortyfikacje (fot. z www.twierdza.swinoujscie.pl).

Informację podaję na podstawie danych z przewodnika „Świnoujskie fortyfikacje” Piotra Laskowskiego i Andrzeja Wrońskiego (Wydawnictwo Krajoznawcze GRYF 1999).

[20.05.2013]

Poniżej wieża przed remontem

Poniżej wieża po remoncie

Zdjęcie na niedzielę – 19 maja

Posted by kotmonika under Blog

W przedostatnią niedzielę maja zapraszam do jednego z moich ukochanych miejsc. Hel – miasto na samym cyplu Półwyspu – kiedyś osada typowo rybacka dziś łączy wiele funkcji i jest w sezonie letnim bardzo atrakcyjne turystycznie. Ja mam to szczęście że znam Hel z 4 pór roku. Widziałam port skuty lodem i zasypany śniegiem, spacerowałam jego uliczkami w ogromnym skwarze i podczas ulew i potwornie wietrznych dni, kiedy na zatoce szalał sztorm. Kiedy pogoda kiepska nie ma nic przyjemniejszego nad siedzenie w jakimś lokalu i z ciepłego przytulnego miejsca obserwowanie tego co dzieje się na zewnątrz. Polecam wtedy takie knajpki jak Captain Morgan czy Maszoperie na ulicy Wiejskiej. Dzisiejsze zdjęcie wykonał mieszkaniec Helu. Zazdroszczę autorowi tego że ma na co dzień tak piękną okolicę i bliskość morza. Cóż nie można mieć wszystkiego, ale dzięki takim pasjonatom fotografii można mieć chociaż bardzo udane profesjonalne zdjęcia. Nocne fotografie to duża sztuka. Widziałam Hel takim jak na zdjęciu na własne oczy i chętnie bym się teraz przeniosła w ten pejzaż. Tego i wam wszystkim z całego serca życzę – choćby na nadchodzące wakacje. Księżyc nas wodami zatoki bywa tam magiczny…

Fot. Grzegorz Elmiś / www.facebook.com/misiekhel

[19.05.2013]

Dla wszystkich kociarzy to zapewne interesująca informacja. Jest już w sieci do pobrania/przejrzenia majowo-czerwcowy numer magazynu „Felins”. Numer dostępny jest na stronie www.felins.strefa.pl. W tym wydaniu znajdziecie m.in. drugą część mojego artykułu o Strefie Kota w Gdańsku (str 18-19). Jest też zdjęcie mojego kota Errorka ilustrujące materiał o kotach domowych (str. 33).

[18.05.2013]

Poniżej okładka aktualnego wydania

Poniżej strony z moim artykułem i zdjęcie Errorka, które znalazło się w dziale Kocia arystokracja :)

Każdy właściciel kota domowego skłonny jest raczej opowiadać, że w domu ma łagodnego, rozleniwionego koteczka, który wypuszczony w daleki świat zginąłby natychmiast bo nie ma w nim ani krzty cech kota dzikiego, łowcy i drapieżnika. Ale są takie chwile, kiedy w naszych kotkach pod wpływem pewnych okoliczności coś zaskakuje i całe spowolnienie ruchów znika. To może być nowa zabawka/potencjalna ofiara do upolowania. Czasami padnie na latającego owada bądź inne małe żywe stworzenie. Koty domowe najczęściej obcują jednak z zastępczymi „ofiarami” i stają się nimi  bardzo często tak lubiane przez nie kulki papierowe. Nie wiem co dzieje się wtedy w głowie kota ale można zaobserwować jak zabawiłby się z żywą ofiarą – gdyby się trafiła. W kocie zmienia się wtedy wszystko, gracja i precyzja ruchów, mimika pyszczka, ułożenie uszu, sposób mrużenia i otwierania oczu. Jest marszczenie nosa, szczerzenie kłów, w ruch idą pazury wszystkich czterech łap. Kto lubi mieć takie Animal Planet na żywo we własnym mieszkaniu to obserwacja kota w akcji jest czystą przyjemnością. Ja zazwyczaj mam wtedy taką refleksję – że kot to doskonała istota, w której nic nie nadawałoby się do poprawki. Miał rację Leonardo da Vinci mówiąc: „Nawet najmarniejszy kot jest arcydziełem”. Zazwyczaj w ferworze polowanie nie  jest łatwo zrobić kotu dobre zdjęcia. Szybkość ruchów, dynamika akcji powoduje, że najczęściej można złapać tylko jakieś zamazane kadry. Poniżej seria zdjęć, którą mnie udało się wykonać w odpowiedniej chwili telefonem komórkowym. Popatrzcie na Errora i jego zmagania z papierową kulką. Oto dziki łowca i jego ofiara.

Fot. 8x Latarnica.

[17.05.2013]

Ze starej prasy [vol. 18]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Pamiętacie wpis o niemieckiej latarni Rotter Sand (bardzo charakterystyczna sylwetka) przerobionej na hotel? Możecie go sobie przypomnieć TUTAJ . W wydawanym w Poznaniu „Żołnierzu Wielkopolskim” – nr 6 z 5 lutego 1928 roku ukazało się zdjęcie tej latarni widzianej z pokładu statku, na którym przybywa właśnie kolejna zmiana latarników i zaopatrzenie.

Pod zdjęciem jest podpis: Latarnia morska na pełnym morzu między portem w Bramie a Helgolandem. Statek portowy zbliża się wioząc żywność i zmianę warty.

Aniu! Dziękuję za podesłanie skanu.

[15.05.2013]

Poniżej cała strona

Poniżej powiększenie zdjęcia

 

Jastarnia – miasteczko położone mniej więcej w połowie helskiej kosy – to wyjątkowo urocze miejsce na dłuższy urlop czy weekend. Można do niego dotrzeć koleją, samochodem, busem czy nawet statkiem a nie ma gwaru wielkomiejskiego tylko klimat miejscowości letniskowej. Baza noclegowa w Jastarni jest obfita. Jest w czym wybierać. Dla mnie ma jeden największy atut. Znajduje się tam jedna z kilku latarni morskich tej okolicy. O ile nie jest ona taka majestatyczna to światło wydobywające się po zachodzie słońca z laterny robi wrażenie. Najlepiej obserwować je nocą bezpośrednio z jastarnickiego portu czy szosy na Hel. Port w Jastarni bardzo się zmienił ostatnimi laty. Ogromnym nakładem finansowym z dość nieuporządkowanych terenów stworzono bardzo estetyczne miejsce, gdzie naprawdę miło się spaceruje. Ale Jastarnia to nie jakiś nowy twór ostatni dziesięcioleci. Jej historia sięga aż X/XI wieku. Jak można przeczytać w „Zarysie dziejów Jastarni” Agnieszki Selin:

[…] Najstarsza pisana wzmianka o Jastarni pochodzi z dokumentu krzyżackiego z 1378 roku. Jest tam ona wymieniona jako już istniejąca osada. Niewątpliwie jednak początki Jastarni jako osady rybackiej – wówczas tylko sezonowej – związanej z grodem gdańskim a później z kasztelanią pucką są starsze i można je lokować teoretycznie na X/XI-XIII wiek.

Dwa rozdziały dalej czytamy:

[…] Generalnie rzecz można, że tutejszym rybołówstwem do XIX wieku rządziły zwyczaje i sposoby wypracowane w głębokim średniowieczu. Społeczność rybacką obowiązywały normy prawa zwyczajowego, którego podstawowe zasady ukształtowały się przypuszczalnie jeszcze przed przybyciem Krzyżaków na teren Pomorza.

Dziś Jastarni daleko do średniowiecza. Miałam okazję bywać tam regularnie od połowy lat 90-tych XX wieku i zachodzące tam zmiany są znaczne. Każdy rok przynosi coś nowego a poczynione inwestycje jeszcze bardziej przyciągają turystów, z których miasteczko latem z pewnością żyje.

Poniżej prezentowane zdjęcia pokazują całī urok portu po zmroku. W sezonie wakacyjnym jest tam naprawdę spory ruch, ale zdarzyło się nam pojechać do portu około północy i wtedy można zrobić takie właśnie zdjęcia. Choć o jakiej porze powstały te konkretne nie wiem. Jastarnia to bardzo miłe miejsce, którego walory doceniam jeszcze bardziej poza sezonem. Kiedyś spacerując w styczniu podczas siarczystych mrozów uliczkami w okolicach kościoła i torów kolejowych, nie spotkaliśmy tam ani jednego człowieka. Bywają zatem i takie chwile, o które trudno gdziekolwiek indziej.

Wszystkie poniższe fotografie: Grzegorz Elmiś / www.facebook.com/misiekhel

[14.05.2013]

Dawno nie byliśmy na zachodzie naszego Wybrzeża. Dlatego dzisiaj pozachwycamy się górnym tarasem i laterną świnoujskiej latarni. Zdjęcie zostało wykonane 19 września 2011 roku. Fot. Apoloniusz Łysejko.

[12.05.2013]

Dzisiaj rodzima latarnia, która ma chyba najkrótszą historię. Bowiem budowa wieży widokowej nie była z założenia budową obiektu nawigacyjnego. Okoliczności jednak sprawiły, że pierwotnie inny z funkcji obiekt  przerobiono na latarnię morską. Ale po kolei…

Dawne dzieje pierwszych oznakowań na wysokim klifie Kikuta nie są do końca dokładnie zdokumentowane i klarowne. O planach budowy latarni w tym miejscu mówiło się już w  połowie XIX wieku. Ale ciągle były to tylko plany. Ponieważ miejsce wymagało oznakowania postawiono na dzienny znak nawigacyjny w postaci wieży.

W Swinemünder Bucht z 1826 roku w okolicach Świnoujścia pokazano wieżę opisaną jako Kiesberg-Bake. Miała ona ponad 10 m wysokości a położona była na wysokim klifie (ok. 73 m), poniżej rycina z wizerunkiem tej wieży (il. z www.baken-net.de):

Publikandum, No. 1332. (Stettin, den 16ten Januar 1841) ze stycznia 1941 roku donosiło o ponownym odbudowaniu wieży.

Bliżej niekreślone źródło z 1873 roku podawało, że ok. 12 mil morskich na zachód od Świnoujścia na wybrzeżu znajduje się charakterystyczny znak w kształcie piramidy tzw. Baake (miejsce figuruje jako Kiesberge). Poniżej ryciny z tym odcinkiem wybrzeża (il. z www.baken-net.de):

W 1878 roku opisano dzienny znak nawigacyjny jako:

Kiesberg – wieża nawigacyjnego  w Swinhöft na wyspie Wolin, w pobliżu stacji ratunkowej Neuendorf (niem. Neuendorf = pol. Wisełka). Opis: W postaci holenderskiego wiatraka, stożkowy dach, murowany, z czarnym, zwężającym się dachem (?).
Cechy wyróżniające: Biały. Zbudowany: 1826 rok.

Na planie z 1928 roku widać zaznaczoną wieżę widokową (Aussichtsturm)  określoną jako Kieckturm. Mapa: Berlin 1913, Kreis Usedom – Wollin

W 1911 roku wieża pojawia się w spisach jako Kiesberg-Bake. Opisana jest jako biała, 16-metrowa wieża z czarnym, stożkowym dachem (il. z www.baken-net.de)

W 1913 roku Kiesberg jest opisany jako 29-metrowa wieża, której światło  jest na wysokości 103 m n.p.m. – sugeruje to istnienie latarni. Początkowo byla to wieża do obserwacji przeciwpożarowej. W latach późniejszych zamontowano na niej drewnianą stawę.

W 1945 roku tereny weszły do Polski i miejsce otrzymało polską nazwę Kikut.

W latach 50-tych XX wieku z powodu wzmożonego ruchu na morzu w tym rejonie zaistniała konieczność zbudowania latarni morskiej. Projekt  postał w 1957 roku w biurze projektowym w Gdańsku. Chodziło tylko o adaptację istniejącej już wieży. Postanowiono podwyższyć ją i górną partię przekształcić w laternę z optyką. Ostatecznie sama wieża nie  jest najwyższa (ponad 18 m) ale Kikut ma najwyżej położone na naszym wybrzeżu światło bowiem klif jest tam potężny (ponad 90 m n.p.m.)

15 stycznia 1962 – uruchomienie nowej latarni.

1978 rok  – pierwsza modernizacja systemu optycznego.

1994 rok – druga modernizacja systemu optycznego.

1997 rok – remont murów latarni.

Latarnia jest od początku obiektem automatycznym i nie jest otwarta dla ruchu turystycznego. Jak podaje  A. Komorowski w „Morskie drogowskazy polskiego wybrzeża” przewodniki z 1967 roku odnotowują, że Kikut był otwarty dla turystów.

Poniżej widok na latarnię i pustą jej okolicę z prezentowany w miesięczniku „Morze” w 1973 roku (większe zdjęcie do obejrzenia na blogu w dziale Ze starej prasy vol. 2)

Poniżej latarnia Kikut sfotografowana 19 września 2011, fot. Apoloniusz Łysejko

Poniżej optyka latarni sfotografowana na górnym tarasie oraz widok na okolicę, zdjęcie z 19 września 2011, fot. Apoloniusz Łysejko

Poniżej trzy współczesne ujęcia, fot.Wikipedia.com

Poniżej widok z satelity na latarnię w Kikucie, fot. Digital Globe

[10.05.2013]

Decydując się na obecność kota w naszym życiu zawsze na samym początku musimy zadać sobie pytanie czy chcemy mieć kota wychodzącego czy stricte domowego. To pierwsza istotna kwestia. Ale czasami odpowiedź na to pytanie udzielimy sobie (chyba, że totalnie nie mamy warunków aby kot wychodził) dopiero po wyborze lub przy podjęciu decyzji przygarnięcia/zakupu kotka. Bowiem czasami poprzedni opiekun np. Fundacja czy miejskie schronisko posiadają informacje czy kotek w swym dotychczasowym życiu był z domu wypuszczany czy nie. Jeśli był, przykre byłoby odtąd ograniczanie mu czegoś co stało się jego nawykiem i należy trwale do normalnego trybu życia. Nagłych ograniczeń nie zrozumie, a nowy właściciel będzie skazany na obserwację prób ucieczki przy każdej sposobności i jęki i wycia przy drzwiach wyjściowych i oknach. Grozi to też utknięciem kota w oknach w pozycji uchylnej a to może mieć nawet skutki śmiertelne bowiem kot jeśli utknie nie potrafi wybić się z tej pozycji i się udusi. Filmiki na ten temat są w internecie i naprawdę porażają.

Od ponad roku szukaliśmy najlepszego rozwiązania na nasze okna dla kota. Ponieważ to wysoki parter – bez problemu zeskoczyłby z parapetu i zwiał w siną dal… Robiliśmy różne wyceny, niestety zawsze firmy montujące zabezpieczenia z siatki za dojazd i montaż chciały brać tyle samo co za same zabezpieczenia. Przerastało to nas finansowo. Chcieliśmy kupić gotowe siatki np. Trixie ale po ociepleniu bloku wszędzie miękki styropian i nic by się nie trzymało trwale w ścianach, a kot spory i energii ma za dwóch. Aż w ubiegłym roku trafiliśmy na Facebooku na KocieOkno! Dlaczego ten produkt i ta Firma? Zalet jest naprawdę wiele:

– zabezpieczenia są robione na wymiar pod konkretne okna

– nadają się do samodzielnego montażu – dochodzi tylko koszt wysyłki – ale przybywają do nas gotowe zmontowane moduły

– można zabezpieczać otwory okienne lub całe parapety, aby kot miał wybieg (można zabezpieczyć również balkony lub zrobić wybieg zewnętrzny tylko na połówce okna)

– Kocie Okno zrobi wszystko aby pomóc, doradzić, dopasować opracowane przez siebie profile do montażu (doradzamy do zapytań o wycenę dołączać wyraźne fotografie okien – u nas pojawił się mały nietypowy problem ale został sprawnie rozwiązany za co jesteśmy OGROMNIE wdzięczni)

– Kocie Okno opracowało genialny system zabezpieczeń na okna w pozycji uchylnej, świetnie rozwiązuje to problem ryzyka utknięcia pupila.

Error od czasu jak podniosła się jego jakość życia po prostu siedzi w oknach na przemian i bardzo często robi to bardzo długo za dnia i w nocy a popularną formą utraty kalorii i zabawy jest latanie między nimi. Jest zdecydowanie szczęśliwszym kotem. Polecamy tą usługę jeszcze niezdecydowanym:

Niezbędne informacje na temat  tego konkretnego systemu znajdziecie (oraz wytyczne i porady jak odpowiednio zmierzyć wasze okno/ drzwi/balkon) na www.kocieokno.pl

Firma ma rownież swój profil na Facebooku TUTAJ.

Fot. Latarnica

[01.05.2013]

Poniżej: zamówione zabezpieczenia okien przybywają w paczce jako gotowe do zamontowania elementy, wystarczy wszystko rozpakować, otworzyć okna (odciągnąć zainteresowanego z pewnością kota) i przyszykować śrubokręt krzyżowy,

Firma Kocie Okno produkuje również praktyczne drobiazgi jak np. wygodne podusie na parapet zewnętrzny czy wewnętrzny również szyte na wymiar, koty kochają te podusie, atutem jest możliwość pranie ich w pralce – zarówno powłoki zewnętrznej jak i wewnętrznej. Error testował poduszkę jeszcze zanim trafiła na parapet

Wraz z zestawem zabezpieczeń przybywa również czytelna instrukcja montażu (patrz wydruk na stole), zanim zabezpieczenia zostały zamontowane na szybko próbnie przymierzyliśmy je w otworze okiennym

Montaż zabezpieczeń ( w moim przypadku 2 sztuk na pojedyncze skrzydło) zajmuje 15-30 minut i od razu można cieszyć się efektem – co najbardziej doceni nie wychodzący z domu kot!

Poniżej kocur w zabezpieczonych oknach

Poniżej tak prezentuje się zabezpieczenie z zewnątrz budynku – po lewej okno salonu, po prawej okno sypialni, z daleka i nawet dość bliska patrząc na elewację domu w ogóle nie widać, że zostało zamontowane coś dodatkowo na oknach,

Poniżej: wszystko co potrzebujecie wiedzieć na temat praktycznych gotowych zabezpieczeń znajdziecie na stronie Kociego Okna

Subscribe to LATARNICA