LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Październik, 2013

Czytelnik Latarnicy – Igor z Poznania – ma bardzo miłe, osobiste wspomnienia i skojarzenia z tzw. główkami wejściowymi do gdyńskiego portu, które mają formę architektoniczną małych latarni morskich. Przepięknie ich budowę pokazuje jedna ze scen w miniserialu historycznym TVP pt. „Gdynia – miasto z morza”. A Igor o swoich odczuciach do tych obiektów napisał tak:

[…] Służyłem w wojsku  w Marynarce Wojennej właśnie w Gdyni Oksywiu i widok główek na wejściu do portu (przy basenie XI) był pierwszym i ostatnim w każdym dniu służby na okręcie. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym ujrzałem je po raz pierwszy – w grudniu 2002 r.Ich piękny czerwony i zielony blask rozlewał się po spokojnej tafli wody… Zawsze szedłem na papierosa na koniec pirsu i dosłownie nie mogłem oderwać oczu od tego widoku. Gdzieś powinienem mieć zdjęcia z tego okresu…

Zdjęcie się w archiwum fotografii znalazło i dziś z ogromną przyjemnością je Wam prezentuję, a Igorowi dziękuję za te osobiste wspomnienia.

Fot. Igor Czapagajew

[30.10.2013]

Poranek w Jeleniowe – blisko już granicy polsko-litewskiej – obudził mnie takim widokiem z okna (zdjęcie poniżej).

Nie padało, a to było najważniejsze, aby pogoda nie popsuła radości odkrywania nowych miejsc. Idąc na śniadanie zauważyłam tuż przed wejściem do budynku kocicę z dwójką młodych. Chyba zapachy podawanego tak wcześnie rano śniadania przywabiły je. Kocica pojawiła się nagle również na parkingu, kiedy wsiadaliśmy do autokaru. Młodych nie było, ale ona chętnie podchodziła do ludzi. Miała piękne zielone oczy.

Do Kłajpedy dotarliśmy w porze obiadowej. Posiłek zjedliśmy w centrum miasta w klimatycznej restauracji czterogwiazdkowego Hotelu Navalis. Był to chyba najbardziej regionalny pod względem kulinarnym obiad na tej wycieczce. Podano nam bowiem chłodnik po litewsku i typowy litewski cepelin nadziewany mięsem. Do popicia było zsiadłe mleko. Popołudniu udaliśmy się do Palangi, gdzie w planach było zwiedzanie parku i Pałacu Tyszkiewiczów oraz spacer po miejscowości z uwzględnieniem promenady, molo i plaży.

Do pałacu dochodzi się spacerując terenami parkowymi. Ogrody przypałacowe zostały rozplanowane przez francuskiego architekta Édouarde André. Sam pałac był wzniesiony pod koniec XIX wieku w stylu neorenesansowym i przeznaczony na potrzeby rodziny Tyszkiewiczów. W 1900 roku obok pałacu postawiono figurę Jezusa Chrystusa. I Wojna Światowa wstrzymała realizację rozbudowy pałacu. Zniszczeniu uległo jedno skrzydło. PO 1945 ro. pałac stał się obiektem państwowym Związku radzieckiego i popadł w ruinę. Od 1957 rozpoczęto prace konserwatorskie. W 1963 roku utworzono w nim Muzeum Bursztynu (kolekcja liczy ok. 28 tys. eksponatów).

Poniżej park wiodący do pałacu. Poniżej rzeźba Egle – królowej węży, która jest symbolem Palangi. Z jej osobą wiąże się legenda. Warto ją sobie poszukać w internecie i przeczytać.

Pałac jest obecnie wciąż w remoncie, ale obiekt wygląda już całkiem ładnie. Mimo prac rekonstrukcyjnych Muzeum jest czynne.

Poniżej fragment ekspozycji oraz sala gdzie można w powiększeniu obejrzeć zatopione w bursztynie organizmy.

Poniżej największy eksponat – jak widać  z podpisu ten „kawałek” bursztynu waży ponad 3,5 kg.

Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości pałac odzyskał prawowity właściciel Alfred Tyszkiewicz (to właśnie z tej linii Tyszkiewiczów pochodzi znana polska aktorka Beata Tyszkiewicz). Jednak zrzekł się swoich praw do nieruchomości na rzecz miasta. W 1997 roku otrzymał za to honorowe obywatelstwo.

Fot. Latarnica.

[28.10.2013]

 

W ostatnią niedzielę października popatrzmy na ferię barw polskiej złotej jesieni. Tak pięknie prezentowało się Orłowo 6 października br. Niedziela była ciepła, choć pochmurna, mimo to nad brzegiem spacerowało mnóstwo osób, a na molo był tłum jak w sezonie. Fot. Latarnica.

[27.10.2013]

W poniedziałkowy ranek nad Gdańskiem  nadal wisiały ciężkie chmury. Na szczęście nie padało. Po wczesnej pobudce trzeba było na czas dojechać na 7.30 na dworzec PKP, gdzie miał przyjechać nasz autokar z Gdyni i zabrać uczestników z miasta Neptuna. Na parking przyjechał czerwony autokar o klasie VIP-owskiej co oznaczało wygodną podróż, bowiem w takich autokarach jest o wiele więcej miejsca na nogi, siedzenie rozsuwają się również na boki, są wygodne stoliki (można swobodnie pracować sobie na laptopie) i inne liczne udogodnienia. Ten dzień (7 października) mieliśmy jeszcze spędzić na terenie Polski. Po drodze czekały nas dwa główne miejsca zwiedzania – sanktuarium Święta Lipka i klasztor w Wigrach. Nocleg mieliśmy w centrum konferencyjnym nad urokliwym jeziorem tuż pod Suwałkami. W drogę ruszyliśmy planowo. Dalsza relacja z wycieczki w następnym tygodniu. Zapraszam!

Fot. Latarnica.

Tak zaczęła się ta podróż przy dworcu PKP w Gdańsku.

Tego dnia pierwszym miejscem, które zwiedzaliśmy była Święta Lipka. To niewielka miejscowość na Mazurach (znana od XV w. jako miejsce pielgrzymek), położona w pobliżu Kętrzyna nad jeziorem Dejnowa. Słynie z Sanktuarium Maryjnego, które odwiedza co roku ponad 100 tys. osób. Nazywa się ją Częstochową Północy. Nie przepadam za otoczką takich miejsc kultu religijnego z powodu wszechobecnego kiczu. W Świętej Lipce – może przez to, że byliśmy tam poza sezonem – nie czuło się tego jarmarcznego klimatu. Nie było zalewu straganików i sklepików z pamiątkami i wątpliwej urody dewocjonaliami. Urzekła mnie kolorystyka Sanktuarium. Wzdłuż drogi dojazdowej można podziwiać barokowe stacje drogi krzyżowej.

Na-kościelny dziedziniec wchodzi się przez barokową bramę z pierwszej połowy XVIII wieku. W skład kompleksu klasztornego wchodzi bazylika, krużganki i dom zakonny ojców jezuitów.

W bazylice znajdują się barokowe organy z ruchomymi figurkami. Wykonane zostały w 1721 r. Mieliśmy okazję wysłuchać koncert specjalnie dla nas zamówiony, który ukazywał spectrum możliwości tych organów. Naprawdę robią wrażenie i jedyne inne miejsce jakie kojarzy się podczas tego koncertu to gdańskie organy w oliwskim kościele.

 

Na ołtarzu głównym znajduje się obraz Matki Boskiej.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym gdzieś przy sanktuarium nie wypatrzyła mieszkańca tej okolicy – dzikiego kota a raczej kotki. Okazała się bardzo lgnącym do ludzi kotem i dała się wygłaskać.  Poniżej kocica z Świętej Lipki.

Po smacznym obiedzie zjedzonym po drodze w gospodzie w miejscowości Stareławki Wielkie ruszyliśmy dalej na wschód. Drugim odwiedzonym w poniedziałek miejscem był pokamedulski klasztor w Wigrach. Było już późne popołudnie. Dojechaliśmy tam ok. godz. 17:30-18. Światło dnia pomału chyliło się ku zmierzchowi, bałam się, że nie zrobię wielu zdjęć i spieszyłam się z wykonaniem fotografii. Klasztor leży na terenie Wigierskiego Parku Narodowego. Położony jest na sporym wzgórzu nad samym jeziorem Wigry. W 1667 r. król Jan Kazimierz nadał wyspę wraz z zabudowaniami, okoliczne jeziora oraz duży kawał puszczy zakonowi kontemplacyjnemu kamedułów. Kameduli przybyli na wyspę w roku następnym i założyli swoją siedzibę (pobudowali wtedy kaplicę, kościół i  zabudowania gospodarcze).Pożar z 1671 roku zniszczył ówczesne zabudowania. W 1694 roku przystąpiono do budowy trwalszej – z cegły. Założenia architektoniczne kompleksu opracował włoski architekt Piotr Putini.Po III rozbiorze Polski kameduli opuścili klasztor i przenieśli się pod Kraków.W tym miejscu istniało potem biskupstwo wigierskie. Po I WŚ rozpoczęto prace rekonstrukcyjna, po II ŚW nie zdołano już dokładnie odtworzyć wnętrz. Do chwili obecnej odbudowano kościół, eremy, refektarz, domek furtiana, kaplicę kanclerską i wieżę zegarową. Nadal trwają prace nad rekonstrukcją wnętrza świątyni i umocnieniem murów oporowych. Kościół obecnie udostępniony jest do zwiedzania, a odbudowane eremy i inne obiekty są użytkowane jako ośrodek wypoczynkowy.

Poniżej kilka zdjęć jakie udało mi się wykonać na terenach klasztoru. Fot. Latarnica.

Wejście od strony parkingu i obok tzw. wejście główne przez bramę.

Poniżej widok na klasztor

Tereny przyklasztorne na wzgórzu.

Ze starej prasy [24]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”  – nr 27 z lipca 1938 roku publikował bardzo interesujące zdjęcie z uroczystości na Rozewiu. Dziś z perspektywy czasu patrząc na ten dokument wiemy, że podniosłe medialnie zdarzenie w latach 30-tych było tylko dobrze skonstruowanym zabiegiem marketingowym. Żeromski w latarni nie spał i nie tworzył choć był tam kilkakrotnie więc zapewne z latarnikiem Wzorkiem rozmawiał. Tym bardziej cenny i ciekawy jest ten numer „Kuryera” dla miłośników historii związanych z naszymi latarniami. Na ostatniej fotografii widać podpis pod zdjęciem, dlatego dodatkowo go nie wpisuje.

Prasa ze zbiorów Latarnicy.

[23.10.2013]

Poniżej okładka „Kuryera”

Poniżej strona z zdjęciem z Rozewia

Poniżej zoom na fotografię z uroczystości

W dniach 7-10 października miałam przyjemność uczestniczyć w autokarowej wycieczce organizowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku na trasie Gdańsk – Kłajpeda – Gdańsk. Wycieczka rozpoczynała się w Gdyni ale część uczestników miała okazję dosiadać się w Gdańsku i ja również skorzystałam z tej opcji. Ale zanim zaczęła się wycieczka już dzień wcześniej rano byłam w Trójmieście i nie omieszkałam uwiecznić dla Was jesieni nad naszym morzem. Dziś zapraszam Was do Orłowa – miejsca, które uwielbiam odwiedzać o każdej porze roku i ZAWSZE mnie zachwyca – nawet przy kiepskiej pogodzie.

Orłowo to dzielnica Gdyni położona w pobliżu ujścia Kaczej do morza. Leży pomiędzy Redłowem, a Sopotem i liczy sobie przeszło 7 tysięcy mieszkańców. Ach, stać się jednym z tych mieszkańców – to byłoby jak spełnienie marzenia o mieszkaniu na na naszym wybrzeżu. Niestety póki co odwiedzam Orłowo regularnie jako turysta choć patrzę już na nie chyba inaczej – jak na taki mój skrawek miejsca na ziemi. Jeden z wielu ulubionych skrawków, które budują mapę mojego serca na polskim wybrzeżu (są tam np. skrawki z Przylądkiem Rozewie, Półwyspem Helskim czy latarnią Stilo).

Spacer do Orłowa był pretekstem do zrobienia odrobiny zdjęć jesieni nad morzem. Poniżej to udało się mi uwiecznić dzień przez wyjazdem z Gdańska. Fot. Latarnica.

[21.10.2013]

Tak zaczęła się ta jesienna wycieczka w niedzielny poranek 6 października. Przywitało mnie zasnute chmurami niebo, a widok dworca PKP Gdańsk Główny zawsze nastraja mnie optymistycznie.

Poniżej nowe osiedle w Gdyni Orłowie – całkiem ładne domy zdobione detalami z drewna z kręconymi schodami na z pewnością duże tarasy na dachu –  z których NA PEWNO widać morze!  Jeśli do morza od domu jest kilkaset metrów to jest to wspaniała lokalizacja. Na zdjęciu obok ujście Kaczej do morza.

Poniżej widok na orłowski klif i zrujnowany dom kuracyjny z molo

Poniżej widok z molo w kierunku Sopotu oraz stado łabędzi widziane z plaży

Poniżej widok na molo orłowskie z plaży  pod klifem oraz figura Chrystusa „Błogosławieństwo morza”

Poniżej nowa pizzeria tuż przy plaży w budynku przy galerii sztuki należącej do Liceum Plastycznego w Orłowie, pizza bardzo smaczna ale trzeba być bardzo cierpliwym w oczekiwaniu na otrzymanie posiłku. Jeśli tak dramatycznie było po sezonie to nie wiem jak ta pizzeria funkcjonuje latem. Po prawej przejście pod torami kolejowymi na stację SKM Gdynia Orłowo. W tym przejściu wypatrzyłam ciekawe grafitti.

Poniżej grafitti z kocimi motywami w przejściu od torami

Niedzielny wieczór zakończyłam na wyśmienitej (bardzo polecam – kawiarnia stosuje własną specjalnie przygotowaną dla niej mieszankę aromatycznej kawy) kawie w Cafe RETRO na gdańskiej starówce. To miejsce jest warte grzechu!

Jak ten czas leci, ani się obejrzeliśmy, a tu listopad już pomału puka do naszych drzwi. Tak bardzo czekałam na ten jesienny wypad na Litwę, był takim celem na horyzoncie do którego dążyłam, a on już za mną i trzeba stawić czoło nadchodzącej zimie. Dziś jeszcze kartka zdjęciowa z latem w tle. Widok na najstarszą gdańską latarnię – Twierdzę Wisłoujście. Fotografia została wykonana w lipcu 2008 roku. Jeśli dobrze pamiętam jeszcze wtedy obiekt był zamknięty dla ruchu turystycznego. Fot. Tomasz Lerczak.

[20.10.2013]

Plakaty z serii POLSKA

Posted by kotmonika under Blog

Od zawsze wiadomo, że polska szkoła plakatu jest bardzo ceniona na świecie. Ostatnio na aukcjach internetowych trafiłam na plakaty ilustrujące różne regiony naszego kraju. Są one stylizowane na minione epoki np. art deco, lata 50-te czy 60-te XX wieku. Mnie najbardziej spodobały się te prezentujące miejsca z naszego wybrzeża. Autorem wszystkich jest Ryszard Kaja. Plakaty można nabyć na serwisach aukcyjnych. Są wydrukowane w formacie B1. Sprzedaje je Wrocławska Galeria Polskiego Plakatu. Poniżej wybrane plakaty z miejscami znad polskiego morza. Cały cykl jest znacznie bogatszy. Dodatkowo prezentuję na końcu plakat o niemorskiej tematyce, ale  z racji motywu graficznego bardzo mi się podobał. Przedstawia on „KOCIE GÓRY”  (Katzengebirge) czyli „Wzgórza Trzebnickie”.

fot. aukcyjne / Wrocławska Galeria Polskiego Plakatu

[18.10.2013]

Ze starej prasy [23]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dodatek Ilustrowany do dziennika „Życie Warszawy” z 31 lipca 1960 roku uraczył mnie bardzo ładnym dużym zdjęciem na okładce. Przedstawia ono główkę wejściową do gdyńskiego portu. Forma architektoniczna tych portowych główek jest chyba na naszym wybrzeżu najbliższa typowym latarniom morskim właśnie w Gdyni. Zdjęcie zaprezentowano z okazji III Ogólnopolskiej Wystawy Fotografiki Marynistycznej. Autorem tego zdjęcia jest J. Uklejewski – fotoreporter CAF. Został on wyróżniony I nagrodą za wszystkie eksponowane na wystawie prace. Tytuł zdjęcia: „Wejście do portu gdyńskiego”.

Poniżej nagrodzona fotografia. Prasa ze zbiorów Latarnicy.

[16.10.2013]

Pod koniec września przyszło mi po raz kolejny zmierzyć się z funkcją opiekuna do kotów. Na szczęście były to już znajome mi koty i również one odebrały moją obecność już nie jako osoby obcej ale takiej która czasami pojawia się w ich życiu. Tym razem był to cały weekend i mi sprawił wiele radości. Lubię mieć w swoim otoczeniu koty. Każdy z nich to inny charakter, inna mimika pyszczka, inna zwinność i upodobania. Oba koty, do których chodzą to zupełnie inne charaktery i gabaryty.

Kropka to drobna koteczka, która najchętniej cały dzień by spędziła na oknie i obserwowała świat zewnętrzny. Woli bywać na wyższym poziomie niż podłoga i jest mało otwarta do ludzi, których nie zna choć przychodzi i da się pogłaskać. Preferuję karmę mieszaną czyli mokrą i suchą. Nie zależy jej na brataniu się z swym towarzyszem. Ulubionym miejscem drzemek jest wygodny fotel.

Poniżej Kropka na fotelu i obserwacja ptaszków z okna

Poniżej Kropka w punkcie obserwacyjnym czyli na parapecie ona oraz przyczajenie się na ofiarę

Poniżej dwa alternatywne wodopoje – umywalka i brodzik prysznica

Tiger to kocur znacznie większych gabarytów. Woli powierzchnie dolne płaskie czyli posadzki i dywany to jego świat. I oczywiście kartony. Jest ich wielkim miłośnikiem. Zjada wyłącznie suchą karmę i jest chętny do zabawy. W polowaniu na zabawki jest potwornie szybki i zwinny. Chętnie ociera się się o człowieka i poleruje buty swoimi wąsami. Dłuższe drzemki uskutecznia na łóżku swojej Pani.

Poniżej Tiger – miłośnik kartonów i łowca pluszowych myszy

Poniżej – wyjątkowy widok – siedzenie na krześle  przy stole  oraz odpoczynek ze zdobyczą – gumianą świnką

Poniżej: świnka nadgryziona = świnka upolowana

Poniżej: oba koty jak wszyscy przedstawiciele ich gatunku uwielbiają umywalki

Fot. Latarnica.

[14.10.2013]

 

Dziś zapraszam do gdańskiego Nowego Portu, a raczej na drugą stronę czyli na Westerplatte – bo właśnie stamtąd zrobione zostało to zdjęcie. Latarnię widać spod pomnika wyśmienicie, pięknie prezentuje się kula czasu, a sygnał dźwiękowy o pełnej godzinie o jej opadaniu jest słyszalny również tutaj. Fotografia została wykonana latem 2008 roku.

Fot. Tomasz Lerczak

[13.10.2013]

Dzieje latarni morskiej w Ustce datuje się na rok 1871 kiedy to aparaturę Fresnela wciągano na maszt stacji pilotów w usteckim porcie. Te pierwsze światło było czerwone i miało zasięg tylko 6 Mm. Umieszczone było na wysokości ponad 11 m n.p.m. Zasadnicza zmiana zaszła w 1892 roku kiedy to zbudowano u nasady falochronu wschodniego nową stację pilotów. Jej podstawowym budulcem była czerwona cegła. W skład budynku wchodziła ośmiokątna wieża. Zmieniono wtedy soczewkę ale charakterystyka światła była bez zmian. I nadal było wciągane na maszt. Od 1904 roku światło latarni usteckiej było już białe. Konstrukcja i budynek przetrwały zawieruchę II wojny światowej. Już w listopadzie 1945 latarnię uruchomiono ponownie.  Od jej uruchomienia do stycznia 1947 nazywała się latarnią Postomino a potem znowu przyjęła nazwę Ustka.

Zasadniczą zmianą wizualną w usteckiej latarni był fakt, że początkowo wieża zwieńczona była stożkowym dachem, a po 1906 roku została przykryta metalową laterną, w której zamontowano nową soczewkę. O przebudowie w tym czasie świadczy fakt, że na szczycie laterny widnieje data 1909. I tą datę uznaje się jako datę powstania latarni morskiej.  Odtąd światło umiejscowione już było na wysokości 22 m. Duży remont latarni przeprowadzono w 1999 roku, a w 2004 zmieniono system świetlny wstawiając w miejsce żarówek halogenowe. Zasięg światła wynosi obecnie 18 Mm. W 1993 latarnia została wpisana do rejestru zabytków. Jest obiektem udostępnionym do zwiedzania i bardzo popularnym miejscem w sezonie letnim.

jeśli macie ochotę obejrzeć nie tylko latarnię ale i inne charakterystyczne punkty miejscowości i odbyć podroż w czasie zapraszam na stronę, gdzie można zobaczyć jak dane miejsce wyglądały dawniej a jak dziś. Wystarczy najechać kursorem myszki,aby widzieć różnicę. Galeria Ustki – TUTAJ.

Kartki pocztowe ze zbiorów Latarnicy.

[11.10.2013]

Poniżej latarnia w Ustce do roku 1909 – ze stożkową wieżą

Poniżej latarnia w Ustce po 1909 roku – z metalową laterną na wieży, w której zamontowano optykę

Poniżej latarnia morska w latach 70-tych XX wieku

Poniżej obraz olejny Ewy Kamińskiej-Mikołajczyk pt. „Port w Ustce”

Poniżej widok współczesny latarni (sierpień 2010), fot. Latarnica

Ze starej prasy [22]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś w cyklu ze starą prasą chciałabym wam pokazać przedwojenny numer czasopisma „Młody Zawodowiec”. Była to prasa wydawana w Warszawie z przeznaczeniem dla uczniów szkół zawodowych, ogólnokształcących i szkół powszechnych. W 27 numerze z 17 marca 1936 roku ukazał się artykuł  inż. A. Pauly zatytułowany „Latarnie morskie”. Ilustrują go zdjęcia latarni morskiej w Helu (z okresu gdy przedwojenna bliza pomalowana była w poziome pasy) oraz jednej główki wejściowej portu w Gdyni, która ma postać latarni morskiej oraz rysunek z 4 różnymi typami latarń.

Prasa ze zbiorów Latarnicy.

[09.10.2013]

Poniżej okładka 27 numeru „Młodego Zawodowca” oraz strony z artykułem poświęconym latarniom morskim

Koty polecają!

Posted by kotmonika under Blog, Kot, Lektury

Ten cykl kryminałów polecałam już na tym blogu wielokrotnie. To idealne książki nie tylko dla kociarzy ale i miłośników literatury i gatunku jakim jest powieść kryminalna. Jedyny związek 30 tomów z kotami jest taki, że główny bohater dziennikarz lokalnej gazety ma w domu dwa przepiękne syjamy  i autorka doskonale opisuje ich zachowania i relacje z ludźmi. Na dowód, że książki można doskonale promować również poprzez zachęcanie do lektury przez obecność kotów niechaj świadczą dziś publikowane zdjęcia. Koty należą do stałego czytelnika Latarnicy- wielkiego faromaniaka ale i miłośnika kotów. Robert nie tylko dzieli życie z tymi dwoma włochatymi cudami – Tajką i Nataszką (oba koty pojawiały się w cyklu Koty Czytelników) – ale jeszcze potwierdza, że cykl Lilian Braun to doskonała literatura. Ja się do tej opinii również przyłączam.

Fot. Robert Brzeszkiewicz

[08.10.2013]

W drodze…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Kiedy dziś z rana usiądziecie przy swoich biurkach/stołach w pracy/domu i zajrzycie na Latarnicę  ujrzycie te trzy ujęcia dużego portu. Na jednym z nich na pierwszym planie widać nawet pasiastą wieżyczkę latarni morskiej. To port w Kłajpedzie na Litwie, a ja właśnie jestem w drodze do niego. Za tydzień wracam i będzie świeża fotorelacja, a póki co udaję się na zasłużony urlop. Ale nie zostawiam Was z niczym. Kilka wpisów w tym czasie się pojawi. Mam nadzieję, że będę miała czym się z Wami podzielić po powrocie i znajdę ciekawe miejsca oraz jakąś latarnię na mojej drodze. Jak będzie czas pokaże.

[07.10.2013]

Fot. z interenetu

A poniżej 3 miejsca, które na pewno odwiedzę:

Mierzeja Kurońska, fot. 1 – Piotr Matyga -Panoramio/, fot. 2 z internetu

Góra Czarownic – fot. z internetu

Dom-muzeum Tomasza Manna w Nidzie na Litwie, fot. z internetu (e-przewodniki.pl)

Subscribe to LATARNICA