LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Listopad, 2013

Obok zwiedzana domu Tomasza Manna – który to architektonicznie idealnie wpasowuje się w całą okolicę – miałam okazję obejrzeć na dość niedługim odcinku od drogi, przy której zostawiliśmy autokar aż po wejście na posesję z Muzeum – domy mieszkańców Nidy. Jak zobaczycie na zdjęciach poniżej mają one wiele wspólnego i są bardzo charakterystyczne. Jeden z detali przy tych domach szczególnie przykuł moją uwagę. Były to dziwne figurki wznoszone na drewnianych słupach a konkretnie ciąg figurek na które składały się np jakieś łodzie, budynki, postacie. Okazało się, że są to tzw. Vėtrungės (wiatrowskazy) –  symbol Mierzei Kurońskiej. O ile kojarzycie na naszej rodzimej Mierzei Helskiej tzw, merki czyli charakterystyczne znaki którymi opisywano sprzęt rybacki, aby od razu było kojarzone do której rodziny należy, o tyle na Mierzei stosowano właśnie te wiatrowskazy. Spełniały one rolę wizytówek rybaków. W internecie znalazłam taką informację na ich temat:

Ich historia sięga II połowy XIX w., wtedy postanowiono kontrolować połowy w zatoce i na wierzchołku masztu swych łodzi rybacy umieszczali wiatrowskazy, po nich można było określić, z której wsi łódź. Miały kształt prostokąta(30×60 cm), dekorowano je elementami przedstawiającymi obiekty z otoczenia: kościół, dom, statek, ptaki,łoś. W I poł. XX w. były one b. kolorowe, do ich malowania używano czerwonego, zielonego, czarnego, niebieskiego i białego kolorów.

Współcześnie takie wiatrowskazy pełnią jedynie funkcję ozdobną i nadal są stosowane ale nie jako wizytówki. Można je nabyć gotowe w sklepach. W jednym z nich – typowym punkcie z pamitkami dla turystów – znalazłam takie okazy jak na zdjęciach poniżej: wiatrowskaz przy jednym z domów w Nidzie, pod nim: wiatrowskaz wypatrzony do kupienia w sklepie z pamiątkami.

Fot. Latarnica

[27.11.2013]

W Nidzie jest dużo drewnianych domów rybaków z I poł. XX wieku. Budowano je szczytem do morza, a elewację malowano na czerwono-brązowy kolor albo błękit pruski. Domy te mają białe okna oraz  niebieskie okiennice, framugi i drzwi. Wiele chat jest wynajmowanych dla turystów, ale teraz ich wnętrza są dostosowane do współczesnych standardów.

Poniżej typowa architektura z Nidy – domy położone przy ścieżce od drogi głównej przecinającej Mierzeję Kurońską do Muzeum Tomasza Manna. Na zdjęciu pierwszym zdjęciu oznakowanie przy ścieżce informujące o porach otwarcia Muzeum.

A na koniec akcent humorystyczny. Możecie się śmiać, ale poza kartkami pocztowymi jedyną pamiątką z Mierzei jest zakupiony przy drodze na starganie z pamiątkami ręcznik kuchenny w kocie motywy. Tutaj wyszła ze mnie typowa kociara, choć gdyby był ręcznik w latarnie na pewno również bym go nabyła.

 

Ze starej prasy [25]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Moje pokolenie i wcześniejsze z pewnością pamięta jeszcze takie tytuły prasy dziecięcej i młodzieżowej jak „Płomyk” i „Płomyczek”. „Płomyk” miał długą tradycję. Świadczy o tym choćby fakt, że w swoich zbiorach posiadam jeden przedwojenny numer. Powodem jego nabycia było oczywiście zdjęcie latarni morskiej, jakie opublikowali. Numer 30 z 13 kwietnia 1937 roku zwiera zdjęcie helskiej latarni morskiej z włączoną optyką. Fotografia była tylko luźną ilustracją do publikowanej w odcinkach powieści dla młodzieży pt. „Wiercipięta Profesor i Placek” autorstwa Jerzego Ostrowskiego. Rysunkowy motyw latarni morskiej pojawił się również na wewnętrznej stronie okładki – jako stały motyw publikacji w odcinkach „Wędrówka w świat”  F. A. Ossendowskiego.

Prasa – ze zbiorów Latarnicy.

[27.11.2013]

Poniżej okladka „Płomyka” z 1937 roku

Poniżej motyw rysunkowy z latarnią do książki Ossendowskiego

Poniżej strona ze zdjęciem helskiej blizy

Powiększenie fotografii z latarnią z włączoną optyką

Zwierzanie Mierzei Kurońskiej zakończyłam ostatnio na relacji z Góry Czarownic w Juodkrante. Widziałam w komentarzach, że moim Czytelnikom zamarzyły się nocne eskapady do tego miejsca. Fakt, to musiałoby robić wrażenie. Te cienie i sylwetki rzeźb w mroku i nocnym lesie. Spacer po lesie pośród rzeźb zabrał sporo czas, ale było warto. Czułam się tam bardziej jak w górach – może ze względu na strome podejścia i zejścia – gdybym nie wiedziała gdzie jestem to emocjonalnie odebrałam to miejsce jako szlak, gdzieś w naszych rodzimych Karkonoszach. Po powrocie do autokaru udaliśmy się do Nidy. To już końcówka Mierzei Kurońskiej należąca do Litwy. Dalej ciągnie się już Rosja i okręg kaliningradzki. W Nidzie mieliśmy okazję zwiedzić dom Tomasza Manna. Osobiście nie wiedziałam, że ten znany niemiecki pisarz, laureat Nagrody Nobla dwa lata swego życia spędził właśnie tam. Kiedy po raz pierwszy przebywał w tej okolicy tak zachwycił się krajobrazami, że wybudował sobie dom letniskowy w którym spędził lata 1930-32. Mnie zupełnie nie dziwi ta decyzja pisarza. Jak zobaczyłam położenie jego domu, widok z okien, w ogóle Nidę i okolicę to też poczułam to ciepło w sercu i pełen zachwyt.

Nida jest największą miejscowością Neringii i samym sercem Mierzei. Na stałe zamieszkuje ją 1,5 tys. osób. Ale latem przybywają tam tłumy i to nie tylko z samej Litwy ale sporo gości z zagranicy, szczególnie Niemców, bowiem kiedyś te tereny to były Prusy. Po raz pierwszy o Nidzie wspomniano już w roku 1366. W końcu XIX w. miejscowość była mekką artystów, to oni popularyzowali tą wieś rybacką. Urzekała twórców różnych dziedzin sztuk swym szczególnym pejzażem. Bowiem była nazywana pruską Saharą graniczącą z morzem. I coś w tym porównaniu jest. Ale o takich widokach w kolejnych wpisach. dziś chciałabym wam pokazać dom Tomasza Manna (obecnie jego muzeum) i okoliczną zabudowę. Malutki zakątek na Mierzei, a totalnie skradł mi serce. Ponieważ było po sezonie – trudno było coś miejscowego zakupić. Na szczęście w Muzeum jest sklepik z pocztówkami, książkami i innymi upominkami, a przy drodze głównej było czynne kilka straganów i sklepik z pamiątkami.

Fot. Latarnica.

[25.11.2013]

Poniżej Muzeum pisarza Tomasza Manna w kilkunastu odsłonach.

Poniżej widok z okna na piętrze na Morze Bałtyckie

Poniżej wnętrze domu

 

Pisząc dzisiaj nagłówek tego wpisu zrozumiałam, że właśnie jest równo miesiąc do świąt Bożego Narodzenia. Ja nawet nie wiem kiedy przeleciało lato, a co dopiero jesień… Czas pędzi nieubłaganie. Za oknem robi się ciemno już między godziną 16, a 16.30. Wszystko spowija szarość i nijakość. Po prostu najgorszy wizualnie czas roku. Dlatego szukając zdjęcia na dziś z przyjemnością przejrzałam album z fotografiami z sierpnia 2010 roku. A gdzie wtedy przebywałam? Akurat końcówkę wakacji 2010 roku spędziłam w Niechorzu i Kołobrzegu. Dzisiejsze zdjęcie jest z Kołobrzegu. Kto nie wiem o możliwości obejrzenia latarni morskiej z takiej wysokości i odległości to polecam Arka Medical Spa Kołobrzeg. To duże sanatorium leżące niemal tuż przy promenadzie, ale spory kawałek od centrum. Na 11 piętrze tego ośrodka jest obrotowa kawiarnia ze wspaniałym widokiem na Morze Bałtyckie. Obojętnie jaki stolik się nie wybierze i tak kiedyś podjedzie on do okien i będzie można podziwiać widoki. Kwiarnię i ruchomy mechanizm jej podłogi można obejrzeć na filmiku na YouTube – TUTAJ.

Poniżej dwa zdjęcia wykonane przez szyby kawiarni w kierunku latarni morskiej. Fot. 2x Tomasz Lerczak.

[24.11.2013]

 

Głównym powodem przyjazdu do Juodkrante było zwiedzenie Góry Czarownic. Góra Czarownic” – „Raganų kalnas“
to wysokie na 45 m wzniesienie pokryte gęstym, wręcz magicznym lasem. Od 1974 roku znajduje się na nim – wzdłuż ścieżki turystycznej, która zaczyna się w jednym miejscu a kończy w innym dzięki czemu przechodzi się całe wzniesienie – interesująca ekspozycja drewnianych rzeźb (jest ich około 80) autorstwa litewskich twórców ludowych. Podczas wędrówki po sosnowym lesie mijamy postacie diabłów i czarownice. Rzeźby nawiązują do bohaterów litewskiej twórczości ludowej. Nasz przewodnik potrafił o każdej rzeźbie opowiedzieć coś ciekawego. Ja pstrykałam zdjęcia tych, które szczególnie mi się podobały, choć najlepiej ogląda się je w ich naturalnym otoczeniu tego wzniesienia. Do tego trzeba jeszcze poczuć zapach sosen i słyszeć szum wiatru, który jest tak specyficzny pełen soli i zapowiada bliskość plaży i morza.

Fot. Latarnica

[22.11.2013]

Poniżej wybór rzeźb ze szlaku na Górę Czarownic – wszystko zaczyna się przy pierwszej figurze, na której jest po litewsku nazwa tego miejsca.

 

Podczas podroży po Mierzei Kurońskiej nie zawitaliśmy w maleńkiej miejscowości Pervalka, ale w Juodkrante udało mi się nabyć dwie kartki pocztowe z widokiem na śliczną latarenkę na wysepce – niedaleko stałego lądu. Pervalka jest miejscowością podlegającą miastu Neringa. Jak wyczytałam w internecie warto w niej zwiedzić spore wydmy, do których jest bardzo łatwe dojście, bo droga jest zrobiona z drewnianych kładek i nawet można na rowerze wjechać pod górkę i podziwiać roztaczające się widoki na morze i zalew po obu stronach szczytu wydmy.

Latarenka Pervalka to mała konstrukcja na sztucznej wysepce zbudowana w roku 1900. Doskonale ją widać z jednostek pływających ale równie dobrze z lądu. Do chwili obecnej była kilkakrotnie przebudowywana. Ostatecznie stała się obiektem zautomatyzowanym. Tylko kilka razy do roku jest dokonywany przegląd urządzeń.

Poniżej dwie kartki, które zakupiłam na Mierzei.

Poniżej trzy zdjęcia z Wikimapia.org w tym jedno historyczne ujęcie.

[20.11.2013]

W ostatnim odcinku relacji z podróży na Litwę pokazałam Wam głównie ekspozycję muzealną  i świat zwierzęcy z Muzeum Morskiego. Dziś jeszcze przez chwilę chciałabym pozostać na tym cypelku Mierzei Kurońskiej. Ale tym razem skupiłabym się na zewnętrznej części tej placówki czyli wyglądzie samego fortu. Z mojego punktu widzenia to miejsce wykorzystano optymalnie i świetnie wpisano w jego struktury muzeum. Na poniższych zdjęciach zobaczycie jak ono wygląda z alejek i wałów wijących się wokół i znajdziecie tutaj jeszcze inne ujęcie latarni morskiej w Kłajpedzie. Na specjalne wyróżnienie zasługuje dbałość o tereny zielone wokół fortu. Mimo jesieni i okresu posezonowego jest tam czyściutko, wszystko bardzo zadbane i wypielęgnowane.

Po zwiedzaniu Muzeum udaliśmy się autokarem do kolejnej miejscowości – Juodkrante. To druga pod względem ilości mieszkańców miejscowość Mierzei Kurońskiej z estetycznymi domkami rybackimi tonącymi w zieleni sadów. Malownicze jest samo nabrzeże  Zatoki Kurońskiej – widać, że całkiem niedawno uregulowane z krętymi ścieżkami wiodącymi ku malutkiej przystani, z dużymi płaszczyznami zielonych, zadbanych trawników. Po raz pierwszy w źródłach pisanych Juodkrante jest wspominane już w 1429 roku. Od zawsze była tu wieś rybacka. Miejsce słynęło również z dużej ilości wydobywanych tutaj bursztynów. Specjalnością tej osady są wędzone ryby, które warto skosztować – prosto z wędzarni gospodarzy.

Poniżej zadbane nabrzeże od strony Zatoki Kurońskiej.

Fot. Latarnica.

[18.11.2013]

 

Latarnie morskie na Litwie są – podobnie kiedyś u nas – obiektami zamkniętymi dla turystów i nie ma znaczenia czy stoją na uboczu czy w miejscowości letniskowej. Po prostu pełnią tam swoje zadania i nie cieszą oczu ludzi zainteresowanymi nimi. Podczas tego wyjazdu dane mi było zobaczyć dwie latarnie morskie. Niestety za każdym razem tylko z bardzo daleka. Dziś zdjęcie charakterystycznej biało-czarnej latarni na terenach portowych w Kłajpedzie. Zrobiłam je z Fortu Nerija – jego najwyższego wzniesienia. Sam fakt, że wypatrzyłam w Muzeum  sylwetkę wieży bardzo mnie ucieszył. Niestety mogę wam ją pokazać tylko w takim ujęciu.

[17.11.2013]

Fot. Latarnica

W ostatnim wpisie mojej relacji z wycieczki na Litwę dotarliśmy do Muzeum Morskiego. Dziś chciałabym pokazać Wam parę gatunków zwierząt zamieszkujących ten obiekt, ale również kilka migawek z ekspozycji z wnętrza fortu. Stała wystawa jest umieszczona na kilku kondygnacjach. Sam środek fortu jest pusty i jego centrum na poziomie parteru zajmuje ogromny basen z rybami.

W basenie zewnętrznym, który otacza cały obiekt , mieszka stado znanych u nas z Fokarium w Helu – fok szarych. Akurat byliśmy tam w porze karmienia więc foki były bardzo aktywne i można by ich harce oglądać godzinami.

Mieliśmy tą przyjemność być na show z lwami morskimi w roli głównej. Widać było, jak podatne są na szkolenie i naprawdę wiele sztuczek można je nauczyć jeśli stosuje się system nagrody w postaci świeżej rybki za dobrze wykonane zadanie.

Wystawa wewnątrz fortu to zamknięte akwaria i otwarte baseny z rybami, stadko pingwinów (zakochałam się w nich od razu, akurat były karmione i nastawiały się do głaskania przez Panią, która je karmi jak koty!) oraz eksponaty muzealne (np. przepiękne muszle).

Poniżej baseny otwarte

Poniżej akwaria

Poniżej fragment ekspozycji

Fot. Latarnica

[15.11.2013]

Ciekawy portal dla zwierzolubów

Posted by kotmonika under Blog, Kot

W maju tego roku pojawił się w sieci nowy portal dla psiarzy i kociarzy z/pazurem/pl. Powiem szczerze, że mimo intensywnego przeglądania internetu pod kątem treści zwierzęcych to jakoś nie trafiłam wcześniej  na niego. Dopiero pod koniec października przejrzałam jego zawartość tak dość dokładnie i kilka razy w tygodniu wchodzę na niego poczytać nowe artykułu z kociego działu.

Jeśli jesteście psiarzem czy kociarzem to to miejsce w sieci jest dla was. Portal jest dość mocno rozbudowany. jeszcze nie rozpracowałam wszystkich jego funkcji i zakamarków, ale w chwili obecnej najczęściej czytam proponowane na stronie głównej artykuły o kotach i przeglądam poszczególne zakładki.

Redaktor naczelną z/pazurem/pl jest Agnieszka Szulim znana dziennikarka ze stacji telewizyjnych (teraz z kilku programów w TVN i TVN Style). Na portalu znajdziecie porady m.in. z psychologii zwierząt, artykuły o zdrowiu, kuchni czyli co podawać a co szkodzi, modnych trendów, sportu i rekreacji. Są też osobne działy skierowane dla młodszych internautów (Kidszone) czy typowo rozrywkowe (Funzone).

Z przyjemnością oglądam również ilustracje i zdjęcia z tego portalu. Można się tam jako czytelnik zarejestrować i wrzucać fotki swoich pupili. Jeśli nie wiecie kiedy wasz kot czy pies obchodzi imieniny zajrzyjcie do Imiennika – tam wszystko znajdziecie, chyba że wasze zwierzę ma akurat bardzo oryginalne imię bo ja Errora nie znalazłam ale wcale się tego nie spodziewałam.

Przydatny jest także zbiór informacji zawarty w Usługosferze – bowiem w jednym miejscu mamy spis hoteli dla zwierząt, fryzjerów, petsiterów, gabinetów kosmetycznych, telefonów zaufania, weterynarzy, fundacji, schronisk, hodowli  czy producentów akcesoriów.

Jeśli znajdziecie trochę czasu zdecydowanie polecam odwiedzenie tej strony. Odbieram ją jako coś ciekawego i świeżego w sieci. A przez wszystkie zawarte na portalu informacje przebija jedna ogólna myśl, że jest tworzony przez ludzi, dla których los zwierząt nie jest obojętny, a nawet stanowi jedną z podstawowych wartości życia. Bo kto może lepiej pomóc naszym braciom mniejszym jak nie gatunek ludzki? Zbyt często zawodzimy na tym polu i trzeba by to zmienić, także przez edukację jak i propagowanie odpowiednich wartości choćby przez internet – główny nośnik informacji i edukacji.

[13.11.2013]

I tak po krótkim porannym zwiedzaniu Starego Miasta w Kłajpedzie i kilkunastominutowym rejsie promem samochodowym znaleźliśmy się na wąskim pasie lądu – Mierzei Kurońskiej. Ponieważ mam bzika na punkcie naszej Mierzei Helskiej i Wiślanej to wiedziałam od razu, że tam będę się czuła jak ryba w wodzie i znajdę wiele analogii do naszego wybrzeża.

Pierwszym miejscem, do jakiego dotarł nasz autokar był północny kraniec Mierzei, na którym mieści się Muzeum Morskie. Główne eksponaty  i wystawy są w Forcie Nerija, a  tuż obok jest nowoczesny gmach litewskiego delfinarium (niestety odwiedziny tego miejsca wypadły ostatecznie z planu wycieczki, bo okazało się, że obiekt jest akurat w remoncie).

W skład Muzeum Morskiego wchodzi kilka obiektów: fort z ekspozycją nt nawigacji oraz flory i fauny morskiej, akwarium z akwariami słodko i słonowodnymi, delfinarium, skansen łodzi i baseny wystawowe z fokami i pingwinami. Poza delfinarium odwiedziliśmy wszystkie te miejsca, choć najkrócej sam skansen, gdzie chętni mogli na chwilę wysiąść z autokaru i porobić zdjęcia łodzi. Muzeum Morskie to unikalny kompleks wiedzy o historii i faunie morskiej, powstały w najwęższym miejscu Mierzei Kurońskiej, w miejscu dawnej wsi Kopgalis. Sama droga do Muzeum urzekła mnie. Miałam uczucie że jedziemy przez nasz Półwysep albo zmierzamy do krynicy Morskiej. Poza tym lasy w jesiennej szacie barw były urocze. Szkoda tylko, że cały czas było pochmurno.

Poniżej widok z lotu ptaka na fort z muzeum oraz okrągłe delfinarium – widać, że kompleks mieści się  na samym krańcu mierzei i że kawałek dalej jest już tylko finalny odcinek kanału portowego z  wiodący ku wodach Bałtyku. Fot. www.twojaeuropa.pl

Budynek delfinarium z bliska i z fosy przy forcie wiodącej do Akwarium

Widok z parkingu przy Muzeum na panoramę Kłajpedy i tereny przemysłowo-portowe

Pomnik przy parkingu oraz fosa i wejście główne na teren Fortu Nerija

Fosa wokół fortu i zbliżenie na stadko pelikanów, które tam żyje

Wewnętrzny dziedziniec fortu i jeszcze jedna panorama Kłajpedy

Wejście do Muzeum i zielona latarenka przy bramie

Duża mewa z ciekawością przypatrywała się grupie turystów, a moje stopy na drewnianym moście to dowód, że tam byłam i wszystko to osobiście widziałam

[11.11.2013]

Fot. Latarnica.

 

Dziś nie zdjęcie z realu, ale taka moja osobista pamiątka z Nidy na Litwie. O Nidzie będzie jeszcze osobny wpis, ale ilekroć spojrzę na te kartki pocztowe przeniosę się do małego miasteczka na Mierzei Kurońskiej, gdzie bardzo mi się spodobało od pierwszej chwili pobytu.

Fot. Latarnica

[10.11.2013]

Popołudniowy spacer po kuracyjnej części Palangi zakończyliśmy powrotem do autokaru i przejazdem na kolację i nocleg do hotelu Park Inn w Kłajpedzie. Kolejny dzień (po smacznym śniadaniu) rozpoczęliśmy od dojazdu do centrum Kłajpedy i na tzw. Stare Miasto. Jeszcze czytając w domu program wycieczki wyobrażałam sobie że będzie to taka starówka znana z polskich miast. Na miejscu okazało się, że starych budynków jest tyle co kot napłakał. Nasz przewodnik opowiadał nam, że Kłajpeda była niemal całkowicie zburzona podczas działań wojennych i do dziś ze starych budynków zostało dosłownie kilka. Nie ma takiego jednego miejsca, w którym byłoby skupisko starych zabytkowych domów.

Kłajpedę z dawnych czasów ( z XIX i XX wieku) pokazują historyczne ujęcia na płocie okalającym właśnie remontowany teatr.

Przez Kłajpedę przepływa rzeka Danga, która dzieli miasto na starą i nową część. Wzdłuż rzeki można spacerować po bardzo ładnych i malowniczych deptakach. Z pewnością mają one w sezonie letnim o wiele więcej uroku i są pełne ludzi. W jesienny poranek na nabrzeżu nie było nikogo.

Przy rzece znajdują się ciekawe architektonicznie budynki, głównie hotele z restauracjami.

Przy remontowanym teatrze jest mały plac, przy którym jest kilka starszych budynków. Praktycznie zwiedzanie Starego Miasta zajęło nam pół godziny, bo nie było nic więcej do oglądania. Po powrocie do autokaru udaliśmy się w kierunku przeprawy promowej i ustawiliśmy się  w kolejce aut, aby znaleźć się na wąskim pasie lądu – Mierzei Kurońskiej (ostatnia fotografia). A o samej Mierzei i interesujących na niej miejscach będą kolejne wpisy.

[08.11.2013]

Fot. Latarnica

 

 

Poruszająca fotostory

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dziś nie moja autorska historia, ale krótkie fotostory, które ostatnio bardzo poruszyło mnie na Facebooku. Opisała i zdjęcia wykonała użytkowniczka Beata Milewska. Zatem zapraszam – jakby nie było -na wybrzeże, do Sopotu bo z tego miasta pochodzi bohater i jego kotka Ewa. Oddaję głos Autorce:

Spotkałam dziś na spacerze Człowieka- Pana Andrzeja i jego koteczkę Ewę. Ewę znalazł na śmietniku jako małe kocię. Przygarnął. I teraz razem idą przez świat. Pan Andrzej jest bezdomny. Mieszkają gdzieś w lesie w jakiejś norze….mimo to Ewa jest zadbaną kocinką. Dziś dostała ode mnie poczęstunek i umówiłam ją do naszego Kochanego Doktora Jacka na sterylkę. Pan Andrzej zagrał na harmonijce Boba Dylana w podzięce za okazaną życzliwość. Popłakałam się. Pan Andrzej pięknie opowiada o Ewie widać, że jest dla niego bardzo ważna. Ona to też wie. To przemiła i mądra koteczka. Taki dar losu. Często słyszę od ludzi „ja nie mogę pomóc, ja nie mam warunków, aby nawet na dzień, dwa zaopiekować się” Ten Człowiek nie ma nic, a nie zabrakło mu Człowieczeństwa aby obojętnie nie przejść obok….Dziwny, naprawdę dziwny jest ten świat…

PS. Dodam jako uzupełnieniem, że koteczka jest już po sterylce  – wszystko w porządku – przez kilka dni będzie w domu pani Beaty aby doszła do siebie. Dostała też ladny puchaty ciepły domek na chłodniejsze dni. A Pan Andrzej potrzebuje na nadchodzącą zimę śpiwór. Może akurat komuś zalega zbędny.

[06.11.2013]

Fot. Beata Milewska

 

 

W ostatnim odcinku relacji z wycieczki na Litwę spacerowaliśmy deptakiem w Palandzie ku molo i otwartemu morzu. Uwielbiam, gdziekolwiek jestem na wybrzeżu, te chwilę dochodzenia do pasma wydm. Jak się jest gdzieś pierwszy raz tym większa jest ekscytacja bo nie wiem jaki widok mnie czeka, jaka będzie plaża, podejście do niej itp. Z daleka już słychać szum wiatru, huk fal. Powietrze jest takie bardziej wilgotne, zasolone… Ja to tak zawsze czuję choć to pewnie podpowiada mi tylko wyobraźnia. Deptak w Palandze jest dość długi. Podejrzewam że latem wygląda jak Monciak w Sopocie czyli głowa przy głowa, gwar, tłok i feria barw i dźwięków. W październiku wyglądało to całkiem inaczej. Puste uliczki, na deptaku luz, miejsc w kawiarniach i barach pod dostatkiem. Ale mnie to nie przeszkadza. Wolę pozasezonowe klimaty. Na zdjęciach poniżej ostatni odcinek podejścia na plażę i spore molo z odnogą. Zdarzył się jakiś cud i daleko za chmuarmi zachodziło słońce które za dnis nawet się nie pokazało, przez co pejzaże są ciekawsze z tą ciepłą smugą na horyzoncie. A już na samym wybrzeżu wiało potężnie. Ja akurat takie wietrzyska nad Bałtykiem bardzo lubię. Popatrzcie zatem na nasze kochane morze, ale z innej strony.

Fot. Latarnica

[04.11.2013]

Subscribe to LATARNICA