LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Kwiecień, 2014

Latarnie Sycylii – 1

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś otwieram malutki cykl, który by nie powstał gdyby nie moja kuzynka Ania, która kilka lat mieszkała na Sycylii (obecnie w USA) i złączyła swoje życie z rodowitym sycylijczykiem Antonio.  Dzięki niej przybyło do mnie mailem kilka fotek latarni z tego regionu. Dziś widok na dwie z nich.

Faro di Scogli Porcelli znajduje się na skałkach otoczonych wodą, na północny zachód od Trapani. Trudno jest zrobić dobre zdjęcie nie mając przed sobą perspektywy podpłynięcia do tej latarni. Dostęp do niej jest tylko drogą morską. Wybudowana została w 1904 roku. Jest obiektem czynnym, wysokość światła – 23 m n.p.m.

Fot. latarni 1x Anna Maria W. Fardella

Poniżej zbliżenie na tą latarnię z zasobów flickr.com

Faro di Trapani, znajduje się też na skałkach. Obok latarni jest budynek, w którym kiedyś mieszkał latarnik. Latarnia ta jest dość ważna, daje znać tym, którzy przypływają z pobliskich wysp Egadi i Pantelerii.
Poniżej lokalizacja tej latarni, Google Maps

Fot. latarni 2x Anna Maria W. Fardella

[30.04.2014]

 

Pełna miska dla schroniska

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Drodzy miłośnicy latarni morskich! Planowałam na dziś kolejny latarniany wpis, ale ruszyła w ostatni piątek (25 kwietnia) ważna akcja, której patronuję razem z moim kocurem zatem chciałabym i tutaj o niej napisać bo każdy „klik” się liczy. Zatem wybaczcie tą zmianę planów ale liczę również na to, że wielu pośród was to miłośnicy zwierząt, którzy w domach mają swoich kochanych pupili.  Zatem los bezdomnych zwierząt nie powinien być wam obojętny.

Razem z moim kocurem postanowiliśmy wziąć udział w dziele pomocy kotom z poznańskiego schroniska dla zwierząt. Mam nadzieję, że wy również chętnie wesprzecie tą akcję. Zoologic – internetowy sklep zoologiczny, w którym robię zakupy dla swojego zwierzaka postanowił zaprosić mnie i kocura Errora, który kiedyś był podopiecznym poznańskiego schroniska, do tej wspaniałej inicjatywy. Przyjęliśmy nad nią patronat honorowy. Nazywa się ona Pełna miska dla schroniska i nie potrzeba wiele, aby pomóc. To zajmie zaledwie parę sekund. Wystarczy wejść pod link – TUTAJ
i kliknąć Lubię to! Kiedy osiągniemy pułap 1000 polubień ze sklepu Zoologic pofrunie paka-dar 15 kg karmy Purina Cat Chow o smaku tuńczyka dla bezdomnych kotków, które aktualnie przebywają w schronisku. Bardzo na Was liczę – na pojedyncze kliki i to, że mając swoje konta na Facebooku udostępnicie link dalej swoim znajomym, a wtedy suma 2000 lajków wydaje się bardzo realna do osiągnięcia. Wiem, że macie wieeeelkieeee serca. Pomóżmy i dajmy trochę radości bezdomnym kotom czekającym na swoje prawdziwe, kochające domy.

Poniżej baner reklamujący akcję na którym obok logo sklepu Zoologic pojawił się również logotyp fan page’u Errora na Facebooku. Banerek przygotował sklep Zoologic.

[28.04.2014]

Kot Error bardzo Was prosi o głosy, bo wie jak to jest być podopiecznym schroniska i że dodatkowa karma to zawsze wielka radość dla kotków.

 

Zdjęcie na niedzielę – 27 kwietnia

Posted by kotmonika under Blog

W poświąteczną niedzielę zapraszam do Jastarni. Ta fotografia powstała ponad rok temu w marcu 2013 roku.

Fot. Grzegorz Elmiś

[27.04.2014]

 

Warnemünde i Rostock

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

W październiku 2011 miałam okazję osobiście być w Rostocku i urokliwym niemieckim kurorcie Warnemünde. Każdy miłośnik latarni od razu skojarzy, dlaczego tam warto pojechać. Tak, tak! Jest tam bardzo dobrze zachowana i udostępniana do zwiedzania latarnia morska przy samej promenadzie spacerowej oraz śliczne dwie główki portowe w kształcie latarenek. W wrześniu 2013 roku w tych samych miejscach po drodze do Danii był mój stały korespondent i współpracownik – Smashin. Ponieważ z mojej wyprawy była tutaj 3 lata temu dokładna relacja połączona z licznymi zdjęciami to dziś chcę Wam pokazać kilka zdjęć wykonanych przez niego. Zdecydowanie był w lepszym miesiącu w roku choć akurat podczas mojego pobytu również świeciło słońce. Jednak nie miałam okazji podejść dość blisko do główek portowych (z powodu braku czasu i napiętego programu wycieczki) toteż prezentowane niżej zdjęcia są dla mnie cenne.

Fot. Smashin / wrzesień 2013

[25.04.2014]

Poniżej latarnia morska przy promenadzie w Warnemünde

Poniżej główka wschodnia  widoczna przez marinę

Poniżej główka zachodnia – zielona

A poniżej ciekawostka: taka laterenka stała kiedyś w Warnemüde – dziś stoi w jednym z parków w Rostocku

Poniżej podroż w czasie – kilka starych kartek pocztowych z latarnią Warnemünde (widać na nich jak zmieniało się  przez lata otoczenie latarni) oraz kartka z główką portową z końca lat 60-tych XX wieku, kartki z internetu, z portali aukcyjnych

Świętowanie a zwierzęta

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Ludzie mają swoje poglądy, wyznania, pasje, styl życia i odpoczywania, kolekcje, wyposażenia mieszkań czy specyficzne zawody wymagające posługiwania się określonym sprzętem. Cokolwiek z tych pojęć wziąć by pod lupę okaże się, że każde z nich zafascynuje tak ciekawe zwierzę jakim jest kot domowy. To co nowe (mimo, że koty generalnie nie lubią zmian), ale wydarzające się czasowo jest ogromnie interesujące i zdaje się nową przygodą, której nie można się oprzeć. Taką nowością wkraczającą nagle w życie zwierzaka, towarzyszącego człowiekowi w jego domu są również wszelakie święta i uroczystości. A święta Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy najbardziej przyciągają bo wtedy w wnętrzach pojawiają się specyficzne ozdoby, przedmioty, nowe zapachy, potrawy, które nie są tak oswojone na co dzień w ciągu roku. Dziś, w pierwszą środę po świętach, chciałabym Wam migawkowo pokazać jak na to wszystko reagował mój kocur.

Jednocześnie mam nadzieję, że zrozumiecie, iż ostatnią rzeczą o jakiej bym myślała i poświęcała wolny czas w te kilka świątecznych dni było siedzenie przy komputerze i zbieranie oraz opracowywanie  informacji na poświąteczne wpisy. Chociaż pisanie dla Latarnicy to ogromna przyjemność niezmiennie trwająca już kilka lat wyczekiwałam na odrobinę chwil lenistwa. Miałam bardzo cieżki wielki tydzień w pracy, który położył całe moje plany związane  z przygotowaniem do świąt bowiem nagle okazało się, że przyjdzie mi spędzić ten czas od świtu do zmierzchu przy biurku. Dlatego nasze spotkania tutaj w tym tygodniu będą takimi „lżejszymi” tematami.

Poniżej krotka fotorelacja udowadniająca, że wszystko co nowe może zwierzę domowe zafascynować i zazwyczaj trzeba to dotknąć, obwąchać, poturlać…

Fot. Latarnica

[23.04.2014]

A kiedy już te wszystkie nowości zostały oswojone kot jest najnormalniej na świecie potwornie zmęczony tym ludzkim świętowaniem i chce mieć święty spokój…

Zdjęcie na świąteczny poniedziałek

Posted by kotmonika under Blog

W drugi świąteczny dzień Wielkiej Nocy inne spojrzenie na starówkę Jerozolimy. Tym razem widok na zapadający nad miastem zmierzch oraz na starożytne mury i złotą kopułę Meczetu Skały z Góry Oliwnej, a konkretnie spod Domu Pokoju – sierocińca dla zieci arabskich prowadzonego przez siostry zakonne z Polski.

Fot. Latarnica/ październik 2011.

Zdjęcie na niedzielę – 20 kwietnia

Posted by kotmonika under Blog

I nadeszły kolejne święta Wielkanocy. Jakże różne od tych sprzed roku kiedy za oknem dominował jeszcze śnieg i to w dużych ilościach oraz mróz. W tym roku bardzo cieple dni trafiały się już w lutym, a teraz za oknem króluje zieleń, kwiaty, słońce… W tą świąteczną niedzielę niemal odruchowo sięgam pamięcią do egzotycznej podróży sprzed 3 lat do Ziemi Świętej. Zatem fdziś zapraszam do Izraela a konkretnie do Jerozolimy. Poniżej na zdjęciu widok na stare miasto spod kościoła św. Piotra od Piania Koguta – In Gallicantu.

Fot. Latarnica / październik 2011.

[20.04.2014]

Idą święta…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

 

Z przyjemnością wracam do cyklu, w którym na bazie zdjęć z różnego okresu mogę zaprezentować kolejną rodzimą latarnię morską i jej skróconą historię w datach. Dziś skoczymy na nasze wybrzeże zachodnie. A tam na cudownych i malowniczych klifach mamy wyjątkowej urody obiekt – latarnię w Niechorzu. Przez wszystkie lata jej sylwetka praktycznie nie ulegała zmianie ale już jej bezpośrednia okolica bardzo. Obecnie latarnia jest po remontach, w których zadbano o każdy detal i prezentuje się wyjątkowo mile dla oka. Mam do niej ogromny sentyment, bowiem będąc kilkakrotnie w Niechorzu spędziłam tam bardzo mile czas i zakochałam się w samej miejscowości jak i dalszej jej okolicy. Zatem zapraszam w podróż przez czas.

– 1860 rok – zebranie komisji celem ustalenia konieczności wybudowania latarni morskiej pomiędzy Świnoujściem a Kołobrzegiem i Jarosławcem.

– 1863 roku – przygotowanie planów budowy latarni

–  1865/66 budowa latarni

Prezentowany poniżej rysunek przedstawia widok na latarnię w roku 1868 – zdjęcie z publikacji książkowej Karla Zemke Deutsche leuchtturme einst und jetzt (1991 r.) Książka z zbiorów Latarnicy

– Latarnia została usytuowana na wysokim klifie, na zachód od wsi Niechorze (niem. Seebad Horst)

Poniżej przedwojenne kartki pocztowe prezentujące wygląd latarni i jej położenie w terenie, kartki ze zbiorów Latarnicy

Poniżej położenie latarni na klifie – widok lotniczy z 1938 roku

Poniżej widok na latarnię i wzmacniającą wybrzeże opaskę betonową u podnóża klifu, kartka z obiegu z 1925 roku

Poniżej widok na latarnię od strony zachodniej, kartka z obiegu z 1937 roku

Poniżej widok na latarnię od strony wschodniej z poziomu plaży, kartka z obiegu z 1941 roku

Poniżej widok na zimową plażę, kartka z obiegu rok 1929

Poniżej widok na latarnię i jej najbliższe zabudowania, budynek po lewej stronie to nie istniejący już hotel Arkona, kartka z obiegu rok 1937

Poniżej widok z górnego tarasu latarni na okolicę, w kierunku wschodnim na wieś Niechorze (Horst), kartka z obiegu z  r.1936

Poniżej dwa widoki na architekturę latarni, z boku i od frontu, kartki z lat 30-tych XX wieku

Poniżej typowy sielankowy pejzaż z wsi Niechorze, kartka z obiegu lata 30-te XX wieku

1945 – pocisk artyleryjski podczas działań wojennych niszczy laternę

1948 odbudowa i naprawa latarni, pierwsze uruchomienie po wojnie nastąpiło 18 grudnia 1948 roku

Poniżej widok latarni z lat 50. i 60. XX wieku

1951 – wymiana optyki latarni

1997 – obrotowy aparat optyczny, fot. Małgorzata Rajchowiak, zdjęcie z książki Latarnie morskie wybrzeża zachodniego, Szczecin 1997

1999-2000 – gruntowny remont obiektu w ramach projektu Remont  Latarni Morskiej i Budynków Przyległych

2010 – nowa iluminacja latarni, była ona pierwszą częścią projektu „Bliza new light”  opracowanego przez firmę LBL s.c. – partnera handlowego Philips – jej  celem jest uatrakcyjnienie architektury oraz promocja wybrzeża Bałtyku

Poniżej zdjęcie latarni w nowym oświetleniu, fot. Robert Dajczak, www.lighting.philips.pl

– 2010 -widok na latarnię, fot. 2x Latarnica

2011 – widoki na latarnię i z górnego tarasu na miejscowość Niechorze, fot. 2x Latarnica

2013 – nowa zabudowa pól przed latarnią od strony miasta, nowa architektura nawiązuje do latarni budulcem i kolorystyką, fot. Igor Czapagajew

 

Kocie blogi – przypadki trojga

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Lubię czytać cudze blogi. Jednak internet jest nimi zawalony. Nigdy nie będę w stanie śledzić w moich ulubionych tematach wszystkiego, a już na pewno nie w temacie kotów, bo stron o kotach i kocich blogerów jest cała masa. Ale jest kilka adresów, które regularnie czytuję. I to mi musi wystarczyć, choć nie wykluczam odkrywania czegoś nowego. O niektórych kocich blogach już tutaj  pisałam. Ostatnio do mojej listy ulubionych doszły dwa. Dziś będzie o jednym z nich.

Ewę Piórko z Gdańska (ach, jednak ciągnie mnie do tego miasta świadomie i podświadomie) poznałam przez Facebooka przy okazji naszej wspólnej akcji udzielania pomocy kotu Saszce z poznańskiego schroniska. Mogła to być znajomość czasowa, ale chyba zapowiada się na coś długoterminowego, bowiem doskonale nam się współpracowało i oczywiście łączy nas jedna pasja – koty. Kociara z drugą kociarą może gadać bez końca. Zaświadczy o tym każdy mój znajomy, który ma również zamiłowanie do domowych mruczków. Ale nie narzucam tego tematu nikomu, komu koty i zwierzęta są obojętne. Bo wiem, że nie ma nic gorszego jak wysłuchiwanie jednostronnego wykładu na temat, który nas zupełnie nie pociąga. Ale przy kociarach to już można rozwinąć skrzydła…

Na kocich blogach czuję się jak w swoim środowisku naturalnym. Prowadzący je,  piszą najczęściej swoje przemyślenia, opisują liczne doświadczenia lub fantazjują bazując na zdarzeniach, które zaobserwowali we wspólnym byciu z kotami pod jednym dachem. Są również takie blogi, na których wypowiadają się na różne tematy, a nawet filozofują o życiu, bezpośrednio koty. Blog Ewy – właścicielki i opiekunki obecnie 2 kotulków – taki właśnie jest. Od 2011 roku wpisy robi kot Teofil , który po swojej Pani przejął ten przyjemny obowiązek. Odtąd świat na blogu Kotów Trojga Przypadki jest opisywany z jego punktu widzenia.

Jeśli się skusicie i wejdziecie na ich stronę to zobaczycie trzy koty: Teofila, Stefa i Dzidkę. O tym dlaczego obecnie są to przypadki kotów dwojga poczytacie we wpisach archiwalnych. Ale to nie znaczy, że przez dom Ewy nie przewijają się inne mruczki. Często do Stefana i Teofila wpadają koty taty Ewy, bywają też na przechowaniu inne zaprzyjaźnione stwory. Mnie serce skradł kocur Stefan – bardzo podobny do mojego Errora – i mający podobną zdrowotną przypadłość. To Ewie zawdzięczam też podjęcie ostatecznej decyzji, aby dołączyć do tegorocznej edycji akcji społecznej Mój kot ma dom. Ewa wzięła ze swoim zwierzyńcem udział w III edycji akcji i jej efekty możecie obejrzeć TUTAJ. Jedno z nich poniżej, fot. Joanna Janikowska / Mój kot ma dom – akcja społeczna

Blog Kotów Trojga Przypadki to bardzo popularne miejsce. Ma swoich stałych czytelników, liczne grono wyznawców i bardzo dobrze się to czyta i ogląda. Oczywiście na Facebooku znajdziecie też osobistą stronę tego blogu – pod adresem:   www.facebook.com/KotowTrojgaPrzypadki. Ewa ma lekki styl, dużą wyobraźnię i wrażliwość , która pozwala pisać właśnie w tak wciągający i nieprzegadany sposób. Czy jako ona sama czy wkładając słowa w pyszczek kota Teoflila wpisy są trafne, życiowe, często zabawne i niestety uzależniające.

Jej blog doceniło ulubione pismo kociarzy – miesięcznik „Kocie sprawy” wydawany w stolicy, który w październikowym wydaniu z 2013 roku w cyklu Kocie blogi czyli rozmruczany internet przeprowadził z nią wywiad. Z tego spotkania pozostała super pamiątka – doskonała sesja fotograficzna autorstwa foto&mohito.

Kto z Was lubi czytać blogi, a na dodatek ma kota na punkcie kota to bardzo zachęcam do odwiedzania Kotów Trojga Przypadki. Miejsce ciepłe, mądre, rozświetli najbardziej ponury dzień. Warto zobaczyć i poczytać jak kot Teofil widzi świat i ludzi wokół.

[16.04.2014]

Poniżej kot Teofil i mój ulubieniec errorkowaty Stefan, fot. Ewa Piórko, zdjęcia pochodzą z blogu i strony na Facebooku

Poniżej Ewa i jej koty – kilka ujęć z sesji dla miesięcznika Kocie Sprawy – zdjęcia: foto&mohito.

Latarnia Point Lookout

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Przedświąteczny tydzień zaczynam od wizyty w amerykańskiej latarni ze stanu Maryland. Nie byłoby tego wpisu gdyby nie moja rozmowa skypem z kuzynką Anią, która aktualnie przebywa w Waszyngtonie w USA  i niedawno wybrała się z mężem na wycieczkę do tej właśnie latarni. Z Waszyngtonu trzeba było pokonać 130 km aby do niej dojechać, ale jak zobaczycie na zdjęciach poniżej – na pewno warto! A ponieważ obiekt ten bywa nazywany najbardziej nawiedzoną przez duchy latarnią tym chętniej prezentuję Wam to dziwne miejsce owiane tajemnicą – o którym krąży mnóstwo niesamowitych historii.

Latarnia została zbudowana w 1830 roku, już w 1833 została rozbudowana. Jej architektem był Jan Donahoo. Od 1965 roku nie jest już obiektem aktywnym. Ten dwupiętrowy, całkiem spory,  budynek z wieżą liczy sobie 12,5 m wysokości. W okolicy latarni można zaparkować i podejść aby porobić zdjęcia. Generalnie obiekt jest zamknięty ale bywa w ściśle określone dni otwarty dla ruchu turystycznego. Plan otwarcia wieży wraz z godzinami na rok 2014 znajdziecie TUTAJ.  Latarnia znajduje się obecnie na terenie stanowego parku toteż łatwiej do niej podejść, bo nie jest terenem osoby prywatnej – co dziś jest dość częste w kontekście starych nieczynnych już latarni morskich w Stanach Zjednoczonych. Latarnia została zbudowana, aby dobrze nakierowywać jednostki pływające na rzekę Potomac. Latarnia wielokrotnie zmieniała właścicieli. Ostatecznie od lat 70-tych XX wieku dostała się pod władzę Marynarki Wojennej. Obiekt wraz z okoliczną ziemią został wykupiony od nich przez stan Maryland w roku 2002, aby docelowo przyłączyć go do Point Lookout State Park.

A duchy? Jest o nich sporo opowieści. Trochę napisała mi na ten temat kuzynka. Oddaję jej głos:

Większość właścicieli latarni potwierdza, że jest ona nawiedzona przez duchy. W latach 20-tych XX wieku  jeden z opiekunów latarni spotkał przed drzwiami topielca z wraku statku, który zatonął w pobliżu kilkadziesiąt lat wcześniej. Później latarnia została wyłączona i duchy zniknęły. Wojsko postanowiło przywrócić ją do życia w latach 70-tych. Wtedy duchy znów zawitały w skromne progi latarni. Się działo! Ściana zaczęła świecić własnym światłem przez 10 min. Co dwa tygodnie w kuchni było słychać chrapanie. Podczas sztormu słychać było głosy w latarni i w okolicy budynku. Latarnik sprawdzał skąd dochodzą, ale nigdy nikogo nie znalazł. Słychać było też kroki na korytarzu.
Pierwsze dochodzenie w tej sprawie odbyło się w latach 80-tych. Kobieta-medium napisała w raporice, że podczas pobytu w latarni bardzo źle się czuła. Wyczuwała obecność drugiej kobiety, która spadała ze schodów raz za razem. Widziała też mężczyznę, który został zamordowany. Kolejne dochodzenie było też interesujące, bo nie tylko medium ale i cała grupa ludzi słyszała głos w piwnicy, który mówił: Wypuść mnie stąd. Widoczna też była postać jakiegoś mężczyzny. Najnowsze dochodzenie miało miejsce w 2001 roku. Nadal słychać było głosy rodziny, a obecne na miejscu medium nie była mile widziana. Duchy spowodowały u niej złe samopoczucie i omdlenie.

To tyle o zjawach. Obiekt jest obecnie niezamieszkały i jak wspominałam bywa otwierany okazjonalnie. Należy do stanu Maryland. O porządek na terenie i w latarni podczas tzw. Dni Otwartych dbają wolontariusze z Point Lookout State Park.

Aniu, dziękuję za udostępnienie zdjęć na potrzeby mojego blogu.

Serdecznie polecam też blog mojej kuzynki, w którym znajdziecie bardzo wiele ciekawych i świetnie napisanych historii w kontekście odbioru USA przez Polkę, której przyszło tam czasowo żyć. Wpisy znajdują się TUTAJ.

[14.04.2014]

Poniżej świeżutkie ujęcia latarni Point Lookout z Maryland – fot. Anna Maria W. Fardella [3x].

Poniżej lokalizacja latarni na mapie

Poniżej archiwalne zdjęcie latarni z strony coastguard.dodlive.mil – oficjalnego blogu U.S. Coast Guard

Poniżej zdjęcie latarni i okolicy z roku 1925 – fot. U.S. Coast Guard

Poniżej akwarela z wizerunkiem latarni Point Lookout – obraz Jamesa Manna wykonany na zlecenie wydawnictwa Bella Terra

W 2002 roku latarnia przeszła bardzo gruntowny remont, poniżej kilka zdjęć z tego okresu, fot. ptlookoutlighthouse.com

Kiedyś przy latarni znajdował się również zamontowany na wieży dzwon przeciwmgielny. Obecnie jest on eksponatem Muzeum Morskiego zatoki Chesapeake w Saint Michael. Fot. www.lighthousegetaway.com

Poniżej obraz satelitarny na cypel z latarnią, fot. Google Maps

 

Pod koniec marca był wpis z Rozewiem w wersji black and white to dziś bardziej w kolorze choć trudno mówić o ich intensywności kiedy patrzy się na to zdjęcie. Ale akurat w nim liczy się klimat i niesamowita nocna pora. Zapalona optyka to jakby obserwacja operacji na otwartym sercu – widać to co jest w latarni najważniejsze. Autorem zdjęcia jest Marcin Pałaszynski. Gratuluję!

[13.04.2014]

Gdyńskie kocie historie

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Pan Marek – Czytelnik Latarnicy z Gdyni – poza pasją fotografowania (którego zdjęcami z jego miasta i z wybrzeża już się tutaj z Wami dzieliłam) jest również wielkim kociarzem i człowiekiem wrażliwym na los bezdomnych zwierząt. Podzielił się ze mną zdjęciami kilku kotów, które przewijały się prze jego dom i zakład fotograficzny oraz kotami, które choć dziko bytują w mieście były przez niego i jego rodzinę dokarmiane. Zawsze robią na mnie kolosalne wrażenie obrońcy zwierząt. My kociarze często wpadamy w konflikty z sąsiadami czy współmieszkańcami z jednego osiedla bo tam gdzie żyją kociarze są też zawsze przeciwnicy kotów. Nie jest łatwo radzić sobie w takich konfliktach, ale przecież los zwierząt jest ważniejszy od jednego czy kilkorga ludzi, którzy robią nam awantury. Podziwiam pana Marka za wrażliwość i wielkie serce. Z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam kilka kocich historii (informacje o konkretnych kotach pochodzą z rozmów mailowych jakie prowadzimy).

TADZIO

Tadzio przyszedł do p. Marka odchodząc ostatecznie ze swojego domu z  bloku obok. Został rezydentem zakładu fotograficznego. Wielu klientom bardzo się to podobało. Kocur pomagał zrobić zdjęcie gdy dziecko płakało, zabawiał ludzi pchając się czasami natarczywie na kolana. Bywało, że Tadzio mieszkał poza zakładem fotograficznym, jedną zimę spędził w mieszkaniu rodziny p. Marka. Był naprawdę super kotem, cudowny jak żaden inny. Niestety poważnie zachorował i pani weterynarz musiała go uśpić. Poniżej Tadziu w zakładzie, ze swoim Panem i w odsłonie zimowej przed lokalem.

MEFIU

To smutna historia, ale z happy endem, bo Mefiu jak napisał o tym zdarzeniu sam p. Marek : przyniosły moje dziewczyny spod krzaka bo akurat ktoś wysypał tam maluchy :(

LUNA

Luna  to kotka kupiona z innego domu. Jak sami widzicie to śliczna pannica.

MIKA

Mika zaczęła swoją znajomość z p. Markiem podobnie jak Tadzio przy studio fotograficznym. Do 2012 roku funkcjonowało ono w Gdyni Dąbrowie  i tam była ona kotem wolno bytującym czyli trafiła pod opiekuńcze skrzydła p. Marka i jego rodziny.
Kotka miała swój domek na parapecie okna wystawowego w bluszczu przy latarni Rozewie (witrynę studia pokazywałam już na Latarnicy). Była to ciepła styropianowa budka. Po 2012 roku – kiedy zaprzestało swej działalności – przeniesiono Mikę na nowy teraz. Oj nie była z tego zadowolona. Ale i w nowym miejscu Mika dostała swój personalny domek.

Poniżej zdjęcia Miki z czasów bytowania przy studio fotograficznym.

Pod koniec marca p. Marel mi doniósł że dynię nawiedziły bardzo silne wiatry.  Ich siła wyrwała cały domek Miki, którego
już nie mógł znaleźć. Na szczęście koteczka musiała się wcześniej ewakuować no i przeżyła. To zdarzenie sprawiło że ma teraz nowy domek ma wzmocnioną całą konstrukcję. Wykonane zostało również oznakowanie kto i pod jakim adresem tam mieszka.

Poniżej zdjęcia Miki już z nowego miejsca i oznakowanie jej domku – czyli nadanie adresu zameldowania .

INNE KOTY

Poniżej kilka ujęć z kotami dzikimi, które są dokarmiane i pod obserwacją rodziny p. Marka. Tylko gratulować postawy.

Fot. Marek Pęgowski

[11.04.2014]

 

Jesteśmy na blogu Akcji Społecznej!

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Od wczoraj na blogu akcji społecznej Mój kot ma dom pojawił się fotoreportaż i wpis o mnie i kocie Errorze.

Zapraszam do oglądania i czytania. Całość do zobaczenia – TUTAJ.

[10.04.2014]

Fot. ze strony www Mój kot ma dom

Mój kot ma dom – akcja społeczna

Posted by kotmonika under Blog, Kot

W kwietniu tego roku ruszyła IV edycja akcji społecznej pt. „Mój kot ma dom„. To półroczna akcja (potrwa od kwietnia do września br.), której celem jest promowanie świadomych adopcji zwierząt. Odbywa się w kilkunastu miastach naszego kraju i pracuje dla niej zespół wolontariuszy. O akcji organizatrzy piszą tak:

Celem akcji jest promowanie odpowiedzialnych adopcji zwierząt. Przy czym za adopcję uważamy danie dachu nad głową i sprawowanie opieki nad zwierzęciem dowolnej rasy i dowolnego gatunku. Nie wykluczamy zwierząt kupionych.
Nasi fotografowie charytatywnie działający w akcji odwiedzają domu opiekunów, by w naturalnym środowisku wykonać zdjęcia podopiecznych i spisać ich historię. Opiekunowie podpisują oświadczenie, w którym wyrażają zgodę na nieodpłatną publikację zdjęć i historii adopcji na naszym blogu, na naszym fanpejdżu oraz w wieńczącej edycję publikacji internetowej lub papierowej, jeśli dojdzie do jej wydania w takiej formie. Opiekunowie otrzymują od nas zdjęcia, mają także cały czas wgląd w pisane teksty oraz mają możliwość wpływania na nie.
Z zainteresowaniem poczytałam historie z poprzednich edycji i zgłosiłam się do najnowszej  z moim kotem Errorem. Zgłoszenie wysłałam na początku minionego tygodnia, po 2 dniach miałam już odpowiedź od wolontariuszki Iwony (która sama w domu ma dwa cudnej urody koty), która będzie wykonywała zdjęcia na terenie Poznania i w ostatnią sobotę (5 kwietnia) taka sesja odbyła się w naszym mieszkaniu. Na jej efekt przyjdzie nam poczekać 2 tygodnie ale cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w kampanii promującej m.in. adopcje zwierząt bezdomnych, schroniskowych czy  fundacyjnych.
Efekty takich sesji z aparatem z edycji I-III możecie obejrzeć na stronie/blogu: mojkotmadom.blogspot.com. Zachęcam też do poczytania zamieszczonych pod zdjęciami historii.
Drogi Czytelniku mojego bloga – jeśli sam masz zwierzę przygarnięte i chcesz podzielić się swoją historią oraz mieć zrobioną sesję fotograficzną zapewniam – że warto. I zachęcam do zgłoszenia się do organizatorów. Akcja ma też swoją stronę na Facebooku – TUTAJ.
Podczas sesji mieliśmy mnóstwo dobrej zabawy. Error okazał się wdzięcznym modelem. Była też okazja do powspominania jakie były nasze początki i spojrzenia na nasze wspólne ludzko-kocie życie z perspektywy czasu i doświadczeń. Zdjęciami z sesji, które w przyszłości otrzymam, podzielę się z Wami na blogu, a póki co niech oczy kociarzy nacieszy kilka ujęć mojego autorstwa ukazujących fakt, jak kot domowy lubi wiosene słońce wpadające do mieszkania o poranku.
Dziękuję wolontariuszce Iwonce za miło spędzony czas przy kawie, podczas rozmowy o kocie i samej sesji fotograficznej. Fot. Latarnica
[09.04.2014]
Subscribe to LATARNICA