LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Maj, 2014

Pamiętacie wpis z unikalnym zdjęciem z Rozewia (z 5 maja br)? Dziś ciąg dalszy niespodziaek fotograficznych. Uzyskałam zgodę na ich pokazanie i z ogromną przyjemnością rozmawiałam o nich z panią Basią, która jest z rodziny Leona Wzorka. Ona otrzymała te zdjęcia od swojej kuzynki.  Wiadomo, że w rodzinnych zbiorach można czasami znaleźć prawdziwe perełki. I są to wtedy fotografie unikalne, rzadkie, często zachowane jedynie w pojedynczych egzemplarzach. Poniżej kilka nadesłanych zdjęć z krótkim opisem.

Fot. z rodzinnego albumu Eleonory Dominek i zbiorów dalszej i bliższej rodziny

[30.05.2014]

poniżej: Brat Leona – Kazimierz

Poniżej: w szpitalu (w jakim, nie wiadomo) – po lewej Władysław Wzorek,  napis nad łóżkiem „mat Wzorek MDLot”  (MDLot – to skrót Morski Dywizjon Lotniczy w Pucku a w nim służył  Władysław Wzorek jako radiotelegrafista)

Poniżej: od lewej: Leon z żoną Bronisławą, XXX (może to być Olek – brat)
na dole od lewej: dzieci Leona, dziecko jego siostry Zuzanny, siostra Zuzanna, na zdjęciu jest dopisany rok 1929

Poniżej: Bronisława – żona Leona

Poniżej: od lewej: Żona Leona Wzorka – Bronisława, prawdopodobnie syn Jerzy, siostra Leona Zuzanna z mężem Henrykiem. Bronisława i Henryk byli rodzeństwem (czyli jedno rodzeństwo poślubiło inne rodzeństwo)

Poniżej: inne ujęcie (druga zachowana fotografia) z cyklu z którego publikowałam  fotkę 5 maja – w tamtym wpisie jest opis osób widzianych na pamiątkowej fotografii

 

Tego wpisu by dzisiaj nie było, gdyby nie bardzo interesująca informacja od Czytelnika Latarnicy – Piotra. W jednym z komentarzy napisał istniejącym projekcie polskiego banknotu, który nigdy nie wszedł oficjalnie do obiegu a figurował na nim Stefan Żeromski na awersie i latarnia morska w Rozewiu na rewersie. Banknot miał nominał 50 zł PLN. Został zaprojektowany przez  Andrzeja Heidricha. Jest to artysta o którym niewielu wie, a przecież na co dzień od lat mamy codziennie kontakt z jego pracami. Andrzeja Heidrich projektuje bowiem od 50 lat wszystkie banknoty, którymi się posługujemy w Polsce. Zaprojektował również paszporty, orzełki na czapkach wojskowych, odznakach policyjnych, odznaczeniach dla polskich żołnierzy walczących w Iraku i w Afganistanie, znaczki  pocztowe, herby ziemskie i grodzkie… Mnóstwo zrealizowanych prac, a przy ich powszechnej używalności nikt nie kojarzy ich autora. Heidrich przez wiele lat ilustrował również książki – zaprojektował  m.in.  okładki do  serii reportaży Ryszarda  Kapuścińskiego.

Poniżej projekt banknotu o nominale 50 zł. Na stronie hotmoney.pl znalazłam przy nim taki dopisek:

NBP przygotowywał się do denominacji już w połowie lat 80. Andrzej Heidrich przygotował więc projekty z wybitnymi pisarzami i ludźmi polityki. Wtedy powstał m.in. projekt ze Stefanem Żeromskim.

Poniżej jako ciekawostka innym projekt banknotu związany z Gdańskiem. Jak napisali na portalu hotmonry.pl

Heidrich nie znał wszystkich planowanych nominałów, więc w ich miejsce wpisywał zera. Jak na banknotach z Dworem Artusa w Gdańsku.

Jak wspominałam wcześniej pan Andrzej Heidrich projektował nie tylko banknoty ale i m.in. znaczki pocztowe. Wśród nich był np. taki z kołobrzeską latarnią.


[28.05.2014]

 

Świateł latarni magia…

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Mój terenowy korespondent z Poznania – Igor miał okazję być w maju kilka dni na naszym pięknym wybrzeżu. Tym razem była to miejscowość Dziwnów i jego okolice. Z tej wyprawy przywiózł dwa bardzo interesujące mnie zdjęcia, bowiem udało mu się „ustrzelić” swoim aparatem światła dwóch latarni – naszej świnoujskiej i niemieckiej – Greifswalder Oie  wykonane ze Wzgórza Gosań. Dla mniej wtajemniczonych dodam, że Gosań (do 1945 roku  funkcjonujące pod niem. Gosan Berg) jest najwyższym wzniesieniem polskiego wybrzeża. Jego wysokość wynosi  93,4 m n.p.m., a położone jest na wyspie Wolin nad samym morzem.

Latarnia morska Greifswalder Oie leży na niemieckiej wyspie o tej samej nazwie, która jest zamieszkana tylko przez obsługę latarni. Wyspa leży 10 km na wschód od Rugii i 12 km na północ od wyspy Uznam. Latarnia została zbudowana w 1853 roku i liczy 39 metrów wysokości.

Poniżej dwa niezwykle cenne zdjęcia dla faromaniaków.

Oto światła latarni świnoujskiej, fot. Igor Czapagajew / maj 2014

Poniżej światła latarni Greifswalder Oie, fot. Igor Czapagajew / maj 2014

Igor napisał o tym doświadczeniu tak: Światła latarni widać nawet z plaży w Dziwnowie, super efekt światła wychodzącego jakby spod wody – ale musi być dobra pogoda aby to zaobserwować, bo jest do niej około 50 km.

Każdy kto będzie tego lata w Dziwnowie niechaj spróbuje zaobserwować te światła. Na pewno jest to niezapomniane przeżycie. Polecam!

A latarnia na niemieckiej wyspie wygląda tak:

Fot. z oficjalnej strony poświęconej tej latarni, którą znajdziecie TUTAJ.

[26.05.2014]

 

Choć mamy rozkwit wiosny to w tą niedzielę przypomnę ostrą i śnieżną zimę AD 2006. Wtedy w styczniu pojechaliśmy na wybrzeże i mieliśmy okazję być we wnętrzu latarni morskiej w Nowym Porcie. Dzień był bardzo mroźny, ale słoneczny. Powstały przy tej okazji liczne fotografie – m.in. te dwie dziś prezentowane. Na obu zdjęcia były robione z wnętrza wieży przez okna i szyby w drzwiach prowadzących na górny taras latarni, bowiem potwornie tam wiało i było ślisko i przejmująco zimno.

Na zdjęciu pierwszym widzmy w tle pomnik Westerplatte, a na pierwszym planie prom do Skandynawii. Na drugim mamy widok na kanał portowy i czerwoną wieżyczkę latarenki Westerplatte na końcówce falochronu wschodniego.

Fot. Tomasz Lerczak (2x)

[25.05.2014]

Ostatnio dzięki czujności Przyjaciół dowiedziałam się o istnieniu dwóch książek, w których motyw latarni morskiej jest istotnym elementem fabuły. Od razu dodam, że nie czytałam żadnej z nich i nie wiem kiedy trafią w moje ręce, ale uznałam, że może ktoś z Was będzie miał wielką ochotę już teraz po którąś sięgnąć zatem podzielę się z Wami tymi informacjami. Do tych informacji dorzucę jeszcze od siebie trzy inne propozycje. Może na informacje o nich nigdy dotąd nie trafiliście.

Tajemnica latarni morskiej

Andrzej Paczkowski jest autorem pierwszej z nich. Ma bardzo zachęcający tytuł bo mnie osobiście zawsze fascynowały książki czy filmy z tajemnicą w tytule. Wydawca donosi, że to pierwsza cześć trylogii „Wybranek morza”. A co można się dowiedzieć o niej więcej? Oto notka ze strony internetowej księgarni:

Tomasz ma dziewięć lat, kiedy wraz z rodziną wyjeżdża na wakacje. Towarzyszy mu ukraińska opiekunka Luba, która stała się członkiem rodziny oraz Łukaszek, kolega z klasy i równocześnie jego najlepszy przyjaciel. Podczas burzy na morzu dochodzi do tragedii w której giną rodzice Tomka. Chłopak ocaleje w niewyjaśniony sposób, budząc się rankiem na plaży. Od tego dnia jego życie ulega diametralnej zmianie.

Osierocony chłopak powraca do warszawskiego domu, gdzie czeka na niego okrutna, pałająca nienawiścią ciotka Barbara. To właśnie ona przejmuje rządy w ogromnym bogatym domu i wyznacza nowe warunki, według których Tomek musi zacząć żyć. W głowie Barbary rysują się niecne plany…

Mijają lata. Nikt nie wie, że wszyscy wokół skrywają swoje tajemnice…

W domu pojawia się dziwna nauczycielka, niezwykle tajemnicza osoba. Zadaniem jej jest prywatne nauczanie Tomasza. Tymczasem nauka Panny Marceliny nie ma nic wspólnego z klasycznym nauczaniem. Z wiekiem Tomasz odkrywa coraz więcej ciekawych spraw a najważniejszą stanie się odkrycie w pokoju ojca…

Pewnego dnia z domu znika obraz matki Tomasza…

Tymczasem babcia Tomka również skrywa w sobie tajemnicę i czeka na jego siedemnaste urodziny, kiedy to przekaże mu rodową spuściznę…

Kim jest Panna Marcelina? Dlaczego Barbara tak bardzo go nienawidzi? Co skrywają pokoje rodziców? Jaką tajemnicę zna babcia? Dlaczego z domu zniknął obraz matki? Co czeka na Tomka po ukończeniu siedemnastych urodzinach i czy pojawienie się owianej zapomnieniem starej latarni morskiej naprawdę otworzy bramy do tajemniczego świata?

Książka do nabycia w wersji elektronicznej TUTAJ.

Fragment książki można przeczytać TUTAJ.

 

Światło między oceanami

Drugą latarnianą powieść wydało znane Wydawnictwo Albatros.  To książka M.L. Stedmana wydana w 2013 roku. W opisie wydawcy mamy taką kuszącą informację:

1920. Tom Sherbourne, inżynier z Sydney, odznaczony za odwagę na froncie I wojny światowej, decyduje się przyjąć posadę latarnika na Janus Rock, niezamieszkanej wysepce położonej w odległości ponad 100 mil od wybrzeży Australii. Kilkanaście miesięcy później dołącza do niego Isabel, dopiero co poślubiona piękna młoda żona – kochająca, radosna, gotowa dzielić z nim surowe życie na otoczonym oceanem skrawku ziemi o powierzchni kilkuset hektarów. Oboje wierzą, że odnajdą tu upragnione szczęście. Niestety, los wystawia parę na ciężką próbę. Po dwóch poronieniach i wydaniu na świat martwego chłopca Isabel dowiaduje się, że nie będzie mogła mieć dzieci; popada w depresję. I wówczas zdarza się cud: do brzegu wyspy przybija zepchnięta przez fale łódź z ciałem martwego mężczyzny i zawiniętym w sweter płaczącym niemowlęciem. Ulegając namowom żony, kierując się głosem serca, a nie wyznawanymi zasadami moralnymi, Tom podejmuje decyzję, której konsekwencje położą się cieniem na życiu wielu ludzi…

 

Nocna zamieć

Jest to mroczny kryminał Johana Theorin. Od razu oddam głos wydawcy, którym jest Wydawnictwo Czarne. Książka ukazała się w 2010 roku:

Druga część mrocznego kwartetu olandzkiego Johan Theorin po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem w łączeniu wciągającej fabuły kryminalnej z pasjonującym opisem historii lokalnej społeczności. Prawdziwa uczta dla wielbicieli skandynawskich kryminałów.

Joakim i Katrine Westinowie postanawiają przeprowadzić się ze Sztokholmu na północną Olandię. Uciekając przed pośpiechem i niewygodami życia w mieście, decydują się na zakup dużego drewnianego domu, niegdysiejszej siedziby latarników. Marzą, by osiedlić się tam na stałe i wychować dzieci w otoczeniu przyrody. Okazuje się jednak, że stary dom kryje wiele ponurych tajemnic, historii z przeszłości, które pragną, by je usłyszano. Gdy na rodzinę Joakima spada nieszczęście, musi on stawić czoła zarówno własnym demonom, jak i duchom tego miejsca.

Za Nocną zamieć Theorin otrzymał w 2009 roku Szklany Klucz – nagrodę literacką przyznawaną corocznie przez członków Stowarzyszenia Twórców Kryminałów pisarzom z krajów nordyckich. Książka otrzymała również nominację do tytułu Najlepszy Szwedzki Kryminał 2008 roku.

Interesującą recenzję przeczytanie na blogu książkowym TUTAJ.

 

Za to w domu mam i jedną z nich już czytałam dwie inne książki z gatunku kryminał/horror/thriller.

Latarnia mroku

Ta powieść to thriller i debiut pisarki Alex Barclay. Książkę wydał Dom Wydawniczy Rebis w 2005 roku, bywa bardzo tanio do nabycia na serwisie Allegro.  Interesującą recenzję tej książki znajdziecie TUTAJ.  A co napisał o niej  wydawca?

Pasjonujący thriller, w którym obietnice z młodości wyznaczają niespokojną przyszłość. Na dalekiej prowincji północnego Teksasu dwaj nastoletni chłopcy zawierają pakt, który połączy ich na zawsze nicią mrocznej, niezdrowej lojalności. Po kilkunastu latach jeden z nich ginie. Będzie pomszczony.Detektyw Joe Lucchesi z nowojorskiej policji przenosi się z żoną i synem do zacisznej wioski na wybrzeżu Irlandii. Gdy jej mieszkańcy mobilizują się, by odnaleźć zaginioną dziewczynę, nowojorczyk wszczyna własne śledztwo i trafia na złowrogi trop łączący jego rodzinę z mordercą zza Antlantyku. Wkrótce przeżyją koszmar gorszy niż ten, od którego niedawno uciekli. Alex Barclay mieszka pod Dublinem. Latarnia mroku jest jej literackim debiutem.

Tej książki jeszcze nie czytałam, ale opisy i recenzje na tyle mnie skusiły że czeka w kolejce do czytania.

Ludzka przystań

Ta powieść należy do pogranicza gatunku thriller psychologiczny /horror. I jest książką, którą już przeczytałam i zapewne zostanie we mnie na długo. Dla mnie jak na swój gatunek jest literaturą z najwyższej półki a autora Johna Ajvide Lindqvista nazywa się skandynawskim Stephenem Kingiem. I można się przy niej bać, oj nawet mocno. A latarnia morska, samotna wieża z dala od siedzib ludzkich, odgrywa niebagatelną rolę. Powieść wydało wydawnictwo Amber. Ciekawą recenzję znajdziecie TUTAJ. A co podał napisał o niej wydawca?

„Tatusiu, co to jest? Tam na lodzie?”

Słoneczny zimowy dzień. Anders i jego sześcioletnia córeczka Maja podziwiają ze szczytu latarni morskiej idylliczny krajobraz. Wszędzie dokoła rozciąga się tylko śniegi Anders nie dostrzega tego, co pokazuje mu Maja. Dziewczynka schodzi, żeby przyjrzeć się z bliska temu, co widzi, i… znika. Nikt nie potrafi zrozumieć, co się stało. I nikt nie potrafi wyjaśnić, jak to możliwe, że ślady dziecka na śniegu nagle się urywają. Zrozpaczony ojciec przysięga sobie, że odnajdzie córeczkę.

Jeśli ktoś lubi skandynawskie klimaty, małe społeczności, klimaty morskie, portowe, latarnie i sporą dawkę psychologii i historii rodzinnych z małych wysepek gdzieś na północy to ta lektura będzie idealna. Ale naprawdę uprzedzam – napięcie i groza są dawkowane w sporych porcjach.

[23.05.2014]

To niesamowite, że czasami mam sposobność pokazać Wam jakieś miejsce o różnych porach roku. I to takie, do którego sama nie mogę dotrzeć. Ale od czego się ma korespondentów terenowych! Jednym z nich jest nieoceniona Ania z Chicago. Nie tylko miłośniczka latarni ale i kociara. Ania wybrała się na pierwszą terenową latarnianą wycieczkę tej wiosny. Po raz kolejny dotarła z aparatem fotograficznym do Grosse Point Lighthouse w Evanston (Illinois). I strasznie się cieszę, że możecie obejrzeć ten obiekt w wiosennej szacie przyrody – jak widać wszystko zaczyna się tam dopiero budzić do życia. Dla porównania bardzo polecam Wam wpisy o tej latarni z czerwca 2012 roku (wpis z historią prezentujący archiwalne zdjęcia) oraz wpisy fotograficzne letni i jesienny (czerwiec i październik 2012 roku). Wszystko znajdziecie w Archiwum Latarnicy. Wystarczy wejść w odpowiedni miesiąc.

Do kompletu brakuje mi już tylko Grosse Point Lighthouse  w scenerii białej czyli zimowej. Może Aniu dotrzesz tam kiedyś zimą? Z tych wiosennych kadrów najbardziej podoba mi się ujęcie ze schodkami. Takie tajemnicze i aż się chce tam zaraz iść. Już czuję ten zapach rozgrzanego starego drewna w słońcu!

Fot. Ania z Chicago, serdecznie dziękuję za nadesłanie fotografii!

[21.05.2014]

 

Dwa tygodnie temu pokazałam wam urocze stadko wolno bytujących kotów, które to ochoczo rozgościło się przy jednym z domów nad Narwią. Dziś trzy dodatkowe fotografie pokazujące  wyluzowanych przedstawicieli kotowatych wylegujących się na tarasie  (jak widać wiosna ma swoje prawa i moc słońca doceni każdy kot) oraz świetnie uchwycony aparatem drozd. Fot. T.Z.

[20.05.2014]

Co roku 2 maja – w dniu między świętami 1 i 3 maja – przypada Dzień Flagi Narodowej. W tym roku w sposób wyjątkowy uczczono go na latarni w Świnoujściu i w Niechorzu. Tego dnia wciągnięto na obie wieże gigantyczne flagi. Ponieważ latarnia świnoujska jest najwyższa to i flaga narodowa była potężna. Miała ona 50 m długości i podczas jej szycia wykorzystano 300 metrów kwadratowych materiału. Wprawne krawcowe szyły ją 18 godzin. Tego dnia pod latarnią zebrali się liczni goście a na wieży zainstalowała się ekipa radia Szczecin. Poniżej fotorelacja z tego wydarzenia.

[19.05.2014]

Fot. Świnoujście – Paweł Płocharski – Radio Szczecin

Fot. Niechorze – Agata Smoczyk – Urząd Gminy Rewal

Zdjęcie na niedzielę – 18 maja

Posted by kotmonika under Blog

Dzisiaj taki fotograficzny duecik albo foto rodzeństwo. Obie fotografie zostały wykonane na naszym przepięknym wybrzeżu w drodze wiodącej plażą z Gdyni do Orłowa. To jedna z moich ulubionych ścieżek spacerowych nad naszym morzem. Uwielbiam ten odcinek plaży – jakże zmienny i urokliwy dla miłośników fotografowania. Niestety wiosną czy jesienią jest często niedostępny z powodu podmywania klifów wodami wzburzonej zatoki. Ale latem (a zdjęcia były zrobione w lipcu) spokojnie można tam przejść suchą stopą, a jeśli zajdzie potrzeba zamoczenia stóp to nie będzie to szokiem termicznym. Na pierwszej fotografii w dalekim tle widać jeden z promów zmierzających ku Skandynawii.

Fot. 2x Tomasz Lerczak / lipiec 2010

[18.05.2014]

Kolberg AD 1925 i 1935

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Do kompletu do poniedziałkowego wpisu chciałabym dziś dorzucić dwa rzadkie ujęcia pierwszej murowanej latarni morskiej w Kołobrzegu. Istniała ona w latach 1909-1945. Została wybudowana dokładnie w tym samym miejscu co jej poprzedniczka, której zbyt lekka konstrukcja nie wytrzymała trudnych warunków atmosferycznych. Nowa latarnia pewnie cieszyłaby nasze oczy dziś, gdyby nie działania wojenne II WŚ. Zostało bardzo wiele zdjęć i kartek pocztowych z jej wizerunkiem. W swoich zbiorach mam również papierowy pieniądz o nominale 25 fenigów z jej sylwetką.

Pieniądz ze zbiorów Latarnicy.

Poniżej kilka nietypowych i unikalnych zdjęć tej latarni:

Kartka pocztowa bez obiegu, ze zbiorów Latarnicy

Poniżej odbitka zdjęciowa, na rewersie odręczny dopisek że pochodzi z roku 1929, ze zbiorów Latarnicy

Poniżej wyjątkowa rzadkość – kartka z obiegu, mam stempel z 1912 roku a ukazuje latarnię z lat 1909=1945 w trakcie budowy, jak widać cała wieża jeszcze nie istnieje. Ze zbiorów Latarnicy

Poniżej dwie ciekawe kartki aukcyjne z  roku 1925 i 1935, fot. fotoploska.eu/Bildarchiv Foto Marburg

[16.05.2014]

 

Koty z Sycylii

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Zrobiłam krótki cykl o latarniach Sycylii, ale przy okazji tych podróży po wyspie moja kuzynka Ania uwieczniła również trzy całkiem różne koty w domu swojej teściowej. A ponieważ tak jakoś wyszło w rozmowie, że straszna ze mnie kociara poprosiłam ją o te fotografie. I o nich będzie dzisiaj ten wpis. Miałam okazję skonfrontowania wyglądu naszych dachowców np. z kotami w dalekim Izraelu. I o ile zachowaniem niczym się nie różnią to niektóre miewały całkiem różne i ciekawe umaszczenia. Kiedyś na pewno też je wam pokażę bo spotkałam w Ziemi Świętej naprawdę duuuuużo kotów. Wszystkie lgnące do człowieka mimo, że spotykane też w takich miejscach że były z pewnością dzikimi bezdomnymi zwierzakami. Jeśli chodzi o krótką historię kotów z Sycylii to oddam głos Ani, bo je poznała osobiście. Wszystkie trzy były kotami wolno bytującymi, spędzającymi noce poza domem, karmione przez teściową mojej kuzynki.

Koteczka STELLA

Stella to najstarszy kot, mama kocurka Leo. Z czasem imię Stella przerodziło się w Mamma i tak zostało.  Stella jak widać ze zdjęcia to piękna stara spryciula. Kot, który ma wszystkich kompletnie gdzieś… Nigdy do nikogo nie podchodziła, nigdy nie prosiła się o głaskanie. Jeśli doszłaś do niej to OK, mogłaś pogłaskać… Nie było mowy o siedzeniu na kolankach czy innych czułościach itp. Niestety zginęła tragicznie pod kołami samochodu.

Kocur LEO

Leo to mój ulubieniec. Arystokrata w największym tego słowa znaczeniu! Najbardziej statyczny kot wszechświata! Mogłabyś go pomylić z figurką. Spał zawsze na siedząco na półce! Leo nigdy nie biegał, nigdy nie psocił. Prawie nigdy nie miauczał. Chodził zawsze z podniesioną głową i obserwował otoczenie. Nie można było go głaskać. Podchodził tylko do dwóch osób, do matki Antonia (bo ona zawsze dawała mu jeść) i do mnie. Dlaczego? Nie wiem… ale wiem, że matka Antonia była zazdrosna, że straciła wyłączność na Leo ha ha ha.
Leo niestety nie był kastrowany, więc gnany zewem natury dość często znikał… Kiedyś zniknął już na zawsze…
Koteczka BOOBOO

BooBoo to typowy wojskowy kot! Antonio wziął go z bazy. Jedna kotka miała małe i każdy z pracowników bazy wziął po jednym. Został tylko jeden, wg opinii ludzi najbrzydszy. Reszta kotów wyglądała jak Leo. Antonio się zlitował i mimo, że nie miał w planach mieć kota, przygarnął biedną BooBoo. Ciekawa jest historia imienia. Po włosku jak czegoś nie wiesz, to zamiast powiedzieć po prostu NIE WIEM, możesz powiedzieć BOOO…. to tak jak u nas czasami zamiast TAK, mówi się NOOO. Antonio nie wiedział jak ją nazwać… i jak rodzina lub znajomi się pytali, jak się kotek nazywa, on mówił: Booo… i tak już zostało… BooBoo. Kiedy się poznaliśmy oddał kotkę pod opiekę swojej mamy bo nie chciał jej zostawić samej jak wyjeżdżał do Polski). BooBoo już została na stałe rezydentką u teściowej.
To najbardziej rozmowny kot jakiego poznałam. Za każdym razem jak wchodziła do domu pozdrawiała wszystkich wesołym MIAU. Jak siadała mi na kolana, też MIAU MIAU… Czasami ja robiłam MIAU, a ona odpowiadała… i gadałyśmy tak przez kilkanaście minut. BooBoo była przylepą. Uwielbiała się łasić prawie do wszystkich… Jedynie omijała mamę Antonio.
Odeszła w zeszłym roku. Podobno jacyś ludzie w okolicy wystawiali zatrute jedzenie, żeby pozbyć się wszystkich kotów kręcących się w tym terenie. Widocznie BooBoo była jedną z ofiar…. Tak jak Leo, wyszła na spacerek i już nie wróciła…

Fot. Anna Maria W. Fardella

[14.05.2014]

Poniżej kotka Stella

Poniżej kocur Leo

Poniżej koteczka BooBoo

Pretekstem do dzisiejszego wpisu jest znalezienie w sieci bardzo unikatowej kartki pocztowej (aukcyjnej) z latarnią morską Kolberg z roku 1908. Niestety ta stara pocztówka nie znalazła się w mojej kolekcji – co bardzo bardzo żałuję – bo latarnia kołobrzeska z lat 1899-1909 wyjątkowo mi się architektonicznie podobała. Na wielu różnych starych kartkach i zdjęciach najczęściej pojawia się fotografowana od strony lądu – w taki sposóļ że za nią są falochrony i Morze Bałtyckie. To rzadkie ujęcie jest inne i pokazuje nam lepiej jej detale. Fotograf musiał stać na  plaży i szedł w kierunku falochronu zachodniego. Zanim zobaczycie kadr, o jakim tu piszę przypomnę, że zanim ją zbudowano w 1899 roku fort tzw. Fort Münde stał pusty i przed nim nie było żadnej wieży bowiem światło wciągano na maszt malutkiego budyneczku stacji pilotów – zlokalizowanego u nasady falochronu zachodniego. Ta latarnia o lekkiej konstrukcji ryglowej zapoczątkowała okres budowania obiektów nawigacyjnych w tym miejscu.

Pusty fort (tak bardzo charakterystyczny do chwili obecnej choć współcześnie dla odminay to w jego centrum stoi latarnia morska) przed powstaniem latarni w 1899 roku wyglądał w kołobrzeskim pejzażu portowym tak:

I zbliżenie na fort z tej XIX-wiecznej litografii:

Sztych ze zbiorów Latarnicy.

Poniżej kartka pocztowa sprzed 1899 roku z pustym wałem fortu. Pomiędzy fortem, a żaglem jednostki płynącej kanałem widać wysoki maszt przy maleńkim budynku  stacji pilotów, na który wciągano wtedy  światło nawigacyjne. Na lewo od fortu spory budynek Hotelu Kaufmann. Kartka pocztowa ze zbiorów Latarnicy.

A teraz popatrzcie na niesamowite ujęcie latarni z roku 1908. Kartka aukcyjna. Fot. fotopolska.eu

Dzisiaj jesienny zachód słońca nad polskim morzem. A w blasku pomarańczy wieża kołobrzeskiej latarni osadzonej na forcie.

Fot. Barbara Dickert

[11.05.2014]

Dziś drugi odcinek krótkiego cyklu o latarniach Sycylii – w których wykorzystuję zdjęcia podesłane przez moją kuzynkę Anię. Prezentowana latarnia mieści się w Capo d’Orlando. Capo d’Orlando to  miejscowość i gmina we  Włoszech  na Sycylii, w prowincji  Mesyna. W 2004 roku gminę zamieszkuje ponad 12 tys. osób. Latarnia leży na samym wybrzeżu w tej miejscowości. Latarnia w jęz. angielskim funkcjonuje pod nazwą Capo d’Orlando Lighthouse. Oto kilka informacji o niej:

– została zbudowana w 1904 roku

– wysokość światła 27 m n.p.m.

– wieża latarni murowana, dobudowana do jednopiętrowego budynku

– latarnia mieści się przy się Via Andrea Doria, można do niej dojść, wieża jest zamknięta dla ruchu turystycznego

[09.05.2014]

Fot. Anna Maria W. Fardella

Poniżej lokalizacja latarni na Sycylii:

Poniżej nocne zdjęcie latarni z Wikipedia.com/ fot. Moreno calio

Poniżej jeszcze jedno ujęcie nocne – fot. z  www.mareemare.it

Poniżej zdjęcie w zachodzący słońcu, fot. z Panoramio.com – użytkownika djleomax

Poniżej widok na skarpę i laternę z listoflights.com

Poniżej ujęcie lotnicze z Marinas.com

Poniżej widok na latarnię ze Street View z Google

 

Wolno żyjące koty znad Narwi

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dzisiaj koci wpis fotograficzny. Same zdjęcia niechaj wzbudzają uczucia i emocje. Dlatego informacji będzie minimum. Z resztą trudno coś więcej napisać o kotach wolno bytujących, bowiem te koty żyją sobie obok człowieka i tylko czasowo odwiedzają jego posesję. Wiadomo, że dzikie koty zbliżą się do człowieka najczęściej w kontekście ich dokarmiania. I tak jest również w tym przypadku. Nie dają się pogłaskać, ale doskonale wiedzą gdzie można zapełnić brzuch i trochę w spokoju poleniuchować. Koty te żyją nad Narwią, a zdjęcia wykonał o rożnych porach roku mieszkaniec posesji, którą odwiedzają. Kiedyś było ich kilka – obecnie ich stadko liczy 13 sztuk. Fot. T.Z.

[07.05.2014]

Poniżej kocia mama

Poniżej jeden z maluchów – reprezentant najmłodszego pokolenie ze stadka

Poniżej: bo wszystkie koty jak jedna rodzina… Czyż nie są niemal identyczne?

Poniżej: niech Was nie zmyli kontekst – kotek oblizywał się po wylizaniu dopiero co wypitej śmietanki.

Poniżej: śmietanka zimą bardzo pokrzepia!

Poniżej: nie ma to jak wiosenne słońce i trawa

Poniżej: ciepła trawa, zieleń, słońce – to koty rozleniwia i relaksuje…

PS. Dziękuję Autorowi zdjęć za zgodę na ich publikację.

Subscribe to LATARNICA