LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Lipiec, 2014

Tuż przed godziną zero

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dziś taki nietypowy wpis.  I nietypowa historia. Przez Facebooka zgłosił się do mnie Czytelnik Latarnicy z Ostrołęki, prosząc o pewną poradę.  Chodziło o rady jak przygotować kota do rejsu jachtem. Niestety nie potrafiłam pomóc, bowiem nie ma  takich osobistych doświadczeń, ale pisałam już tutaj nie raz i prezentowałam koty, które towarzyszyły ludziom w rejsach morskich i bardzo taki ryb życia lubiły. Myślę, że w przypadku młodego kota jest to łatwiejsze. Jeśli od malucha obecność na pokładzie będzie regularnie powtarzana, maluch uzna to za całkiem normalny element jego życia. Gorzej z kotami dorosłymi, które mają już ugruntowany rytm życia i nie było w nim miejsca na wodę i pływanie. Oczywiście ważne jest na początkowym etapie o zapewnienie naszemu pupilowi bezpieczeństwa – przypięcie go na swobodnie długiej lince i uprzęży albo na założoniu czegoś na kształt kamizelki ratunkowej – do czasu aż się z całą sytuacją oswoi. Podczas rozmowy poprosiłam o zdjęcia zwierzą† które miały towarzyszyć w tym rejsie. Okazało się że poza kotem będzie jeszcze na pokładzie iny domownik – pies. Robię ten wpis mając ogromne nadzieje, że będzie jego piękna kontynuacja w postaci świetnych zdjęć z rejsu i ciekawej historii o towarzystwie zwierząt podczas żeglowania. Miesięcznik dla kociarzy „Kocie sprawy” publikował dotąd mniej lub bardziej regularnie cykl o kotach na pokładach jednostek pływających i były to bardzo ciekawe historie. Zatem poznajcie uczestników rejsu. Oto oni: pies rasy golden retriever Berisha i niedawno przybyła do rodziny kotka Buka. Fot. Michał Miłoszewski

[30.07.2014]

 

Chania na Krecie

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Czasami pewne nadesłane podczas wakacji zdjęcia od znajomych inspirują do dalszych poszukiwań i zbierania informacji. Tak było z tym pojedynczym zdjęciem od koleżanki, z którą kiedyś pracowałam razem w wydawnictwie. Obecnie jest ona na wakacjach w Grecji i na Krecie ustrzeliła specjalnie dla mnie fotkę latarni, którą podesłała do mnie przez Facebooka.  Jest to latarnia w Chanii na Krecie. Poniżej to zdjęcie. Fot. Ewa Lewandowska

Kiedy zobaczyłam tą fotografie natychmiast – jak to bywa z moim zmysłem poszukiwana informacji nt różnych latarni – zaczęłam drążyć temat jej historii w internecie. Oto kilka faktów i innych ciekawych ujęć. Latarnia została zbudowana w 1864 roku. Wieża liczy 26 m wysokości. Świeci czerwonym światłem – błysk co 2,5 sekundy. Latarnię zbudowana na znacznie starszej bazie z XV wieku. Początkowo wieża nie była malowana, zostawiony oryginalny budulec. Z czasem pomalowano wieżę na biało. Obecnie Chania jest coraz bardziej popularnym portem. Obecnie to jedna z najbardziej znanych i najczęściej fotografowanych latarni w Grecji. Pod koniec lat 90-tych XX wieku wieża latarni była już w fatalnym stanie i groziła rozsypaniem się. W 2006 roku przeprowadzono gruntowną renowację.  Poniżej zdjęcie z czasu remontu – widać jak daleko zdemontowano jej elementy. Fot. Martin Belam / Flickr.com

 

Poniżej latarnia w Chanii fot. Lapplaender – Wikipedia.org

Poniżej inne współczesne ujęcie tej latarni, fot. rjh – Wikipedia.org

Poniżej dwa nocne ujęcia latarni, fot. Amrhinger – Wikipedia.org

fot. beemwej – Wikipedia.org

Poniżej stara kartka pocztowa z tą grecką latarnią, fot. z www.unc.edu

Poniżej zdjęcie satelitarne na latarnię i okolicę, Google Maps

 

Zdjęcie na niedzielę – 27 lipca

Posted by kotmonika under Blog

Dzisiaj fotograficzny duecik. Znana i charakterystyczna stawa nawigacyjna ze Świnoujśćia – tzw. Stawa Młyny o różnej porze dnia i w różnym oświetleniu.

Fot. Beata Żyto. Zdjęcia wykonane w lipcu br.

[27.07.2014]

Kolejna wygrana książka Errora

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Pod koniec czerwca z ogromnym zaskoczeniem przeczytaliśmy wyniki konkursu na Facebooku organizowanego przez Koty są miłe – fotoblog. Twórcy blogu mają osiem super kotów, a imiona mruczków to: Salem, Mefisto, Alex, Jaguar, Aimee, Isia, Pandzia & Safi. Do wygrania była książka o kotku i dwie drobniejsze nagrody. Tak dla zabawy wzięliśmy w nim udział a losowanie okazało się dla nas bardzo szczęśliwe. Nie tylko że jakaś szczęśliwa ręka wyciągnęła karteczkę z kotem Errorem ale i wybrała go do głównej nagrody. To było totalne zaskoczenie i miły przerywnik w codzienności. 11 lipca przybyła do nas paczka z wygraną, w której okazało się, że poza książką znaleźliśmy dwa prezenty bonusy (smaczne danie i zabawkę – mysz z kocimiętką) oraz – jakże by mogło tego zabraknąć – liścik do Errorka.

Poniżej krótki fotoreportaż z przybycia i rozpakowania przesyłki z nagrodą a później kilka migawek z niedzielnej porannej zabawy nową mysią, która Errorkowi bardzo przypadła do gustu.

[23.07.2014]

Fot. Latarnica

Poniżej przybycie paczki i jej rozpakowanie oraz sesja z nagrodą

Poniżej niedzielna zabawa myszką od Koty są miłe – fotoblog. Warto wejść na ich stronę i poczytać i pooglądać. Więcej – TUTAJ.

Pod koniec czerwca moja siostra wybrała się na wybrzeże do Dąbek. Przy okazji zwiedzała również inne pobliskie miejscowości w tym np. Darłówko, ale dziś publikowane zdjęcia mają na celu po prostu ukazanie piękna naszego wybrzeża, tych charakterystycznych plaż, wydm, wód Bałtyku.

Fot. Beata Żyto / czerwiec 2014

[23.07.2014]

A na koniec stały bywalec pewnej smażalni ryb w Dąbkach

 

Wspominałam już kiedyś, że kocur Error pojawi się na zakładkach tzw. adoptynkach, których zakup wspiera bezdomne zwierzaki z Kaliskiego Schroniska. Na chwilę obecną jest już kilkanaście wzorów z moim kotem – a poza  tym wiele wiele innych pięknych z psiakami i kotami oraz pięknymi sentencjami. Projekty zakładek wykonała Kasia Fijołek z Kalisza – absolwentka poznańskiej ASP. Jak można je nabyć? Adoptynka w postaci zakładki książkowej to pomoc dla zwierzaków. Kupując – pomagasz! Zwierzaczkom w potrzebie można pomóc nawet najdrobniejszą kwotą, zakupując na przykład mruczankową zakładkę książkową za 2 zł. Ajuż pakiet 10-15 takich zakładek, czyli 20-30 zł to przybliżona wartość odżywczej karmy na miesiąc dla jednego mruczka. Zamawiać można tu:

https://www.facebook.com/Ameliowo

https://www.facebook.com/pages/Biszkopcik-Co/1379113975661190?sk=timeline

https://www.facebook.com/pages/Mruczące-skarby-z-kaliskiego-Schroniska-dla-Bezdomnych-Zwierząt/122623597868714?fref=ts

Te zakładki można także obejrzeć i nabyć w sklepie zoologicznym TAJGA Ewy Bielskiej (Kalisz, ul. Górnośląska 48) oraz w bibliotece IV Liceum Ogólnokształcącego im. Ignacego Jana Paderewskiego w Kaliszu (ul. Widok 96)

ADOPTYNKI, czyli ‚mruczankowe’ pocztówki, zakładki, kubeczki i magnesiki zachęcają do adopcji zwierzaków ze schroniska, ale też popularyzują miłość i szacunek do zwierząt!

Ostatnio nową i popularną formą są też magnesiki. Jeden z nich jest z mordką kota Errorka i pięknym tekstem obok. Poniżej przykłady mruczankowych zakładek oraz magnesik, który równocześnie jest praktycznym otwieraczem do butelek. Polecam do włączenia się w zakupy i wsparcie zwierząt ze Schroniska.

Kasiu, dziękuję że tak licznie zainspirowałaś się kotem Errorem.

[21.07.2014]

Poniżej wzory errorkowatych zakładek:

Poniżej wzór magnesu na lodówkę z otwieraczem:

Zdjęcie na niedzielę – 20 lipca

Posted by kotmonika under Blog

Kocham nasz Bałtyk. Uwielbiam polskie wybrzeże Bałtyku. Widziałam inne morza. Są piękne. Ale to coś czuję tylko nad naszym morzem. Po prostu już tak mam. Letnie czy zimowe pejzaże są inne ale równie piękne. Teraz latem pragnę takich widoków jak dziś prezentowane zdjęcie. Ono oddaje ten rodzimy klimat. Widać, że lata zazwyczaj mamy wietrzne, nie takie upalne ale do tego już przywykliśmy, do tego tęsknimy. Fotografię dostałam je od mojej siostry. Wykonała je w czerwcu br. w Dąbkach.

Fot. Beata Żyto

[20.08.2014]

9 czerwca br. miałam okazję donieść Wam tutaj o pierwszej akcji pod nazwą „Pełna miska dla schroniska”, którą wspieraliśmy z kotem Errorem, a organizatorem której był internetowy sklep zoologiczny ZOOLOGIC ze Skawiny. W czerwcu mieliśmy przyjemność być zaproszeni do 2 edycji i bardzo chętnie do niej przystąpiliśmy, bowiem cel jest tutaj najważniejszy. Sklep Zoologic również teraz  ufundował karmę, która miała zostać przekazania do kociarni po osiągnięciu 1000 polubień strony akcji. Podobnie jak za pierwszym razem trzeba było rozreklamować akcję i znaleźć 1000 osób które ją poprą czyli polubią przez portal społecznościowy Facebook. Praktyka pokazuje, że nie jest to takie proste. Po drodze mieliśmy tzw. długi weekend czerwcowy związany z wolnym czwartkiem, w którym obchodzone jest Boże Ciało i wtedy większość Polaków nie siedziała przy komputerach. Ale ostatecznie wszystko się udało i w 9 dni od rozpoczęcia propagowania 2 edycji „Pełnej miski dla schroniska” licznik pokazał wymarzone 1000!!! Ale się cieszyliśmy! To był sobotni wieczór, a ja z niedowierzaniem obserwowałam jak cyferki na ekranie skaczą mi niemal w oczach. Radości nie było końca, bo i tym razem koty dostały szansę i otrzymają 13 kg karmy (w  tym 3 kg specjalistycznej weterynaryjnej).

Tak było pod koniec czerwca a na początku lipca miałam ten zaszczyt spakować wszystko i zawieźć do poznańskiego schroniska. W tym samym czasie osobiście zajęłam się inną zbiórką na rzecz małych kociaków ze schroniska. Brakowało strzykawek z bardzo cienkimi igiełkami, takimi aby zastrzyki  stawały się praktycznie bezbolesne.  Szybko utworzyłam i rozpropagowałam wśród przyjaciół i miłośników zwierząt akcję „Cienka igiełeczka – nie poczuje nic pupcia koteczka”. W jej ramach udało mi się pozyskać 3 opakowania strzykawek insulinowych z super cienkimi igiełkami, co w sumie dało 300 sztuk, bo w każdym było ich 100. Pudła strzykawek i karma od ZOOLOGIC pojechały ze mną do kociarni w niedzielę 6 lipca. Serdecznie dziękuję sklepowi ZOOLOGIC za zaufanie i propozycję objęcia patronatu z kotem Errorem nad 2 edycją, dziękuję darczyńcom strzykawek i wszystkim ludziom wo wielkich i czułych na los zwierząt sercach.

Poniżej krótka fotorelacja z przybycia paczki oraz przekazania karmy i strzykawek do schroniska dla zwierząt. Fot. Latarnica

[18.07.2014]

Przybycie paki z karmą od ZOOLOGIC – wygranej w 2 edycji akcji „Pełna miska dla schroniska”

Przekazanie karmy oraz 3 kartonów strzykawek do bezbolesnych zastrzyków w Schronisku dla zwierząt w Poznaniu

Tak się jakoś dobrze składa, że tego lata mogę Wam pokazać aktualne widoki wielu polskich latarni. Mogliście zobaczyć już m.in. Szwedzką Górkę pod Hele, Gąski, Stilo, Czołpino, Świnoujście. Dziś nadarzyła się okazja do prezentacji latarni stojącej w samym centrum kurortu nadmorskiego – Darłówku. Miałam okazję spędzić w nim dwa letnie urlopie i jeden tzw. długi weekend majowy. Darłówko jest urocze. Mały port, przy ujściu rzeki Wieprzy, kanał portowy wiodący ku Darłowu, do którego dopływają sympatyczne taksówki wodne. Latarnia latem jest oblegana. Ta niewielka 21-metrowa wieża prezentuje się uroczo o wschodzie słońca jak i po zmierzchu. Do obowiązkowych spacerów należy ten na zachodni falochron w celu obserwacji święcącej w nocy optyki.

Fot. Beata Żyto

[16.07.2014]

Poniżej latarnia morska w Darłówku z zewnątrz – stan na czerwiec 2014

Poniżej 5-tonowy gwiazdoblok jako pamiątka ogromu sił natury, na następnym zdjęciu tablica opisująca tą historię

Czytelnik Latarnicy Piotr Gałka był ostatnio w naszych pięknych Karkonoszach. W czasie wypadu do Kowar zwiedzał Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. Ciekawostką związaną z latarniami okazały się tam dwa przedmioty. Przy wejściu do parku wita gości replika armaty z latarni w Helu. A drugą ciekawostą jest stojak na pocztówki w kształcie latarni. Bliźniaczą placówką Parku z Kowar jest Park Miniatur Latarni Morskich w Niechorzu. Właścicielem obu placówek jest pan Marian Piasecki. W Parku w Niechorzu znajduje się druga replika armaty z Helu. Strony obu parków znajdziecie tutaj: KOWARY i NIECHORZE.

Dla tych, którzy nie kojarzą co ma wspólnego z Helem ta armata i dlaczego wykonano jej replikę przypomnę, że niedaleko latarni znajduje się niewielki obelisk stworzony z kamiennego stopnia zburzonej podczas II wojny światowej wieży z napisem „Pamięci latarnika 1905”. Jest to obelisk poświęcony latarnikowi May’owi, który zginął w wypadku w 1910 roku (data na obelisku jest błędna!)  obsługując armatę, stosowaną do akustycznego ostrzegania żeglarzy podczas mgły. Stanowisko strzelnicze wraz z magazynem amunicji eksplodowało. Po tym wypadku, w roku 1911, przy helskiej latarni zainstalowano już syrenę, która spełniała rolę akustycznego sygnału ostrzegawczego.

A tak wygląda ten obelisk przy latarni w Helu:

Fot. Piotr Gałka/2014

[14.07.2014]

Dziś sympatyczna fotografia z Osetnika (okolice latarni Stilo), gdzie można na parkingu trafić na taką oto latarnię. Zdjęcie wykonał autor bardzo ciekawego portalu PoPiasku.pl – serwisu bałtyckich długodystansowców.

Fot. Stanisław J. Szewczak / PoPiasku.pl

[13.07.2014]

Latarnia w Osetniku.

Dziś o pewnej wyprawie stałego współpracownika Latarnicy – Radosława Literskiego (Smashina) i jego przyjaciela Rafała Lipińskiego), która kiedyś była tylko marzeniem, ale jak wiadomo od marzeń się zaczyna a potem należy krok po kroku dążyć do tego by się ziściłī. Pisałam kiedyś o niej ale wtedy wszystko było jeszcze niedookreślone a dziś już wiemy więcej i są konkrety bowiem wyjazd uczestników odbędzie się już 21 lipca 2014 roku. Wspominam o niej bo w jej „biznesplanie” jest także wątek latarniany, a moje latarniane towarzystwo z Gdańska objęło Patronat Honorowy nad tą wyprawą. Ale po kolei i krótko. Co to jest projekt Run Forrest Run? Oddam głos chłopakom:

Pomysł wyprawy opiera się na pokonaniu dystansu 1800 km w dwuosobowej sztafecie. Dziennie planujemy przebyć trasę 80km, z czego każdy pokona połowę biegiem. Gdy jeden z nas będzie biegł swój dzienny maratoński przydział, drugi będzie mu towarzyszyć na rowerze wożąc cały podróżniczy dobytek. Wyprawa ma zacząć się w Stambule, a skończyć w Soczi i będzie wiodła wybrzeżem Morza Czarnego. Przewidujemy ją na sierpień 2014 roku. Inspiracją dla nas jest osoba Justyny Kowalczyk, którą uważamy za tytana wysiłku. Ponieważ blisko przebiegu trasy znajduje się obiekt naszych westchnień – legendarny szczyt Ararat, chcielibyśmy też na niego wejść. Po drodze odwiedzimy wszystkie latarnie morskie. Wyprawa będzie dla nas wyzwaniem. Nigdy tak dużo i tak długo nie biegaliśmy, nigdy też nie wspinaliśmy się na pięciotysięcznik. Mamy doświadczenie w długodystansowych zawodach, regularnie trenujemy. Zdążyliśmy już niejednokrotnie poznać i sprawdzić możliwości naszych organizmów. Jeśli odpuszczą nam kontuzje, powinniśmy dać radę.

Na koniec daty:
wyjazd 21 lipca pociągiem do Katowic
z Warszawy powrót 28 sierpnia
A pomiędzy tymi datami: run, Forest.
Poniżej kwintesencja tego co uczestnicy projektu chcą osiągnąć:
Poniżej banerek reklamowy z strony/blogu wyprawy pięknie nawiązujący do słynnej ławeczki Forresta Gumpa:
A teraz wątek latarniany:
Patronat honorowy nad wyprawą objęło Towarzystwo Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego.
Mamy wobec Towarzystwa kilka przyjemnych zobowiązań. Przede wszystkim – odwiedzić u udokumentować fotograficznie latarnie leżące na naszej trasie. Potem prelekcje i wystawa fotograficzna w rozewskiej blizie.
Tytułowy majak to latarnia po rosyjsku. Trochę ekscytują nas latarnie abchaskie. Nie spodziewamy się tam pięknych wysokich wież. Wręcz przeciwnie. Nasze zadanie będzie trochę eksploratorskie – internet nie posiada zdjęć większości latarń w Abchazji. Będą one pewnie mało ciekawe w swojej architekturze oraz raczej zaniedbane. Za to smak dotarcia do nich pewnie nieoceniony. Przykładowa fotka pokazuje latarnie w Pitsundzie – starą wolnostojącą i nową na szczycie bloku. Tu trafimy pewnie już drugiego dnia i jeden z nas rowerem odbije od trasy 50km w bok aby tam dojechać.

Do wybicia godziny zero coraz bliżej! Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić moich Czytelników do śledzenia bloga wyprawy – TUTAJ. I… życzę powodzenia i abyście dali radę wykonać 100% normy czyli to co zaplanowaliście zobaczyć.

[11.07.2014]

 

Dziś wracam do zdjęć kolejnego mojego „współpracownika” i osoby, z którą łączy mnie co najmniej jedna – latarniana pasja. Tomek prowadzi swoją własną – bardzo ciekawą stronę www (stotom.pl), gdzie ocala różne zabytki od zapomnienia. Latarnie morskie to tylko jeden z wielu typów obiektów nad którymi Tomasz pochyla się i zachwyca, choć z pewnością i mnie z jego długiej listy zaintersowań bardzo interesują stare dworce kolejowe, wieże ciśnieni i wiatraki. Tomasz wiosną 2014 roku odwiedził po raz kolejny Świnoujście i porobił aktualne zdjęcia naszej najwyższej latarni.

Przypomnę, że latarnia leży we wschodniej części dzielnicy zwanej Warszów. Do latarni można dotrzeć pieszo, autobusem miejskim lub statkiem.  Wieża wyrasta z dość sporego budynku latarników, w którym znajduje się m.in. kasa i część muzealna. Latarni świnoujska od czasu remontu (w 1998 po okiem Konserwatora Zabytków) jest obiektem bardzo zadbanym. W 2000 roku została udostępniona do zwierzania po bardzo długiej przerwie. Wcześniej można było wejść do jej wnętrza w latach 60-tych XX wieku.

Fot. Tomasz Stochmal / www.stotom.pl

[09.07.2014]

Poniżej detale latarni:

Poniżej tzw. budynek latarników

Poniżej widok z górnego tarasu:

Poniżej wnętrze wieży (stan na maj 2014):

A na koniec ciekawostka. Ktokolwiek z was wybierze się do Świnoujścia polecam tam wypicie kawy w nowo otwartej kawiarni Cafe Rongo (ul. Wojska Polskiego 16). Otworzyła ona swoje podwoje w czerwcu br. i w jej wnętrzach możecie obejrzeć oprawione w ramy zdjęcia i kartki ze Świnoujścia sprzed lat, które… pochodzą z mojej kolekcji. Polecam! Kawa wyśmienita, wnętrze z klimatem, przemiła obsługa. Profil kawiarni na Facebooku znajdziecie TUTAJ. Są już pierwsze głosy zadowolonych klientów. Poniżej dekorowanie ścian tuż przed otwarciem.

Fot. Marta Chade

 

Latarnia w Czołpinie

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Po bardzo udanych fotorelacjach Piotra Gałki z tegorocznego pobytu przy ruinie latarni na Górze Szwedów i w latarni Stilo – dziś przyszła pora na zaprezentowanie Wam zdjęć z jego majowej wycieczki do Czołpina. Doskonale pamiętam swój pierwszy pobyt w tej latarni. W żadnej innej dostanie się pod samą wieżę nie było tak uciążliwe. Nie wiem jak odczuwa się tą drogę wiosną czy jesienią ale w upalne lato dojście pod położoną w samym centrum parku Narodowego latarnię jest naprawdę uciążliwe. Tego dnia kiedy szliśmy wytyczoną pod górę ścieżką był nieziemski upał. Powietrze wręcz falowało i w parku nie było wielu ludzi. Na trasie od parkingu do samej latarni nie spotkaliśmy nikogo. To było dość ekstremalne jeśli chodzi o pogodę (a dodam że bardzo źle znoszę upały i zdecydowanie wolę chłodniejsze dni), ale magia poznania miejsca które wcześniej stanowiło dla mnie terra incognita była silniejsza i gnała mnie do przodu! To również wtedy (2006 rok) zakupiłam tam certyfikat pobytu w latarni potwierdzony przez samego latarnika.

Czołpino to typowa samotna latarnia pośród lasów i wydm. Po drodze mija się tylko zapuszczony domek latarników ale od niego do samej latarni jest jeszcze spory kawałek. Podoba mi się jej położenie. Podoba mi się odległość od skupisk miejskich i letnich kurortów. Do Czołpino po prostu trzeba sobie wyprawę specjalnie zaplanować. Nie znajdzie się  ot tak przy okazji na naszym szlaku. Trzeba specjalnie z drogi głównej odbić i zaparkować auto na jednym z parkingów, od których jeszcze sporo drogi do pokonania. Ale pejzaże rekompensują trudy.

Będąc już na górnym tarasie warto zauważyć jak potężna jest optyka tej latarni. Gdybym miała wybrać moją ulubioną optykę wśród polskich latarni Czołpino jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Wystąpiło też w polskiej komedii romantycznej „Zakochani” i pięknie widać tam czynny aparat świetlny.

Sama wieża stoi na wysokiej wydmie, bo w paśmie nadmorskim wzniesienie o wysokości 66 m n.p.m. to sporo. Od niej do linii brzegowej jest ponad kilometr. Warto już po drodze wypatrywać nad linią drzew jej laterny. Zobaczycie to na zdjęciach poniżej. Dla mnie było to kiedyś strasznie ekscytujące i piękne. Latarnia służy jako znak nawigacyjny od 1875 roku. całkowita jej wysokość wynosi 25,2 m. Wieża u podstawy ma średnicę 7 m. W środku – wtedy kiedy ja byłam – był dobrze zaopatrzony sklepik z pamiątkami.

Fot. Piotr Gałka / maj 2014

[07.07.2014]

Poniżej mój pamiątkowy certyfikat „zdobycia” latarni Czołpino podpisany przez latarnika Laskowskiego. Poniżej detale czyli kilka pamiątkowych pieczęci z certyfikatu. Fot. Latarnica

Zdjęcie na niedzielę – 6 lipca

Posted by kotmonika under Blog

Wielu z nas było w tym miejscu. Najczęściej w drodze na Półwysep Helski lub w odwrotnym kierunku – zmierzając ku latarni na Przylądku Rozewie lub do Stilo. Jednak to zdjęcie ukazuje Dom Rybaka we Władysławowie w zupełnie innym świetle. I to nie chodzi o porę dnia. Tak naprawdę obiekt jest w centrum miasta, pośród innej zabudowy ale autorka tak piękna go ujęła że wydaje się wyłaniającą się z piasków wydm samotną wieżą z przylegającym budynkiem. Dom Rybaka został wzniesiony w połowie XX wieku jako hotel dla rybaków na ponad 150 miejsc hotelowych. Obecnie mieści się w nim Urząd Miejski we Władysławowie i biblioteka miejska. Wysoka wieża jest symbolem i najbardziej charakterystycznym budynkiem miasta. Władysławowie. Ostatnie (8 piętro) jest na wysokości 45 m n.p.m. i znajduje się tam główny taras widokowy. Polecam zaliczyć to miejsce podczas wakacyjnych wyjazdów – głownie dla cudownych widoków na kosę Półwyspu i Rozewie.

Fot. Kasia Foigt / Kasia Foigt – Fotografia Nadmorska

[06.07.2014]

Subscribe to LATARNICA