LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for Styczeń, 2016

Styczeń zakończę w prawdziwie zimowym pejzażu. Oto przepiękny wschód słońca we władysławowskim porcie. W oddali latarenka – jedna z główek portowych.

Fot. Kasia Foigt (zdjęcie wykonano 22 stycznia br.) – więcej zdjęć z wybrzeża na Kasia Foigt – Fotografia Nadmorska

[31.01.2016]

12400845_1270469729662190_2814627547167288365_n

Również dziś powrót do dawno nie aktualizowanego cyklu. Ale tuż po skończeniu lektury tej książki nie mogłam odmówić sobie wrzucenia jej recenzji pod innym szyldem niż Latarnica poleca! W styczniu br. miałam przyjemność przeczytać książeczkę (bo jej objętość wynosi jedynie 82 strony), która trochę poczekała na półce na przeczytanie. Ale żeby było jasne – jest to nowość wydawnicza z 2015 roku – którą bez problemu można jeszcze nabyć, do czego już teraz na wstępie zachęcam.

Książka „Mataszkowie i tajemnice Helu” ma dla mnie podwójną wartość. Pierwsza jej siła i atut to fakt, że rozgrywa się na moim ukochanym Helu, uściślając właściwie rozgrywa się tuż przy i w samej latarni morskiej, a druga wartość tej pozycji jest taka, że jej Autorem jest człowiek, który w sieci popełnił wspaniałą i wartościową stronę internetową o zapomnianych i gnących zabytkach naszego kraju, którą nie raz tutaj polecałam i cytowałam – www.stotom.pl. Na portalu Facebook jest też osobna strona nakierowująca na stronę właściwą i będąca jej uzupełnieniem – znajdziecie ją TUTAJ. Ale co ważne na Facebooku funkcjonuje już również strona dotycząca cyklu książek o Mataszkach – a znajdziecie ją TUTAJ.

Ale chciałabym powrócić teraz do lektury pierwszego tomu, z którym spędziłam jedną z sobót stycznia. To był cudowny czas, choć może ostra zima za oknem słabo współgrała z gorącym latem w Helu, o którym pisze Autor. W zasadzie Tomasz Stochmal popełnił jak dla mnie książkę doskonałą. Jest skierowana do młodego czytelnika, a jej zadaniem (poza zwykłą przyjemnością czytania ciekawej historii) mogłoby być rozbudzenie zainteresowań historią naszego wybrzeża, historią latarń morskich i samym zawodem latarnika oraz historią naszego kraju już tak ogólnie. Przyznam się, że sama od dłuższego czasu zastanawiałam się czy nie popełnić jakiegoś „dziełka” skierowanego do młodszego czytelnika, które miałoby rozbudzić pewne pasje, zasiać to pierwsze ziarenko poprzez zaintrygowanie daną tematyką. Sporo myślałam jak to powinno być zrobione i z ogromnym zainteresowaniem zaczynałam czytać „Mataszków” chcąc  wiedzieć jak z tego wybrnął Autor i czy uznam jako osoba dorosła i czytająca dużo, że to co powstało jest tak dobre jak być powinno. No i powiem najkrócej tak: książka na całej linii nie zawodzi! Serdecznie gratuluję Tomaszowi, który jest również miłośnikiem latarni morskich, to jak fantastycznie wplótł w lekką i sympatyczną historię wakacji rodziny Mataszków na Półwyspie Helskim historie i wiedzę o latarniach, ich teraźniejszości i przeszłości łącząc je z tak ważnym wycinkiem historii jaką są działania wojenne podczas II wojny światowej w tym rejonie. Na kartach znajdziemy współczesny obraz Helu w sezonie letnim oraz urok wakacji w domku latarników przy helskiej blizie. Jeśli do tego dodamy kilku chłopców, którzy są bohaterami i natrafiają na pewną tajemnicę z przeszłości i zagadkę do rozwiązania i wszystko rozgrywa się w atmosferze tajemnicy, ciekawych odkryć i eksploracji helskich fortyfikacji to już naprawdę niewiele trzeba aby w taką historię wpaść po uszy. Uśmiechałam się do siebie pod nosem czytając o wspinaiu się po stopniach latarni do laterny i widokach z niej, pomrukiwałam z radości gdy w kolejnych rozdziałach pojawiły się takie miejsca jak Jastarnia Bór i Oksywie. Chciałam aż krzyczeć : „Tak, znam to miejsce! I to też! Byłam, widziałam!”

Sama fabuła i główny wątek są niezwykle wciągające. Myślę, że na podstawie już tej pierwszej części mógłby powstać całkiem sympatyczny film kinowy czy mini serial o cudownych wakacjach nad morzem coś w stylu dawnych ekranizacji „Pana Samochodzika” czy „Wakacji z duchami”. Brakowało mi świeżej literatury tego typu na rynku i książka Tomasza Stochmala pięknie wypełniła tą lukę. Na pewno będę ją polecać znajomym, którzy mają czytające dzieci, aby koniecznie zakupili „Tajemnice Helu” . Może po ich lekturze zaciągną rodziców na wakacje właśnie na helską kosę i zechcą zwiedzić latarnię i Muzeum Obrony Wybrzeża wraz z fortyfkacjami.

Wiem, że Autor promuje też książkę w szkołach, te spotkania z uczniami połączone są z prelekcjami o latarniach oraz zajęciami plastycznymi na ktorymi dzieci budują czy malują swoje latarnie morskie. Wspaniały pomysł na dotarcie z tą tematyką dla ludzi młodych.

Drogi Autorze, jako miłośniczka latarni i historii naszego wybrzeża gratuluję dzieła! Jest się czym pochwalić. Trzymam kciuki za kolejne odsłony przygód Mataszków i masz już we mnie wiernego czytelnika.

Poniżej dane o książce:

Autor: Tomasz Stochmal

Tytuł: Mataszkowie i tajemnice Helu

Wydawca: Wydawnictwo STOTOM

Ilość stron: 82

Ilustracje: Hanna Urbankowska

Rok i miejsce wydania: Toruń 2015

[29.01.2016]

Fot. Latarnica [5x]

Poniżej zdjęcia, do kompozycji których zainspirowała mnie lektura „Mataszków”

20160123_190657 20160123_190707 20160123_190922 20160123_191131 20160123_191429

 

Ze starej prasy [37]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Po długiej przerwie wracam do cyklu Ze starej prasy. Miesięcznik „Morze” w pierwszym numerze w 1967 roku opublikował na okładce zdjęcie laterenki Westerplatte czyli wschodniej główki wejściowej w gdańskim porcie. W całym numerze nie ma już żadnej innej treści na temat latarni morskich, ale ta okładka jest bardzo interesująca. Chodzi mi o specyficzne pomalowanie wieży latarni. Przecież wszyscy pamiętamy, że w ostatnich latach przed rozbiórką (a i również teraz nowa wieża) jest koloru jednolitego – czerwonego.

[27.01.2016]

Prasa archiwalna  – ze zbiorów Latarnicy

Poniżej okładka wydania styczniowego

stycz-67

Poniżej kadr na latarnię – widok współczesny -stan na lata 60-te XX wieku.

DSC_2527

 

Od końca listopada do 31 grudnia trwała na mojej facebookowej stronie kot.Error  zbiórka świąteczna na rzecz zwierzaków – podopiecznych poznańskiego Schroniska dla zwierząt. Była to już kolejna taka akcja i z roku na rok cieszy się coraz większym powodzeniem i ma obfitszy odzew wśród zwierzolubów z całej Polski. Tuż po 1 stycznia zawoziłam ostatnie dary i 3 stycznia oficjalnie zamknęliśmy zbiórkę AD 2015 na Facebooku.

Akcja świąteczna przeszła nasze najśmielsze marzenia. Odzew był spory i hojność darów mnie oszałamiała. Trudno teraz wstecz dokładnie oszacować ile tego dobra było, ale przypuszczam, że dzięki inicjatywie  darczyńców zebrałam ok. 120-140 kg świątecznych podarunków dla kotów i psów, wśród których były suche i mokre karmy, przysmaki, zabawki, preparaty witaminowe, kocyki, pościele, ręczniki, kartonowe łóżeczka i kuwetki. BARDZO dziękuję wszystkim, którzy w świątecznej gorączce pomyśleli o zwierzakach z poznańskiego schroniska. Tym bardziej jestem wzruszona, że część darów spływała z całej Polski, a więc rejonów gdzie są również takie placówki, a ludzie jednak zdecydowali się wspomóc właśnie tą poznańską. Nie mogę się Wam wszystkim inaczej odwdzięczyć jak przez zbiorowe wspomnienie dziś Waszego udziału i wkomponowaniu w tą zbiorczą grafikę – na pamiątkę. Przez cztery tygodnie miałam w domu prawdziwe szaleństwo: goście, maile, telefony, kurierzy, zakupy, listonosze, sesje kota z darami, przydzielanie kartek wirtualnych – dowodów wzięcia udziału w akcji, dowozy do schroniska itp. itd. Ale mimo ogromnego zmęczenia to był właśnie taki prawdziwy świąteczny czas otwarcia się serc. Ilość darów tym bardziej zaskakiwała bowiem zbiórka świąteczna zbiegła się ze swoją poprzedniczką czyli akcją Spokojnej jesieni, w której zbierałam dla kotów preparaty antystresowe. Naprawdę bark mi słów i wyrazów wdzięczności. Po prostu tak po ludzku bardzo wszystkim dziękuję! Bez Was nasze schroniskowe koty i psy nie miałyby tak smacznych, zabawowych i ciepłych świąt! Jestem dumna, że wraz z kotem Errorem mamy takich Przyjaciół.
PS. Dziękuję pracownikom i wolontariuszom schroniska za pomoc i odpowiedzi na moje liczne pytania nt potrzeb placówki i dogodne umawiania się na dowózkę prezentów.

Na koniec jeszcze trochę statystyki z samego Schroniska – dotyczy to roku 2015. Bo czasami ktoś zadaje sobie pytanie czy warto pomagać schroniskom skoro jeszcze tak wiele złych legend pokutuje o masowym uśmiercaniu, fatalnych warunkach, braku opieki, umieralni zwierząt. Nie, nie i jeszcze raz nie! Oczywiście schroniska w całym kraju mają różny budżet a co za ty idzie oferują zwierzętom różne warunki. Znam schronisko w Poznaniu i o nim mogę mówić i pisać. Jest naprawdę dobrze, ale dlatego że poza warunkami (boksy z budami dla psów, kociarnia z osiatkowaną wolierą/wybiegiem dla kotów) mamy na miejscu wspaniały personel kompetentnych osób oraz cudowną grupę aktywnych i dających z siebie wszystko wolontariuszy.

A statystyki naszego schroniska są takie (tekst za informację z newslettera schroniskowego)

937 adopcji!

Coraz mniej psów przyjeżdża do schroniska, za to coraz więcej kotów – tak można podsumować rok 2015.

Psy
Pierwszego dnia roku było w schronisku 169 psów, ostatniego – 125. W ciągu roku trafiło ich do nas 924: 880 przywieźli pracownicy schroniska, strażnicy miejscy czy poznaniacy; 44 zostały zwrócone po adopcjach.
Po przybyciu do schroniska zwierzę trafia na kwarantannę i przez dwa tygodnie czeka, aż odbierze je właściciel. Z 880 psów, które przywieziono, 428 zostało odebranych – to prawie co drugi (48,6 proc.).
Najwięcej psów trafiło do nas w marcu, lipcu, sierpniu i grudniu. W lipcu i sierpniu też najwięcej psów zostało odebranych przez swoich właścicieli.
505 psów znalazło nowe domy! Najlepszym adopcyjnym miesiącem był sierpień – wtedy dom znalazły 52 psy.

Koty
1 stycznia mieliśmy 87 kotów, 31 grudnia – 78. W ciągu roku przyjechało ich do schroniska 569. Większość z nich to kociaki, które rodzą się na wiosnę i potem latem są do nas przywożone. W lipcu trafiły do nas 83 koty, dla porównania – w lutym było ich 30.
Koty są znacznie rzadziej niż psy odbierane przez swoich właścicieli – tylko 35 w całym roku. Najwięcej w lipcu – aż pięć.
Znacznie wzrosła za to liczba kocich adopcji – było ich aż 432 (w 2014 roku, przy podobnej liczbie kotów – 308). Najwięcej kotów trafiło do nowych domów we wrześniu (63).

[25.01.2016]

Poniżej graficzne podsumowanie akcji ukazujące wszystkich darczyńców lub ich zwierzaki, które namówiły opiekunów do wzięcia udziału w akcji.

WWW

 

 

Dziś chciałabym Wam zaprezentować przepiękną fotkę z latarnią morską w Helu. Jest to zdjęcie zimowe, ze stycznia br. wykonane przez mieszkankę Helu.

[24.01.2016]

Fot. Katarzyna Stempniak / Hel styczeń 2016

Więcej autorskich zdjęć Kasi z naszego wybrzeża na Facebooku na  Katarzyna Stempniak – Fotografia.

10658555_841179522661294_7087777168225635675_o

Z roku na rok trudno przewidzieć, czy zima w ogóle nas odwiedzi. Grudnie bywają już niemal wiosenne – tak jak było w roku 2015 – kiedy w okresie świąt Bożego Narodzenia mieliśmy kilkanaście stopni na plusie. Pamiętam z dzieciństwa zimy mroźne, długie i bardzo śnieżne. Pamiętam pojedyncze zimy w ostatnich kilkunastu latach, kiedy zdarzały się ciągiem dni śnieżne, z mrozem, ale chwilę potem przychodziła gwałtowna odwilż i spore ocieplenie.  Tak naprawdę słynne „globalne ocieplenie” dotyka nas każdego roku. Ale kiedyś… Ach, to były zimy! Widać to szczególnie na starych kartach pocztowych znad naszego morza, na których porty są skute lodem, zamiast morza widać wielkie lodowe rzeźby, a falochrony pokryte były czapami lodu. Latarnie morskie usytuowane przy torach wodnych takie jak Darłówko, Kołobrzeg czy Ustka musiały również nosić na sobie lodowe „sukienki”. Taką ostrą zimę prezentuje również dzisiejsze archiwalne zdjęcie. Ukazuje przedwojenną kołobrzeską latarnię morską zimową porą. Jeszcze trochę, a takie zimy będziemy jedynie oglądać na zdjęciach i filmach i pokazywać je młodym pokoleniom jako ciekawostki z przeszłości.

Fot. ze zbiorów Pana Bartka Kozieł, opublikowana również na stronie Miejsca i wydarzenia w Kołobrzegu i jego okolicach o których nie miałeś pojęcia na Facebooku

[22.01.2016]

Bartek_Koziel

Ale mi się ostatnio perełki trafiają! Gdzie bym nie zajrzała to jakieś unikalne ujęcie albo uchwycony ważny moment w dziejach danej latarni. Dziś prezentowana fotografia pochodzi sprzed 1945 roku. Był nawet taki komentarz, że prawdopodobnie z 1940 roku. Zdjęcie znalazłam na jednej z moich ulubionych facebookowych stron tj. Miejsca i wydarzenia w Kołobrzegu i jego okolicach o których nie miałeś pojęcia. Możemy przyjrzeć się tutaj detalom kołobrzeskiej latarni, która została pod koniec wojny wysadzona. A szkoda, bo architektonicznie baaaaardzo mi się podobała.  Fotografia niezwykła i z przyjemnością ją Wam dziś pokazuję.

Fot. Miejsca i wydarzenia w Kołobrzegu i jego okolicach o których nie miałeś pojęcia – więcej zdjęć i informacji znajdziecie TUTAJ

[20.01.2016]

12508864_923872564332554_5632751554336129643_n

Wybacz Radku (autor zdjęć i stały terenowy korespondent Latarnicy), ale jak zobaczyłam te dwie fotki pomyślałam, że to żart jakiś. Dlaczego? Przysłałeś je składając jednocześnie życzenia z okazji urodzin bloga więc i można by sobie pozwolić na dowcip. A skąd takie myśli? Na zdjęciach latarnia wygląda jak model w skali sfotografowany niemal w ciemnym pokoju, jka dekoracja teatralna aż tak nierealnie. Ale jednak cała treść maila przekonała mnie, że się mylę. I wtedy dopiero się ucieszyłam! Fotki świeżynki, nocne ujęcia! Coś wyjątkowego dla mnie i moich Czytelników! Zatem spójrzcie na te dwie fotografie które wprawiły mnie w takie zakłopotanie i niedowierzanie. A kilka faktów o samej latarni Crowdy Head z Australii poniżej.

Fot. Radek Literski [2x] – zdjęcia wykonane 6 stycznia 2016

[18.01.2016]

crowdy_head1 crowdy_head2

CROWDY HEAD (Australia, Nowa Południowa Walia)

  • zbudowana 1878 rok
  • zautomatyzowana w roku 1928
  • zasięg światła 16 Mm (białe) i 13 Mm (czerwone)
  • wysokość wieży 7,3 m
  • wysokość światła 61 m n.p.m.

Poniżej 3 dzienne zdjęcia zdjęcia z Wikipedii, pierwsze archiwalne z 1902 roku

800px-Crowdy_Head_Light,_1902_cropped 1024px-Crowdy_Head_Light_Detail Crowdy_Head_Light

Poniżej widok satelitarny z Google Maps

Zrzut ekranu 2016-01-09 o 20.24.41

Poniżej widok z Google Maps Street View

Zrzut ekranu 2016-01-09 o 20.25.30

Styczeń, zimno, mróz, śnieg… Czasami siedząc w Poznaniu w ciepłym mieszkaniu zastanawiam się jak jest o tej samej porze nad naszym pięknym morzem, jak wyglądają latarnie i ich okolice. W jednym przypadku już wiem. Zimą AD 2016 latarnia morska Czołpino i piękny las wokół w Słowińskim Parku Narodowym wyglądają tak:

[17.01.2016]

Fot. strona facebookowa poświęcona regionowi i podróżom o nazwie CZOŁPINO, więcej znajdziecie TUTAJ.

12493391_620705551403438_2918357057880019790_o

 

W taki sam sposób, w jaki zdobyłam unikalne zdjęcie remontowanej latarni w Kołobrzegu, natrafiłam na cztery ustcekie perełki na starych kartach pocztowych – tym razem na stronie facebookowej poświęconej historii Ustki (niem. Stolpmünde).

Fot. ze strony Facebookowej Ustka na starej fotografii, więcej zdjęć i informacji TUTAJ

[15.01.2016]

Poniżej na starej kartce pocztowej wspomnienie wielkiego sztormu z 1913 roku, w oddali latarnia morska

1924044_933546510046994_9105160537827692457_n

Poniżej obecny budynek latarni morskiej jeszcze z najstarszym dachem – widać brak laterny

12111917_911948085540170_3472290691939060005_n

Poniżej budynek już przystosowany pod służbę nawigacyjną – w górnej partii wieży laterna z optyką

12341258_905636599557239_4336987252538014953_n

Poniżej stara kartka pocztowa z widokiem na latarnię z plaży

12008_939632782771700_5540624093531016071_n

 

Na początku stycznia w zasobach stron facebookowych poświęconych polskim miastom nad morzem natrafiłam na tą unikalną fotografię. W pierwszej chwili pomyślałam, że to musi być oczywiście rok 1945, czas tu po wojnie bo wtedy po raz pierwszy na forcie, a nie przy nim, zbudowano nową latarnię morską następczynię tej wysadzonej podczas działań wojennych. Ale niepokoił mnie ten nowocześnie wyglądający pawilon po lewej stronie kadru. zaczęłam zatem szukać informacji o remontach przeprowadzonych w latarni. A musiałby to być nie lada remont skoro jak widać na fotografii – nie istnieje praktycznie cała laterna. I tak trafiłam na informację, że w latach 1979-1981 dokonano kapitalnego remontu latarni, wymieniając między innymi laternę oraz schody. I to by już idealnie pasowało do posiadanego obrazka.

Zatem poniżej znaleziona fotografia. Została udostępniona m.in. na stronie Miejsca i wydarzenia w Kołobrzegu i jego okolicach o których nie miałeś pojęcia – więcej TUTAJ.

Fot. Jerzy Błażyński 

[13.01.2016]

kolobrzeg_po1945_fot_Jerzy_Blazynski

W prezentacji monet z polskimi latarniami przesuwamy się na Pomorze Środkowe i docieramy do Gąsek.

gaski

W drugim rzucie, w roku 2009 do lokalnych monet (dukatów) z  wizerunkami latarni dołączyły NiechorzeGąski (nominał 7, 70 i 700 MORSÓW – emitentem był Urząd Miasta Mielno), Darłowo i Stilo.

Ja posiadam dukat o nominale 7 Morsów. W kompozycji wykorzystałam stare zdjęcia i kartki pocztowe z latarnią w Gąskach (niem. Funkenhagen) z kolekcji własnej.

Fot. Latarnica

[11.01.2016]

Funken1a Funken2a

 

Tak piękne niebo było wieczorem w Jastarni 30 grudnia 2015 roku. W przedostatni dzień starego roku było jeszcze niezimowo, a potem nadeszła wielka zmiana pogodowa.

Fot. Kasia Foigt / Kasia Foigt – Fotografia Nadmorska

[10.01.2016]

993846_1257311327644697_5295730413623972193_n

Świętowanie z kotem

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Zanim na dobre z naszych domów znikną choinki i inne świąteczne ozdoby, zanim odejdzie zima, śnieg stopnieje, słupek rtęci na termometrze podskoczy i magia świąt na dobre wyparuje wróćmy jeszcze na chwilę do okresu przygotowań do Bożego Narodzenia, kolacji Wigilijnej i dni świętowania. Tak jak na święta cieszą się dzieci tak i domowe zwierzaki ulegają ekscytacji i wpadają w wir przygotowań głównie bawiąc się tą całą otoczką i związanymi z nimi przedmiotami, które nagle pojawiają się w naszych domach. Poniżej fotorelacja z tego czasu.

Fot. Latarnica

[08.01.2016]

Przygotowania do świąt:

20151205_201634 20151212_163651 20151219_165402 20151219_170050 20151219_225453 20151220_201102 20151221_192849

20151216_21172520151216_211733

W Wigilijny wieczór:

20151224_165447 20151224_174946 20151224_175331 20151224_175639 20151224_175812 20151224_182631 20151224_190952 20151224_191649 20151224_202413

W okresie świąteczno-noworocznym:

20151222_191250 20151225_213908 20151226_223128 20151226_223815 20151226_223918 20151227_123932 20151228_160927 20151228_192948 20151231_094252 20151231_111020

Najlepsze lektury AD 2015

Posted by kotmonika under Blog, Kot, Lektury

łKoniec i początek roku na moim blogu sięga już do kilkuletniej tradycji wpisów stałych. Należą do nich życzenia świąteczne, przygotowania i święta z kotem, urodziny i rocznica adopcji Errora, podsumowanie zbiórki świątecznej na rzecz Schroniska dla Zwierząt w Poznaniu, obchody urodzin bloga, spis lektur danego roku, a co za tym idzie… na początku roku wybieram zawsze kilka (od 3 do 5 w zależności od ilości) najlepszych książek jakie w danym roku udało mi się przeczytać. Jest to ocenia wybitnie subiektywna, ale chyba innej nie można się tutaj spodziewać. Każdy z nas szuka czego innego w literaturze. Ja sama tak do końca nie wiem co jest moim głównym kryterium. Chyba książka musi mi się po prostu podobać i szarpnąć za jakąś czułą stronę duszy. A jeśli chodzi o tematykę, to może poruszać naprawdę wiele tematów, byle poruszała i wzbudzała emocje. Ponieważ w 2015 roku udało mi się przeczytać więcej książek niż w latach poprzednich (hurra! nareszcie sukces!), a konkretnie statystyka roczna zamknęła się na 45 pozycjach, to dziś wybiorę z przyjemnością 5 najlepszych według mnie lektur.

Książką roku, która zdobywa złoty laur jest przewspaniały duet:

James Bowen – ŚWIAT WEDŁUG BOBA (tom 2)  i KOT BOB I JEGO PODARUNEK (tom 3)

424728-swiat-wedlug-boba-dalsze-przygody-ulicznego-kota-i-jego-czlowiekaKot_Bob_i_jego_podarunek_2

Jeśli wyznacznikiem dobrej lektury może być u mnie ilość wylanych łez i zużytych chusteczek to James Bowen i jego kot Bob wycisną ze mnie fontannę emocji. Wiosną czytałam tom drugi cyklu, a już na Boże Narodzenie dostałam świąteczną opowieść o nich i ta dopiero zagrała na emocjach!

Jeśli ktoś myśli że to głupawa historyjka o miłośniku kotów to bardzo się myli. Nie dość że wszystko zdarzyło się naprawdę to tak naprawdę jest to historia pokonania nałogu i ogromnej walki o przetrwanie. W tle relacji Jamesa i Boba mamy bardzo ciekawie opisaną sytuację narkomanów i osób bezdomnych w Wielkiej Brytanii oraz obraz tego jak radzi sobie z tym problemem społeczeństwo i jakie mają metody walki i zapobiegania. A wszystko opisane naprawdę wprawnie i czyta się z zapartym tchem. Cykl o kocie Bobie ukazuje też terapeutyczną moc kotów i w ogóle zwierząt w życiu ludzi z problemami. Jest to książka (książki), którymi warto kogoś obdarować. Te trzy tomy mają moc. Nieustannie polecam i zachęcam!

Drugą lokatę i srebrny medal otrzymuje:

Susan Sellers – VANESSA I VIRGINIA

vanessa-i-virginia-b-iext24825899

Nie od dziś fascynuje mnie osoba pisarki Virginii Woolf. Lubię jej prozę, choć do najłatwiejszych nie należy, pochłaniam wszelakie historie biograficzne i opowieści nawiązujące do życia pisarki. Zawsze nieodłącznym elementem w nich jest relacja obu sióstr – Virginii pisarki i Vanessy artystki malarki. Siostry się uwielbiały ale i walczyły ze sobą na polu kreatywnym – każda w dziedzinie jaka wychodziła jej najlepiej. Powieść biograficzna Susan Sellers genialnie wpasowuje się w to wszystko co dotychczas czytałam i nie odbiega klimatem od epoki. Choć większość faktów już znałam z innych książek z przyjemnością zatopiłam się w ten świat. Jako próba literacka powieści biograficznej jest to książka na najwyższym poziomie.

Trzecia lokata i medal brązowy przypada:

Diane Setterfield – TRZYNASTA OPOWIEŚĆ

trzynasta-opowiesc-b-iext24430227

Ta powieść była dla mnie zaskoczeniem. Zaskoczeniem bo przeleżała chyba na półce kilka lat, jakoś nie wzywała do czytania, a okazała się genialna! Oto kilka informacji o niej z opisu wydawcy – wstawiam bo oddaje sedno:

Powieść, jakiej nie doczekał się XX wiek.
Obie są samotne. Obie skrywają bolesną tajemnicę swoich narodzin. Obie zamknęły się w świecie książek. Margaret Lea – zwyczajna dziewczyna, córka antykwariusza z Cambridge, która bardziej kocha książki niż ludzi, i Vida Winter – największa pisarka naszych czasów, żyjąca z dala od świata, tajemnicza legenda łącząca siłę starożytnej bogini i czarownicy.Wybiera Margaret – dlaczego? Skąd wie, że tylko ta dziewczyna ją zrozumie? Rozpoczyna się walka z prawdą i o prawdę. Margaret poddaje się magii urzekającej opowieści. Ożywają wielkie uczucia, grzeszne namiętności, przeklęte i tragiczne postaci, duchy przeszłości.
Trzynasta opowieść to wielka współczesna klasyka. Trzynasta opowieść to niezwykła proza. Ma nastrój, piękno i siłę oraz wyjątkowość i prawdziwość największej literatury XIX wieku, a emocjonalność i magię narracji poruszającą do głębi współczesnego czytelnika. To powieść o tych, którzy kochają książki, dla tych, którzy kochają książki.

Dla mnie genialne było stopniowanie napięcia i kolejne odkrywanie elementów z życia obu bohaterek. Co krok jakaś tajemnica, niedopowiedzenie, a potem na końcu wszystko się pięknie i zaskakująco układa.

Czwartą lokatę przyznaję:

Bożena Aksamit – BATORY, gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku

801d24db2630da27b12271031a786b5e

Tutaj byłam pewna co do roli tej lektury jaką w moim życiu odegra. Od lat fascynują mnie historie naszych statków, w tym transatlantyków, wspomnienia kapitanów, uczniów szkół morskich, wielkich żeglarzy. Na karcie wspomnień o Batorym znalazłam wielu bohaterów, których polubiłam już w innych książkach i z przyjemnością poznałam nowe fakty lub przypomniałam sobie stare anegdoty na ich temat. Książka jest bardzo ciekawie napisana i zawiera unikalny zbiór fotografii. Autorka musiała wykonać gigantyczną pracę. Osobiście pamiętam jakim kultem ten statek cieszył się w pokoleniu moich dziadków. Przez kilka lat z rzędu w dzieciństwie jeździłam z dziadkami na wakacje do Gdyni. Tam zdarzyło mi się raz widzieć powrót ze Stanów Zjednoczonych tego kolosa. To co zobaczyłam w porcie przypominało paradę czy ważne święto… Do tego słowa Babci abym patrzała i zapamiętała, bo to Batory. Statek legenda. Wtedy nie do końca wiedziała skąd te tłumy, orkiestra, śmiech i płacz. Ale coś w głowie zostało i teraz po lekturze cieszę się, że dziadkowie zabrali mnie do terminalu pasażerskiego na wpłynięcie do portu Gdynia Batorego.

Piątą lokatę nadaję:

Vicky Myron – DEWEY WIELKI KOT W MAŁYM MIEŚCIE

116873_dewey-wielki-kot-w-malym-miescie_400

Kolejna książka, której lekturze – im dalej tym więcej – towarzyszyła paczka chusteczek. Ta historia ma w sobie to wszystko co kocham: oparta jest na fakcie autentycznym, jej bohaterem jest kot i człowiek, w którego życiu to puchate stworzenie zmieni bardzo wiele oraz jest w tle dużo dużo książek bowiem tytułowy rudzielek Dewey to kot biblioteczny. Historia napisana autentycznie, bez upiększeń, dotykająca problemu choroby nowotworowej u ludzi, trudnych relacji między rodzicami i dziećmi oraz oczywiście mocy uzdrawiającej kota. Optymistyczna historia choć bez happy endu. Ale takie życia, a po bólu zostają w nas już potem tylko miłe wspomnienia. Mądra lektura pozostająca w czytającym. Polecam! Nie tylko zwierzolubom.

Na koniec dwa wyróżnienia, bo nie mogę tych książek pominąć w rocznym zestawieniu.

Pierwsze wyróżnienie dostaje cały kryminalny cykl Camilli Lackberg o miejscowości Fjallbacka. Póki co przeczytałam tomy nr 1-5 i nie było ani jednego słabego, wręcz każdy jest doskonały. Kończąc każdy tom tęsknię już do bohaterów, a autorka ma taki dar, że powieść kończy w takim momencie życia bohaterów, że aż chce się z marszu czytać kolejny. Doskonała lektura dla miłośników kryminałów, skandynawskich klimatów, książek z świetnie nakreślonymi postaci i głęboką analizą psychologiczną. W ogóle się nie dziwię, że ten cykl osiągnął taki światowy sukces.

lackberg

Drugie wyróżnienie dostaje książka polskiej autorki – Kingi Izdebskiej BIURO KOTÓW ZNALEZIONYCH

Ta książka nie potrzebuje długiego komentarza z mojej strony. Po pierwsze jest ważnym prezentem od kogoś bliskiego, stała się dobrym startem dla naszej znajomości. Po drugie jej lektura przekonała mnie w jednym, że to nie moje błędne oceny i spojrzenie na sprawy angażowania się wolontariacko w kwestię losu kotów schroniskowych jest jak najbardziej poprawne. To naprawdę ciężka praca i drugi, a bywa i trzeci etat, bowiem angażuje nie tylko czas po pracy, lecz czasami wymaga nocnych rozmów czy późnonocnych obróbek tekstów i zdjęć w celach promocji dobrych adopcji. Ale fakt ile to daje satysfakcji od razu wynagradza i pokrywa wszelakie trudy. Choć czasami ma się naprawdę dość i marzy o chwili spokoju. Pomoc zwierzętom to huśtawka emocji, ciągle jest się gdzieś w paśmie od euforii w chwilach przekazywania fajnych zwierząt dobrym rodzinom po doły i przepłakane godziny po nagłej stracie mruczących przyjaciół. Ta lektura uporządkowała mi wszystko w głowie i pozwoliła odetchnąć, że wszystko ze mną w porządku, że nie tylko ja tak mam.

biuro-kotow-znalezionych-b-iext23411630

[06.01.2016]

 

 

Subscribe to LATARNICA