LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Archive for the ‘Kot’ Category

Ostatnio kot Error został testerem nowego kartonowego domku dla kotów, ale nie byle jakiego, bo spersonalizowanego – z jego imieniem na dachu! Jak wiadomo karton + kot = wielka miłość! Ten również okazał się dla niego atrakcyjny podobnie jak kartonowe drapaki czy legowiska. Ale nie tylko Error może się z takiego domku cieszyć. Rownież Ty , posiadaczu kota a mój czytelniku możesz wygrać domek z imieniem swojego kota czy kotów. Konkurs  i jego zasady znajdziesz na facebooku  TUTAJ. Trwa do połowy czerwca. Powodzenia! Warto o domek zawalczyć, bo radość zwierzaka będzie ogromna!

[07.06.2017]

Fot. Latarnica

IMG_0700 20170519_175936 20170519_180126 20170519_180201 20170519_181246 20170522_214920 20170522_214958 20170522_215259 IMG_0693 IMG_0700 IMG_0706 IMG_0715 IMG_0717

Wielkanocne fotomigawki

Posted by kotmonika under Blog, Kot

I tak ze środowych obrazów wiosny i okresu przygotowującego do świąt wkraczam dziś foto migawkami w czas wielkanocny. U mnie niemal każdej chwili ozdobionej wielkanocnymi motywami towarzyszy kocur. Jako zwierzę bardzo ciekawskie przetestować czyli dotknąć/powąchać/nadgryźć musi wszystko.

Fot. Latarnica

[21.04.2017]

20170409_144254 20170409_144401 20170413_201558 20170415_120652 20170415_120850 20170415_124215 20170415_13403320170416_180856 20170416_180955 20170416_182821 20170416_182942 IMG_0387 IMG_0393 IMG_0396IMG_0415 IMG_0422 IMG_0424 (1) IMG_0426

W dniach 27-29 stycznia br. przebywałam w Trójmieście. Będąc jeszcze w domu zaplanowałam sobie, że podczas pobytu w Gdyni odwiedzę Muzeum Emigracji w dawnym Dworcu Morskim. Dworzec został wzniesiony w dwudziestoleciu międzywojennym i jest perełką modernistycznej architektury. Nie byłam pewna czy jest tak naprawdę czym wypełnić tak pokaźny gmach w kontekście emigracji prezentowanej na przestrzeni XIX-XXI wieku. Ale pobyt w muzeum mile mnie zaskoczył. Ekspozycja jest bardzo ciekawa i bogata. Zdecydowanie warto udać się do tej części Gdyni (polecam pieszy spacer od stacji SKM Gdynia Stocznia – ok. 20 minut) i zobaczyć co i jak zgromadzono w muzeum. Na zwiedzanie najlepiej poświęcić 2-3 godziny i naprawdę jest się co uwijać, aby w tym czasie dokładnie pooglądać i poczytać wszystko co umieszczono w kolejnych salach. Warto przed wejściem zabytkowymi schodami na poziom +1 , gdzie zaprezentowano m.in.  na fotografiach poszczególne etapy remontu dworca w kontekście przygotowania go pod placówkę muzealną  – wzmocnić się kofeiną w sympatycznej Cafe Bistro na parterze. Zwiedzać można samodzielnie lub z przewodnikiem wolontariuszem. Tak o wystawie stałej można przeczytać na stronie muzeum:

[…] Zapraszamy do zwiedzania wystawy stałej, która przybliża dzieje emigracji z ziem polskich od wieku XIX do czasów współczesnych. Opowiada o Polakach, którzy wyjeżdżali w różnych czasach, z różnorodnych powodów, do rozmaitych miejsc na świecie. Jej narracja prowadzi zwiedzających od Wielkiej Emigracji, przez rewolucję przemysłową, masowe wyjazdy do Ameryki, życie w brazylijskiej dżungli, społeczność Chicago, dramatyczne ludzkie losy w czasie i po II wojnie światowej, trudne lata PRL-u, aż po najnowszą historię – po wstąpieniu przez Polskę do Unii Europejskiej. Ekspozycja pozwala poczuć i zrozumieć z czym wiązał się wyjazd, pokazuje jak wyglądała morska podróż pasażerów III klasy od zaokrętowania, przez oceaniczny rejs – zarówno na, jak i pod pokładem, po procedurę imigracyjną na słynnej Wyspie Ellis w USA. Wśród wielu atrakcji goście Muzeum znajdą kilkumetrową, multimedialną instalację globu, poświęconą polskiej obecności na świecie, czy projekt Batory w budowie – w ramach którego powstaje największa na świecie makieta statku pasażerskiego.

Więcej informacji i zdjęć na stronie TUTAJ.

Zdecydowanie polecam jako punkt obowiązkowy podczas pobytu w Gdyni!

[06.02.2017]

Fot. Latarnica

Poniżej stary most mijany  idąc od stacji SKM Gdynia Stocznia w kierunku terenów portowych i muzeum

20170128_133916

Poniżej bocznica kolejowa na terenach stoczniowych

20170128_135347

Poniżej budynek Dworca Morskiego – obecnie siedziba Muzeum20170128_140343

Poniżej siedziba Muzeum Emigracji w zabytkowym Dworcu Morskim

20170128_140436

Poniżej kanał portowy, z którego odpływał kiedyś do Ameryki Batory

20170128_140624

Poniżej port w Gdyni

20170128_141009

Poniżej Muzeum przy nabrzeżu Francuskim w gdyńskim porcie w sąsiedztwie Kapitanatu Portu Gdynia i pomnika Ludziom Morza

20170128_141201

Poniżej sympatyczna kawiarnia na parterze

20170128_142154

Poniżej widok z kawiarni na hol główny i księgarnię znajdującą się po drugiej stronie

20170128_142856

Poniżej odrestaurowany hol główny

20170128_145134

Poniżej fragment ekspozycji [3x]20170128_145247 20170128_150505 20170128_152048

PS. Nie byłabym sobą gdybym wyszła z placówki muzealnej bez wypatrzenia czegoś w tematach mnie interesujących. Więc do domu wróciłam z – poza biletami wstępu – kartkami pocztowymi z krynicką latarnią i z kotami.

20170204_141646

 

Kiedy w internecie trafiłam na tą kocią wieżę – będącą jdnocześnie dużym drapakiem i legowiskiem oraz tzw. kocim drzewkiem spełniającym naturalne potrzeby kota (drapanie, wspinanie się, schronienie w ciasnych przestrzeniach)  – wiedziałam, że muszę się z Wami tym podzielić. Wysoka figura latarni morskiej w naszych wnętrzach może cieszyć nie tylko nas, ale i naszych domowników. Ktoś wpadł na genialny pomysł aby wieżę dla kotów przygotować w formie latarni morskiej z laterną i światłem w jej najwyższej części. Ten konkretny produkt jest wprowadzony do masowej produkcji i liczy 275 cm wysokości. Jedynym i ogromnym minusem jest cena, która wynosi aż 1600 dolarów. Chętnym podaję stronę na, której znajdą ten produkt – TUTAJ. Ale patrząc jak sprytnie to wykonano myślę że panowie z zmysłem stolarstwa i dobrym warsztatem narzędziowym mogą sami coś podobnego wykonać. Podejrzewam że mój kocur byłby przeszczęśliwy mając taki mebel do dyspozycji – niestety mieszkanie mamy malutkie i nawet niższe od wieży prezentowanej na zdjęciach. W każdym razie ten wpis i zdjęcia mogą się stać wyzwaniem dla tzw. złotej rączki lub punktem wyjścia do zbudowania i zaprojektowania własnego mebla przypominającego latarnię.

Fot. houzz.com

[04.01.2017]

zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-53-45 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-53-57 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-54-06 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-54-16 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-54-25 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-54-33 zrzut-ekranu-2016-12-30-o-18-54-45

I po świętach…

Posted by kotmonika under Blog, Kot, Latarnie morskie

Na Święta czeka się długo, a mijają jak mrugnięcie. W tym roku już od 27 grudnia normalnie pracowałam więc nie dałam rady na wpisy w poświątecznym tygodniu pracy. Ale jak co roku był to bardzo gorący i ważny czas dla nas, bo kończymy zbiórkę świąteczną dla poznańskiego schroniska dla zwierząt, a 28 grudnia obchodziliśmy 8 urodziny Errora.

W święta było tradycyjnie i tak:

20161223_194938 20161224_210704 20161224_210824 20161224_210919 20161224_211014 20161224_211320 20161224_215737 20161225_120848 20161226_143027 20161226_143034 20161230_190607 p1090234

Przybyły pocztą lub znalazłam pod choinką cudowne kocie lub latarniane prezenty:

20161216_185341 20161227_184151 20161216_195310 20161225_132018 20161225_183703 20161225_183804 20161225_183752 20161224_132925 20161230_190452 20161230_190504

A w 8 urodziny Errorka (28 grudnia br.) było spokojnie i domowo:

20161202_184102 20161226_214810 20161228_1825162 20161228_184209 20161229_192203

Fot. Latarnica

[30.12.2016]

 

 

 

W świąteczną, bożonarodzeniową niedzielę mam nadzieję, że wywołam tym cyklem zdjęć uśmiech. Bo dziś będzie nie jedno, ale cały cykl fotografii. Cudowna kocia fotografka, moja imienniczka Monika Małek wpadła na genialny plan – zrobiła sesję pod tytułem Wigilia po kociemu. Ale tak sama o tej sesji napisała na swojej stronie na Facebooku:

[…] Jestem fotografką, która bardzo lubi uczłowieczać swoich modeli, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pozują mi głównie koty. Jakis czas temu wpadł mi do głowy pomysł zrealizowania sesji pod tytułem: Kocia Wigilia.. Mleko, szczur, pająki, myszki, wstążki i patyczki do uszu. Koty chyba były zadowolone.

Poniżej tylko wybór zdjęć z tej sesji. Więcej fotografii Moniki znajdziecie na jej profilu facebookowym – TUTAJ. Bardzo mi się podoba realizacja, zwłaszcza, że jeden z modeli wygląda jak mój kot Error.

Fot. Monika Małek / Fotografia Monika Małek

[25.12.2016]

15400900_599126303627045_5970732346128276399_n 15400987_599300030276339_8552846716611408805_n 15420810_599126126960396_6601663818905333622_n 15541565_599126216960387_706206352154877322_n 15542111_599126190293723_5414891212171733838_n 15585367_599126113627064_3888960085944184569_o

Kocie lato [3]

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Dziś ostatni odcinek kociego lata. Z przyjemnością patrzę na moje ukochane kocie mordki z Kuźnicy na Helu. Ich obecność w trakcie moich wakacji dostarczyła mi dużo dodatkowej radości. Mam nadzieję, że przysmaki które im przynosiłam im również umiliły letni czas. Ciekawe jak sobie teraz radzą, nawet nie chcę myśleć, że któryś z nich mógł nie dotrwać zimy. W tym odcinku poznacie Czochracza. To kotek, który jest na ostatnich zdjęciach. Kiedy się pojawił w naszym ogródku na kwaterze gdzie spaliśmy ledwo widział. Miał straszny zaawansowany koci katar. Ale wiedział a raczej czuł że przysmak to coś co mu pasuje. Zaczęłam go dokarmiać i tak Czochracz – bystry koleżka – sam stawiał się na posiłek wysiadując cierpliwie pod naszymi oknami. Wpatrzony do góry w okno na poddaszu, gdzie mieszkaliśmy. Był mocno nieufny ale już po paru posiłkach dał się pogłaskać. Bystro przebiegał od strony plaży przez ruchliwą ulicę Helską kiedy widział mnie w oknie.

Kilka kotów uwiecznionych poniżej pojawiło się na mojej wakacyjnej drodze tylko raz. Akurat gdzieś przechodziłam i je wypatrzyłam – te nie miały imienia. Cieszę się, że załapały się do zdjęć. Poza wszystkimi innymi walorami moje nadmorskie wakacje to było zdecydowanie kocie lato.

Fot. Latarnica / Kuźnica-Hel, czerwiec 2016

[09.12.2016]

Poniżej Łapka ze stacji PKP Kuźnica

p1070367

Poniżej kocia mama z młodymi na jednej z posesji przy ul. Helskiej blisko dworca kolejowego

p1070454

Poniżej peronowa brygada p1070479 p1070480

Poniżej kocia mama z przychówkiemp1070482

Poniżej mój ukochany Zdenek ze stacji PKP i peronowa banda

p1070543

Poniżej poposiłkowe mycie synchroniczne

p1070544 p1070548

Poniżej pierwsze spotkanie z Czochraczem

p1070554 p1070555

Poniżej anonimowy kotek na posesji przy ulicy Helskiej – bliżej marinyp1070566

Poniżej wiernie wyczekujący na posiłek Czochracz wpatrzony w nasze okna

20160701_210832 czochracz p1070590-2

Kocie lato [2]

Posted by kotmonika under Blog, Kot

W pierwszym wpisie z tego cyklu zapomniałam pokazać Wam od czego zaczęło się kocie lato AD 2016 w Kuźnicy. W pierwszy dzień, po przyjeździe poszłam zaraz na plażę powitać się z morzem. Nie był to łady dzień, całą drogę z Poznania lało, w Kuźnicy też przywitał nas deszcz, ale potem było już tylko pochmurnie, wietrznie i mgliście. Wracając na kwaterę z plaży, po przejściu przez tory wbił mi się w oczy taki mural (graffiti) – „Hej szukam domu”. I to było to! Wiedziałam, że to będzie również dla mnie kocie lato. Że choć pod ręką nie będę mieć własnego domowego futrzaka to inne mi tą tęsknotę wynagrodzą. I tak też się stało. Nie tylko wynagrodziły ale i skradły serce a o Zdenku z peronu nie mogę przestać myśleć do dziś.

Fot. Latarnica / Kuźnica-Hel, czerwiec 2016

[02.12.2016]

Poniżej „kocie” graffiti przy torach w Kuźnicy

20160617_142412

Poniżej najpiękniejszy koci profil – Zdenek

20160701_114405

Kocure po przejściach – Zdenek z stacji PKP

20160702_112038

Poniżej Zdenek i Szyszka po napełnieniu brzuszków

p1070124

Poniżej Łapka

p1070125

Poniżej – kot, który urządzał sobie wypady po torach i przez tory, znikał za płotem jednego z domostw położonego bezpośrednio przy linii kolejowej, dostał imię Piszczyk

p1070167

Poniżej: wyluzowany Piszczyk myje się na torach

p1070168

Poniżej: znany już z pierwszego wpisu Puchacz i Salomon – lubili chodzić parą i kręcić się przy porcie

p1070184

Poniżej: Puchacz

p1070186

Poniżej Sardela- kot mieszkający w kolejnej posesji przy torach, gdzie mieszkańcy wędzili na okrągło rybki, najczęściej porywał ich skrawki i chodził na podwórko sąsiada zjadać je

p1070198

Poniżej Sardela wybrała się na łowy i wycieczkę wzdłuż torów

p1070460

Poniżej Zdenek i Szyszka

p1070365

Poniżej – moja wakacyjna miłość Zdenek

p1070368 p1070369

 

 

Kocie lato [1]

Posted by kotmonika under Blog, Kot

Wakacje wyjazdowe to dla mnie zawsze też bolesne rozstanie z moim chorym kotem. Na szczęście na wakacjach nad morzem jest tyle atrakcji, pięknych miejsc i planów wycieczkowych związanych z latarniami, że myśli o tym co robi i jak się czuje zastępuję myślami o tym co widzę i czego doświadczam. A troska moja podyktowana jest nie tyle przewrażliwieniem na wyrost co autentycznymi obawami jak znosi ten czas zwierzę przewlekle chore wymagające bądź co bądź przez cały rok równej i wnikliwej troski. Póki co jakoś dajemy radę z tym wakacyjnym czasem, choć… obraza kota po moim powrocie jest proporcjonalna, a nawet dłuższa do czasu naszej nieobecności. Koci foch bywa legendarny i nie jest imaginacją. Nasz kot od samego początku dawał nam odczuć co sądzi o naszych wyjazdach. Przez kolejne tygodnie po wakacjach musimy znowu zasłużyć na jego pełne zaufanie i okazanie nam takiej dawki czułości jak przez inne miesiące. No cóż, opłata za zostawienie zwierzaka (nawet w najlepszym domu pełnym miłości i opieki) nie może być niska.

Ale nie byłabym sobą, gdyby na wakacyjnych szlakach nie wchodziły mi wręcz pod nogi koty mieszkające na danym terenie. Tak było tym razem w Kuźnicy na Helu, gdzie zaprzyjaźniłam się z kilkoma i przez ponad dwa tygodnie miały z mojej strony zapewnione dokarmianie oraz dłonie głaszczące jeśli tylko bedą miały na to ochotę. I tak oto zrodzila się między mną a tzw. „ekipą peronową” pewna więź, a z czasem do tej ekipy dołączył jeden samotny kot, który na wyżerkę przychodził pod okna naszej kwatery. Oj był cierpliwy i nieustępliwy. Inne uwiecznione na zdjęciach koty spotykałam raz czy dwa podczas całych wakacji, ale wyjątkowo wszystkie zachowane na zdjęciach z lata pochodzą tylko z Kuźnicy a nie innych miejscowości. Choć zdarzało się je spotkać, ale albo przedkładałam nad wykonanie zdjęcia wygłaskanie je albo zbyt szybko znikały z zasięgu wzroku i nie zdążyłam wyjąć aparatu.

Moje spotkania z kotami podzieliłam na trzy odcinki wpisów. Znajome pyszczki będą się powtarzać, lecz dla mnie te zdjęcia mają bardzo emocjonalny wydźwięk. Co więcej… liczę ze już za kilka miesiecy, na początku lata 2017, spotkam choć część „ekipy peronowej”. A jeśli spotkam całą albo jeszcze bardziej liczne stado moja radość będzie tym większa. Bo ja się szybko z kotami zżywam i te napotkane latem traktuję teraz trochę choć stukam te słowa w listopadzie, jako moją osobistą ekipę mimo że znacznie odległą od miejsca zamieszkania. Powiedzmy, że jest moim kocim oddziałem terenowym. Poza tym musiałam im wszystkim nadać imiona, bo koty bez imion są jakieś bezpańskie a one nie były zostawione same sobie. Przynajmniej przez 2,5 tygodnia były pod moją opieką. Wiedziałam, że los jakiegoś kota skrzyżuje się  z moim na wakacyjnym szlaku, bo już z Poznania wiozłam karmy i przysmaki. Nie mogłam się spakować na urlop bez jedzenia dla kotów. Nigdy nie wiadomo kiedy takie jedzenie się bardzo przyda i z jaką sytuacją się spotkamy.

Miałam rownież okazję zaobserwować, że nie byłam jedyną karmicielką tych kotów i osobą która się im przyglądała, mam więc nadzieję, że w pozostałe wakacyjne miesiące, a być może i do początku jesieni, inni wczasowicze je rozpieszczali. Jeśli ktoś z Was byłby zimą czy wiosną w Kuźnicy, proszę dajcie znać czy „ekipa peronowa” wciąż rządzi tamtym tereniem.

Fot. Latarnica / Kuźnica-Hel, czerwiec 2016.

[25.11.2016]

Poniżej Puchacz spotykany parę razy na posesji ze zrujnowanym domem przy porcie w Kuźnicy

20160620_113859

Poniżej część „ekipy peronowej” – stacja Kuźnica Hel

20160620_115931

Mój ulubieniec i herszt bandy peronowej – Zdenek

20160623_121723

Poniżej: jak widzicie miski w krzaczkach rozstawione, miejscowi regularnie je napełniali i jedzeniem i piciem (na półwyspie były wtedy ogromne upały), ja raczej tylko byłam od drobnych przekąsek

20160623_121809

Poniżej: peronowcy wcinają przyniesiony przysmak

20160624_112959

Poniżej: Szyszka o pięknym szylkretowym umaszczeniu

20160624_113501

Poniżej: Bandzior z „ekipy peronowej” – pojawiał się najrzadziej – widać miał sporo spraw za dnia do załatwienia

20160624_113805

Poniżej: Szyszka podczas chrupania przysmaku z kurczaka

20160626_175932 20160626_180022

Poniżej Łapka – imię dostała od jaśniejszej łaty-skarpetki na tylnej łapce

20160627_185012

Poniżej Szyszka, Łapka i Zdenek podczas podwieczorku

20160629_111351

Poniżej: jeden z piękniejszych widoków który fundowałam sobie po śniadaniu – spacer na peron do „mojej” ekipy

20160629_112252

 

Jak co roku – głównie poprzez portal społecznościowy Facebook – oraz przez mój blog Latarnica ruszam z ogólnopolską, a nawet ogólnoświatową (bo częśc darczyńców mieszka poza granicami Polski) – akcją zbiórki świątecznej na rzecz poznańskiego Schroniska dla Zwierząt. Zasady są proste i podaję je poniżej:

Kochani Przyjaciele zwierząt!

Dobijamy do połowy listopada – najwyższa pora by tradycji stała się zadość – i po raz kolejny stawiam się  do ciężkiej pracy (niestety nie potrafię sobie przypomnieć, która to już nasza tj moja i kota Errora zbiórka) i czekam na Wasze świąteczne wsparcie dla naszego Schroniska dla zwierząt w Poznaniu. Jak co roku świąteczna zbiórka trwa aż do Sylwestra, aby spóźnialscy lub spóźnialska poczta mieli szansę się załapać na ten świąteczny (do 24 grudnia) i międzyświąteczny czas (24-31 grudnia).
Co potrzeba? Jak wiecie w tym roku jest dramatyczna sytuacja jeśli chodzi o ilość kotów. Tak naprawdę potrzeba wszystko co może się przydać kotom i psom (jeśli je też chcecie wesprzeć). I jak zawsze podkreślamy – nie liczy się czy znajdziecie fundusze na zakup jednej puszki czy tylko zrobicie w domu porządki i znajdzie się jakiś niepotrzebny już ręcznik czy kocyk. Każda puszka do puszki buduje wielkie dzieło zbiórki.
Poznaniacy już wiedzą, że jeśli mają okazję i czas mogą osobiście nam podrzucić dary po wcześniejszym odezwaniu się na priv na facebooku lub na adres e-mail i ustaleniu dania i pory. Dla nich nagrodą dodatkową jest powiedzenie Errorkowi prosto w nosek dzień dobry i przybycie piątki. Ale wiadomo, że w tym okresie mamy mało czasu więc przyjmuję wszystkie możliwe przesyłki pocztowe – paczki, listy, przesyłki kurierskie. Najłatwiej jest zrobić zakupy w jednym ze sklepów internetowych (za chwilę zaczną się promocje) i podać przy zakupie adres wysyłki do mnie. Można też poprzeglądać w domu co się ma i zebrać wszystko (koce, ręczniki, zabawki, karmy które już nie chcą wasze koty, a zostały na wyrost zakupione w dużych ilościach, karmy lecznicze które już są niepotrzebne bo koty wyzdrowiały, preparaty lecznicze, witaminowe, pluszowe maskotki/zabawki waszych dzieci – umilą schroniskwoe życie młodych zwierzaków.
Macie jakieś pytania, wątpliwości piszcie do mnie na priv na stronie Errora na Facebooku lub na email. Postaram się w miarę szybko odpowiadać.
Co było kupowane/darowane w poprzednich latach? Oto lista podpowiedzi:
pluszaki przytulaczki, koce, ręczniki, kartony wieczka po papierach do drukarek i inne podobne kartoniki – to idelane jednorazowe kuwetki czy łóżeczka, karma sucha i mokra, karma sucha i morka lecznicza, przysmaczki, preparaty zdrowotne, witaminowe, pasty, preparat Convalescence Support (W PROSZKU), puszki TROVET Critical Care Liquid (CCL dla psów i kotów), piłeczki, wędki, legowiska, drapaczki, itp.itd.
Wiem, że mogę liczyć na wasze wsparcie.
Zatem: START!!!!!
PS. Każdy Darczyńca otrzyma na FB wirtualną kartkę/zdjęcie ze swoim zdjęciem profilowym na którym dodamy rogi renifera i czerwony nosek. To będzie znak że włączyliśćie się do akcji i jesteście w wielkim zaprzęgu sani z prezentami. Darczyńcy anonimowi dostaną moje zdjęcie z rogami i czerwonym noskiem.

Dla osób, które nie mają swoich profili na facebooku a chcieliby wesprzeć bezdomne koty i psy proszę o kontakt mailowy na: monika.sniedziewska@book4you.pl

[14.11.2016]

error-start-kopia

Czas wakacji to dla mnie też czas różniący się tym od pozostałej części roku, że dużo chodzę w spore trasy piesze (no ale jak nie chodzić plażami, ścieżkami leśnymi czy traktem nad Zatoką Pucką?) oraz o wiele więcej czytam. W ciągu roku mimo ogromnych chęci i codziennego kontaktu z książką zazwyczaj po paru stronach nawet najlepszej lektury zasypiam ze zmęczenia. A wakacje… Tak, to TA IDEALNA pora kiedy liczy się zwiedzanie, zachwycanie pięknem przyrządy i oddawanie się czytaniu w ilościach takich jakie lubię i jakim chciałabym dawać radę przez pozostałe miesiące. Poniżej fotorelacja z tuptania czyli różne podłoża pod moimi stopami (deski ścieżek na plaże, deski molo, piach itp.) oraz przegląd wakacyjnych lektur w pięknych okolicznościach przyrody. A na koniec dwa przedmioty pamiątkowe, z którymi wróciłam w tym roku z Półwyspu helskiego. Bardzo liczyłam na jakieś książki o historii regionu i bardzo się zawiodlam bo nic nie było ciekawego ani nowego w sprzedaży.

TUPTANIE…

20160617_142146 20160618_141943 20160620_121635 20160630_210431 20160702_112321 20160703_065044

CZYTANIE…

20160619_131302 20160621_183713 20160624_122907 20160624_171814 20160627_192113 20160629_205943

PAMIĄTKI…

Poniżej kubek, wprawdzie nie z polskimi blizami bo nic ładnego nie było, ale w moim ulubionym niebieskim kolorze i z właściwym motywem oraz jedyny estetyczny i fajnie zrobiony magnes na lodówkę z Helską latarnią.

[10.08.2016]

Fot. Latarnica

20160723_154006 20160723_154023 20160723_154033 20160723_154115

Przeglądając facebookowe nowości natrafiłam na przepiękny wyrób rękodzieła. Powstał techniką witrażu i od razu rozpoznałam jaka nasza polska latarnia stała się inspiracją tego witraża. Oczywiście Rozewie I! Co potwierdziła mi również autorka witrażu – p. Małgorzata Miedzierska-Przystupa. Poza latarnianym wykonuje między innymi i inne o tematyce marynistycznej jak i… kociej czyli dla każdego coś miłego. Profil facebookowy gdzie można pooglądać takie cacka nazywa się Witrażeria i możecie tam trafić TUTAJ.

Poza facebookiem Autorkę i jej prace znajdziecie na jej blogu TUTAJ.

Poniżej praca z latarnią morską, inne o tematyce morskiej oraz kilka kocich witraży.

[20.07.2016]

13600213_1738535733084553_2055491740097654655_n

13494767_1731045843833542_7703195626897417060_n 13495078_1731045910500202_2929969146207966415_n 13501574_1731045837166876_33668094093537688_n 13529243_1734587390146054_4161068073290818647_n 13532764_1734599590144834_2524890813865319348_n 13599852_1734591600145633_6665673069400470749_n 13645145_1738360219768771_8773600529998007348_n

13418790_1729996797271780_5869606156515673489_n 13528751_1734462963491830_1879158296417891142_n 13537688_1734585200146273_5443398751295800540_n

 

W pierwszą sobotę czerwca na terenie poznańskiego Schroniska dla zwierząt miały miejsce obchody kolejnych, już 52. urodzin. W ramach tych uroczystości na terenie kociarni miało miejsce  już tradycyjne czytanie kotom. Ten zwyczaj przeszczepiliśmy na nasz rodzimy grunt biorąc przykład z podobnych akcji czytania zwierzakom w schroniskach amerykańskich.

Poniżej fotorelacja z tych miłych chwil.

Fot. Latarnica

[13.06.2016]

Poniżej odświętnie przystrojona brama schroniska

P1070012

Figura kota i psa czekała przy wejściu do budynku a w kartonach można było złożyć urodzinowe dary

P1070013

Poniżej: kierunek Kociarnia

P1070014

Poniżej: Piskorz i Marych oczekują na wybiegu kociarni pierwszych gości

P1070030

Poniżej Piskorz i Bruno podczas gonitw na wybiegu

P1070035

Poniżej kocur Bruno (następnego dnia został adoptowany)

P1070037

Poniżej Bruno niszczący dekoracje

P1070042

Poniżej – kiedy zmęczenie dopadało kota chronił się na chwilę w kociarni przy kanapie

P1070045

Poniżej wolontariusz Maciek czyta kotom a Bruno mu w tym towarzyszy

P1070048

P1070051

Poniżej wizyta pana z radia Merkury Poznań to okazja do sprawdzenia sprzętu

P1070055

Poniżej Bruno i kontrola stanu technicznego

P1070056

poniżej Piskorz wywija przy wędce i słucha książki

P1070064

P1070067

Poniżej Marych u wodopoju

P1070075

Poniżej Piskorz z Maćkiem

P1070077 P1070089

Poniżej: towarzyski Bruno chętnie siadał gościom na kolana

P1070095

Poniżej: wierny i wytrwały słuchacz Marych

P1070101 P1070104

poniżej: Marych drzemiąc nadal słucha czytania P1070105

Jak co roku, w pięknym okresie końcówki wiosny i u progu lata,  na terenie poznańskiego Schroniska dla zwierząt odbywa się impreza urodzinowa. W tym roku jej obchody przypadają na pierwszą sobotę czerwca czyli jutro. Oto harmonogram atrakcji:

fot. Schronisko dla zwierząt/fb

13230082_1103743689677531_6842056017954002787_n

1 czerwca miną 52 lata od otwarcia naszego schroniska, a my w sobotę 4 czerwca zapraszamy na świętowanie jego urodzin. Będzie spacer z psami, będziemy czytać kotom i robić zabawki dla kociaków i szczeniaków. Będzie okazja, by się spotkać, wygłaskać psy i koty, porozmawiać – zwłaszcza o adopcjach. A ponieważ to urodziny – nasze psy i koty czekają na prezenty.

PROGRAM

godz. 10-15 – porady adopcyjne – behawiorystka Małgorzata Muchowska odpowiadać będzie na pytania, jak się przygotować do adopcji zwierzęcia, co zrobić, gdy w domu jest już jeden czworonożny lokator i chcemy mu dobrać towarzysza, co robić po adopcji

godz. 10 – spacer z psami

godz. 11-14 – czytanie na głos kotom w kociarni, w końcu kot i książka to duet doskonały…

godz. 11-15 – robienie zabawek dla kociaków i szczeniaków z naszego schroniska

ZAPRASZAM!

Przez ostatnie dwa lata uczestniczyłam w tych obchodach i zawsze było super dlatego zachęcam, aby tak sobie zaplanować czas żeby wpaść choć na chwilę do psów i kotów. Może tego dnia Ty Drogi Czytelniku znajdziesz tam przyjaciela na dobre i złe?

Kociarzom szczególnie polecam czytanie kotom. To przesympatyczne i jak miło posiedzieć w tak szacownym rozmruczanym towarzystwie. Rok temu podczas czytania było m.in. tak:

Fot. Latarnica [2x]

13254472_956462324461848_1738120428894719169_n 13265946_956462327795181_4565382231449676067_n

A póki co pokaże Wam trzech mich ulubieńców z kociarni: koteczkę Lubę, Bruna i Elfika.

[03.06.2016]

Koteczka Luba (imię nadałam jej po mojej babci Lubomirze), fot. Latarnica

13133287_946692672105480_5523967075830531237_n 13139211_946693308772083_6865017752441368694_n 13151539_946692635438817_281893193966006135_n 13232904_954558427985571_4387771160308646068_n

Kocur Bruno, fot. Latarnica, zdjęcia moje z Brunem fot. Felicja Zdankiewicz

13241135_950379851736762_3418687080542054414_n13241260_950379805070100_6158415462269097392_n 13263772_954557721318975_4217488074773397008_n

13214425_550781581773828_532938216_o 13224235_550781708440482_504010099_o 13241534_550781931773793_1414621956_o

Kocur Elfik, fot. Latarnica

13179243_950372491737498_3882753946961703840_n 13221461_950372395070841_284106978085856274_n 13232913_950372398404174_7508281134866909187_n

 

Kot Salomon i morze łez

Posted by kotmonika under Blog, Kot, Lektury

Raz na kilka lektur dawkuję sobie jakąś z licznych czekających na przeczytanie jeszcze tzw. „kocich” lektur. Są wśród nich poradniki, książki oparte na faktach ale i powieści fabularyzowane. Ostatnią przeczytaną książką z tzw. kocich opowieści była ta o Salomonie. Podeszłam do lektury lekko, licząc na sympatyczną, czasami wzruszającą opowieść o kocie, a okazało się, że powieść Sheili Jefffries stała się dla mnie największym wyciskaczem łez i dosłownie przemieliła mi duszę.

Jest wiele książek na rynku – wydanych lata temu jak i publikowanych w ostatnich latach i stanowią one w mojej domowej bibliotece tzw jazdę obowiązkową każdego kociarza. Poniżej taki podstawowy zestaw, który polecałabym właścicielom kotów, ich miłośnikom i w ogóle zwierzolubom. Już widzę, że zabrakło w nim historii kota Homera (potrzeba duuuużo chusteczek) oraz opowieści o bibliotecznym kocie Dewey’u (również bardzo dużo emocji i wzruszeń).

Fot. Tomasz Lerczak [3x]

_MG_4968 _MG_4971 koty

Póki w moje ręce nie wpadł kot Salomon –  Homer, Dewey i trylogia o brytyjakim kocie Bobie – stanowiły podium wzruszeń podczas ich lektury. Ale Salomon przebił te wszystkie książki bez dwóch zdań.

Trzeba powiedzieć szczerze i prosto z mostu. W tej historii prawie nie ma jasnych i pogodnych chwil. Od samego początku wkraczamy w historię smutną, emocjonalną, opowiadającą nie tylko o trudnym losie kota (a raczej kotów) ale i ciężkiej życiowej ścieżce bohaterki i opiekunki Salomona, której życie ułożyło się zupełnie nie tak jak powinno i z dnia na dzień traciła w zasadzie wszystko. Ellen musiała całkowicie porzucić życie jakie do tej pory wiodła, musiała stracić oparcie w bliskich, stabilizację i przyjąć na barki półśrodki, które dostała aby jakoś przeżyć. W retrospekcjach poznajemy jej dzieciństwo i marzenia oraz plany jakie miała. Pasje i talenty, które mogły się stać sposobem na życie i wywindować ją na szczyt, umarły gdzieś po drodze, a przykryła i zabiła je szara codzienność i kolejne problemy.

Wszystko co spotyka Ellen i je rodzinę opisane jest bardzo życiowo i bez zbędnego ubarwiania. Autorka pokazuje jak trudne wyzwania mogą się piętrzyć na życiowej drodze jednej osoby i co mogą wnieść w zwykłe życie towarzyszące nam na co dzień zwierzęta (w tym przypadku dwa koty Salomon i Jessica). Nie ma sensu opowiadać tutaj fabuły. Wciąga ona czytelnika od początku (a startujemy nie gdzie indziej jak w kocim niebie) i prowadzi nas w głąb świata bohaterki oraz jej kota, który w nadstandardowy sposób potrafi odczytywać ludzkie emocje i im zaradzać. Piszę, że nadstandardowy bowiem każdy kto ma styczność z kotami doskonale wie, jak szybko i bezbłędnie odczytują te cudowne domowe zwierzęta to, co dzieje się w naszym wnętrzu, nie tylko fizycznie ale i psychicznie.

Myślałam, że spędzę z tą książką przynajmniej tydzień, lecz musiałam ją skończyć w trzy dni bowiem kiedy się już raz wdepnie w losy bohaterów nie można odkładać czytania na później. Wiem, jestem wrażliwa, a może nawet nadwrażliwa na opowieści, w których los zwierząt jest wystawiony na trudne próby. Do tego realistycznie opisana niełatwa ścieżka życiowa opiekunki Salomona i już mamy gotowy pęczniejący we mnie balon emocji, który w końcówce lektury (mam na myśli ostatnie kilkadziesiąt stron) wybuchnął i popłynął morzem łez. Do tego stopnia rozstroiła mnie ona psychicznie, że nie mogłam się uspokoić i z rozsądku robiłam krótkie przerwy licząc, że wzruszenie minie. Nic bardziej mylnego. Do samego końca czytaniu towarzyszyły mi chusteczki i ogromny ucisk w sercu i na żołądku.  Autorka mistrzowsko opisała relacje kot-człowiek, fantastycznie opisała też odczytywanie świata z punktu widzenia kotów. Nie mam żadnych zarzutów do tej historii poza tym, że nie można tak rozkładać na łopatki wrażliwego czytelnika. A może właśnie w tym tkwi jej moc? Przecież nikt nie ma życia usłanego różami… Tutaj tych kolców jest statystycznie więcej, lecz prawdy jakie ze sobą niesie ta historia są uniwersalne i przemawiają realizmem.

Dziękuję pani Sheili Jeffries za to, że bazując na swoich prawdziwych relacjach z kotem Salomonem stworzyła tak poruszającą historię, po której chyba nikt nie powie złego słowa o kotach. Kociarzy zachęcać nie muszę, zwierzolubów zapraszam do lektury, a tych którzy myślą lub marzą o kocie zachęcam. Najpierw do lektury, a potem podjęcia tej ważnej decyzji. Wystarczy zrobić jeden mały krok. Może nim być podjechanie do najbliższego schroniska i znalezienie w nim mruczącego przyjaciela na całe życie. Dzielenie życia z kotem to przygoda, ale tak wiele pozytywów niesie ze sobą obcowanie z tymi zwierzakami, że zawsze przy ostatecznym rozrachunku przeważą plusy.

[27.05.2016]

Poniżej okładka powieści „Salomon, kot, który leczył ludzkie dusze”, w księgarniach jest już jej kontynuacja pt.”Córka kota Salomona”

P1060924

Subscribe to LATARNICA