LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Na początku czerwca br. przygotowałam wpis informujący o dwóch nowych blizach  – dotyczyło to Rozewia i Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu. Prezentowane wówczas materiały zostały do mnie podesłane i jeszcze wtedy nie mogłam tych obiektów zweryfikować na własne oczy. Ponieważ zostaję jeszcze na przylądku dziś chcę pokazać już osobiście wykonane zdjęcia rozewskiej blizy czyli modelu dawnej latarni z tzw. garnkiem wulkana oraz nowej lokalizacji pomnika  („Na pamiątkę objęcia Pomorza przez Wojsko Polskie w 1920 roku) zbudowanego przez latarnika Leona Wzorka przed II WŚ. Obecnie jest na bardziej eksponowanym placu przy ścieżce do latarni Rozewie I (kiedyś stał niemal w ukryciu i cieniu za latarnią, na skraju klifu). Oba obiekty miałam okazję obejrzeć podczas uroczystości nadania imienia latarni Rozewie II dnia 17 czerwca br.

Rekonstrukcja latarni dźwigniowej – dotychczas była eksponatem prezentowanym na popularnej  wystawie Lux in Tenebris w gdańskim NMM – znajduje się obok zrewitalizowanego budynku piekarni i wędzarni latarników.

Fot. Latarnica / 17.06.2017

20170617_110021 20170617_110030 20170617_110055 20170617_110115

Poniżej „wzorkowy” pomnik w nowej lokalizacji, w tle pięknie widać górne partie latarni Rozewie II im. Jana Kasprowicza

Fot. Latarnica / 17.06.2017

20170617_105937 20170617_105942

Poniżej deser ekstra! Cztery przepiękne zdjęcia latarni Rozewie II w sierpniowej szacie letniej wykonane 12 sierpnia br. Fot. Stanisław J. Szewczak.

20690280_1817817434925477_7938774787705344979_o 20708305_1817826621591225_9165248957363961835_n 20728319_1817826198257934_5474431601157936789_n 20769971_1817826421591245_1198731328504501329_n

 

Dwie nowe blizy!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Dziś mam dla was całkiem bombowe dwie nowości latarnicze z naszego „ogródka”. Każdy kto zaplanował sobie tego lata pobyt w okolicy Półwyspu Helskiego lub w samy helu doceni ten fakt podwójnie bowiem będzie mógł zobaczyć dwie nowe blizy. Mam na myśli blizy w sensie historycznym – repliki/modele dawnych latarni tzw. garnków wulkana.

1/ Pierwszą można zobaczyć dojeżdżając do Helu czyli na sam koniec cypla helskiego. O niej wiedziałam już pod koniec marca kiedy to dostałam jej świeżutkie zdjęcie tuż po postawieniu w Muzeum Helu w obiekcie B1 „Anton” Muzeum Obrony Wybrzeża. Obecnie jest już gotowa na nowy sezon turystyczny. O obiekcie możemy przeczytać na stronie internetowej Muzeum:

[…]  6 maja 2016 roku odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Helu, które na kilkunastu wystawach wewnątrz stanowiska artyleryjskiego B-1 „ANTON” pokazuje przede wszystkim życie Helan – a więc można tu obejrzeć wystawy etnograficzne, prezentujące życie rybaków, kuźnię, stolarnię, kolekcje sprzętów codziennego użytku i.t.p. a także kolekcje muszli z całego świata, kolekcie bursztynów i minerałów. Wewnątrz dawnego kręgu działobitni można zobaczyć odtworzone obejście kaszubskie – chatkę z ogródkiem i kurnikiem. Nad budynkiem muzeum góruje odtworzona Helska Bliza – pierwsza, drewniana latarnia morska, której potężne ramię podnosiło kosz z palącym się węglem.

[07.06.2017]

Poniżej zdjęcie z marca br. Jeszcze niekompletna bliza, ale już postawiona w miejscu docelowym. Fot. Władysław Szarski – wicedyrektor  MOW

bliza_MOW

Poniżej zdjęcie z maja br. Fot. Apoloniusz Łysejko / TPNMM

DSC_6138 Military Museum Hel

2/ Druga bliza pojawiła się w tym samym czasie. Była ona dotychczas eksponatem prezentowanym na popularnej i obowiązkowej dla faromaniaków wystawie w NMM w Gdańsku Lux in Tenebris. Wystawę zwiedzałam i swego czasu tutaj o niej pisałam. Teraz jej sylwetka stanowić będzie jeszcze jedną atrakcję w Blizarium Rozewskim.

Poniżej. fot blizy na Rozewiu, fot. Apoloniusz Łysejko

DSC_6195

3/ Trzecią nowością około latarnianą bo dotyczy jednego z obiektów na terenie Rozewskiego Blizarium jest zmiana położenia pomnika, zbudowanego przez latarnika Leona Wzorka przed II WŚ. Pomnik udało się przenieść zachowując jego wygląd. W styczniu rozebrano obelisk i  postawiono na nowo.

Na pierwszych dwóch zdjęciach jeszcze stare położenie pomnika – z czerwca 2016 roku, fot. Latarnica

P1070330 P1070331

Poniżej zdjęcia już w nowej lokalizacji na Rozewiu. Fot. Apoloniusz Łysejko. Na obu fotografiach w tle widać wieżę latarni morskiej Rozewie II.

DSC_6194 - Kopia DSC_6194

4/ Na koniec latarnianych nowości ważny komunikat. 17 czerwca 2017 roku odbędzie się na Rozewiu uroczystość nadania Latarni Morskiej Rozewie II imienia Jana Kasprowicza i odsłonięcie pamiątkowej tablicy.

Poniżej zaproszenie na tą piękną i ważną uroczystość. Fot. Katarzyna Foigt.

18740367_1846148338760990_4273973002531027937_n 18814303_1846149078760916_4062943523337352528_n

W środę zatrzymaliśmy się na chwilę pod wieżą latarni Rozewie I (szkoda było stać w kolejce do zwiedzania jej w sezonie kiedy obok miałam tak ekscytujący nowy obiekt do zdjęć!) ale galerię w Stodole odwiedziłam. Chwilę po obejrzeniu prezentowanych tam prac ruszyłam drogą w kierunku Rozewia II. Już z daleka ta latarnia prezentowała się genialnie. Jej odnowiona wieża robi czy zimą czy latem KOLOSALNE wrażenie. Jeszcze nie ukończona jest ścieżka turystyczna która ma prowadzić spod Rozewia I do drugiej blizy, ale na chwilę obecną sfotografowałam zarośniętą alejkę która zawsze służīla jako trakt komunikacyjny. W tej chwili kończy się ona od strony Rozewia II zamkniętą bramką, ale kto wie jak to wszystko tak gotowe będzie kiedyś pięknie się prezentować i służyć nam wszystkim. Tak czy inaczej zachwycałam się i napawałam wzrok zrewitalizowanym obiektem nawigacyjnym. Dziś zdjęcia z daleka i spod latarni. Jednak nie będę trzymać Was w niepewności. Tak, mimo zamknięcia Rozewia II jeszcze dla ruchu turystycznego (prace wykończeniowe „w” i „wokół” wciąż trwały) byłam wewnątrz wieży i na wieży oraz w laternie. A wszystko to zobaczycie w kolejnych relacjach.

Fot. Latarnica

[09.10.2015]

 

Wszystko zaczęło się w grudniu wraz z przybyciem elektronicznej kartki z życzeniami na święta Bożego Narodzenia. Kartka przybyła od pana Apoloniusza Łysejko – i tradycyjnie motyw świąteczno-zimowy zwierał również zdjęcie latarni morskiej. Kiedy pobieżnie rzuciłam na nią okiem, wydawało mi się, że coś mi przypomina, ale nie od razu przyjrzałam się dokładnie tej fotografii. Myślałam, że kartka zawiera zdjęcie latarni morskiej z zagranicy, podobnej do jednej z naszych latarni. Przypominała coś na kształt Rozewia II  połączonego z nieistniejącą już latarnią w Jastarni Bór. Dopiero kiedy na spokojnie mogłam tego samego dnia przyjrzeć się zdjęciu zobaczyłam, że to jednak wieża rozewska, ale ktoś pięknie zrekonstruował jej laternę i odświeżył wieżę. Byłam na 100 procent przekonana, iż jakiś grafik zabawił się i pokazał jak ładnie mogłaby się ta latarnia prezentować gdyby przywrócić jej normalną laternę i odnowić jej elewację. Jednak już przy tych dywagacjach serce podpowiadało swoim podwyższonym rytmem, że może powinnam poszukać w internecie jakiś najświeższych informacji z rozewskiego blizarium, bo może coś  WAŻNEGO mnie omija, coś bardzo istotnego, co było dla mnie aż nie do uwierzenia. Fakt, że ktoś chciałby tylko tak hipotetycznie zrekonstruować sobie latarnię Rozewie II wydawał mi się z minuty na minutę coraz mniej prawdopodobny. Zaczęłam od strony TPNMM bowiem zarówno pan Apoloniusz jak i ja należymy do tego samego gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół NMM i jak już, to właśnie tam powinny pojawić się pierwsze newsy. Po szybkim zajrzeniu do galerii na ich stronie zobaczyłam, że takich zdjęć z odmienionym Rozewiem jest więcej. I WTEDY już wiedziałam. TO się naprawdę wydarzyło! Od dawna słyszane, odległe plany, aby na powrót przywrócić świetność nieczynnej drugiej rozewskiej latarni, stały się bytem realnym! Nie potrafię nawet opisać jakie uczucia mną zawładnęły i jaką galopadę czułam w sercu. To było jak maratoński bieg w stanie spoczynku, niekontrolowane walenie serca pod wpływem samego patrzenia na zdjęcia, które mogłyby być snem, a są jawą. Dla każdego miłośnika polskich latarni to spełnienie marzeń, to jak wygrana w Lotto, szczęśliwy los… Nie miałam pojęcia, że stanie się to tak szybko i ta koszmarna obudowa na Rozewiu II na poziomie laterny zniknie i zastąpi ją coś tak pięknego. Marna, zrujnowana wieża nagle stała się miss świata.

Natychmiast w grudniu napisałam maila do pana Apoloniusza prosząc o więcej zdjęć i potwierdzenie tej informacji oraz podanie więcej faktów o pracach jakie były tam wykonane. Te wszystkie przesłane do mnie fotografie i dane już tutaj publikowałam, ale nie miałam pojęcia, że jeszcze w ostatnim dniu stycznia br. będzie mi dane być już osobiście na Rozewiu i oglądać oko w oko efekt pierwszego etapu prac remontowych czyli odnowioną elewację zewnętrzną i nową obudowę laterny wraz z jej poszerzonym tarasem. Los mi wyjątkowo sprzyjał i jeszcze w starym roku otrzymałam jako członek TPNMM zaproszenie na tradycyjne spotkanie noworoczne, które w tym roku miało być wyjątkowe (bo wyjazdowe) i członkowie mogli właśnie zobaczyć z zewnątrz odnowioną rozewską blizę nr II.

Nie mogłam przepuścić takiej okazji. Musiałam wszystkie plany przełomu stycznia i lutego podporządkować tej wyprawie! I się udało. Pojechałam, zobaczyłam i jeszcze bardziej pokochałam. Stali Czytelnicy Latarnicy wiedzą, że poza ogólnym bzikiem na punkcie naszych latarni, mam wyjątkowe umiłowanie do przylądka rozewskiego. Tak, tak… to prawdziwa miłość, co przekłada się również na mowę ciała – kiedy zbliżam się szosą od strony Władysławowa do Rozewia serce gwałtownie przyspiesza, oddech staje się niespokojny, mam tzw. motyle w okolicy żołądka. Wszystkie znamiona zakochania. Ale nie tylk oja  tego doświadczam. Już lata temu wspaniały pisarz Franciszek Fenikowski (nota bene urodzony w Poznaniu, co wskazuje że poznaniacy mają szczególne umiłowanie naszego wybrzeża)  popełnił książeczkę pt. „Zakochani w Rozewiu” (wyd. KAW, 1977 rok) więc wiedział co się dzieje w niektórych gościach tego przepięknego zakątka naszego kraju.  Ja przeżywałam tego dnia swoją miłość do Rozewia na nowo. 31 stycznia o godzinie 10.00 nasz autokar wyruszył spod dworca PKP w Gdańsku w kierunku Blizarium i byłam przeszczęśliwa. Szkoda, ze pogoda nie dopisała, bo było bardzo pochmurnie więc z góry wiedziałam, że zdjęcia nie wyjdą najlepsze, ale trudno. Ważne, że mogłam tak szybko zobaczyć efekt prac rewitalizacyjnych poczynionych na latarni Rozewie II. Około godz. 11:30 byliśmy na miejscu i na miękkich nogach opuściłam ciepłe wnętrze autokaru wpadając wprost w objęcia zimowego wiatru omiatającego przylądek. Ulicą Leona Wzorka, przy której zatrzymał się nasz kierowca, zwartą grupą doszliśmy na teren zabudowań drugiej nieczynnej latarni.

Już z daleka to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Wyłaniająca się w bezlistnych koronach starych drzew  wieża robiła kolosalne wrażenie. Przynajmniej dla mnie. Jawa to czy sen? – buntował się mój umysł. Kolejne marzenia latarniane stawało się rzeczywistością. W ostatnie lata nie mogłam patrzeć,  ilekroć odwiedzałam Rozewie (a było to wielokrotnie o różnych porach roku), jak to miejsce z ogromnym potencjałem marnieje, jak umiera na naszych oczach, a przecież to nasza historia, to jedna ze strażniczek wybrzeża, to latarnia, która kiedyś dawała nadzieję i radość powrotu do macierzystego portu, do domu…

Kilka lat temu na jednym z noworocznych  spotkań w siedzibie Narodowego Muzeum Morskiego na gdańskiej Ołowiance mieliśmy okazję obejrzeć plany remontu wieży i budowy windy, która umożliwi osobo niepełnosprawnym doświadczania takiej samej radości ze zwiedzania latarni jaka jest dana nam wszystkim. Dziś już wiem, że tamten projekt nie będzie realizowany, bowiem na budowę i montaż takiej windy po prostu w otoczeniu zabudowy Rozewia II nie ma miejsca, ale jednym z kolejnych etapów prac jest realizacja tej idei i docelowo winda na wieży tej blizy będzie zamontowana. Na chwilę obecną jest dokonany remont wieży i zbudowany poszerzony taras na wysokości laterny, tak aby ruch turystyczny odbywał się tam w dobrych warunkach. Na wiosnę w laternie zastanie zamontowana replika optyki (w kolejnym wpisie na ten temat pokażę Wam jedną z soczewek, którą miałam okazję trzymać w dłoniach). A póki co ja i inni zaproszeni goście mogliśmy nacieszyć oczy wyremontowanym obiektem i wysłuchać przemówienia Prezesa TPNMM p. Fryderyka Tomali, Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni kpt. ż. w. dr inż. Andrzeja Królikowskiego, Burmistrza Władysławowa pana Romana Kużela oraz przedstawiciela firmy Rembud p. Macieja Szczepańskiego, którego ekipa pracowała nad remontem i dzięki, której mamy teraz tak piękny obiekt. Krótką historię tego miejsca i samej blizy przybliżył wszystkim w skrócie Wiceprezes Towarzystwa, wielki miłośnik latarni i kolekcjoner przedmiotów z nimi związanych p. Apoloniusz Łysejko. Na osobne wymienienie  zasługują osoby, które ciężko pracowały nad odtworzeniem i budową repliki optyki czyli p. Sebastian Pawlak i Rossario Alessandro Bawetta z Amber Lamp.

Choć warunki pogodowe były niesprzyjające, mimo niewielkiego mrozu na przylądku było przejmująco wilgotno i zimno. Ale nic to wobec szansy oglądania tej latarni w nowej szacie zewnętrznej. Poza dokończeniem zaplanowanych prac ważną kwestią jest teraz dla TPNMM, aby dopełnić innych ważnych formalności – tak aby latarnia morska Rozewie II stała się drugą udostępnioną do zwiedzania w ramach całego kompleksu Rozewskiego Blizarium. I za to mocno trzymam kciuki, bo niestety w naszym kraju biurokracja jest taka a nie inna, więc mam nadzieję, że uda się to w miarę w przyzwoitych łamach czasowych załatwić. I tego Towarzystwu w Nowym Roku  życzę.

Poniżej prezentuję Wam wybór zdjęć wykonanych tego dnia – kolejne dwie odsłony fotorelacji z tej wyprawy ukażą się na Latarnicy jeszcze w lutym. Mimo marznących dłoni i skostniałych palców udało mi się obfotografować latarnię i przylegające do niej budynki tyle na ile pozwoliły warunki pogodowe. Myślę, że najpiękniejsze zdjęcia uda się zrobić każdemu z nas, kiedy wieża stanie już otworem dla turystów z całego świata. Bo nie jest to sprawą powszechną, że w jednym miejscu jest tyle obiektów związanych z latarnictwem do zwiedzania i że mamy do czynienia z zabudowaniami historycznymi, o których można by długo opowiadać. Już legendarny latarnik Leon Wzorek czuł moc i potęgę tego miejsca, podobnie wielki pisarz Stefan Żeromski, którego imieniem nazwana jest latarnia Rozewie I i którego legenda powiązana z tym miejscem wciąż jest żywa. Przy okazji warto mi tutaj polecić jeszcze jedną lekturę poza dziełkiem pana Fenikowskiego – a mianowicie opracowanie Czesława Skonki pt. „Śladami Stefana Żeromskiego na Pomorzu” z wizerunkiem latarni Rozewie I na okładce (Wyd. Stalla Maris, 2001 rok).

Fot. Latarnica / 31 stycznia 2015 [10x]

[09.02.2015]

Kiedy oglądam tego typu zdjęcia moja wyobraźnia szaleje. Rozbudzają marzenia, pozwalają fantazjować, przypominają pobyty w latarniach o różnych porach doby. Marcin – nota bene mój krajan z Poznania i ogromny pasjonat latarni – robi niesamowite zdjęcia naszych strażniczek wybrzeża. Na poniższej fotografii jest Rozewie I nocną porą. Fotografia została wykonana we wrześniu 2013 roku, około godziny 23. Zazdroszczę pobytu na Przylądku o takiej porze. Najpóźniej w nocy, tuż przed północą robiliśmy kiedyś zdjęcia latarni na Helu. Niesamowite doświadczenie. Zdjęcie Marcina jest tajemnicze i  kto nie zna okolicy może mieć o niej na podstawie tego jedynego kadru zupełnie inne mniemanie.

Fot. Marcin Pałaszyński

Na początku września na latarnianej stronie, którą prowadzę na portalu Facebook pojawiła się interesująca  fotografia z Rozewia od mojej krajanki z Poznania. Zdjęcie zrobiło na mnie ogromne wrażenie i od razu napisałam do jej właścicielki maila z prośbą o możliwość pokazania Wam go na Latarnicy. Zgodę dostałam zatem mogę je dziś opublikować. Fotografia jest z archiwum rodzinnego Olgi Tylińskiej. Co jej właścicielka o niej wie? Jak sama mi napisała – niezbyt wiele: […] o ile się nie mylę po prawej stronie jest siostra mojej babci Stefania z domu Biskup po mężu Popowska. Przypuszczam, że chodzi o jakąś organizację kobiecą z Poznania. Ciotka należała do harcerstwa, ale może to być  również inne stowarzyszenie, może już Młode Polki.

Wprawne oko faromaniaków od razu rozpoznają charakterystyczną postać pana w dolnym rzędzie. To oczywiście najsłynniejszy rozewski latarnik Leon Wzorek. W tle fragment dolnej partii wieży latarni morskiej.

Serdecznie dziękuję Olgo za nadesłanie zdjęcia i krotki komentarz do niego.

[17.10.2014]

Ze starej prasy [30]

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

We wrześniu na jednym z portali akcyjnych udało mi się zakupić egzemplarz tygodnika „Iskry” sprzed II WŚ. Numer pisma o tyle dla mnie cenny i wyjątkowy, bowiem na jego okładce znalazła się fotografia latarni morskiej w Helu. „Iskry” były tygodnikiem ilustrowanym dla młodzieży i ukazywały się od 1922 roku. redakcja czasopisma miała siedzibę w Warszawie. Wewnątrz numeru nie ma artykułu nt Helu czy latarni morskich za to znalazł się tekst o tytule „Wierzyć się nie chciało” traktujący o narodzinach portu Gdynia. „Iskry” które dziś Wam prezentuję w cyklu Ze starej prasy to nr 8  z 8 lutego 1930 roku.

Prasa z archiwum Latarnicy.

[13.10.2014]

Poniżej okładka czasopisma

Poniżej zbliżenie na zdjęcie latarni

Poniżej podpis do zdjęcia okładkowego wraz z autorem zdjęcia

Poniżej artykuł o nowo narodzonym porcie Gdynia

Ten tydzień spędzicie na moim blogu w towarzystwie Karola Kłosa – latarnika i pisarza z jastarnickiej blizy. Jest to ekskluzywny wywiad przeprowadzony specjalnie dla mojego blogu. Mam nadzieję, że was zainteresuje i przybliży postać tego latarnika. Karola poznałam przez internet, przez naszego innego wspólnego znajomego – pisarza. Najpierw były to spotkania wyłącznie w wirtualnym świecie, by w sierpniu 2013 roku w pięknych latarnianych okolicznościach w gdańskim Nowym Porcie, poznać się osobiście. Poniżej treść naszej rozmowy podzielna na 3 odcinki, które przeczytanie dziś, w najbliższą środę (17.09) i piątek (19.09). Tytuł tego wywiadu narodził się spontanicznie podczas jakiejś luźniejszej rozmowy przez komunikator portalu Facebook. I od razu wpadł mi w oko i tak już zostało. Zatem zapraszam do lektury!

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Witaj Karolu, z ogromną radością chciałabym zadać Tobie kilkanaście pytań dotyczących Twojej zawodowej drogi latarnika, Twoich dwóch książek, które miałam okazję przeczytać  (powieści: „Latarnik” i „Latarniczka”) oraz życiowych pasji i zamiłowania do pisania. Zacznijmy od początku czyli chwili kiedy podjąłeś pracę w zawodzie, który mnie wydaje się czymś fascynującym i wyjątkowym oraz bardzo odpowiedzialnym. Jak to się stało, że z pracownika na budowie w Żarnowcu trafiłeś do helskiej latarni. Był wolny etat czy ktoś Tobie tą pracę zaproponował?

Karol Kłos: Zwolnił się etat w miejscu zamieszkania, a ja mieszkałem na kwaterze i wracałem do domu tylko na niedzielę, więc bardzo chętnie skorzystałem z nadarzającej się okazji. Ponieważ chętnych na to stanowisko było kilku, pracodawca zorganizował nam egzamin wstępny, w wyniku którego zostało nas dwóch kandydatów. Nastąpiła więc dogrywka, ale znowu uzyskaliśmy jednakowe wyniki. Wtedy zaproponowano pracę nam obu, ponieważ był wolny etat również w Helu.

Okazja ta miało bardzo tragiczne tło. Jeden z latarników z powodów rodzinnych i emocjonalnych podpalił swój dom, a następnie nie zdołał uciec ogniowi i zginął w pożarze. Te okoliczności stały się później pretekstem napisania opowiadania „Duch”, które opublikowałem w tomie „31.10 Halloween po polsku” razem z opowiadaniami moich znajomych autorek i autorów w serwisie Virtualo.pl. Ten projekt literacki realizowały osoby znające się tylko wirtualnie, czyli przez Internet, a dokładniej przez Facebooka. Pierwszy tom opowiadań grozy „31.10” ujrzał czytelników w 2011 roku, a w kolejnych latach powstawały następne tomy opowiadań, w których już jednak nie wziąłem udziału. Zbiory z tego cyklu można nabyć gratis na stronie Virtualo.pl, to znaczy z przyczyn formalnych trzeba je kupić, no bo to jest sklep, ale cena wynosi 0,00 zł.

Latarnica: czytając o przebiegu Twojej pracy zawodowej jako latarnika widzę że służyłeś na Helu już w 1986 roku czyli załapałaeś się jeszcze na działanie drugiej latarni pod Helem na tzw Górze Szwedów. Na czym polegała praca latarników helskich w związku z tą zautomatyzowaną latarnią? Jakie były wasze obowiązki? Jak często musiałeś podejść/podjechać do konstrukcji na Górze Szwedów?

Karol Kłos: Na Górę Szwedów chodziliśmy spacerkiem raz w tygodniu. Mieliśmy specjalny grafik zajęć, z którego wynikało, że w każdy poniedziałek ten z latarników, który miał dzienny dyżur, szedł na Górę Szwedów. To był marsz wzdłuż trasy kabla energetycznego zakopanego w ziemi, którym dostarczany był prąd do latarni. Trasa liczyła około czterech kilometrów. Gdy wandale powybijali szyby, to wszyscy razem we czterech poszliśmy je wstawiać.

Później, niestety, pracę latarni na Górze Szwedów przerwały działania złodziei. Z ziemi wyrwano kabel zasilający, ponieważ był on wykonany z aluminium, a ten metal miał wysoką cenę w skupach złomu. Wtedy latarnia przestała świecić. Niewiele później złomiarze połasili się na całą laternę z miedzianej blachy. Miedź też miała wysoką cenę. Laterna to jest pomieszczenie z żarówką na szczycie latarni morskiej. Teraz z latarni na Górze Szwedów pozostała już tylko sama stalowa kratownica wieży. Nie wiadomo jak długo jeszcze postoi.

Latarnica: A dlaczego od 1996 roku zostałeś latarnikiem w Jastarni? To była zmiana na twoje życzenie czy były tego jakieś inne okoliczności?

Karol Kłos: Tego roku na emeryturę odszedł mój brygadzista, pan Aleksander Brojek, a jego miejsce zajął syn Tomasz. Równocześnie mieszkanie służbowe obok latarni otrzymał inny latarnik, Marek Budzisz, który dotąd mieszkał i pracował w Jastarni. Więc teraz Marek mieszkał by w Helu, a dojeżdżał do Jastarni, natomiast ja mieszkając w Jastarni dojeżdżałbym do Helu. Zamieniliśmy się miejscami pracy, dzięki czemu każdy pracuje teraz w miejscu zamieszkania.

Latarnica: Praca na Helu powiązana była z aktywnym sezonem letnim bowiem latarnia helska jest udostępniona dla ruchu turystycznego. Czy za twojej bytności już obsługiwałeś ruch turystyczny na latarni?

Karol Kłos: Tak, pracowałem latem przy obsłudze ruchu turystycznego. Poza godzinami służby sprzedawało się bilety oraz pocztówki zwiedzającym stojąc u wejścia do latarni. Na górze inny pracownik opowiadał historię, wyjaśniał co gdzie widać i pożyczał lornetkę. Zwiedzanie organizowało Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku. Czasami trzeba było powstrzymać nietrzeźwego przed wejściem na schody, albo skłonić nieodpowiedzialnego rodzica do trzymania dziecka za rączkę zamiast wnoszenia go na barana. Bywało się też światkiem solidarności przyjaciół, którzy niepełnosprawnego wnosili do góry na rękach. Po zakończeniu dnia latarnik brał miotłę i całe schody zamiatał, zbierał śmieci, a nocą sprzątał wywrócone kubły po odwiedzinach dzików. Czasami też naprostowywał kierunki stron świata zagubionym, upojonym wrażeniami, lub trunkami turystom.

Latarnica: W Jastarni pod tym względem (turyści zwiedzający latarnie) jest chyba zdecydowanie spokojniej.  Czy zdarzają się letnicy którzy widząc Cię na posesji latarni w Jastarni proszą o wpuszczenie?

Karol Kłos: Zdarzali się często, dlatego zawiesiliśmy na budynku informację: Bez zwiedzania. Teraz więc turyści wykazują się zdolnością czytania ze zrozumieniem. Chociaż umożliwiam podejście „pod latarnię”, na co też bywają chętni. Specjalnie dla nich zawiesiliśmy na ścianie latarni tablicę informacyjną z opisem i fotografiami. Kiedyś grupa młodzieży szkolnej usiłowała wymusić wpuszczenie ich na obiekt groźbami posiadania znajomości „w Pruszkowie”. Na szczęście takie przypadki zdarzają się rzadko.

Latarnica: Czy miałeś obawy przed podjęciem pracy latarnika czy od początku czułeś że to zajęcie idealne dla Ciebie?

Karol Kłos: Nie miałem obaw, ale też nie rozumiałem specyfiki tej pracy. Pracowałem wcześniej w ruchu utrzymania na budowie jako dyżurny elektryk, więc praca zmianowa mi odpowiadała. Na stanowisku latarnika doszły natomiast zagadnienia związane z turystyką. W Helu miało to bardzo duże znaczenie, no i wiązało się z dodatkowym wynagrodzeniem. Ze sprzedaży biletów mieliśmy swój procent. To znaczy pierwszego roku było tych procentów aż dwadzieścia. Potem każdego roku wysokość tego zarobku była zmniejszana. Gdy odchodziłem z Helu latarnicy otrzymywali osiem procent wartości sprzedanych biletów. Przy dużym ruchu turystów wciąż jeszcze było to całkiem dobre wynagrodzenie. Jak to wygląda obecnie nie mam pojęcia, ale sądzę, że raczej nie podnoszą latarnikom tej płacy. Zresztą na innych latarniach stawki były inne, bo inne też były lokalne uwarunkowania. Pracodawca zawsze dba o to by pracownik nie zarabiał zbyt dużo, bo by mu się mogło w głowie poprzewracać od tego bogactwa.

Latarnica: Co Tobie najbardziej odpowiada w obowiązkach latarnika? Czy ta praca daje ci szansę na inne pasje takie jak czytanie i pisanie książek? Zdradź mi czy jakieś fragmenty a może większość tekstu „Latarnika” czy „Latarniczki” powstały podczas np. nocnej służby?

Karol Kłos: Podczas pracy na stanowisku latarnika jestem pracownikiem Urzędu Morskiego w Gdyni, wobec tego wykonuję tylko i wyłącznie obowiązki zlecone mi przez pracodawcę, a określone w umowie o pracę, przepisach prawa pracy oraz regulaminach służbowych. Czasami w wyjątkowych sytuacjach mam też możliwość realizowania swoich pasji równocześnie z pracą dla urzędu. Mam tu na myśli tradycyjny już, bo V Bałtycki Maraton Brzegiem Morza, który w tym roku odbędzie się 30 sierpnia, a którego organizatorem jest między innymi Urząd Morski w Gdyni, miasta Jastarnia i Władysławowo oraz inne instytucje. Wtedy mogę szaleć na plaży z aparatem fotograficznym w dłoni. Zazwyczaj wykonuję takiego dnia ponad tysiąc fotografii.

Natomiast książki piszę w czasie wolnym, co oczywiście również oznacza bardzo często noc. Nocna pora idealnie nadaje się do pisania książek, ponieważ do tej pracy wymagany jest spokój, cisza i skupienie. Większość moich znajomych autorek i autorów to nocne marki. Niektórzy twierdzą nawet, że są wampirami.

CDN

[15.08.2014]

Fot. Z archiwum Karola Kłosa [2x]

Poniżej Karol Kłos piszący czyli w dłoniach cenny rękopis

Poniżej w „firmowym” mundurze czyli latarnik na stanowisku pracy

Poniżej: pierwsze spotkanie twarzą w twarz Latarnicy i latarnika Karola Kłosa – sierpień 2013 – w Nowym Porcie (fot. Tomasz Lerczak)

 

Z ogromną przyjemnością goszczę u siebie w skrzynce e-mailowej lub na facebookowym profilu latarnianym maile od fanów naszych pięknych rodzimych latarni morskich. Czasami są to dłuższe wyprawy jak te odbyte szlakiem latarni morskich, czasami są to jedna, dwie czy więcej latarni odwiedzonych przy okazji pobytu wakacyjnego w jakimś określonym miejscu naszego wybrzeża. Dla niektórych osób odwiedziny w blizach stają się pomału letnią tradycją i niechaj tak się dzieje jak najczęściej. Tak się stało w przypadku Kamili Pisarskiej, która wciągnęła w swoją pasję już 6-letnią córeczkę. Od dwóch lat realizują to konsekwentnie i w tym roku odwiedziły latarnie w Krynicy Morskiej i gdańskim Nowym Porcie. Poniżej zdjęcia z tych dwóch latarni.

Fot. Kamila Pisarska, 2014.

[20.08.2014]

Latarnia morska w Krynicy Morskiej

Latarnia morska w gdańskim Nowym Porcie

Maj w Stilo

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Maj. Przepiękny miesiąc, aby odbywać pierwsze podróże na wybrzeże. Jeszcze nie ma lata, ale już jest zazwyczaj ciepło, a przyroda obudziła się do życia na tyle, żeby zdjęcia wykonywane w tym czasie wyglądały prawie tak samo jak letnie widoki. Niestety podroż nad morze nie stała moim udziałem (a pamiętam wspaniałe majówki nad polskim morzem!) ale zdjęcia latarni morskiej Stilo wykonane w połowie maja podesłał mój Czytelnik Piotr. pamiętacie bardzo urokliwe ujęcia Góry Szwedów i pieska Fido spacerującego po piaskach pod latarnią. To właśnie Piotr ma taki piękny zwyczaj że zwiedza latarnie również z swoim czworonogiem.

Stilo należy do jednej z moich ulubionych latarni. Ma na to ogromny wpływ jej urocze położenie, bo lubię latarnie które są oddalone od siedzib ludzkich. Wtedy doświadcza się tego czegoś niezwykłego – uczucia jedności tylko z wieżą strażniczką – bo wokół nie ma nic więcej poza wydmami, lasem i morzem. Można kontemplować tą chwilę w sobie. Najlepiej jak jest jeszcze przed sezonem i zdarzy się taka okazja aby być sam na sam na wieży  cz u jej podnóża. Można też wtedy na spokojnie porozmawiać z latarnikiem, nie ma pośpiechu i oddechu ludzi na plecach którym spieszno do zdobycia najwyższego poziomy widokowego i nic więcej się dla nich nie liczy. My faromaniacy oczekujemy po spotkaniu z latarnią czegoś więcej. Ta chwila jest bardzo emocjonalna, głęboka, nie ma być byle jaka.

Stilo to idealne miejsce do takich wzruszeń. Nawet w sezonie nie ma tam tłumów. W upał nikomu nie chce się iść tak daleko lasem, przy niepogodzie też nikt nie wyrusza specjalnie na zwiedzanie latarni. A ma ono same atuty i jest z zewnątrz tak charakterystycznie pomalowana ana naszym wybrzeżu że tylko ona taka jedyna, trójkolorowa.

Oby wspiąć się na jej wieżę trzeba pokonac ponad 33 metry wyokości, lecz dla tamtych widoków naprawdę warto. Stilo przepięknie wyłania się pośród rzew – obojętnie z jakiej strony byśmy do niej przybywali. Widać to wszystko na zdjęciach poniżej, zatem kontemplujcie, wzdychajcie i rozmarzcie się w swoich miejscach pracy bądź w domowym zaciszu. Ja czuję już gorąc piasku, zapach lasu iglastego, słyszę pisk mew i daleko ledwo dolatujacy do uszu szum morskich fal.

Stilo, Stilo – latarnio na końcu świata… Do Ciebie się wraca, o tobie się myśli. Miałam to szczęście kilka lat temu widzieć jej światło z promu zmierzającego wzdłuż polskiego wybrzeża do portu Rostock. Nieziemskie przeżycie. Polecam wszystkim, którzy jeszcze tam nigdy nie dotarli. A mnie marzy się Stilo w porze najbardziej barwnej jesieni lub zasypane śniegiem. Kto wie co życie przyniesie?

INFORMACJA TURYSTYCZNA NA SEZON 2014:

Latarnia czynna jest w miesiącach VII-VIII od godz 10.00 do 19.00, bilet normalny kosztuje 6 zł, ulgowy 4 zł.

Fot. Piotr Gałka / maj 2014

[30.06.2014]

 

Pamiętacie wpis z unikalnym zdjęciem z Rozewia (z 5 maja br)? Dziś ciąg dalszy niespodziaek fotograficznych. Uzyskałam zgodę na ich pokazanie i z ogromną przyjemnością rozmawiałam o nich z panią Basią, która jest z rodziny Leona Wzorka. Ona otrzymała te zdjęcia od swojej kuzynki.  Wiadomo, że w rodzinnych zbiorach można czasami znaleźć prawdziwe perełki. I są to wtedy fotografie unikalne, rzadkie, często zachowane jedynie w pojedynczych egzemplarzach. Poniżej kilka nadesłanych zdjęć z krótkim opisem.

Fot. z rodzinnego albumu Eleonory Dominek i zbiorów dalszej i bliższej rodziny

[30.05.2014]

poniżej: Brat Leona – Kazimierz

Poniżej: w szpitalu (w jakim, nie wiadomo) – po lewej Władysław Wzorek,  napis nad łóżkiem „mat Wzorek MDLot”  (MDLot – to skrót Morski Dywizjon Lotniczy w Pucku a w nim służył  Władysław Wzorek jako radiotelegrafista)

Poniżej: od lewej: Leon z żoną Bronisławą, XXX (może to być Olek – brat)
na dole od lewej: dzieci Leona, dziecko jego siostry Zuzanny, siostra Zuzanna, na zdjęciu jest dopisany rok 1929

Poniżej: Bronisława – żona Leona

Poniżej: od lewej: Żona Leona Wzorka – Bronisława, prawdopodobnie syn Jerzy, siostra Leona Zuzanna z mężem Henrykiem. Bronisława i Henryk byli rodzeństwem (czyli jedno rodzeństwo poślubiło inne rodzeństwo)

Poniżej: inne ujęcie (druga zachowana fotografia) z cyklu z którego publikowałam  fotkę 5 maja – w tamtym wpisie jest opis osób widzianych na pamiątkowej fotografii

 

Ale mam dla Was dzisiaj niespodziankę! I to jeszcze dotyczącą mojego ukochanego miejsca nad polskim morzem i cudownego człowieka – latarnika wszech czasów – Leona Wzorka! Zupełnie zaskakująco – z resztą przy okazji prowadzenia tego blogu przez parę już lat – zdarzały mi się takie przypadki kilkakrotnie – docierały do mnie za sprawą poczty e-mail bardzo unikalne materiały i zawiązywały się cenne i sympatyczne znajomości. Tak było i tym razem pod koniec kwietnia. Totalne zaskoczenie – aż nie mogłam uwierzyć, bo trudno jest mnie zaskoczyć jakimś zdjęciem czy starą pocztówką. A jednak nadawcy tego maila się udało. I na szczęście otrzymałam pozwolenie, aby i z Wami się  tym odkryciem podzielić.

Unikalne zdjęcie znajdziecie poniżej tego wpisu, a co przestawia już Wam opisuję korzystając z informacji otrzymanych w mailu. Jest to fotografia ze zbiorów rodzinnych pochodząca prawdopodobnie z lata 1939 roku, bowiem tego roku przebywała nad morzem p. Eleonora, która na tej fotografii jest na samym dole (ur. 1919). Jej córka, która do mnie teraz napisała to dalsza rodzina Wzorków – dla niej Leon i Władysław to byli wujkowie. Sama poznała latarnika Władysława jako nastolatka, przebywając nad morzem na Rozewiu.

Niestety dziś już nie udało się ustalić na 100 procent tożsamości osób ze zdjęcia. Tylko kilka osób to pewne dane. Oto one:

Dolny rząd od lewej: wspomniana już Eleonora, a obok Olek Wzorek (w  podkoszulku). Górny rząd od lewej: Leon Adamczyk (ojciec Eleonory), pani XXX (być może to żona Leona Wzorka), Leon Wzorek, Katarzyna Adamczyk (żona Leona, matka Eleonory), pan XXX to jakiś ksiądz (który u nich wtedy był i chyba chorował), dzieci -nie wiadomo (być może Leona bo rocznikowo były młodsze od Eleonory).

To tyle w temacie prezentowanego zdjęcia, ale poza ludźmi widzimy tam unikalny widok latarni z okresu sprzed II WŚ. Cudowna podroż w czasie i bardzo dziękuję córce p. Eleonory, że zechciała się podzielić z nami tym wspomnieniem rodzinnym.

Fot. z rodzinnego albumu Eleonory Dominek

[05.05.2014]

PS. Od siebie dla uzupełnienia dawnych ujęć Rozewia i goszczących w nim ludzi kilka zdjęć i kartek z mojej kolekcji.

Poniżej fotografia latarnika Władysława Wzorka – zakupiona na interenetowej akcji, zdjęcie ze zbiorów Latarnicy

Poniżej zdjęcie aukcyjne z Leonem Wzorkiem i grupą gości II RP na Rozewiu

Poniżej grupa marynarzy z kierownikiem latarni przy pomniku  Zaślubin Polski z Morzem (1938 rok) , po lewej z charakterystycznym wąsem Leon Wzorek, kartka ze zbiorów Latarnicy

Pod koniec marca był wpis z Rozewiem w wersji black and white to dziś bardziej w kolorze choć trudno mówić o ich intensywności kiedy patrzy się na to zdjęcie. Ale akurat w nim liczy się klimat i niesamowita nocna pora. Zapalona optyka to jakby obserwacja operacji na otwartym sercu – widać to co jest w latarni najważniejsze. Autorem zdjęcia jest Marcin Pałaszynski. Gratuluję!

[13.04.2014]

Rozewie black & white

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Nie jestem jedyna w opinii, że czarno-białe zdjęcia mają to COŚ. I nieważne co jest ich tematyką. Tym bardziej popadłam w zachwyt jak zobaczyłam te trzy fotografie z mojego ukochanego Rozewia. Ich autorem jest mój krajan (Poznaniak) – Marcin Pałaszyński. One idealnie oddają to miejsce. Rozewie nie jest zwykłym przylądkiem. Rozewie to żywa historia rodzimego latarnictwa, to legendy, wspomnienia, cudowni ludzie, którzy nią kierowali i czuli, że będąc tam wypełniają ważną misję.

Poniżej cała sylwetka rozewskij blizy – fotografia z września 2013 roku

Poniżej optyka Rozewia – detale, zdjęcia z 2012 roku

Fot. Marcin Pałaszyński

[28.03.2014]

Dziś mam dla Was gratkę filmową. To taki poświąteczny prezent od Latarnicy dla faromaniaków. Na stronie Youtube.com możecie obejrzeć stary film pt. „Między dwiema latarniami” ukazujący ten odcinek naszego wybrzeża od latarni morskiej Rozewie, poprzez półwysep aż po miejscowość Hel. Link do filmu – TUTAJ.

W jednej z pierwszych scen możemy zobaczyć jak latarnik rozewskiej blizy wspina się schodami na laternę a później – prawdziwy rarytas! – bowiem widzimy w akcji optykę, tą która teraz jako eksponat archiwalny jest na poziomie pod aktualnie czynną optyką. Film trwa pół godziny. Miłego oglądania!

[28.12.2013]

Subscribe to LATARNICA