LATARNICA

Latarnie morskie, koty, słowo drukowane i coś więcej…

Dziś z sentymentem sięgam pamięcią do lata w 2010 roku, kiedy to po raz pierwszy na dłuższy pobyt – a nie tylko przejazdem – zlądowałam w naszym uroczym Niechorzu. Wtedy powstało mnóstwo zdjęć latarni, oczywiście były tu szczegółowe wpisy z sfotografowanymi detalami latarni jak i całej miejscowości. Dziś takie zestawienie fotograficzne. Latarnia morska w Niechorzu (jedna z piękniejszych na naszym wybrzeżu i cudownie, z wielką dbałością wyremontowana) w świetle dnia i po zmroku podświetlona punktowo. Nie mogę Wam pokazać tej latarni z działającą optyką,  bowiem akurat podczas mojego pobytu byla awaria aparatu świetlnego.

[08.05.2016]

Fot. Latarnica

DSC00581 DSC00557

W kolejnej części mojej fotorelacji z sierpniowego weekendu nad morzem jeszcze pokręcimy się chwilę pod samą wieżą latarni Stilo, by w następnej odsłonie, która ukaże się wkrótce, wejść już do jej wnętrza i zwiedzić kolejne kondygnacje i przyjrzeć się detalom. Póki co popatrzmy na jej piękną trzy kolorową sylwetkę i spójrzmy na najbliższe otoczenie. Pogoda tego dnia była wyśmienita, błękit nieba, a czasami wręcz za gorąco bowiem w sierpniu dokuczały w całej Polsce naprawdę ogromne upały. W samym Gdańsku gdzie nocowałam było nie do zniesienia, na wybrzeżu odrobinę lepiej ale duchota panowała niemiłosierna i każdy czekał na deszcz lub pachnącą letnią burzę.

[23.03.2016]

Fot. Latarnica

20150808_141250 20150808_150108 20150808_150151 20150808_152137 20150808_152235 20150808_152248 20150808_152346 20150808_152407 20150808_152433 20150808_152437 20150808_155010 20150808_160129

Dziś zachęcam was do poparzenia na piękną włączoną optykę kołobrzeskiej latarni, ale w trochę nietypowej perspektywie. Zdjęcie pochodzi z profilu facebookowego o nazwie Kołobrzeg na fotografii. Więcej pięknych zdjęć z tego miasta znajdziecie TUTAJ.

[13.03.2016]

12805977_483274971856232_688457649601238107_n

 

Urzekające Gąski

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Czasami dostaję TAKIE zdjęcia naszych latarni, że zapiera mi dech w piersi. Już co najmniej kilkakrotnie tego doświadczyłam i zazwyczaj dotyczy to zdjęć latarni z włączoną optyką. Tak samo stało się i w tym przypadku. Letni tryptyk z Gąsek mnie powalił swym klimatem i pięknem. Czegoż trzeba więcej? Patrzy się w te kadry i od razu czuje się zapach letniego wieczoru, gdzieś w tle cykają świerszcze na polu, w powietrzy czuć ten uchodzący na rzecz nocy gorąc upału, a latarnia jak zawsze po zmierzchu pracuje i wysyła swój piękny snop światła z laterny.

Autorem zdjęć jest Kuba Borok. Powstały 25 sierpnia 2013 roku. Więcej zdjęć możecie obejrzeć na autorskim profilu na facebooku – Kuba Borok Fotografika.

[09.03.2016]

12776795_10206163505187632_652963699_o 12789747_10206163505067629_1097149114_o 12809921_10206163505107630_32669798_o

Zdjęcie na niedzielę – 28 luty

Posted by kotmonika under Blog

Na ostatnią niedzielę lutego (Ach marzec już za zakrętem! I wiosna też!) zapraszam na tzw. helskie podesty w zimowy poranek,a konkretnie poranek dnia 6 lutego 2016.

Fot. Grzegorz Elmiś / Fotografia – Grzegorz Elmiś 

[28.02.2016]

12645184_889133174535603_6008763454728583958_n

Tradycyjnie już 2 maja, w świnoujskiej latarni morskiej, odbędą się 2 maja br. uroczystości z okazji Dnia Flagi Rzeczyposplitej Polskiej. Nie znalazłam informacji czy podobnie będzie na latarni w Niechorzu, bo tam też odbywały się już takie uroczystości. zatem zamieszczam program obchodów dotyczący Świnoujścia. Fot. ze strony facebookowej swinoujskie.info.

[02.05.2015]

W nawiązaniu do jednej ciekawej archiwalnej kartki ze Smołdzina, którą prezentowałam przedwczoraj, dziś współczesne ujęcie latarni czołpińskiej w obiektywie Marcina – którego wrażliwość fotograficzna i widzenie świata (w tym latarni, bo prezentuję jego zdjęcia nie po raz pierwszy) bardzo mi odpowiada. Na pierwszym zdjęciu latarnia morska Czołpino z oddali, na drugim widok na drogę wiodącą ku niej przez malownicze tereny  Parku Narodowego.

Fot. Marcin Pałaszyński [2x]

[15.03.2015]

Dziś prezentowane w niedzielnym cyklu zdjęcie jest wyjątkowo (bo rzadko się to zdarza) mojego autorstwa. Ale wstawiam je tutaj z dumą, bo wydaje mi się że udało mi się złapać w tym kadrze to coś, co było jakby kwintesencją mojego styczniowego pobytu na Przylądku. Fotografia ukazuje jedną z dwóch rozewskich bliz – tzw. Rozewie II już p częściowym, zewnętrznym remoncie wieży i mamy tutaj spotkanie przeszłości z przyszłością. Przeszłość reprezentuje stara brama z morskimi kutymi metalowymi oraz przylegające do wieży zabudowania a przyszłość to ta całkiem „nowa” wieża – odmłodzona z nową laterną i wkrótce z nową optyką. Jedno z moich miejsc na ziemi, jedno z miejsc gdzie serce zdecydowanie szybciej bije…

Fot. Latarnica / 30 stycznia 2015

[15.02.2015]

Kierunek PÓŁNOC!

Posted by kotmonika under Blog, Latarnie morskie

Kiedy dziś wejdziecie na tego bloga – a mam nadzieję, że trochę osób tu wpadnie – przed lub po pierwszej piątkowej kawie, to ja będę już w podróży na północ. Zmierzam dziś na trzy dni do Trójmiasta, z bazą noclegową na gdańskiej starówce, a moim celem jest też ten obiekt, który widzicie na zdjęciach poniżej. Autor zdjęć miał fantastyczną pogodę robiąc te fotografie. Z dnia na dzień widać jak wspaniałe zmiany zachodzą na latarni Rozewie II. Z przyjemnością się to ogląda. Jeśli w ten weekend dotrę na nasz uroczy przylądek obiecuję najświeższe foty z remontowanej latarni. Póki co zmierzam ku morzu i to jeden z lepszych i ekscytujących dni tego roku!

Fot. Piotr Gałka / 18 stycznia 2015

10 grudnia prezentowałam Wam piękne letnie ujęcia naszych latarni morskich uchwycone przez Pana Leszka Stromskiego. Ale czy tego chcemy czy nie mamy grudzień i zima zaraz się rozpocznie. 21 grudnia mamy początek astronomicznej zimy. A jak jest zimą nad naszym morzem? Pięknie i wielokrotnie miałam okazję się o tym przekonać.  Dziś chciałabym pokazać Wam zimowe ujęcia miejsc, które zapewne znacie z sezonu letniego. zawsze zachęcam aby choć raz w życiu odwiedzić nasze wybrzeże w porze śnieżnej zimy. Robi wrażenie i prawdopodobnie zechcecie to później powtórzyć. Poniżej typowa mroźna polska zima nad wodami Bałtyku. Fot. Leszek Stromski

Poniżej pława kardynalna w Orłowie, zima 2011

Poniżej Gdynia – Skwer Kościuszki we mgle

Poniżej skuty lodem Puck, o tym zjęciu Autor napisał tak:

Puck w lodzie. Niezwykłe jest wrażenie bezkresu białej przestrzeni w słońcu. Są to wrażenia tego, co czują polarnicy. Kiedyś przechodziłem Zatokę po lodzie i czułem się, jakbym zdobywał biegun.

Poniżej w lodzie torpedownia w Gdyni Babie Doły

Poniżej Gdynia, prawa główka wejściowa wejścia południowego

Poniżej pława G1 na torze w Gdyni, takie dni się zdarzają: jest pięknie i piekielnie zimno.

Pan Leszek Stromski jest również autorem wystawy eksponowanej na drugim piętrze we wnętrzu latarni morskiej Stilo, poniżej kilka ujęć tej wystawy.

Dziś z przyjemnością wracam do letniego cyklu prezentującego Wasze migawki z wakacyjnych wypraw, które związane były częściowo lub z góry były zaplanowane na to, aby w wolne letnie dni odwiedzić nasze rodzime latarnie. Cykl zamyka relacja autorstwa Ani Stando i Jonatana Celera. Ania o ich wspólnej wyprawie napisała tak:

Trasa objęła 12 latarni (na latarni w Świnoujściu zrodził się pomysł). W sumie 4 dni, 1034,1 km. Planowaliśmy wszystko na 3 dni, jednak z powodu pogody musieliśmy przedłużyć i w zasadzie wyszło nam to na lepsze. Przemieszczaliśmy się na motocyklu, a nocowaliśmy na polach namiotowych. Dzięki temu nasze paszporty się wypełniły i oboje zdobyliśmy brązową i srebrną odznakę.

Gratuluję odznak w Paszportach i pięknej przygody. Poniżej fotorelacja w skrócie.

Fot. Anna Stando / Jonatan Celer

[24.10.2014]

Poniżej Gąski

Poniżej Darłówko

Poniżej Jarosławiec

Poniżej Ustka

Poniżej Ustka

Poniżej Czołpino

Poniżej gdański Nowy Port

Poniżej Niechorze

Poniżej Niechorze

Poniżej Kołobrzeg

Poniżej Kołobrzeg

Poniżej Kołobrzeg

 

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Co było przyczynkiem do tego że zacząłeś pisać  ”Latarnika”? Czy pisząc wiedziałeś już, że powstanie część 2 czyli „Latarniczka”?

Karol Kłos: Wcześniej próbowałem pisać wiersze, potem opowiadania. Udało mi się wygrać Ogólnopolski Konkurs Na Opowiadanie organizowany przez artystyczny klub „Winda” w Gdańsku w roku 2004 bodaj, otrzymać nagrodę marszałka województwa, co było pierwszym moim zarobkiem uzyskanym dzięki literaturze. Potem dowiedziałem się o konkursie na dziennik inspirowany dziennikami Stefana Żeromskiego. Przystąpiłem więc do pisania. Potem się okazało, że konkurs dotyczył młodzieży szkolnej, więc mnie przyznano tylko symboliczną nagrodę książkową, ale tekst pozostał i to z niego powstał „Latarnik”. Pisałem go przez sześć lat, po kilka zdań, po akapicie. Gdy wydałem „Latarnika” w postaci książki to zamarzyła mi się trylogia. Bo jak to brzmi. Drugi tom, czyli „Latarniczkę” pisałem przez rok. Zwieńczenie trylogii wciąż jest w sferze planów. Po drodze niejako było jeszcze opowiadanie „Duch”, opowiadanie „Księzniczka i groch”, które zwyciężyło w konkursie portalu Duże K, a także praca nad inną powieścią. Poza tym pasjonuje mnie fotografia, co też pochłania czas.

Latarnica: Pokazywałeś komuś fragmenty powstających książek? Powstawały jako pisanie do tzw. szuflady czy od początku planowałeś aby miały swoich Czytelników?

Karol Kłos: Gdy okazało się, że pierwsza wersja dziennika nie kwalifikuje się do konkursu ze względu na wiek autora to dalej go pisałem już bez myślenia o czytelnikach. Pisałem dla siebie, dlatego też mogło to tak długo trwać. Nigdzie mi się z tekstem nie śpieszyło. „Latarniczka” była już pisana jako kontynuacja i z myślą o czytelnikach. Dlatego bardziej się śpieszyłem. Doszedłem do wniosku, że gdy będę pisał tak wolno to niewiele zdążę napisać. Pisałem już jako autor, znacznie bardziej świadomie.

Latarnica: Czytając „Latarnika” powróciłam do swoich ukochanych i znajomych miejsc na Półwyspie. To była wyprawa w czasie i przestrzeni osadzona w konkretnych polskich realiach. Sporo w niej twoich własnych doświadczeń i choć jak podajesz w „latarniczce” wszystkie zdarzenia są zmyślone a imiona postaci zmienione aby nie udało się je przypisać do autentycznych osób. Myślisz, że osoby które cię inspirowały rozpoznały a kartach tych książek siebie? Miałeś takie rozmowy?

Karol Kłos: Moi znajomi, krewni i sąsiedzi znają z własnego doświadczenia wszystko to o czym piszę, pamiętają wydarzenia, znają bohaterów i często się rozpoznają. Większość ekscytuje się tym, że zostali opisani. Niektórzy twierdza, że muszą się dobrze ubierać na wypadek gdyby znowu ich ktoś opisał. Ktoś pytał się mnie czy nie bałem się opisywać ta czy inna osobę. Zdarza się też, że czytelnicy źle kojarzą osoby. Tylko jedna osoba miała do mnie pretensję o opisanie jej w książce. Postanowiłem sobie, że już tego nie zrobię. Sobie, ponieważ w przypadki fikcji literackiej innym nie muszę niczego obiecywać, nawet wtedy jeżeli ta fikcja pokrywa się z życiem.

Latarnica: Czy twoi znajomi, rodzina, pracodawca wiedzieli że piszesz te książki? Jak zostały przyjęte przez znajomych/ rodzinę po ukazaniu się?

Karol Kłos: Teraz wszyscy piszą – powiedziała pewna osoba. Inni pytają co piszę, kiedy coś znowu wydam. Mój dyrektor powiedział przy ostatnim naszym spotkania:

– A, to pan!

Nie wiem jakie emocje towarzyszyły panu dyrektorowi i mam nadzieję zbyt szybko się o tym nie dowiadywać.

Latarnica: Jak myślisz – kim jest przede wszystkim Karol Kłos dla mieszkańców Jastarni? Latarnikiem? Pisarzem? Sąsiadem czy może dziennikarzem?

Karol Kłos: Dla mieszkańców Jastarni latarnikiem i byłym dziennikarzem. Byłym dziennikarzem przede wszystkim w związku ze społeczną pracą w redakcji „Jastarniskiej Kleki”. Było to obywatelskie pismo wydawane domowymi sposobami w latach dziewięćdziesiątych. To wtedy większość mieszkańców dowiedziała się o moim istnieniu. Ci, którzy wtedy nie zauważyli, nie wiedzą o mnie do dziś.

Latarnica: Po lekturze Twoich książek polecałam je wszystkim miłośnikom latarni. Uważam że mimo iż nie wnoszą faktów historycznych nt latarni i półwyspu to są zapisem życia codziennego latarnika i mieszkańca Północnych Kaszub. Są pod tym względem ciekawe i ukazują Jastarnię, jej mieszkańców, problemy życia codziennego z punktu widzenia człowieka stamtąd co dla miłośników wybrzeża może być cudowną przygodą literacką. Myślałeś przy ich pisaniu o idealnym Czytelniku/odbiorcy jako o swoim sąsiedzie i mieszkańcu półwyspu czy zależało ci bardziej na opowiedzeniu czegoś od siebie osobom, którym twój codzienny świat jest bardzo odległy.

Karol Kłos: Każdy autor ma warstwy. Podobnie jak Shrek. Mieszkańcy półwyspu rozpoznają siebie lub swoich znajomych. Pisząc staram się ich nie urazić. Dla obcych to nie ma znaczenia kto miał kochankę, a kto nie. Pisząc dla nieznajomego czytelnika można sobie na więcej pozwolić, chociaż on nie wszystko zrozumie. Poza tym mój wewnętrzny świat jest bardzo odległy zarówno od jednych jak i od drugich. Pisząc staram się dotrzeć do wszystkich, ponieważ sam próbuję docierać do świata wyobraźni pisarzy z całego świata. Mam nadzieję, że kiedyś granice przestaną dzielić. Wiem, jestem idealistą, ale nic na to nie poradzę. Dlatego nie mogę pisać tylko dla znajomych.

Latarnica: I na koniec jeszcze jedna kwestia. Widzę, że bardzo chętnie uczestniczysz w spotkaniach autorskich i wieczorkach literackich innych pisarzy i poetów. Czy praca twórcza – literacka innych osób inspiruje cię i daje natchnienie do częstszego sięgania po pióro?

Karol Kłos: Ich praca i twórczość inspiruje mnie do sięgania po aparat fotograficzny. To przede wszystkim. Jadę na spotkanie po to by poznać człowieka, który robi coś interesującego, a w dodatku jeszcze podobnego do tego co ja robię. Mam zawsze nadzieję na jedność dusz, zainteresowań, doświadczeń, czyli na dość zaawansowaną jedność osobowości. Szczerze mówiąc rzadko ich czytam, bo klasycy nie pozostawiają mi już zbyt wiele czasu na czytanie znajomych. Wiem z całą pewnością, że nigdy nie zdołam przeczytać wszystkich książek. Dlatego przerywam czytanie jednej książki by zajrzeć do drugiej, a tej by zerknąć do trzeciej. Czytam mnóstwo książek równocześnie. W mojej biblioteczce większość lektur ma w sobie zakładki, które mówią mi ile jeszcze pozostało do przeczytania. Ta praca nigdy się nie skończy, ponieważ każdego roku powstają nowe książki. Dlatego więcej czasu poświęcam na czytanie niż na pisanie. Taki wybór. Równocześnie jednak inne książki są dla mnie inspiracją tak samo często jak tak zwane życie. Może nawet częściej. Wyznaję zasadę, że biblioteka jest równie ważna jak życie.

Latarnica: Twoje książki powstały jako rękopisy odręczne czy pisałeś je na komputerze?

Karol Kłos: Pisze odręcznie długopisem. Czasami piórem. Długopis jest jednak wygodniejszy, chociaż mniej prestiżowy. Potem przepisuję na komputerze. Ze względu na pracochłonność tego procesu czasami podejmuje próbę pisania od razu na klawiaturze. Można swobodnie dopisywać w różnych miejscach, bądź wykreślać. Odręcznie jednak nadal robię notatki, szkice, próbne wersje. No i potem tych odręcznych notatek jest więcej niż tekstu na dysku twardym komputera, więc znowu przepisuję.

Latarnica: Jako autor  i czytelnik idziesz z duchem czasu i doceniasz takie wynalazki jak tablety, czytniki ebooków, audiobooki czy zdecydowanie wolisz zapach papieru i jego szelest pod palcami?

Karol Kłos: Naturalnie, idę z duchem czasu. Mieszkam daleko od supermarketów, kina, teatru, uczelni, na której syn studiuje i mieszkania, w którym syn mieszka. Wszystkie spotkania autorskie moich znajomych, w których tak chętnie uczestniczę, również odbywają się daleko od mojego domu. Grzechem zaniechania jest podróżowanie dwie godziny w jedna stronę i dwie w drodze powrotnej bez audio-booka. Czytać wolę na papierze. Ot, stare przyzwyczajenia coraz starszego człowieka.

Latarnica: Chętnie przeczytałbym kolejną część „Latarnika” i „Latarniczki”. Czy napisałeś albo jesteś w trakcie pisania kontynuacji swoich dwóch powieści?

Karol Kłos: Jest w trakcie pisania. Jest też w trakcie pisania inna książka. Która będzie wcześniej to już loteria.

Latarnica: Powiedz na koniec czy można gdzieś jeszcze nabyć twoje książki – jeśli tak to gdzie?

Karol Kłos: empik.com; merlin.pl; aros.pl; taniaksiazka.pl; oraz wiele innych księgarni internetowych. Sprawdziłem przed chwilą. Jak długo tak będzie nie wiadomo. Rynek książki jest w naszym kraju niezwykle skomplikowany.

Latarnica: Jako podsumowanie naszej rozmowy chciałabym krotko nawiązać do tytułu tego wywiadu. Kiedyś podczas rozmowy przez komunikator internetowy powiedziałeś takie zdanie: Bez pasji nie ma życia. Co jest zatem Twoją największą pasją?

Karol Kłos: Czytanie. Od tego wszystko co związane literaturą i pisaniem się zaczęło. Pierwsze były „Opowieści z dalekich mórz i oceanów”, chyba… O ile dobrze pamiętam. Miałem z 8 lat. Czyli 42 lata praktyki zawodowej.

Latarnica: Serdecznie dziękuję za bardzo interesującą rozmowę.

——————————————————————————–

Dane biograficzne:

Rocznik 1961. Zamieszkały w Jastarni. Ukończył Liceum Elektryczne w Wejherowie. W latach 1983-86 pracował na budowie Elektrowni Jądrowej Żarnowiec w Nadolu. Pracownik Urzędu Morskiego w Gdyni na stanowisku Latarnik, w latach 1986-1996 w Radiolatarni Morskiej w Helu, potem do chwili obecnej w Latarni Morskiej w Jastarni.

W latach 1997-2001 reporter, dziennikarz i redaktor lokalnej gazety „Jastarnicko Kleka”. Od listopada 2008 do końca 2012 publikuje w społecznościowym serwisie dziennikarstwa obywatelskiego ”’www.wiadomości24.pl”’ Pierwszy prezes „Stowarzyszenia Przyjaciół Jastarni”. Członek „Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie”.

[19.09.2014]

Fot. Z archiwum Karola Kłosa [2x]

Poniżej – latarnicy chętnie odwiedzają także inne latarnie poza swoim miejscem pracy

Poniżej w budynku przy jastarnickiej latarni

Poniżej latarnik Karol Kłos przy zdjęciu ze swoim stanowiskiem pracy  – fotografii jastarnickiej blizy – na wystawie przy latarni w gdańskim Nowym Porcie w sierpniu 2013, fot. Latarnica

Ten tydzień spędzicie na moim blogu w towarzystwie Karola Kłosa – latarnika i pisarza z jastarnickiej blizy. Jest to ekskluzywny wywiad przeprowadzony specjalnie dla mojego blogu. Mam nadzieję, że was zainteresuje i przybliży postać tego latarnika. Karola poznałam przez internet, przez naszego innego wspólnego znajomego – pisarza. Najpierw były to spotkania wyłącznie w wirtualnym świecie, by w sierpniu 2013 roku w pięknych latarnianych okolicznościach w gdańskim Nowym Porcie, poznać się osobiście. Poniżej treść naszej rozmowy podzielna na 3 odcinki, które przeczytanie dziś, w najbliższą środę (17.09) i piątek (19.09). Tytuł tego wywiadu narodził się spontanicznie podczas jakiejś luźniejszej rozmowy przez komunikator portalu Facebook. I od razu wpadł mi w oko i tak już zostało. Zatem zapraszam do lektury!

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Witaj Karolu, z ogromną radością chciałabym zadać Tobie kilkanaście pytań dotyczących Twojej zawodowej drogi latarnika, Twoich dwóch książek, które miałam okazję przeczytać  (powieści: „Latarnik” i „Latarniczka”) oraz życiowych pasji i zamiłowania do pisania. Zacznijmy od początku czyli chwili kiedy podjąłeś pracę w zawodzie, który mnie wydaje się czymś fascynującym i wyjątkowym oraz bardzo odpowiedzialnym. Jak to się stało, że z pracownika na budowie w Żarnowcu trafiłeś do helskiej latarni. Był wolny etat czy ktoś Tobie tą pracę zaproponował?

Karol Kłos: Zwolnił się etat w miejscu zamieszkania, a ja mieszkałem na kwaterze i wracałem do domu tylko na niedzielę, więc bardzo chętnie skorzystałem z nadarzającej się okazji. Ponieważ chętnych na to stanowisko było kilku, pracodawca zorganizował nam egzamin wstępny, w wyniku którego zostało nas dwóch kandydatów. Nastąpiła więc dogrywka, ale znowu uzyskaliśmy jednakowe wyniki. Wtedy zaproponowano pracę nam obu, ponieważ był wolny etat również w Helu.

Okazja ta miało bardzo tragiczne tło. Jeden z latarników z powodów rodzinnych i emocjonalnych podpalił swój dom, a następnie nie zdołał uciec ogniowi i zginął w pożarze. Te okoliczności stały się później pretekstem napisania opowiadania „Duch”, które opublikowałem w tomie „31.10 Halloween po polsku” razem z opowiadaniami moich znajomych autorek i autorów w serwisie Virtualo.pl. Ten projekt literacki realizowały osoby znające się tylko wirtualnie, czyli przez Internet, a dokładniej przez Facebooka. Pierwszy tom opowiadań grozy „31.10” ujrzał czytelników w 2011 roku, a w kolejnych latach powstawały następne tomy opowiadań, w których już jednak nie wziąłem udziału. Zbiory z tego cyklu można nabyć gratis na stronie Virtualo.pl, to znaczy z przyczyn formalnych trzeba je kupić, no bo to jest sklep, ale cena wynosi 0,00 zł.

Latarnica: czytając o przebiegu Twojej pracy zawodowej jako latarnika widzę że służyłeś na Helu już w 1986 roku czyli załapałaeś się jeszcze na działanie drugiej latarni pod Helem na tzw Górze Szwedów. Na czym polegała praca latarników helskich w związku z tą zautomatyzowaną latarnią? Jakie były wasze obowiązki? Jak często musiałeś podejść/podjechać do konstrukcji na Górze Szwedów?

Karol Kłos: Na Górę Szwedów chodziliśmy spacerkiem raz w tygodniu. Mieliśmy specjalny grafik zajęć, z którego wynikało, że w każdy poniedziałek ten z latarników, który miał dzienny dyżur, szedł na Górę Szwedów. To był marsz wzdłuż trasy kabla energetycznego zakopanego w ziemi, którym dostarczany był prąd do latarni. Trasa liczyła około czterech kilometrów. Gdy wandale powybijali szyby, to wszyscy razem we czterech poszliśmy je wstawiać.

Później, niestety, pracę latarni na Górze Szwedów przerwały działania złodziei. Z ziemi wyrwano kabel zasilający, ponieważ był on wykonany z aluminium, a ten metal miał wysoką cenę w skupach złomu. Wtedy latarnia przestała świecić. Niewiele później złomiarze połasili się na całą laternę z miedzianej blachy. Miedź też miała wysoką cenę. Laterna to jest pomieszczenie z żarówką na szczycie latarni morskiej. Teraz z latarni na Górze Szwedów pozostała już tylko sama stalowa kratownica wieży. Nie wiadomo jak długo jeszcze postoi.

Latarnica: A dlaczego od 1996 roku zostałeś latarnikiem w Jastarni? To była zmiana na twoje życzenie czy były tego jakieś inne okoliczności?

Karol Kłos: Tego roku na emeryturę odszedł mój brygadzista, pan Aleksander Brojek, a jego miejsce zajął syn Tomasz. Równocześnie mieszkanie służbowe obok latarni otrzymał inny latarnik, Marek Budzisz, który dotąd mieszkał i pracował w Jastarni. Więc teraz Marek mieszkał by w Helu, a dojeżdżał do Jastarni, natomiast ja mieszkając w Jastarni dojeżdżałbym do Helu. Zamieniliśmy się miejscami pracy, dzięki czemu każdy pracuje teraz w miejscu zamieszkania.

Latarnica: Praca na Helu powiązana była z aktywnym sezonem letnim bowiem latarnia helska jest udostępniona dla ruchu turystycznego. Czy za twojej bytności już obsługiwałeś ruch turystyczny na latarni?

Karol Kłos: Tak, pracowałem latem przy obsłudze ruchu turystycznego. Poza godzinami służby sprzedawało się bilety oraz pocztówki zwiedzającym stojąc u wejścia do latarni. Na górze inny pracownik opowiadał historię, wyjaśniał co gdzie widać i pożyczał lornetkę. Zwiedzanie organizowało Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku. Czasami trzeba było powstrzymać nietrzeźwego przed wejściem na schody, albo skłonić nieodpowiedzialnego rodzica do trzymania dziecka za rączkę zamiast wnoszenia go na barana. Bywało się też światkiem solidarności przyjaciół, którzy niepełnosprawnego wnosili do góry na rękach. Po zakończeniu dnia latarnik brał miotłę i całe schody zamiatał, zbierał śmieci, a nocą sprzątał wywrócone kubły po odwiedzinach dzików. Czasami też naprostowywał kierunki stron świata zagubionym, upojonym wrażeniami, lub trunkami turystom.

Latarnica: W Jastarni pod tym względem (turyści zwiedzający latarnie) jest chyba zdecydowanie spokojniej.  Czy zdarzają się letnicy którzy widząc Cię na posesji latarni w Jastarni proszą o wpuszczenie?

Karol Kłos: Zdarzali się często, dlatego zawiesiliśmy na budynku informację: Bez zwiedzania. Teraz więc turyści wykazują się zdolnością czytania ze zrozumieniem. Chociaż umożliwiam podejście „pod latarnię”, na co też bywają chętni. Specjalnie dla nich zawiesiliśmy na ścianie latarni tablicę informacyjną z opisem i fotografiami. Kiedyś grupa młodzieży szkolnej usiłowała wymusić wpuszczenie ich na obiekt groźbami posiadania znajomości „w Pruszkowie”. Na szczęście takie przypadki zdarzają się rzadko.

Latarnica: Czy miałeś obawy przed podjęciem pracy latarnika czy od początku czułeś że to zajęcie idealne dla Ciebie?

Karol Kłos: Nie miałem obaw, ale też nie rozumiałem specyfiki tej pracy. Pracowałem wcześniej w ruchu utrzymania na budowie jako dyżurny elektryk, więc praca zmianowa mi odpowiadała. Na stanowisku latarnika doszły natomiast zagadnienia związane z turystyką. W Helu miało to bardzo duże znaczenie, no i wiązało się z dodatkowym wynagrodzeniem. Ze sprzedaży biletów mieliśmy swój procent. To znaczy pierwszego roku było tych procentów aż dwadzieścia. Potem każdego roku wysokość tego zarobku była zmniejszana. Gdy odchodziłem z Helu latarnicy otrzymywali osiem procent wartości sprzedanych biletów. Przy dużym ruchu turystów wciąż jeszcze było to całkiem dobre wynagrodzenie. Jak to wygląda obecnie nie mam pojęcia, ale sądzę, że raczej nie podnoszą latarnikom tej płacy. Zresztą na innych latarniach stawki były inne, bo inne też były lokalne uwarunkowania. Pracodawca zawsze dba o to by pracownik nie zarabiał zbyt dużo, bo by mu się mogło w głowie poprzewracać od tego bogactwa.

Latarnica: Co Tobie najbardziej odpowiada w obowiązkach latarnika? Czy ta praca daje ci szansę na inne pasje takie jak czytanie i pisanie książek? Zdradź mi czy jakieś fragmenty a może większość tekstu „Latarnika” czy „Latarniczki” powstały podczas np. nocnej służby?

Karol Kłos: Podczas pracy na stanowisku latarnika jestem pracownikiem Urzędu Morskiego w Gdyni, wobec tego wykonuję tylko i wyłącznie obowiązki zlecone mi przez pracodawcę, a określone w umowie o pracę, przepisach prawa pracy oraz regulaminach służbowych. Czasami w wyjątkowych sytuacjach mam też możliwość realizowania swoich pasji równocześnie z pracą dla urzędu. Mam tu na myśli tradycyjny już, bo V Bałtycki Maraton Brzegiem Morza, który w tym roku odbędzie się 30 sierpnia, a którego organizatorem jest między innymi Urząd Morski w Gdyni, miasta Jastarnia i Władysławowo oraz inne instytucje. Wtedy mogę szaleć na plaży z aparatem fotograficznym w dłoni. Zazwyczaj wykonuję takiego dnia ponad tysiąc fotografii.

Natomiast książki piszę w czasie wolnym, co oczywiście również oznacza bardzo często noc. Nocna pora idealnie nadaje się do pisania książek, ponieważ do tej pracy wymagany jest spokój, cisza i skupienie. Większość moich znajomych autorek i autorów to nocne marki. Niektórzy twierdzą nawet, że są wampirami.

CDN

[15.08.2014]

Fot. Z archiwum Karola Kłosa [2x]

Poniżej Karol Kłos piszący czyli w dłoniach cenny rękopis

Poniżej w „firmowym” mundurze czyli latarnik na stanowisku pracy

Poniżej: pierwsze spotkanie twarzą w twarz Latarnicy i latarnika Karola Kłosa – sierpień 2013 – w Nowym Porcie (fot. Tomasz Lerczak)

 

Zdjęcie na niedzielę – 14 września

Posted by kotmonika under Blog

W połowie września zapraszam na plażę na wysokości Rozewia i przepiękny zachód słońca. Autorką zdjęcia jest wielokrotnie już publikowana na Latarnicy – Kasia Foigt. Fotografia została wykonana 25 sierpnia br.

[14.09.2014]

Fot. Kasia Foigt – Fotografia Nadmorska

W drugą niedzielę sierpnia zapraszam do obejrzenia zdjęcia sztormowego poranka we Władysławowie.

Fot. Katarzyna Foigt / Kasia Foigt – Fotografia Nadmorska

[03.08.2014]

Subscribe to LATARNICA